squirk77@gmail.com
Blog > Komentarze do wpisu
Chaotyczna vs tajemniczy świat arystokhracji.

Wirtualny cmok w czółko dla Brezlego i Bartoszcze - już Wy wiecie, za co.

"Mysz piszczy" oznajmił dziś rano Trener Osobisty. Odruchowo odpowiedziałam "Żyrafy wchodzą na szafy" bo uznałam, że to wymiana haseł, tak wiecie, żeby sprawdzić, kto jest swój, a z kim nie gadamy. Niestety mój gatunek Myszy piszczy tylko, kiedy lekko się podziębi, więc Mysz jest na Vibovicie Bobas, a Was proszę o trzymanie kciuków, żeby się szybko zdepiszczała. Dramatu nie ma, wstała, przeciągnęła się, uczesała uszy i z wdziękiem wchłonęła pół tony ziarna, cudowne zwierzątko.

O arystokracji, u której kupuję czasem warzywa, opowiem, jak wrócę zza firewalla, bo muszę wyjść.
Spędziłam upojny dzień pisząc różności i sprzątając (no, nie przemęczyłam się, ale jest jakby jaśniej) i machając Karcherem. W międzyczasie okazało się, że przyjaciółka wstępnie zaplanowała mi weekend, więc mam posprzątane dodatkowo, acz w innej dziedzinie. Mianowicie plan jest taki, że idziemy się wykończyć w lokalnym ośrodku ogólnosportowym za pomoca siłowni, basenu, piłek, fitnessu, zumby i 17 innych rodzajów aktywności. W 3 dni. Myślę, że mogę tam paść ze zmęczenia. K. jest oczywiście wesolutka jak szpaczek. Ahaha, zobaczymy, komu pierwszemu kończynki zwiędną.
A na drugi dzień powtórka. Kupienie bojówek o rozmiar za małych miało sens. Jeśli przeżyję, oczywiście.

Biegnę, do zobaczenia później. Będzie o warzywach, owocach i...nooo...o damach negocjowalnego afektu trochę też.

Apdejt arystokhratyczny - zdarzyło mi się zupełnie niedawno temu coś, co być może spełnia założenia powiastki zabawnej i pouczającej. Drób mi się marynuje, mam chwilę, więc napiszę.

Niżej podpisana od czasu do czasu musi załatwić Bardzo Ważne Sprawy w Bardzo Ważnym Miejscu, gdzie zna od dawna bardzo interesujących ludzi i czasem bywa zabawnie.
W pobliżu Ważnego Miejsca mieści się nieduży, prywatny sklepik z owocami, warzywami i takimi tam. Prowadzi go Lady Jane. Tak naprawdę jest to pani Jasia/Janina, ale maniery wskazują na to, sklepik prowadzi wyłącznie dla kaprysu, znudzona życiem na salonach, albo na skutek upadku wielkiego rodu, zyskała więc w naszych oczach stosowny tytuł.
Lady Jane mówi mniej więcej tak, jak pani Whitlow od Pratchetta. Wyrazy kończące się na "o" niewątpliwie dostaną "u" jako bonus, a każde "k" i "p" zyska przyboczne "h".
Sklepik jest przez Ludzi znany i odwiedzany, a maniery i wysokoprożność (jeśli taki wyraz nie istniał to wuala, już jest) Lady Jane są powracającym regularnie tematem rozmów. Wprost nie ma takiej możliwości, aby będąc obiektem uwagi Lady zachowywać się niewłaściwie - panie poprawiają włosy i zapinają górne guziki bluzki, panowie zapinają marynarki, ja wkładam do torebki breloczek-owcę i Głupią Czapkę, jeśli jakąś mam na głowie, aby nie wyjść na Infantylną, co jest prawdopodobnie bardzo nisko oceniane przez Lady Jane (rurzowe nastolatki nie są tam widywane, nie po raz drugi w każdym razie, stąd wniosek). Jakoś tak odruchowo człowiek staje się bardziej correct, aby nie zostać Zganionym Wzrokiem.
Współpracownikiem Lady jest Myszowaty Młodzian, stara się jak może, ale mam wrażenie, że Lady toleruje go tylko z konieczności. Oczywiście nigdy nie okazuje tego wprost, jest przecież damą.
Razu pewnego wracając z Miejsca postanowiłam zrobić zakupy - nieduże, bo ceny u Lady są tak wysokie, jak jej piedestał. Wchodzę, witam się grzecznie, mówię :
 - Poproszę oregano.
 - Oreganou...Phroszę.
 - Jeszcze awokado....
 - Awokhadou...Phroszę wybaczyć mi tę uwagę, ale one do siebie nie phasują.
 - Zostaną zużyte osobno.
 - Ach, osobnou...<chit-chat, kupuję jeszcze kilka drobiazgów> Życzy pani sobie otrzymać rekhlamowkhę?
 - Dziękuję, do widzenia - Phł...płacę, wychodzę.
Kilka metrów dalej przypominam sobie, że miałam kupić jeszcze jakieś owoce. Wracam, ze środka słyszę podniesione głosy:
Myszowaty - Gdzie są skrzynki z ziołami?
Lady Jane - No przecież nie w khiblu, khurwa!
Dama pozostaje damą nawet w skrajnych emocjach.

Miałam to zrelacjonować ładniej i z kwiecistszymi opisami, ale dziś trening i trochę zalatana jestem, bo muszę jeszcze kilka różności napisać. Obrazeczek jest tymczasowy, za to z cicikiem (Carlos - dziękuję za podesłanie).

wtorek, 27 marca 2012, squirk

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/03/27 16:56:41
Ufff! Jesteś. Nerwowo zaglądałam od rana. ;)
-
2012/03/27 17:01:22
Mouse - jestem jestem, trochę nerwowo było (przy czym Bres i Bartoszcze mogą się nie zgodzić z moim "trochę"), ale póki co wszystko ok i jak wrócę to Wam opowiem taką historyjkę, że dziękuję, postoję.
:-)
-
2012/03/27 17:04:57
Sport to zdrowie... przeszłam wczoraj 7 km na wietrze i jestem przeziębiona!...
Poza tym, robię dzisiaj na kolację tego kurczaka z solanki, ciekawa jestem, jak wyjdzie. *^v^*
Nie wytrzymałam dzisiaj i dokupiłam nasion różnych chilli i kolorowych pomidorów. ^^ I mam sześć sadzonek pomidorka koktajlowego czerwonego, zobaczymy, czy przetrwają do fazy pikowania.
-
2012/03/27 17:06:59
"Burza", "Hamlet(yzowanie)", "Wiele halasu o nic", "Wszystko dobre co sie dobrze konczy", - skad ten Wilus tak dobrze znal problemy ludzi XXI wieku? :-)
-
2012/03/27 17:08:55
Brahdelt - ja się jeszcze trzymam, ale też mnie trochę zawiało, pewnie Mysz sie ode mnie zaraziła, bo ciągle po mnie łazi.
Daj znać, jak wyszedł kurczak, a o nasionach itp będzie w mailu :-)
Biegnę :-)
-
2012/03/27 17:09:22
Bres - pfff. ;-D
-
2012/03/27 18:02:50
Bres, a jakbyś zobaczył, jak się kryguje:-)
-
2012/03/27 18:06:16
Bartoszcze - zamiast współczuć sierocie...Ech. Mężczyźni to twardziele bez serc jednak.
;-)
-
2012/03/27 18:19:10
Bez serc, bez ducha, to szkielety z lodu:-)
-
2012/03/27 18:29:37
...oraz Bartoszcze i Brezly ;-P
Niemniej cmok zdecydowanie Wam się należy, nie wiem, co bym bez Was zrobiła :-)
-
2012/03/27 18:48:23
Bez serc, bez dupy - to kościotrupy!
Przepraszam, tak mi się przypomniało. [wstydzi się]
-
2012/03/27 18:54:10
Mouse - no wiecie co, Mysz, to przyzwoity blogasek ;-))
Acz, technicznie rzecz biorąc, masz rację ;-)
-
2012/03/27 19:30:30
@Bartoszcze, nie wierze ze sie krygowala. Byc moze tak wyglada jak sie wscieka :-) Widzial to kto kiedy zeby cos pionowego startu sie krygowalo? Ale wyciekala jej z napedu idealistyczna naiwnosc :-)))
-
2012/03/27 19:35:02
Bres - wściekła tak, jestem w gangu przecież, co do naiwności - phi, bynajmniej ;-))
Ależ jesteście dla mnie okropni dziś, jak wam nie wstyd ;-(
-
2012/03/27 19:43:10
Tam zaraz okropni, ot, powrót do normalności :-DDD
Nie będę na publicznym forumnie (no co?) dalej dyskutował problemu naiwności. :-ßß
-
2012/03/27 19:44:25
Bres - będę Ci wdzięczna, jeszcze Wam ktoś uwierzy i zostanę uznana za naiwną leliję, co to rączki złożone, buzia w ciup, a jak ktoś krzywo spojrzy to ja we łzach ;-)
-
2012/03/27 20:56:47
słowo kurwa już żadnych emocji nie wyraża. prof.Miodek utrzymuje, że to banalna werbalizacja przecinka
-
2012/03/27 21:46:45
Ah, Bres. Czego to nie obiecywała w zamian za pomoc*, a jak poprosiłem o Zdjęcie....
A przecież wyraźnie napisałem, że może wybrać czego:-D

*świnia jestem, ofkorz:-)
-
2012/03/27 22:05:25
Emmo - wiem, uderzył mnie po prostu kontrast między "lejdiością" a tak zwerbalizowanym przecinkiem :-)
-
2012/03/27 22:06:24
Bartoszcze - odrobineczkę, ciuteńkę przeginasz ;-)
Poza tym kaman, nie obgadujcie mnie na moim własnym blogu ;-)
-
2012/03/27 22:12:11
Bres, to chodź do mnie Śkwirkę obgadywać:-D

@emma
bartoszcze.blox.pl/2010/06/O-kurwa.html
-
2012/03/27 22:16:10
Bartoszcze - a może już wystarczy, hm?
:-)
-
2012/03/27 22:24:05
@Squirk
Ma cherie, czuję się niemal dotknięty, że w odniesieniu do moich starannie zaplanowanych szczeniackich wybryków, byłaś uprzejma stwierdzić, że przeginam jeno ciuteńkę:-D
-
2012/03/27 22:26:04
Bartoszcze - mon ami, wierz mi, inni nie mieliby tyle szczęścia ;-)
-
2012/03/27 22:33:49
Ach, czymże byłoby życie bez sprawdzenia ile mam szczęścia:-)
-
2012/03/27 22:39:10
:-)
-
2012/03/27 22:56:32
nawet mozna poczuć w tym wpisie pospiech :)))
-
2012/03/27 22:57:24
Skąd znam takie komento-wymądrzanie się? Z przed paru lat. A tekst w porządku. No trochę blędów, ale do wybaczenia. Nieźle piszesz, mimo, że w biegu.

K.
-
2012/03/27 22:58:53
Televel - bo naprawde taki miałam dziś dzien, że orrany. W dodatku jeszcze się nie skończył, bo robię frijoles refritos, więc trochę sobie jeszcze ponieśpię ;-)
Idę na film, szybciej mi czas zleci :-)
-
2012/03/27 23:00:05
Kris - dziękuję, szczerze. Pisze tak, jak mówię, to ma być zabawny blog poprawiający czytelnikom nastrój, mam nadzieję, że wciąż daję sobie z tym radę :-)
-
2012/03/28 00:01:43
Dajesz. Mało Cię znam, ale khurwa bardzo mi się podoba.

K.
-
2012/03/28 00:40:10
Przypatruje sie tym dialogom z wysokosci nocnej zmiany i od razu mi sie humor poprawil. Dobre stosunki miedzyludzkie podstawa wzrostu wydajnosci pracy w systemie czterobrygadowym.
Bartoszcze, wybacz ale musze publicznie odmowic udania sie do ciebie celem obgadywania Skwirczaka. Etos pracy mi nie pozwala :-)
-
2012/03/28 00:48:27
Kris - zarumieniłeś mnie ;-)
-
2012/03/28 00:49:16
Bres - zaraz zaraz. Etos pracy czy "nie będę obgadywał zaprzyjaźnionej blogerki jak ten dzieciak, Bartoszcze"? ;-)
-
2012/03/28 00:55:11
I heard that.
-
2012/03/28 01:33:21
A to drugie jest sprzeczne z tym drugim?
:-)

Dorazna uwaga, tak na goraco: zaczne propagowac mode taka zeby zamiast "kurwa" mowic "dioda" (to nie jest literowka). Kiedyś mówiono na diody "bździągwy", ale od tego czasu zbiesilły się jeszcze bardziej.
-
2012/03/28 01:52:55
Bartoszcze - I hope so ;-)
-
2012/03/28 01:53:31
Bres - Dioda jego mać? No nie wiem ;-)

Śpijcie dobrze :-)
-
2012/03/28 10:19:09
Nie miałem zamiaru rumienić Cię. Po prostu warto chwalić co dobre i to na bieżąco, bo potem może zabraknąć czasu.

Pozdrawiam,

K.
-
2012/03/28 11:25:02
Kris - to, że tak wyszło nie znaczy, że narzekam ;-)
Zastanawiałam się kiedyś nad tym, czy nie starać się pisać poważniej, czy blog nie jest za bardzo nastawiony na śmiech i nabijanie się ze śmiesznostek. Trudno, taka jestem, lubię się bawić i rozśmieszać innych, jak się komuś nie spodoba to przecież ma wybór, tam ------> są drzwi do blogasków poważniejszych ;-)
-
2012/03/28 12:08:04
Hahaha pięknie zrelacjonowałaś spotkanie z Lady Jane! Aż chce się tam pojechać i samemu tego doświadczyć :D
-
2012/03/28 12:18:25
BP - nie ma sprawy, pewnie się kiedyś odważę przyznać, gdzie załatwiam Ważne Sprawy, bo sklepik jest zaraz obok ;-)
Btw - już tych owoców nie kupiłam wtedy, wybrałam duszenie się ze smiechu za rogiem ;-)