squirk77@gmail.com
Blog > Komentarze do wpisu
Spontanicznej inwazji na niedużą wieś, z pieczeniem świni i wszystkim, plan wstępny.

Czasy są, jakie są. Kosz Angels (gang założony w poprzednich notkach - info dla tych, którzy się w pracy opierniczają, zamiast uczyć się, jak z korzyścią dla siebie dokonać masowej rzezi połączonej z grabieżą) mimo, że genialne (lub, w jednym przypadku, zapoznane ze wszystkimi częściami "Co słonko widziało") jakimś cudem nie są miliarderkami. Oczywiście zmieni się to po planowanej inwazji na duże miasto, ale póki co koszty wprowadzenia planu w życie spoczywają na naszych wątłych barkach. Do tego poza pracą trzeba jeszcze spać, jeść (przy czym Szyszka z krztuszeniem się), uprawiać seks, poza tym oglądać buty i straszyć kołorkerów (Emilyann), ćwiczyć jogę i ignorować byłego (BP), dbać o rozwój duchowy i pluć jadem (Televel) i czytać wszystkie części "Domisiów" (Squirk). Nie jest lekko, czasu na pracę nie zostaje wiele, a zysk idzie w mitenki i sushi. Szkolenie kociąt bojowych, kostiumy i tresowane węgorze tanie nie są (serio, czy czydzieści za jednego węgorza, ochu...oszaleli chyba w tym sklepie, poszukam gdzie indziej), trzeba szukać innego źródła dochodu.
Rozwiązaniem jest nieduża, treningowa inwazja na jakąś małą, ale zamożną wieś. Poniżej przedstawię własną propozycję, oczywiście efekt końcowy będzie wynikiem pracy analitycznych umysłów całego zespołu.

Proponuję uderzyć wcześnie rano w piątek. Wiem, nie wyśpimy się, ale korzyści jest mnóstwo - starsze dzieci będą już w szkołach, więc nie napatrzą się na rzeź, co mogłoby zwichrowac ich młode umysły, do młodszych zatrudni się opiekunkę. Z uwagi na fakt, że będzie to społeczność wiejska, dorośli będą zapewne w tzw. obejściu, łatwo będzie zebrac ich w jednym miejscu.
Co do kolejnych działań mam dylemat. Z jednej strony powinnyśmy trenować wykaszanie, żeby się nie skompromitować podczas inwazji na miasto - z drugiej inwazja mniejsza nastawiona ma być na zysk. Moim zdaniem rozwiązaniem będzie ograbienie ludności z dóbr materialnych, a jak ktoś będzie dyskutował to dostanie po nosie i Bjorn Wręcemocny jest naszym wujem.

Przydać się może znajomość wsi i jego zwyczajów - tu mogę służyć wsparciem jako ze wsią w dzieciństwie nieco zaznajomiona, choć pamiętam głównie uciekanie przed baranem sąsiadki, dojenie krów i taki jeden staw, co się w nim kiedyś kaczka utopiła (nie żartuję, wypłynęła jędrna i rześka, a wróciła w charakterze...noo..eks-kaczki). Była też jakaś bójka na sztachety, ale to zapewne koloryt lokalny i przypuszczam, że nikt nie będzie tak fatalnie zachowywał się podczas naszej wizyty, byłoby to bardzo niestosowne, będziemy w końcu gośćmi.
Generalnie mieszkańców wsi wspominam jako sympatycznych, mądrych i rozsądnych, więc nikt nie powinien wprowadzać zbędnego zamieszania podczas bycia ograbianym.

Kwestię wyboru łupów pozostawiłabym do własnego wyboru. Moim zdaniem należy zapytać także, czy w obejściu nie ma zbędnych kociąt - może w przypadku ich nadmiaru mieszkańcy zechcą dobrowolnie nam je przekazać, co z kolei zmniejszyłoby koszt inwazji większej.

Biorę pod uwagę fakt, że ograbieni z dóbr mieszkańcy mogą nie być do nas pozytywnie nastawieni, co bardzo by nas, wrażliwe i nastawione na jak najcieplejsze relacje z otoczeniem, zmartwiło. Tu pomocne może być zorganizowanie przy okazji grabieży wesołego festynu połączonego z pieczeniem świni (zagrabionej, nie będziemy jej ze sobą tachały przecież) i spożyciem napojów wyskokowych produkcji lokalnej. Zorganizowałoby się wybory Królowej Aktualnie Pozyskiwanego Owocu, tańce i występ miejscowego zespołu. Wszystko to zapewniłoby nam, jak sądzę, lepsze nastawienie ludności do nas i cieplejsze o nas wspomnienia, co może być praktyczne w przypadku, gdybyśmy w przyszłości miały potrzebę ograbienia tejże wsi ponownie. Wiecie, jak jest z kasą, dziś jest, jutro nie ma, kto wie, może wrócimy, a wtedy będziemy witani jak, za przeproszeniem Państwa, członek rodziny. Fakt, być może jak ktoś w rodzaju starszego wujka, który zawsze sie upija, wyjada dzieciom cukierki i emanuje juwenaliami za stodołą strasząc młode panienki, ale rodzina to rodzina.

Zdaje sobie sprawę, iż z uwagi na mój brak wyobraźni powyższy plan może być chaotyczny i niekompletny, ale przypominam, że jest nas pięć, więc wspólnie na pewno osiągniemy efekt mistrzowski i inwazja będzie pełnym sukcesem.
Ze względu na Szyszkę, która nabrała ostatnio szkodliwego zwyczaju krztuszenia się podczas konsumpcji dołożyłam starań, aby opis planowanej inwazji pozbawiony był wszelkich elementów humorystycznych. Szyszko, proponuję, abyś dla dobra grupy trenowała konsumpcję bez duszenia się, jako że w przypadku, gdy na festynie zakrztusisz się świnią, padniesz ofiarą niewybrednych żartów i złośliwych uwag mieszkańców, a to sprawiłoby Ci przykrość, przez co, jako działające w myśl zasady "oko za oko, rzeź za głupi żart", musiałybyśmy społeczność wykosić, co kolejną inwazję na tę wieś uczyniłoby niemożliwą.

Jak zwykle - bo różne kolorowe istotki mogą tu zajrzeć - przypominam, że powyższy (i wszelkie inne) plany inwazji są fikcyjne, służą rozbawieniu czytających (z uwagi na Szyszkę powyższy jest śmiertelnie, ahaha, poważny) i żadne stworzenie nie dozna z naszych białych rączek najmniejszej nawet krzywdy (chyba, że zechce i wyjaśni, dlaczego chce, świntuszek jeden). Jesteśmy nastawione pokojowo, grabimy jedynie grządki, szanujemy życie napoczęte a każdy zwierz jest nam bratem.

środa, 29 lutego 2012, squirk

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/02/29 15:17:16
Dziewczęta, macie jakąś stosowną wieś na widoku? Bo mnie zaraz w robocie szlag jasny trafi i krew zaleje.
-
2012/02/29 15:18:44
Emilyann - a nie możesz sobie na szybko jakiegoś kołorkera rozszarpać? Jeśli nie, to gimmi chwilę, zajrzę w mapy sztabowe.
-
2012/02/29 15:26:10
Wszystko jest możliwe, bo namiętność do rękoczynów we mnie wzbiera. Ale na nim jednym to się nie wzbogacimy, a i festyn najwyżej dla jednej wdowy by był.
-
2012/02/29 15:33:18
Emilyann - fakt, z jednej strony to wada, ale z drugiej może jest bogata, a i świni dużo nie dałaby rady zjeść, więc więcej zostałoby dla nas. Kłuj, siecz i rąb, a wdowę się na pociechę obwoła Królową Jarmużu czy co tam teraz na polach zalega.
-
2012/02/29 16:00:31
Squirk, ta wizja jest jak balsam dla mej duszy :) Chwilowo kolega przestał podnosić mi ciśnienie, ale jeśli znów zacznie, to rzucę mu w twarz tylko jedno: "Królowa Jarmużu". Jeśli nie zrozumie odpowiednio groźby, sam będzie sobie winny.

Swoją drogą, niezłym trzeba być cieciem, żeby zaprzeczać temu, co sam twierdził parę miesięcy temu, a co stanowiło założenia do sporej zmiany w systemie. Na szczęście po przedstawieniu dowodów na piśmie jest szansa, że nie będę musiała przepisywać tego od nowa tylko dlatego, że kolega zmienił zdanie.
-
2012/02/29 16:08:19
Emilyann - brzmi średniodobrowieszczo, przyznam, mrówek grozy przebiegł mi po karku.

Ja mam kolejne tłumaczenie z zastrzeżeniem, że mam nie poprawiać, tylko przetłumaczyć jak leci, bo on zna angielski i nie trzeba niczego korygować.
Nie wiem, skąd oni się biora, chyba mają gniazdo w pobliżu, trochę mnie wszystko boli ze śmiechu.
-
2012/02/29 16:20:59
są takie wsie pod stolicą, wsiami zwane z nazwy, usytuowań geograficzno-administracyjnych, albo z racji tego że sporo warzyw (takich jak te czerwone, ćwikłowe) pomieszkuje owe zabudowania, gospodarstwa i obejścia. Wieś bogata, jak nie najbogatsza w kraju, tubylcy prości, leniwi, krnąbrni, więc bez większych trudności i wysiłku udało by się wdrożyć w życie plan bałamucący-pozorująco-grabiący.
Ja życzę powodzenia i idę budować bunkier jakiś ;)
-
2012/02/29 16:23:21
Łosiek - coś się znajdzie, a Ty się nie martw, rozpoznamy swoich i dostaną plakietki czy coś ;-)
-
2012/02/29 18:56:15
Proszę Szyszki, proszę nie jeść podczas czytania, bo jeszcze nam bojowniczki ubędzie

Losiek, ja mieszkam na wsi bogatej pod stolycą i to lat parę, i to że to się wsią nazywa naprawdę nic nie oznacza. Ja tu ani razu świni nie widziałam! Raz krowę, może, albo pół, albo była impreza i mi się. Więc gdzie pod Warszawą świniobicie?! Grabieże tak, ale bez zwierząt.

Squirk, zmieniłaś zaocznie całą koncepcję inwazji. Miało być na miasto a my jak z pokazu mody, na wsi jedynie trening, a ja tu widzę niezłą wiejską bibę bez upustu emocji jedynie na konsumpcji i grabieży skoncentrowaną :D Wchodzę w to!
-
2012/02/29 19:00:54
BP - a bo wiesz, dziś Dzień Podarowany, pogoda piękna, aż się nie chce wykaszać, za to niewielka grabież i ucieszy, i wesprze finansowo plan inwazji większej, może się jakaś nadwyżka kociąt na wsi trafi, damy radę ;-)
-
2012/02/29 19:04:36
Zapewne, po marcu, ta nadwyżka :)
-
2012/02/29 19:12:15
BP - otóż to, można uznać za szczęśliwy traf, że koty się..no..stają jednością akurat, kiedy gang potrzebuje kociąt. Bogowie najwyraźniej nam sprzyjają. Powinnyśmy wykorzystać życzliwość bogów także do poproszenia ich o zesłanie nam dużych worków banknotów o wysokich nominałach - może z rozpędu i to życzenie spełnią.
-
2012/02/29 21:01:08
A propos Królowej Jarmużu:
'Angela Merkel chętnie gotuje. W 2001 roku mieszkańcy Oldenburga wybrali ją na Królową jarmużu i od tego czasu jarmuż z kiełbasą (Mettwurst) jest jej ulubionym daniem'
www.cafebabel.pl/article/26449/politycy-od-kuchni.html
-
2012/02/29 21:16:02
Kołorker chwilowo dalej cieszy się życiem, ale dzisiaj było o włos.

Na rower ja też powinnam, mimo braku randki, i nawet iść nie muszę, bo stoi w pokoju, za plecami się czai. To może jakoś nawzajem się zmotywujemy?

Golonka bardzo romantyczna, i jakaż sugestywna.
-
2012/02/29 21:16:13
Emilyann - ojej, to będzie miała poważną konkurencję w postaci wdowy po Twoim kołorkerze! ;-)

Bosze bosze, powinnam iść na rower, bo przyjęłam zaproszenie na randkę i mamy iść w sobotę na golonkę (bardzo romantyczny pomysł moim zdaniem), a taaaak mi sie nie chce. Motywacjo, przybywaj.
-
2012/02/29 21:18:38
Ja bardzo przepraszam, ale musze sie wtrynic. "Mettwurst" to nie jest nijaki jarmuz z kielbasa ino "metka".
www.barossafinefoods.com.au/images/products/p66_lge.jpg

Natomiast jarmuz alias "Grünkohl", tu przedstawiony z kielbasa:
petrafoede.de/blog/wp-content/uploads/2010/12/grunkohl.jpg

jada sie na polnocy Niemiec, co pozwala odrozniac ich rodowitych mieszkancow od ludnosci naplywowej. Jak czlowiek takiej potrawy, jak to smakowite zielone na zdjeciu, nie dostanie od matki, przed wyksztalceniem sie innych zwiazkow spolecznych - bedzie trwal w upartym przekonaniu ze to pasza dla trzody. W czym umocni charkaterystyczny aromat wydzielany przez te rosline, przy ktorym zapach gotowanej kapusty ma powab srodka stosowanego w aromaterapii.

Howgh!!

(Tlumacz, tlumacz!! To musial byc jarmuz z mettwurstem na goraco.)

Zasadniczo zastanawiam sie nad uzyciem gotowanego na sposob niemiecki jarmuzu jako broni zaczepnej.
-
2012/02/29 21:18:51
Emilyann - szczęściarz, może ten tekst o jarmużu go zmitygował.

To co, idziemy o 21.30 na pół h? Też mam rower za plecami, może chociaż na pół h?

Nawet nie chce się domyślać, co sugeruje mężczyzna zapraszający mnie na golonkę, ale trochę mnie beszta, kiedy zapominam o śniadaniu, więc może nie jest to nic drastycznego.
-
2012/02/29 21:20:53
Bres - zaczęłam się już niepokoić o to, że o nas zapomniałeś i zdecydowałeś się zostać oprawcą innego gangu, uff.

Podejście do jarmużu miałam jedno - posiekałam, wrzuciłam do jakiegoś dania typu curry czy podobne, gotował się, po czym przekonałam się organoleptycznie, że pozostał twardy i łykowaty, więc go usunęłam. Reszta potrawy bardzo dobra.
-
2012/02/29 21:22:52
Nie, Szkfirka, tylko mna dzis miotalo po posepnych odmetach Nielogu. Wzburzonych dosc.
-
2012/02/29 21:23:16
Może np sugerować, że lubi konsumować golonki ;) Zresztą konsumpcja jest ogólnie sugestywna. A ja chyba bardzo potrzebuję randki z konsumpcją ;)

Idziemy, może nawet na dłużej jak jakiś głupiutki serial zapodamy? Zbyt wciągający być nie może, bo im bardziej się ogląda, tym mniej się pedałuje. Głupiutkie dają radę.
-
2012/02/29 21:24:01
Hmmm. Randkę na targach piwnych wspominam bardzo dobrze, ale na randkę przy golonce to chyba nie miałem śmiałości wpaść:-)
A jarmuż jako broń jest zakazany przez konwencje ONZ. Jako karma dla więźniów również, jako niehumanitarny.
-
2012/02/29 21:24:45
Bres - ale jesteś cały i zdrowy, mam nadzieję?
-
2012/02/29 21:25:23
Brezly, wtrynienie bardzo na miejscu, dzięki Tobie nie będziemy trwały w mylnym błędzie :)
-
2012/02/29 21:27:22
Emilyann - ok, ze świadomością, że nie macham kończynkami samotnie, będzie mi łatwiej. Włączę sobie któryś odcinek "Dziewczyn Playboya" - polecam, straszne są. Np. odcinek o tytule "Dramat Kendry" niechybnie zawierał będzie opis cierpienia na skutek niemożności zadecydowania o kolorze ubioru na dzień bieżacy. Są też huczne urodziny piesków i inne takie.

Trzymam kciuki za randkę z konsumpcją, tzn. niech się dasz na jakąś porwać, niekoniecznie z udziałem golonek ;-)
-
2012/02/29 21:28:25
Skfirgg, wszystko OK, tylko nieco zmechacony psychicznie.

Zeby zmienic temat na ciekawszy: widzialem wczoraj na dworcu Wewnetrzna Sprzecznosc. Dresiarza w dresie, o prawdziwie dresiarskiej gebie, zachowaniu i sposobie artykulacji podstawowego zasobu slow. Tylko dres byl promieniscie polyskujaco ROZOWY.
-
2012/02/29 21:28:55
Bartoszcze - no taki miał zapraszający pomysł i co poradzę. Piwo też dostanę, zapytałam. O, bogowie, ile kcal do spalenia.

Może ja coś źle z tym jarmużem zrobiłam, ale miał się ugotować i być dobrym, a nie był. pechowy jarmuż albo ja jakaś taka nie bardzo pasowna.
-
2012/02/29 21:29:45
Dobra, ja już się przebieram w seksowne szorciki i idziemy machać ;) Dzięki za kciuki, może coś się ruszy w temacie :)
-
2012/02/29 21:30:14
Bres - o, może był w trakcie inwazji na jakieś miasto i chciał zmylić potencjalne ofiary prezentując się jako istota subtelna i w wesołych barwach.
-
2012/02/29 21:30:50
Emilyann - ok, też idę, do zobaczenia po :-)

-
2012/02/29 21:36:26
Squirk, ale co tu jest do radzenia? Jakbym wpadł na randki z golonką, to miałbym taki brzuch jak dzisiaj z pięć lat wcześniej:-D
Idę na steper.
...tylko dokończę piwo:-)
-
2012/02/29 21:53:24
krztuszenie się podczas inwazji grozi jeszcze jednym... morale Wam spadną. proponuję Szyszce następujący trening: ugryź.. wdech. gryzienie, przełknięcie. wydech. dodatkowo nie popijać w czasie jedzenia. to zawsze grozi krztuszeniem się pod tytułem "nie w tę dziurkę". :D
-
2012/02/29 22:21:30
Bartoszcze - to będzie akcja jednorazowa, poza tym nigdy całej golonki nie zjem, bo to straszne mnóstwo jedzenia :-)

Ała, ała, kocham rower, ale ała. Ale od dziś mam w domu takie coś thestick.pl/ i będę się masowała.
-
2012/02/29 22:22:25
Hija - bardzo rozsądna rada, jestem pewna, że Szysz skorzysta, niemniej na wszelki wypadek od dawna nie napisałam niczego zabawnego, żeby się nie śmiała przy jedzeniu ;-)
-
2012/02/29 22:59:08
Sprytny ten kijek, nie widziałam czegoś takiego jeszcze. Daj znać jak rezultaty, to może też się skuszę. Ja obowiązkowo muszę się porozciągać po, bo udało mi się już kiedyś naderwać mięsień, i to w dwóch miejscach. W ogóle zdolna ze mnie bestia, po ostatnim, nie bójmy się tego słowa, treningu, przez dwa dni bolało mnie śródstopie. Ale dziś przestało, więc tylko straszyło. Bo ja naprawdę nie wiem, co można sobie zrobić w śródstopie na rowerku stacjonarnym :)
-
2012/03/01 12:46:36
@Emilyann, mozna sobie zrobic bardzo duzo. Na rowerku w srodstopie. Generalnie, przy dobrym zbiegu okolicznosci mozna sie zalatwic w zupelnie nieoczekiwany sposob. Np. bedac facetem mozna sie wprawic ciekawy stan nie myjac rak PRZED pojsciem do WC za mala potrzeba. Pod warunkiem ze nie docenilo sie tej papryczki co sie ja przed chwila wlasnie kroilo. Obserwowalem to kiedys. Pozostalo mi wrazenie ze widze helikopter lezacy w powietrzu na boku, usilujacy przeskakiwac nad kolkiem typu hoola-hoop.

A w ogole to wzruszajaca literowke na Onecie znalazlem: "Reakcja władz Białorusi jest reakcją na to, że znaleźliśmy czuły punk".

Na Guwnej ani biustu ani pupy. To pewnie euforia po wczorajszym nieprzegraniu z Portugalia.
-
2012/03/01 12:48:42
Emilyann - w nowej notce kijek chwalę i polecam, sympatyczna rzecz :-)
-
2012/03/01 12:50:19
Bres - czuły punk, wzruszyłam się...
Z tą papryczką to fakt, znam kogoś, kto takiego pecha miał. Podobnież wrażenia były niezwykłe.
Gratuluję, komentarz nr 3000 :-)
-
2012/03/01 13:43:06
Brezly, napotkałam pewne trudności w zwizualizowaniu sobie tego helikoptera, chyba mam jednak ograniczoną wyobraźnię :D
-
2012/03/01 13:48:34
Aha, a jeszcze się z wami podzielę środowiskowym dowcipem psychologów, co go gdzieś znalazłem:

-Ile psychologów trzeba żeby wkręcić/wykręcić żarówkę?
-Jednego. Ale żarówka musi tego chcieć.
-
2012/03/01 13:50:28
Bres - znam w wersji "żadnego - żarówka sama się zmieni, gdy będzie na to gotowa" :-)
-
2012/03/01 14:03:56
@Squirk, też dobrze.
@Emilyann, takie coś jak tu, z przeklinaniem i okrzykami bólu. Szczególnie z nutacją, od 40 s.

www.youtube.com/watch?v=-tPWXgIfB-Q
-
2012/03/01 14:14:32
Brezly, interesujące :) Na szczęście wiosna idzie, raduje się serce, raduje się dusza, więc może uda mi się powstrzymać od podstępnego wywołania podobnego zjawiska przy wykorzystaniu wyjątkowo nielubianego kołorkera :P