squirk77@gmail.com
Blog > Komentarze do wpisu
Każdego dnia budzę się piękniejsza, ale dziś to już przesadziłam. vol.2

Tytuł to żarcik, oczywiście, bo wyglądam jakby mnie ktoś trwale przeraził, a piżama w miśki i niebieskie kapciuszki ze wstążeczkami bynajmniej mojego wizerunku nie poprawiają, ale trudno, jutro będe piękna, dziś pozostanę zmięta i rozwichrzona. Obudziła mnie Mysz, bo się przeziębiła i popiskiwała. Co ciekawe nie obudził mnie nocny telefon do Trenera, który miał awarię w firmie i musiał z kimś pokonwersować, wstać i naprawić czyjś świat, ale ciche piszczenie Myszy zakopanej w stercie kołderek. Mysz dostała Vibovit i ma zdrowieć, proszę o trzymanie kciuków, niby to tylko lekkie przeziębienie, ale trochę się martwię.

Zastałam rano Trenera Osobistego w salonie siedzącego na sofie w dziwnej pozie i przyglądającego się z zachwytem tętnu w stopie. Nie żartuję, widać było bardzo aktywne tętno w stopie i on się zachwycał.
Zwariuję tu kiedyś.

Wczoraj było blisko, bo wsiadłam na rower stacjonarny a on się od razu zepsuł.
Poważnie, coś zaczęło klikać, przeskakiwać i był to dźwięk na tyle głośny i irytujący, że nie mogłam oglądać Nat Geo Wild, więc szybciutko się zdenerwowałam. Jęłam przeto nawoływać Trenera żeby przyszedł i naprawił, bo jest taki silny i męski i wie wszystko, nieprawdaż.
Trener wsiadł na rower, który od razu się naprawił.
Poważnie, cisza i spokój, nic nie klika, normalny zdrowy rower.
Wsiadłam z powrotem i trochę mnie szlag trafił, bo natychmiast zaczęło klikać. Wezwałam Trenera, który przyszedł, rzucił okiem i bezzwłocznie się załamał, nie wiem, skąd ten pośpiech.
Ojej, no trochę mi sztywna końcówka sznurówki buta zahaczała o rower i robiła to klikanie, ale nie wiem po co się od razu za głowę łapać i mówić "Niewiarygodne, opisz to na blogu, koniecznie".

Poza tym robiłam wczoraj sushi i też nic w tym normalnego, jak to u nas. Mianowicie do rolowania maków używa się takiej małej maty makisu, czyli matki, prawda? Żeby się to nie brudziło owija się folią elastyczną za każdym razem i matka się nie brudzi. Trener świetnie makisu owija, więc wezwałam go wczoraj i mówię "Zawiń mi matkę". Odpowiedź nieco mnie oszołomiła, Trener zastanowił się bowiem i odrzekł:
 - W sumie mógłbym, w dywan jakiś...Tylko potem potrzebowalibyśmy amerykańskiego auta z dużym bagażnikiem, żeby było dokładnie, jak w filmach...
Tak sobie, wiecie, nonszalancko i od niechcenia zaczął planować porwanie mojej matki.
W tych warunkach po prostu nie da się być zdrowym psychicznie i ja już nawet nie próbuję.

Nawiasem mówiąc do oglądania tv podczas jazdy na rowerze dobrze jest wybrać program podnoszący ciśnienie, bo człowiek zirytowany jeździ szybciej, więc spala więcej. Wczoraj oglądałam o przeprawie stad gnu przez rzekę Mara i spaliłam chyba milion kilokalorii, taka byłam wkurzona.
Suponuj sobie, Pamiętniczku, że płynie takie nieduże (jak na gigantyczną, silną antylopę), kilkumiesięczne gnu, namacha się zdrowo, a pod koniec przeprawy podpływa krokodyl i wyskakuje na to gnu z wielkim ryjem w celu bynajmniej nie towarzyskim. Normalnie złapał cielę i je zjadł, mało mnie szlag nie trafił, nie mógł sobie jakiejś starej antylopy złapać, tylko musiał taką młodą?
Jeśli tam kiedyś trafię to będę siedziała w czółnie i napierniczała krokodyle wiosłem wydając okolicznościowe okrzyki niechęci.

Inna sprawa to to, że wcale nie mamy w Polsce źle pod względem przyrody. W takiej Australii czy na Florydzie człowiek wychodzi z domu i od razu pojawia się opcja, że zeżre go krokodyl albo ugryzie jakieś jadowite coś. U nas człowiek wychodzi z domu i jest ryzyko, że go sąsiad na piwo wyciągnie, co jest zdecydowanie mniej przykre od bycia jedzonym, jak przypuszczam.

Obrazeczki nastąpią, jak się wyśpię, bo w warunkach obecnej zombiowatości nie mam wyobraźni i nie mogę myśleć, więc jeszcze bym jakichś nudów nawrzucała.
Aha, na głównej ostrzegają przed kleszczami. Zgadnijcie, co sobie od razu wyobraziłam, to łatwe.

niedziela, 13 maja 2012, squirk

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/05/13 12:35:01
Jakbyś tak siedziała w tym czółnie, to krokodyl mógłby dojść do wniosku że jesteś wygodniejszym kąskiem. I wtedy żadna Mysz nie pomoże, nawet Cylonka.

PS Rozpoznałem tytuł rozpoznałem tytuł! :-D
-
2012/05/13 12:35:41
A ja, jako mężczyzna, doskonale tego krokodyla rozumiem: gdybym już mianowicie miał, jak on, zapolować, to zdecydowanie wolałbym dorwać jakąś młodą łanię niż stare, żylaste truchło ;P

BTW: Wiewióro - czekam na Ciebie na nowych śmieciach... :)
-
2012/05/13 12:39:58
Bartoszcze - zupełnie serio - krokodyl postrzega czółno albo jako rywala (kształt przypomina mu innego krokodyla) albo potencjalną ofiarę - podczas przepraw gnu przez rzekę pływa w niej mnóstwo krokodyli, więc rywali się ignoruje, a ofiar jest bardzo dużo i są pewne (wiele gnu tonie, łamie nogi i daje się upolować) - tak więc jest spora szansa, że zignorowałyby mnie i mogłabym je spokojnie napierniczać ;-)

Co do PSa - Miszcz! :-)
-
2012/05/13 12:43:28
Wkurzanie - to nie tylko kwestia jakości mięsa, bo krokodyle smakoszami nie są, ale wielkości ofiary - duże gnu mają silniejsze kopyta i rogi, mogą krokodyla zranić, młodziki są bezbronne. Ależ mnie to irytuje, serio.
:-)
Zajrzałam już do Ciebie, jestem trochę oszołomiona zmianami, wyglądem, muszę się z tym oswoić :-)
-
2012/05/13 13:05:08
No to faktycznie - miałaś przygody. A ja sobie wyobraziłam to zawijanie ,,matki" w dywan i ten amerykański scenariusz kryminalny... no i samochód amerykański.. Jak ci mężowie kochają swoje teściowe, że takie wyobrażenia snują...
-
2012/05/13 13:30:08
Oj, biedna Wiewióreczka, spłoszyła się w nowym lesie... ;)

Ale masz jedyną i niepowtarzalną okazję zostać absolutnie pierwszą (i pewnie na jakiś czas ostatnią, he, he) komentatorką tamże. Nie skusisz się na taką blogową deflorację? :)

Już niedługo zacznę zresztą opowieści lanzarotańskie i dotrzymam danego Ci słowa ws. zdjęć...
-
2012/05/13 14:14:47
W Polsce nie ma przyrody agresywnej i groźnej dla życia? To spróbuj się przejść w nocy centrum Wrocka, będąc inteligentem twórczym :-((

Zadziwiające efekty daje przeprowadzanie się z obszarów metropolitalno-wielkomiejskich w prowincjonalno-drzewne. Niby już parę lat w tym Wronim Kącie pracuje, ale dopiero NO mi uświadomiła że ludność tutejsza żyje tu na drugim raczej niż na trzecim czy czwartym biegu. Najważniejsze że o 12.00 jemy, to jest motto życiowe. Co gorsze, wydaje się ten brak pośpiechu również przypadłością tych tubylców co formalnie biorą prowizję za znalezienie innym nieruchomości.

Poza tym to zawsze miałem o sobie wyobrażenie osobnika powolnego, niespiesznego i wyluzowanego. Może we Frankfurcie czy Londynie. We Wronim Kącie to jest to stan wskazujący na jednoczesne ADHD i nadczynność tarczycy.

Smoook, Śkfirka i do potem. Spadam w Nielog.
-
2012/05/13 15:27:16
40-latko - Osobisty i moja Mama bardzo się lubią i świetnie dogadują, dzięki bogom, więc jestem spokojna o to, że gdyby chciał ją porwać, to w celu przywiezienia tutaj i robienia mu ruskich pierogów, bo Mama robi najlepsze ruskie pod słońcem ;-)
-
2012/05/13 15:31:12
Wkurzony - Ty to potrafisz zwabić dziewczynę..;-)
-
2012/05/13 15:36:01
Bresly - wiem, co masz na myśli, bo przeprowadziłam się ze ścisłego centrum Wielkiego Miasta do niemalże dziczy pod lasem. Niemalże, bo to jednak duże osiedle dla mieszczan mających dość hałasu i korków, i dzięki bogom nic nie wiemy o obyczajach jedzeniowych mieszkańców pozaosiedlowych, a w moim przypadku jedzenie o 12.00 to zazwyczaj śniadanie, jeśli w ogóle o nim pamiętam.
Dobrze rozumiem, że agent nieruchomości jeszcze się nie wykazał? ^^

Co do centrum Wrocka - byłam kilka razy, w nocy też, ale nie spełniałam chyba norm intelektualnych, bo tylko raz zaczepili mnie szyici, ale w celu podrywczym, więc może ja po prostu wyglądam mało inteligentnie, w sam raz na karmę dla krokodyla, ale na porządny napad to już nie ;-)
-
2012/05/13 17:23:29
Trzymamy kciuki za Mysz. Swoją drogą, czy jak ona jest na Vibovicie, to jakby była na dopingu, bo dla takiej malutkiej Myszy takie dawki witamin mogą być... bardzo energetyzujące.
Taaak, do jeżdżenia na rowerku to ja seriale namiętnie oglądałam lub czytałam "Czerwone i czarne" oraz "Pustelnię parmeńską", jedno i drugie podnosiło mi ciśnienie i powodowało przyspieszanie :) Do hula-hopa też z resztą seriale :)))
A dzika przyroda jednak nas otacza - dla mnie dziki i krwiożerczy jest każdy komar i inny owad gryząco-liżący, bo ja strasznie puchnę. Do krokodyla nie podejdę nawet z wiosłem na bardzo długiej rękojeści, czy jak tam się ten trzonek nazywa.
-
2012/05/13 17:34:09
Nie porwanie, tylko zawinięcie, to niekoniecznie to samo! *^v^* Jakby co, to my mamy duży bagażnik, nie amerykański, ale duży. ^^
A czy Ty zjadłabyś stara antylopę?... Ja bym brała cielaka. Zresztą, krokodyl łapał, co się nawinęło pod zęby. Krokodyl też człowiek i jeść musi.
-
2012/05/13 17:56:40
Intensywnie Kreatywna - jak się okazało, odpukać, piszczenie było akcją jednorazową, potem Mysz wychodziła się napełniać już bez dźwięków towarzyszących. Mam nadzieję, że wypiszczała się i ma dość ;-)

"Czerwone i czarne" bardzo lubię, do "Pustyni" zrobiłam podejście, ale nie kontynuowałam, może byłam za mało dojrzała, zrobię drugie, jeśli polecasz. Galacticę oglądam :-)

Z komarami mam to samo - przygotowuję się do sezonu jedząc witaminę B, jej zapach wydziela się przez skórę, my tego nie czujemy, ale komary bardzo go nie lubią i jest dużo łatwiej przeżyć lato :-)
-
2012/05/13 17:58:11
Brahdelt - jak sie już człowieka zawija w dywan to jednak nie po to, żeby sobie pooglądał wzory od środka, tylko w mniej fajnym celu, więc jestem nyeco niespokojna i mam Osobistego na oku ;-)

Co do antylopy - no niby racja, ale to było nieduże, puszyste cielę we wiośnie życia i jestem oburzona, mam nadzieję, że utknęło temu krokodylu we wątpiach, o.
;-)
-
2012/05/13 19:01:22
Przeczytałem całość, przyglądanie się tętnicy w pełni rozumiem ;] Ale nie mogłem zejść z tytułu. Znaczy moja wyobraxnia tam została i się przygląda i fascynuje. Tom drugi!!! Będzie trylogia czy seria? ;]
-
2012/05/13 20:08:08
Bagienny - o, to dogadałbyś się z Osobistym, człowiekiem, który patrząc na mnie i mówiąc "Kochanie, muszę z Tobą porozmawiać" ma na myśli "Chcę Ci włączyć do treningu agrafkę i rozciąganie, żebyś nie doznała kontuzji" i który przerywa film żeby wykonać kilka pompek lub podciągnięć.
;-)
Co do kontynuacji - to zależy od czytelników, ale przewiduję, że może mi się jeszcze taki żarcik kiedyś zdarzyć ;-)
-
2012/05/13 21:40:45
Bagienny, od czasu trylogii w pięciu częściach Twoje pytanie jest niestosowne:-)
-
2012/05/13 22:00:20
Bartoszcze - oczywiście czytałeś? :-))
-
2012/05/13 22:43:57
Squirk ma na myśli? Interpretujesz to co powiedział facet? LOL :D

Bartoszcze zwłaszcza, że do tej trylogii w pięciu częściach doszła jeszcze jedna rzecz ;]
-
2012/05/13 22:50:37
Oczywiście już pytałaś, ssssskarbie:-)
-
2012/05/13 23:33:47
Wyobraziłam sobie Intensywnie Kreatywną, kręcącą hula-hopem i jednocześnie czytającą książkę!... *^v^*
Nie wiedziałam z tą witaminą B przeciw komarom, moja babcia nacierała się cebulą, ale to działało przeciw-muchowo. (no, i tylko, jak szła do ogródka, bo nie do ludzi... ^^)
-
Gość: Zulka, *.ip.netia.com.pl
2012/05/14 11:51:58
Wpisałam wczoraj komentarz, ale jak widzę wyleciał w powietrze. No to jeszcze jeden, i jeszcze raz.
Ciesze się niemożebnie, że jestem inspiracją do myszonotki.
A co do krokodyla, to proponuję zrobić z nim tak jak zebra w reklamie red bulla: o dno rzeki łup, młynka-młynka parę razy i torebeczkę ze skórki ekskluzywną wyprodukować :)
-
2012/05/14 14:33:08
Bagienny - nie muszę interpretować, Trener mówi mi, co ma na myśli, bardzo uprzejmego mam Trenera ;-)
-
2012/05/14 14:33:29
Bartoszcze - a bo ten, zapomniałam.
:-)
-
2012/05/14 14:34:33
Brahdelt - biorąc pod uwagę nicka IK taka sytuacja może być u niej na porządku dziennym ;-)
Patent na komary wypróbuj, stosuję od 2 lat i mniej narzekam na ugryzienia, a mieliśmy tu sporo komarów po powodzi.
-
2012/05/14 14:35:44
Zulko - Blox czasem szaleje z komentarzami, kilka osób skarżyło się na to, że znikają im komentarze albo całe notki, mam nadzieję, że dzieki listowi otwartemu do adminów coś się wreszcie zacznie poprawiać.

Musze obejrzeż tę reklamę, bo nie widziałam i przez to nie wiem, co się robi z krokodylami, a nie chciałabym jakiegoś fopa popełnić ;-)
-
Gość: Zulka, *.ip.netia.com.pl
2012/05/14 15:18:03
To nie wina bloxa, tylko mój internet wczoraj chwilowo nie zadziałał. Jeszcze miałam dodać, że Mysz uprzejmie prosi się o wyzdrowienie, bo blogowe społeczeństwo się martwi :)
A reklamę red bulla widziałam w 20-minutowym (!) misz-maszu przed seansem w kinie, więc nie wiem, czy w tv też leci.
-
2012/05/14 15:21:00
Zulko - a, myślałam, że znów Blox dał czadu.
Mysz uprzejmie wyzdrowiała, piszczenie było akcją jednorazową, ale na wszelki wypadek jest obserwowana i rozpieszczana jeszcze bardziej, niż zwykle :-)
-
2012/05/14 16:52:03
Oj, dziewczyny, książka do hula-hopa musi być: relatywnie lekka (żeby rąsie nie mdlały) i niezbyt wielkiego formatu (bo inaczej hula-hop zahacza o dolne rogi). Najlepiej sprawdzają się kieszonkowe wydania brytyjskie i amerykańskie, bo oni drukują je na papierze dziwnie przypominającym toaletowy, bardzo delikatny :)
To pisałam ja, Intensywnie Kreatywna, jedną ręką mieszając w rondelku sos do spaghetti z duuuuużą ilością sycylijskiego czosnku, drugą ręką przewracając kartki w drugim tomie Faraona, odnóżem prawym kopiąc Małemu piłeczki w kierunku firanki, żeby się kocio nie czuło zaniedbane, a w tak zwanym "międzyczasie" klepiąc dla Was instrukcję wyboru książek odpowiednich do kręcenia :)))
-
2012/05/14 16:56:34
A nie mówiłam...;-)
-
Gość: Zulka, *.ip.netia.com.pl
2012/05/15 10:53:52
Cieszę się, że Mysz zdrowa i w pełni sił. Do zdjęć może pozować :)