squirk77@gmail.com
Blog > Komentarze do wpisu
"Niespodziewana moda żywieniowa w Polsce. Jemy..."
Przekaz jest prosty - wcześniej jedzenie było passe i nie na miejscu po prostu, a teraz szok i niedowierzanie - jemy, kto by się spodziewał. Tak, tytuł z głównej.

Początek dnia miałam taki, że dziękuję, postoję. Danie kobiecie spowitej w piżamkę w miśki 20 minut na prysznic, wysuszenie się, maźnięcie rzęs tuszem i wybiegnięcie z domu to jednak mały hardcore. Ale dałam radę i w nagrodę dostałam kawę. Była tego warta, okoliczności towarzyszące tym bardziej.

Prawie kupiłam dynię, prawie, bo była tak wielka, że nie miałabym gdzie jej położyć, a nie ma przeciez mowy o przerobieniu nowej dyni wcześniej, niż po 3 m-cach od zakupu, oczywiście pośród narzekań i złorzeczeń. Aktualnie mam jedną, jedyną dynię, rozważam kurs po okolicznych wioskach, może gdzieś są jeszcze małe okazy, najlepiej Hokkaido, bo strasznie smutno wygląda teraz moja jednodyniowa hacjenda. Pocieszam się nabywając kompulsywnie sloiczki z tartym chrzanem (poważnie, co chwilę zapominam, że mam i kupuję nowy, w dodatku nie wiem, po co, bo nie używam), ale wiecie, to jednak nie to.

Pamiętam, że obiecałam wrzucić notkę o Dziarskiej Staruszce, dziękuję za przypominajkę, pamiętam i wrzucę wieczorem, wcześniej będę zabiegana, ale dzisiejszy wieczór wyjątkowo przeznaczę tylko dla siebie. Prawdopodobnie, bo ostatnie dni wyłącznie mnie zaskakują, niemal wyłącznie pozytywnie.

Słówko dnia - sapiosexuality. Coś wspaniałego.

Obrazeczek także na miejscu, nad obrazeczkiem obraźliwym popracuję, jak wreszcie będe mogła się skupić.

Miłego wieczoru i do później, tak?



Apdejt staruszkowy, jako że może zdarzyć się tak, że pojadę na mały spęd żeglarski i dziś nie wrócę, a obietnic trzeba dotrzymywać.

Jakiś czas temu miałam za sąsiadkę starszą panią, która chorowała, więc wszelkie zakupy itp załatwiałam przez jakiś czas ja. Zdarzyło się razu pewnego, że trzeba było iść do apteki uzupełnić pokaźną kolekcję sąsiadkowych leków. Daleko nie było, więc cóż mi szkodzi przecież, pójde i kupię.
Na miejscu okazało sie, że lekarstwo ma być zrobione na miejscu, ale proszę, niech spocznę i zaczekam, bo to tylko pół h. Usiadłam grzecznie, jak to ja, na wolnym krześle obok jakiejś starszej pani, czekam. Nie minęła chwila, kiedy staruszka przystąpiła do ataku.
W ciągu kilku minut, ku swojemu zaskoczeniu a rozbawieniu otoczenia, zostałam wypytana o rzeczy dość jak na tak krótką (czyt. żadną) znajomość nietypowe, przemaglowano mnie mianowicie na okoliczność zdrowia, stosunku do posiadania dzieci, częstotliwości udziału w imprezach, zamiłowania do alkoholu i czy jestem rodzinna i mam dobre serce. Mam, dlatego odpowiadałam, zresztą zwiać nie mogłam, lekarstwo się robiło.
Starsza pani odgarnęła mi włosy z czoła i mówi, że świetnie się składa, że tak się jej udałam, bo ona ma wnuka i temu wnukowi też się udam, tylko z tymi włosami trzeba będzie coś zrobić, bo mi na oczy spadają. Wnuk z opisu jawił się jako książe na białym koniu, chodzący ideał, ale cóż mnie to, skoro jestem sparowana. Mówię to staruszce i słyszę, że ależ to żaden kłopot przecież, jej Michaś wykosi wszelką konkurencję, a ja nie będę chyba walczyć z prawdziwą miłością. Po czym pani wyjmuje komórkę i słyszę "Michasiu, jestem w aptece, trzeba po mnie przyjechać".
Przyznaję, że wpadłam w panikę, zostałyśmy we dwie w tej aptece, farmaceutka szaleje na zapleczu, utknęłam z agresywną swatką, niedobrze. Tłumaczę z pozornym spokojem, że to wszystko to bardzo miłe, ale naprawdę nic z tego i że wnuk to na pewno wspaniały mężczyzna i z pewnością kogoś sobie znajdzie. Nic z tego, nie dociera.
Po kwadransie do apteki wchodzi wysoki brunet i kieruje się do staruszki, a ona "Michasiu, sam powiedz, czy to nie twój typ? I bardzo miła dziewczyna, nie pali i lubi dzieci". Ja blada, Michaś w pąsach, a staruszka dodaje "To ja wyjdę na chwilę, a wy młodzi poznajcie się lepiej".
Wyszła, dostałam ataku śmiechu, Michaś się jakoś ogarnął i mówi "Strasznie panią przepraszam, babcia na siłę szuka mi dziewczyny, nie potrafię jej wytłumaczyć, że radzę sobie sam, a ma słabe serce, więc ustępuję jej dla spokoju". Siedzimy, dumamy, co zrobić, żeby staruszki apopleksja nie raziła. W końcu mówię, że może powiemy, że się sobie nie spodobamy. Nie, pomysł zły, byłam dokładnie w typie Michasia, babcia wiedziała swoje. Stanęło na tym, że umówimy się na nibyrandkę. Idziemy do babci, mówimy, że jest miło i pójdziemy na kawę. I słyszymy, że w takim razie na co czekać, idźmy od razu.
Nie, do razu nie, bo środek dnia, ja w pracy, on w pracy, kiedy indziej.
Babcia dopilnowała, żebyśmy wymienili numery telefonów, zadzwoniła na mój, żeby sprawdzić, czy nie fake - w tym momencie bawiliśmy się już oboje na całego. Pożegnaliśmy się, wróciłam do domu, mówię M, że ma konkurencję, bo jestem w typie jednej babci, zniósł to mężnie.
Minęło kilka dni, zaczęłam zapominać, dzwoni telefon, w słuchawce staruszka pyta, czy już się spotkaliśmy. Mówię, że nie, bo jesteśmy zapracowani. Cisza, trzask, kilka minut później dzwoni Michaś i mówi "Błagam, niech pani idzie ze mną na tę kawę, bo ona nie da nam spokoju".
Skończyło się na tym, że faktycznie poszliśmy na kawę, jest sympatycznie, ale dumamy, co dalej, bo ja zajęta i zmian nie planuję, choć Michaś, zdaje się, życzyłby sobie tego. Stanęło na tym, że Michaś za kilka dni powie babci, że jestem w ciąży z obecnym M, co zdyskwalifikuje mnie jako partnerkę dla księcia.
Kilka dni później telefon, w słuchawce staruszka - pyta, czy to prawda. Potwierdzam te ściemę, bo tak ustaliliśmy, i słyszę "Bardzo sie na pani zawiodłam, myslalam, że rozmawiam z przyzwoitą osobą". Kurtyna.
Michaś dzwonił potem jeszcze kilka razy, naprawdę sympatyczny facet, mam nadzieję, że znalazł kogoś przyzwoitszego ;>

Ojerzu, jaka długa notka, dzyń dzyń, pobudka dla tych, co zasnęli podczas czytania, a ja idę myśleć, czy mi się chce dziś ruszyć z domu, czy jednak niezazbytnio.

niedziela, 18 grudnia 2011, squirk

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/12/18 18:48:57
Sapiosexuality. :-) Metrosexuality.
Uwielbiam takie slowa nowe, zawsze sobie wyobrazam jak Niania Ogg i Babcia Weatherwax usiluja dojsc co to znaczy :-))
Mnie przesladuje podobe slowko, zabrzmialo mi kiedys w glowe, ale jeszcze nie wiem co moze oznaczac. "Paleoseksualnosc" :-)
-
2011/12/18 18:51:39
Mma parę pomysłów, ale żadnego przyzwoitego ;-)
Uzupełniam notkę o apdejt staruszkowy, ależ się długa zrobiła - prawie jak Twój mail, co to jeszcze na niego nie odpisałam, bo nie miałam wolnej dłuższej chwili, nadrobię :-)
-
2011/12/18 19:10:17
zabawna historia , babcia pewnie będzie żyć poki wnukowi panny nie znajdzie:))))
-
2011/12/18 19:16:34
Bii_es - myślę, że sam ją już sobie znalazł, naprawdę świetny facet był i oka nie męczył ;-)
-
2011/12/18 19:40:20
Squirk, nie staraj sie. :-) Nie sadze by to slowo moglo miec jakiekolwiek przyzwoite znaczenie :-))
-
2011/12/18 19:45:18
Bres - pamiętasz, że Niania Ogg nawet słowom "dzień dobry" potrafiła nadać nieprzyzwoite znaczenie? A przecież mogą być różne stopnie nieprzyzwoitości ;-)

-
2011/12/18 19:49:17
To na pewno. Wlasciwie, jak kto poznal Nianie - to juz nie ma dlan nazwy zwierzecia co brzmi przyzwoicie. Jak zaczalem ja czytac, to akurat jezdzilem do roboty taka droga ze coraz to mi pod rower wlazil jez :-)))


A za dlugosc majla przepraszam. Ale ostrzegalem wszak :-))
-
2011/12/18 19:55:02
Niech zgadnę - myślałes wtedy o piosence o zwierzątku, którego nie da się nakłonić do podróży powietrznej? ;-)
Z mailem jakos sobie poradzę ;-)
-
2011/12/18 20:19:22
No wlasnie. "Labedzia, bialego jak sniego. I tylko jeza, jeza sie nie da.."

www.mudcat.org/@displaysong.cfm?SongID=6439
www.youtube.com/watch?v=1EeGBRy5WBY&feature=related
-
2011/12/18 21:30:17
Bres - prawie dokładny cytat ;-)
Dzięki za txt, nie wpadłam na niego wcześniej.

Moje plany na wieczór spektakularnie wzięły w łeb, absolutnie tego nie żałuję ;-)
-
2011/12/18 22:01:43
Ja się uśmiałam ;DDD i oka czytając nie zmrużyłam
-
2011/12/18 22:05:45
Wiesz, po fakcie mnie też to bawi, ale pamiętam, jaka byłam spanikowana, kiedy siedziałam w tej aptece, a babcia dzwoniła po jakiegoś Michasia, który miał się mną zachwycić, no nie polecam takich wrażeń, dziś jestem asertywna i nie ma szans na taką akcję, ale wtedy byłam miłą niunią ;-))
-
2011/12/19 00:46:40
rozsiewam radośnie wszędzie ideę zwierzątka, które, w porównaniu do innych zwierzątek, ma wyjątkowo wiele szczęścia.
Czuję, żę zmieniam się w Nianię Ogg bardziej z każdym dniem - nachodzą mnie czasem chcice na marynowane cebulki konsumowane pod kołdrą, w małej, nieco cuchnącej jaskini :)
-
2011/12/19 01:07:52
Szysz - musiałabys sobie wybić zęby, bo Niania ma tylko jednego, tak? I czy masz kota? ;-)

Mnie nachodzi chcica na zawieszenie prowadzenia tego bloga - to już 2,5 bloga (do jednego mam dostęp - za co jestem bardzo wdzięczna, O. :-)) do ogarnięcia, a planuję ruszyć z trzecim, tyle, że wymaga napisania kodu bardzo wyjątkowej strony, wrzuciłabym ją na swoją domenę którąś, ale sama jej nie napiszę, bo wpadłam na naprawdę nietypowy pomysł. Do tego dojdzie mi administrowanie jednym takim projektem, na dniach dogaduję szczegóły. Muszę pomyśleć, co z tym wszystkim zrobić. A maila nie dostałaś jeszcze, bo miałam bardzo intensywny weekend, dostaniesz :-)
-
2011/12/19 10:48:09
cierpliwam, dziennie wymieniamy tak ze 100 maili z Mirandą, ja nie z tych, co usychają przy skrzynce. Żyjesz, to pewnie napiszesz, ważniejsze to pierwsze :P

Jeśli chodzi o uzębienie, to niestety bliżej mi do Niani niż takiej Babci (choć mogę spokojnie stwierdzić, żę jestem podwójnie dekadencka), głos mam podobny (ludzie się chowają, a przypadkowe kozy dają przez tydzień jogurt zamiast mleka), a kota mam dawno, z gatunku mentalnych. Też z tendencją do bawienia się niedźwiedziami :)
-
2014/09/25 15:30:12
Wpadłam tutaj przypadkiem szukajac... no powiedzmy... nieważne, kocham gugle za takie znaleziska. Jak tam Michaś, znalazł sobie wreszcie dziewczynę, żeby babcia się odczepiła? ;)
-
2014/09/25 15:46:10
Lavinko - miło mi, że wpadłaś :-) a co do Michasia - nie mam pojęcia bo kontakt się urwał ale przypuszczam, że znalazł i trochę jej współczuję jeśli babcia nadal taka wyrywna, pewnie ich teraz nachodzi i pyta o wnuki ;-))