squirk77@gmail.com
Blog > Komentarze do wpisu
Tymczasowa, neutralna.

Im więcej i lepiej dzieje się za firewallem, tym mniej mnie tutaj i tym mniej o blogu myślę. Prawdziwe życie jest gdzie indziej przecież i mam uczucie, że poświęciłam mu ostatnio mniej czasu, niż powinnam - przede mną ważna zmiana, dużo się dzieje, choćby na poziomie komórkowym ;-), dojrzałam do kilku decyzji i mam kilka nowych planów.

Ktoś bardzo bliski i kochany ma w weekend operację, która oczywiście musi się udać i po niej wszystko będzie się lepiej układało, niemniej siedzenie teraz przy komputerze i poświęcanie czasu i myśli czemuś innemu, niż najbliższe wydarzenia, wydaje mi się jakieś takie..nie wiem, nieodpowiednie chyba. Robię to, co muszę, ale cała reszta to wyłącznie to, co chcę robić.

Nie rezygnuję z blogowania, bez obaw, po prostu chwilowo mniej mnie tutaj, a więcej gdzie indziej. Chcę się nauczyć kilku nowych rzeczy, np. pisania scenariuszy, mam świetny pomysł na nowe cuś do napisania (znajomy wydawca podsunął mi myśl, żeby z mojej wizji nie robić książki, tylko spróbować z filmem, nie jestem przekonana, ale powalczę). Rozważałam przez chwilę założenie bloga kulinarnego, ale na samą myśl o tym, że mogłyby do mnie wpadać rurzowe istotki z komentarzami w rodzaju "Ojeju, jakie śliczniusie ciasteczko, podkradam kawałeczek i pozdrawiam cieplusio" zrobiło mi się trochę słabo, więc pewnie skończyłoby się na kolejnym moderowanym blogu, a to się w kulinarnych średnio sprawdza. Whatever, mam co robić.

Najbliższe dni będą bardzo ważne, chcę je spędzić z tymi, których lubię/kocham. Jeśli macie wolne moce kciukowe, to bardzo proszę za trzymanie kciuków za operację, jest bardzo ważna, bo będzie ją miała bardzo ważna osoba. Oczywiście będzie dobrze, ale sami wiecie, dobre kciuki nie są złe, a Wasze są świetne, sprawdziłam. Na niektóre z ostatnich komentarzy odpisałam w mailach, nie na wszystkie pytania chce tu odpowiadać.

Aby wprowadzić w życie i na blogaska element stabilizacji wrzucam standardowe obrazeczki - wąpirzy i zwierzątkowy.

Trzeciej części "Zmierzchu" jeszcze nie obejrzałam, za to wczoraj nastąpił "Johnny English" - film z tym rodzajem poczucia humoru, który wywołuje u mnie zażenowanie i generuje liczne przekleństewka w trakcie oglądania, ale obejrzałam, bo klasyka. Spoko, "Gwiezdne jaja" są gorsze, oglądałam z chłopakami, dostałam wcześniej mocnego drinka, żeby się znieczulić, a i tak wspominam jako koszmarek.(Od razu zastrzegam - M. i P. jeśli liczycie na to, że obejrzę "But Manitou", to jesteście słabi z matmy).

Idę piec Ciasto dla Kota - w tej roli keks bananowy z mnóstwem bakalii, a nazwa stąd, że ostatnio jeden z zaprzyjaźnionych kotów wyżarł właścicielce sporą porcję. Przepis mogę wrzucić, na zupę fakes też, jeśli ktoś lubi soczewicę.

PS. Mysz w świetnej formie, wczoraj prawie odlizała mi nos. Chyba ją przeswoiłam, to nie jest zwyczajnie oswojone zwierzątko. Nie zdziwię się, jeśli zacznie mówić.

 

 

Apdejt - Obejrzałam drugą część "Johnny`ego Englisha" - żebyście Wy nie musieli.

Poważnie, nie róbcie tego.

Z ust dziewczęcia winny padać tylko kwiaty, a ja rzucałam dyskretnymi "okurwami" jak napruty bosman.

Trudno, jutro będę subtelna, dziś nie dałam rady, film jest straszny.

Nie róbcie tego w domu, serio serio.

W sensie - nie oglądajcie durnych filmów, bo rzeczy do robienia w domu jest generalnie mnóstwo i część spokojnie robić możecie.

To mówiłłem ja, Jarząbek.

 

wtorek, 24 stycznia 2012, squirk

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/01/24 14:59:28
Blog to jest tylko dodatek, rozrywka i katalizator. Prawdziwe życie dzieje się w realnym świecie, a nie wirtualnym.
Wszystko będzie dobrze! Trzymam kciuki!!! :)
-
2012/01/24 15:09:46
James - pewnie, że będzie dobrze, dziękuję za kciuki.
Zajrzałam do Ciebie, obejrzę filmiki (i posłucham Jamesa w tle ;-)) jak ogarnę hacjendę i upiekę Kocie Ciasto (tu załączam głaski dla Fidela) :-)
-
2012/01/24 15:17:49
:)
-
2012/01/24 15:41:48
lubię soczewicę, tylko gotować mnie się nie chce. Poziom niechcenia w katastrofalnym tempie zbliża się do ograniczenia czynności do odświeżania poczty przez godzinę. Koszmar. Ciśnienie leci na łeb, na szyję, likier kawowy wyszedł dziko, znaczy się wcale, ale smakuje nawiedzoną kawą i wódką ze wskazaniem na drugie, wiec damy radę. Jak tej ciotce wyszło "aż zgęstnieje" to chciałabym to widzieć...
-
2012/01/24 15:42:53
a, też trzymam!
-
2012/01/24 15:46:18
Szysz - dziękuję :-)
MBF mi właśnie zakwilił, że ma to samo, co chyba większość znajomych teraz - nicmisięniechcenie totalne. Cholera wie, skąd to, jakaś zmiana pogody alboco.
Likier zostaw w lodówce na 2-3 dni, powinien być lepszy potem i mniej wódkowy w smaku.
-
2012/01/24 16:28:49
stoi już 4, dalej nic. wypiję i tak, mała strata, miałam okazję użyć mojej przecudnej urody karafki, więc jak dotąd nie jest tak źle. Chyba, że policzyć dwa przypalone garnki, to bilans wychodzi na minus.
-
2012/01/24 16:32:10
Szysz - a te baterie do aparatu kupiłaś wkącu? ;-)
Bo wiesz, ludzie czekajo.
;-)
-
2012/01/24 16:39:14
a wiesz, że nie? w całej cholernej dzielni nie ma. A do Reala mi się nie chce iść. Jutro postaram się wyleźć z gawry i skombinować. Obiecuję szysznym słowem.
-
2012/01/24 16:44:48
Szysz - trzymam Cię za szyszne słowo ;-)
Aaaale fajne Ciasto dla Kota upiekłam. Tzn bardzo ładne jest, a potem mi dobrzy ludzie powiedzą, czy dobre, bo ja tego nie tknę przecież. Słodkie, gły.
-
2012/01/24 19:30:07
Jak kot zje, to znaczy, że fajne. Koty byle czego nie tykają.

Nicnierobienie_i_nicniechcenie też mam w bardzo zaawansowanym stopniu. Czekam wiosny.

Och, pomyziałoby się Mysz!

Zasoby kciukowe uruchomione! Zdrowia!
-
2012/01/24 20:07:55
trzymam kciuki za udaną operację :)
-
2012/01/24 20:41:22
Ewo - coś w tym jest, koty to bardzo kapryśne stworzenia :-)
Ciasto dla Kota to bardzo prosty keks bananowy, wysyłam Ci przepis mailem.
Dziękuję za kciuki, oddam nieuszkodzone ;-)

-
2012/01/24 20:43:21
Bii_es - dziękuję, z jednej strony się nie martwię, bo to się po prostu musi udać, z drugiej wiadomo, stres jest. Ciężko mi będzie cokolwiek zrobić w najbliższych dniach, bo wciąż trzymam kciuki ;-)
-
2012/01/24 21:28:10
Bres - dzięki za link, delfiny faktycznie są piekielnie inteligentne.
Oglądam własnie program zwierzątkowy, dziś grane są lwy :-)
-
Gość: , *.dynamic.chello.pl
2012/01/25 01:07:28
Za kciuki trzymane nie-dzięki:-) bo przesądna jestem jednak, i za dobre myśli i życzenia, kciuków trzymanie się nie dziękuje, coby (?) nie zapeszyć. Ale to ja, za mnie te kciuki trzymacie. NIEDZIĘKI!!!!! A keks dla kota mojego, smakował mu bardzo, a mi też smakował. Podzielił się ze mną, choć nie miał chęci. To przypadek był, zajęta byłam troszkę, w końcu na duchu podtrzymywana przez ukochanych sąsiadów drinka z nimi piłam, to KOTy robiły co chciały, samowolnie ciasto pyszne doceniły bardzo, jak zwykle:-). Do rzeczy: Koffejames, Szyszko, Ewarub, BII_es. Dzięki, kciuki SĄ mega ważne! NIEDZIĘKI!! A tobie Squirk-sama wiesz:-).
-
2012/01/25 01:13:02
Panie i Panowie, oczom nie wierzę - Smok u mnie skomentował(a) - pierwszy raz! :-)
Zdrowiej, bejb :-)
-
2012/01/25 09:06:15
To ja dla Smoka mam anegdotkę osobiście przeżytą, przedoperacyjną.
Nie wiem, co Ci tam kobieto, będą operować, ale wiem, że stres nieziemski. Ja miałam operację kręgosłupa szyjnego, jeżeli to Cię pocieszy ;-) Na dodatek w tygodniu akurat po katastrofie pamiętnej. To wprawdzie bez znaczenia, ale wszystkie telewizory na oddziale grały czarno-biało tylko o jednym...
A ja, elegancka bez przesady, tuż przed operacją zrobiłam sobie (o, durna, ja durna!) tipsy skromne, bo me paznokcie zawsze wołają o pomstę do nieba. Całkowitym przypadkiem okazało się, że z tipsami to mnie na salę operacyjną na pewno nie wpuszczą, że o operacji nie wspomnę. Alarm, gorąca linia z córką (ja w szpitalu 150 km od domu!). A potem ponad godzina spędzona w zasmrodzonym acetonowo kibelku, w towarzystwie zawsze niezawodnego dziecka. I zeskrobałyśmy te plastiki! Jaka ja byłam wtedy szczęśliwa! Tak, że wiesz ;-) Najpierw trzęsienie ziemi, a potem inne atrakcje ;-) Sama operacja nie była już tak emocjonująca ;-)
Aaaa, jeszcze mi się przypomniało, że dwa razy mnie kładli na stole, bo pierwszego razu okazało się, że coś na sali zaszwankowało (!!!), a zdążyli mnie już uśpić i zaintubować. Powtórka następnego dnia była już skuteczna.
Ja nie straszę :-))) Coś takiego dwa razy się nie zdarza. U Ciebie będzie spoko, sprawnie i delikatnie. I za to trzymam te kciuki. Niedziękuj!
-
2012/01/25 09:51:31
Ewo - bardzo, bardzo dziękuję za ten komentarz, ulubiona operowana in spe oczywiście troszkę panikuje, bo to wrażliwa, artystyczna dusza, przyda się każda pozytywna wibracja, dogadałybyście się zresztą na pewno :-)
-
2012/01/25 10:42:53
Kciuki mysie z całych sił! Na wszystkich łapkach zaordynowane! Namówiłaś Mysz na zdjęcie pratchetowe? ;)
-
2012/01/25 11:02:54
nie wiem, czy wypada się wychylić ;) ale w kwestii biustu świat staje na głowie:
namonciaku.pl/3miasto/1,113057,10511547,Nie_chciala_nagich_zdjec__I_tak_robi_kariere.html?utm_source=plotekmlyn
-
2012/01/25 11:14:18
Mouse - dziękuję za kciuczki, a z nagim biustem zawsze wypada się wychylić - choć w tym przypadku z jego brakiem raczej ;-)

Mysich zdjęć jeszcze nie mam, próbowałam zrobić jedno, ale sobie zanieżyczyła, muszę spróbować w weekend :-)
-
2012/01/25 17:39:16
Po pierwsze primo - trzymam kciuki jak cholera
Po drugie primo - tak jak Ty masz z filmami tak ja mam z książkami. Na filololo mnie nauczyli żeby największy nawet chłam czytać do końca, bo inaczej nie można się wypowiadać. No i ja właśnie niestety przeczytałam "Pragnienie" Carrie Jones tym sposobem. To znaczy z "okurwami", ale doczytałam do końca tę cudną historię o złym wielkim elfie czy jakimśtampodobnym stworze, który próbował porwać swoją córkę i wszędzie rozrzucał złoty brokat :) Zaiste przeurocze. Nie czytaj nigdy!!!
Po trzecie primo ultimo - mój kot chyba umie czytać, bo w momencie jak otworzyłam Twojego bloga to wlazł mi na biurko i zaczął ocierać się o monitor zasłaniając mi przy tym swoją kosmatą dupą cały widok.
-
2012/01/25 18:01:24
FKa - dziękuję w imieniu Smoka, właśnie zbieram się powoli i idę na Wielkie Wspieranie Przed (za kilka dni zrobimy Wielkie Wspieranie Po ;-)).

Kilku książek, przyznam, nie udało mi się przeczytać, były zbyt kiepskie, a jednej, "Księcia przypływów" nie przeczytam do końca, bo jest za bardzo o mnie i mam jakieś głupie schizy. "Pragnienia" nie tknę, "Zmierzch" zapewnia mi wystarczającą ilośc glitterków w życiu ;-)

Koty są miłe, przekaż głaski ode mnie ;-)
-
2012/01/25 18:50:09
ja czerpię perwersyjną przyjemność z oglądania durnych rzeczy. Mnie Jonny English śmieszył, pewnie połowa efektu to śmiech mojego (niestety) chłopa obok. Naszym ulubionym szajsem jest Kung Pow. Powtarzam - w pełni jesteśmy świadomi jak bardzo, bardzo to jest krzywdzący film.
-
2012/01/25 18:56:26
Szysz - u mnie dominuje jednak zażenowanie, "Johnny" miał kilka zabawnych momentów, ale przez większość czasu było mi po prostu głupio, że oglądam coś tak durnego ;-) Ale ja generalnie tak mam, że się czasem wstydzę za cudze żenujące wystąpienia. Kung Pow nie znam i raczej nie poznam, przeczytałam opis :-)
-
2012/01/25 23:53:40
dodaje tez moje 2 kciuki, wprawdzie nie sa zbyt mocna ale zawsze to cos:)
-
2012/01/26 02:28:24
Ruda - szczerze trzymane kciuki zawsze są supermocne, dziękuję :-)
-
2012/01/26 07:45:33
lewy w gotowości na weekend. prawy będzie mi potrzebny, więc musisz wybaczyć.
ściskam!
-
2012/01/26 09:11:45
Pająks - dziękuję.
:-)
-
2012/01/26 13:03:18
też cierpiałam na podobną przypadłość, trochę mi przeszło, ale niektóre fragmenty Przyjaciół od razu przewijamy, , a w Hożych mam ochotę ukatrupić J.D. średnio dwa razy na odcinek, na szczęście nie jest taki cały czas i poza tym uwielbiam Todda. Widocznie nie przeszkadza mi, jak kretyni zachowują się jak kretyni, gorzej mi z neurotykami i ludźmi, którzy są inteligentni i o tym zapominają.
Przy pierwszym oglądaniu Kung Pow długo rozważałam w sercu swoim (jak Maryja, aaaave) czy mam wiazać się z tym facetem, co umiera ze smiechu obok. Dziwne jest, że jak się coś dzieje na ekranie mnie nie śmieszy tak, jak rzucane do mnie przez Miśka, ja mu odpowiadam i robi się śmiesznie. Tak samo mam z Monty Pythonem, patrzę, nie ogarniam, czuję się dziwnie... a jak sobie przypominam, umieram ze śmiechu. Dziwne.
-
2012/01/26 13:11:28
Przyjaciół, Scrubs i MPFC kocham miłością dziką, ale nie lubię filmów o sztukach walki i nie przepadam za parodiami. Przyznam, byłam wstrząśnięta, że mój M naprawdę szczerze tarza się i kwiczy na "Kosmicznych jajach" - gdyby kiepskość filmu mierzyło się ilością drinków koniecznych do przetrwania projekcji upiłabym się wtedy, na szczęście byłam zbyt oszołomiona i ze szczęką na kolanach ;-)