squirk77@gmail.com
Blog > Komentarze do wpisu
"Mam znakomitą parasolkę, wyrób krajowy, kupiłam w centralnym domu towarowym"

Nawet się nie przyznawajcie, jeśli nie wiecie, skąd tytuł, a przyszedł mi do głowy, gdyż jest nadzieja, że się w najbliższych dniach, dzięki bogom, trochę rozpada.
Odruchowo zerknęłam na główną, ujrzałam tytuł "Ramzes utrwalił sobie, że może gryźć ludzi" i równie odruchowo wyobraziłam sobie rozentuzjazmowanego faraona robiącego rączy sus zza piramidy i ukazującego poddanym pełne uzębienie czyli uff, obudziłam się normalna i jestem sobą. Mimo, że kolor włosów do normy nie wrócił, ale jest tak zabawny, że chyba zostanie ze mną na kilka dni.
(Tak, artykuł czytałam, od lat uważam, że psy ras niebezpiecznych powinny zostać wyeliminowane jeśli właściciele i same psy nie przejdą bardzo surowego treningu i, w przypadku właściciela, testu na inteligencję. Jeśli komuś wydaje się, że agresywny pies powiększa mu frankfurterka to zapewniem, że nie, nie powiększa. Widząc gościa w dresie - czytałam, że właśnie szyici najczęściej takie psy kupują i dbają o to, żeby były agresywne - z takim psem zawsze mam pierwszą myśl w rodzaju "prawie mi przykro, że masz małego". To jak z wielkimi samochodami czy złotym kajdanem na szyi.)

Zgodnie z deklaracją obejrzałam wczoraj kolejny program o zwierzątkach i z satysfakcją donoszę, że tym razem było sporo o tym, jak złe charaktery są napierniczane przez dobre. Mianowicie - mimo mojej sympatii dla wszelkich cicików - trochę się radośnie darłam na widok średniej wielkości, świeżo ponastraszanego na karczku młodego geparda, który usiłował skonsumować młodą zebrę, co wzbudziło żywiołową niechęć matki zebrzęcia, która nie taką przyszłość dla swojego dziecka planowała. Wierzcie mi, nawet będąc rączym cicikiem nie chcielibyście zepsuć nastroju zebrzej matce. Rzuciła się na geparda w takim tempie i z taką agresją, że nieszczęsne kocię ledwo uszło z życiem, a do tego zupełnie się rozczochrało. Kolejne ujęcie zaprezentowało młode, cicicznym zębem nawet nie draśnięte zebrzątko, które po kilku pełnych godności kroczkach bryknęło sobie wesolutko demonstrując tym samym otoczeniu przekaz w rodzaju "Skocz mi, przyrodo, moja stara wymiata".
Potem było sporo o tym, jak gnu podczas przeprawy przez rzekę Mara okazują krokodylom, że nie życzą sobie żadnych stosunków interpersonalnych, poprzez aktywne wykorzystanie ostrych kopyt i rogów - czyli zjedzenie dużego gnu wcale nie jest taką prostą sprawą czasem, bo antylopy potrafią solidnie gada stratować i dobrze mu tak, palantowi, za to młode gnu zjedzone parę dni temu, oby go czkawka udusiła - a potem o owadach (nuda, nie lubię) i wreszcie o krabach czerwonych pielgrzymach. Lubię kraby nie tylko w sałatce, więc co mi tam, pomyślałam, obejrzę, zwłaszcza, że one tak fajnie bocznie chodzą, trochę jak starożytni Egipcjanie. Chwilę później zmartwiłam się trochę, bo niewesoło ma taki krab. Żyje sobie w lesie, kwiatki mu pachną, żona zdrowa, z sąsiadem można na robaka* wyskoczyć, aż tu nagle sztrrr!, atakuje go popęd płciowy i zaczyna się bardzo daleki spacer do bardzo odległego oceanu. Pokonuje taki krab szosy, górki i wądołki, przeżywa ataki mrówek, które też kraby lubią, schodzi z wielkiej skarpy 12 m na plażę - i nic. Nic, bo jak się okazuje także w przyrodzie nie ma takiej opcji, żeby samiczka w porę spakowała się i wyruszyła w daleką trasę, więc panie krabowe przybywają dopiero kilka dni później, a samiec siedzi jak ten łoś i czeka. Po przybyciu pań następuje entuzjastyczna wymiana płynów ustrojowych, po czym panie krabowe wchodzą do wody i zaczynają się miotać, żeby się swojego przyczepionego tu i tam przyszłego potomstwa na rzecz tegoż oceanu pozbyć. I wiecie, co jest w tym wszystkim najgorsze z mojego punktu widzenia? Wiele z nich się topi, bo chyba z tej ulgi, że smarkacze już na wylocie, zapominają oddychać. Mam przeczucie, że bycie samczykiem jest o wiele lepsze - nie dość, że kawał świata zwiedzi i będzie przy czym nad robakiem opowiadać sąsiadowi, który jest impotentem albo go żona na spacer z kumplami nie puściła, to jeszcze na ogół wraca bez żony, czyli jest smutnym wdowcem i może zagrać biednego Misia, a wiadomo, że wolne krabiczki się na to złapią. Nowa żona co jakiś czas to nie takie straszne nieszczęście, a więc takiej znowuż wielkiej tragedii krab jednak nie przeżywa.

Mam szczerą nadzieję, że dzięki moim relacjom Wasza wiedza o świecie fauny jest bogatsza i że wiecie już, kto jest fajny (młode gnu i ciciki, jeśli nie polują na małe puszyste) a z kim nie gadamy (krokodyle i ciciki, jeśli polują na małe puszyste) - w razie wątpliwości trzeba wymusić na ciciku zeznanie, czy aby nie zeżarł ostatnio niczego puszystego. Zjedzenie niepuszystych dorosłych jest ok, bo kiedy duży kotek nie je to potem nie ma małych, a szkoda, bo małe ładne są i robią "mił".

* tak naprawdę nie wiem, co jedzą takie kraby, ale widziałam, że jeden sobie przysiadł i jadł współspacerowicza załatwionego samochodem, więc może być tak, że w lesie grzecznie je, co znajdzie, a na spacerze tylko patrzy, czy się koledze jakiemuś nieszczęście nie przytrafiło, żeby wrazieco na niego ruszyć z widelczykiem i serwetką pod brodą, bo też lubi kraby, jak ja.

W uprawach zmiany, groch sześciotygodniowy wprawdzie nadal nie skontaktował się z powierzchnią ziemi, za to pojawił się pierwszy minipomidorek malinowy, taka zielona kuleczka, i jestem bardzo dumna. Rukola i chia bardzo szybko rosną, chili też, a co do papryki to wiedzieliście, że to będą wielkie krzaki? Ja nie wiedziałam. Na zdjęciach mają ponad półtora cicika wysokości. No trudno, kupię w poniedziałek jakąś donicę wyższą, bo w skrzyni może im być w nóżkach ciasno, a do skrzyni pójdzie co innego, bo przecież nie będzie taka pusta stała. Umierająca cukinia uznała, że w sumie to ona sobie jeszcze pożyje, i wypuściła małe zielone, a Dynia Piracka, odpukać, nadal się trzyma. Z dymki katalońskiej chyba nic nie wyjdzie, strasznie anemiczna jest, za to fasola szparagowa ma już ponad pół cicika i sięga coraz wyżej, dzielna roślinka.

Idę szukać obrazeczków, bo mało ich wrzucam ostatnio, ale to z braku czasu - postaram się szybko nadrobić braki w obrazeczkach i komentarzach u Was. Miłego dnia i żeby Wam nie przyszło do głowy być grzecznymi, bo to nudne.

środa, 23 maja 2012, squirk

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Zulka, *.ip.netia.com.pl
2012/05/23 14:55:58
To ja się właśnie niegrzecznie oplułam przy biurku ze śmiechu i pomyślałam sobie, że już nie muszę oglądać tv, bo zdajesz relację z poczynań fauny i flory koncertowo.
Te gnuowo-krokodylowe przypadki to tak jak w tej reklamie red bulla z zebrą i gadziną przerobioną na torebeczkę (co już o tym pisałam). Spapugowali, czy co? i kto z kogo?
-
2012/05/23 14:59:19
Zulko - bardzo przepraszam, jakoś Ci to wynagrodzę ;-) Obiecałam dziewczętom, ze będą opowiastki o zwierzątkach i staram się dotrzymywac słowa, a na to, że widzę przyrodę tak, jak opisuję, nic chyba nie poradzę ;-)
Zulko - pisałaś, nie kojarzę tej reklamy, spróbuję wyszukać, a przypadki między tymi gatunkami to spory dramat, dlatego bardzo kibicuję wszystkim gnu zwłaszcza przy przeprawie przez rzekę Mara, bo zdarza się, że prąd je znosi i lądują na brzegu, z którego ciężko wydostać się na górę, więc straty i tak są ogromne. Bardzo dzielne zwierzęta, nie wyglądają na geniuszy, ale lubię je ;-)
-
Gość: Zulka, *.ip.netia.com.pl
2012/05/23 15:03:43
Ja też lubię opowiastki o zwierzętach, o cicikach w szczególności (ale to wiadomo, jak się ma cicika w domu), więc pisz, pisz, pisz... a ja czytać będę :)
A w temacie cicików - rodzja żeński to cicika będzie, czy cicia?
-
2012/05/23 15:07:09
Zulko - ano, Twój cicik robi wrażenie i dobrze świadczy o kocim rodzie.
Samiczka cicika to będzie ciciczka chyba, podoba mi się ciciczka, ale jak z każdymi neologizmami im więcej ich, tym większy wybór, więc cicia też zostaje :-)
Duży samiec to w takim razie cić? ;-))
-
Gość: Zulka, *.ip.netia.com.pl
2012/05/23 15:09:54
Cić jak nić, znaczy się nic :) i do tego kić, bo kicia, i kota, bo kot :)
-
2012/05/23 15:11:50
No proszę, z Ramzesem miałam prawie identyczne skojarzenie :) W sumie to nie wiadomo, czego po tych Starożytnych można się spodziewać, zastanawiałam się tylko jak doszli do tych jego upodobań :) Jakieś charakterystyczne ślady ta mumia miała, albo okoliczne, czy co.

Cieszę się bardzo z powiększenia gangu o dwa nowe Aniołki, pozdrawiam :) Strój służbowy zaakceptowany, czy wprowadzamy jakieś poprawki uwzględniające gusta przyjętych członkiń?

Znacie jakieś skuteczne sposoby na pozbycie się opuchlizny pomeszkowej? Też nie lubię owadów, i, jak widać, z wzajemnością. Użarło mnie bydlę w niedzielę, a wczoraj w pracy zaczęła mi tak stopa puchnąć, że ledwie się dowlokłam do domu, a później było już tylko gorzej, bo nie mogłam już wcale stawać na tej stopie, a z bólu się prawie popłakałam. Ratuję się wapnem i altacetem w żelu, trochę pomogło, ale wiecie, jutro do kina idę, więc muszę być w bezwarunkowo dobrej formie ;)
-
2012/05/23 15:14:57
Zulko - cić jak kić, faktycznie, a koty używam od zawsze, co jest wyjątkiem, bo zwykle mówię na przykład "dzielna pies" albo "piękna bawół afrykańska" ;-))
-
2012/05/23 15:17:07
Jakieś takie zezwierzęcenie obserwuję na blogasku:-)
-
2012/05/23 15:17:48
Emilyann - może niedopatroszyli i po rozwinięciu bandaży widać było, że mumia czymś się gryzła, a z tego można mnóstwo fajnych wniosków wysnuć ;-))

Pięknie nam się gang rozwija, rzeź i rabunek będą drobnostką, szybko się załatwi, co trzeba, i wrócimy do ginu z tonikiem lub co która Aniołek sobie wymyśli. Strój oczywiście można sobie ozdobić, ale jednak pozostałabym przy bazie w postaci zwiewnych koronek i wysokich butów, bo będziemy brodziły we krwi, a w sandałkach nie byłoby to miłe.

Ugryzienia współczuję, bo mnie też potrafi po kilka dni boleć, zadzwonię do Mamy i zapytam, co na to stosować, bo zdążyłam zapomnieć.
Do kina na Awendżersów może? :-)
-
2012/05/23 15:19:25
Bartoszcze - jakoś tak wyszło, czytelnicy domagają się poszerzania ich wiedzy o faunie, a ja lubię spełniać życzenia, i nie wiążę tego z jakimś nagłym osobistym zezwierzęceniem, bo zawsze powtarzam, że jedyne zwierzę, jakie czasem budzi się we mnie, to leniwiec ;-))
-
Gość: Zulka, *.ip.netia.com.pl
2012/05/23 15:20:37
Emilyann - również pozdrawiam :) Co do stroju - jakiś elemencik dziergany bym dorzuciła, coby mojemu zboczeniu zadośćuczynić.
Squirk - i znów sie oplulam przy "piękna bawół afrykańska" :D
-
2012/05/23 15:22:55
Zulko - to świetnie, bo wiesz, gdybyś opanowała sztukę plucia do celu mogłabyś się nachomiczyć jakimiś pestkami i wybijać wrogów jednym celnym "plu!" na sztukę wroga, bardzo ekonomiczna broń, koniecznie poćwicz! ;-)
-
2012/05/23 15:27:04
Do kina na "nie pytaj na co, idziesz z nami w czwartek i już". To będzie babski wieczór, więc trochę się boję repertuaru, pewnie mogłabym wyguglać, ale niech już będzie ta niespodzianka - w dobrym towarzystwie wszystko jakoś zniosę, najwyżej będę wybuchać śmiechem nie wtedy co wszyscy, i na odwrót ;)
-
Gość: Zulka, *.ip.netia.com.pl
2012/05/23 15:29:07
Drutami jeszcze mogę dźgać. Wplątane w robótkę nie będę budzić podejrzeń, ale wiem, że to śmiercionośna broń jest.
-
2012/05/23 15:30:28
Emilyann - a to super, zobaczysz, że się ubawisz, w dobrym towarzystwie mogłabym nawet "Taniec z gwiazdami" obejrzeć, oczywiście najpierw chciałabym gin z tonikiem ;-))
Odbierz @, Mama się wypowiedziała.
:-)
-
2012/05/23 15:31:08
Zulko - świetnie, możemy uznać druty i pestki za Twoją broń podstawową? Moją jest zester do cytryn, a Szyszka, o ile pamiętam, będzie raziła wroga kujką do jajek.
;-)
-
2012/05/23 15:31:42
Zulko, a może odziergasz nam jakoś gustownie pokrywy koszy bojowych? Ewentualnie szprychy rowerów, albo jakieś napierśniki na wypadek niespodziewanych chłodów?
-
2012/05/23 15:34:26
Emilyann - o, i może jakies poduszeczki dla kociąt bojowych, które będziemy przewoziły w koszach pastelowych, dziewczęcych rowerów, jakimi planujemy dotrzeć na miejsce inwazji? Niech sobie ciciki wygodnie podróżują - Zulko, co Ty na to? :-)
-
2012/05/23 15:35:38
Dzięki, zrobię napad na aptekę, trzeba ćwiczyć przecież ;)
-
2012/05/23 15:37:03
Emilyann - proszsz, ćwicz koniecznie, nie zaszkodzi mieć wprawę w rabowaniu, tylko może bez rzezi, żebyś się w ten upał nie zmachała :-)
-
Gość: Zulka, *.ip.netia.com.pl
2012/05/23 15:41:37
Z pestkami to się wstrzymajmy, bo muszę poćwiczyć. Na razie opluwam się ze śmiechu, a to nie działa na wroga.
Z propozycji wybieram poduszki dla kociąt, a dla nas mogę wydziergać bolerka - szybko idzie i romantyczne jest.
-
2012/05/23 15:49:52
Zulko - postaram się dostarczyć Ci materiałów do opluwania się ze śmiechu, mam nagranych jeszcze kilka programów o zwierzątkach.
Co do bolerek - świetny pomysł, impreza się przeciągnie, jesli lokalesi nie będą chcieli współpracować, więc nie ma sensu ryzykować, że zmarzniemy. Kocięta również będą zachwycone, dopilnuję, żeby o poduszki dbały - wprawdzie lateksowe wdzianka mają otwory na pazurki, a bojowe kocię bywa niesforne, ale przyuczy się je i po problemie.
:-)
-
2012/05/23 16:15:24
Inteligentni ludzie też sobie często z tzw agresywnymi rasami nie radzą. Niektóre rasy powinno się w naturalny sposób wygasić...
-
2012/05/23 16:37:08
James - dokładnie tak, wysterylizować i nie pozwolić, żeby gatunek przetrwał. To nie jest wyłącznie kwestia inteligencji człowieka, ale wiedzy nt pracy z takim zwierzęciem. Dla mnie te psy to mordercy, nieprzewidywalni, jak to zwierzęta - nie powinno się ryzykować życiem ludzi hodując takie chodzące bomby zegarowe.
-
2012/05/23 18:00:46
Dostawiłam te nowe kupione dziś sadzonki i wcale nie zmniejszyła mi się powierzchnia balkonowa, dziwne... ^^
Fotografuj tego pomidorka, niech ma zdjęcia od małego do czerwonego!
-
2012/05/23 18:08:09
Brahdelt - ale wiesz, że one urosną? ;-)
Zdjęcia zacznę robić od jutra i postaram się pamiętać o cyklu pomidorkowym, dziś mam roboty po uszy, a miałam nadzieję, że uda mi się iść na sziszę do sąsiadki, yh.
:-)
-
2012/05/23 18:19:08
miałam nadzieję, że uda mi się iść na sziszę do sąsiadki,

Palenie to okropny nałóg.
-
2012/05/23 18:29:48
Bartoszcze - zgadzam się, ale beznikotynowa szisza raz na...wychodzi na to, że raz na 11 m-cy nie jest aż tak straszna ;-)
-
2012/05/23 19:33:04
Mam inteligentnych znajomych, którzy nie napadają psem na ludzi, a mimo to pies musi mieć klatkę do spania - co nie znaczy że nie śpi jak miły psiaczek w nogach Państwa - a jednak klatka to zalecenie. A jak się mu daje jeść - to lepiej żeby nikt nie zbliżał się do michy - nie dlatego, że może ugryźć - ale dlatego że jeśli to zrobi to potrzeba będzie pomocy chirurga.
-
2012/05/23 20:12:29
Ramzes rzucający się z szeroko rozwarta paszczęką na ludzia zbytnio by mnie nie zdziwił, szczególnie Ramzes II, bo ona miał taaaakie pomysły na siebie i swoją boskość, że ja dziękuję.
Doceniam kolejny odcinek przyrodniczy. Zgadzam się, że cicik duży jeść musi, ale niech sobie je brzydkie, niepuszyste kreatury zoologiczne.
I mam "apdejt" tarasowy... nagły deszcz judaszowych srebrników spowodował, że jednak nasza infrastruktura tarasowa zacznie powstawać w tym roku. A to oznacza, że wkrótce dołączę do osób intensywnie przeżywających sceny z życia zielenin, krzewinek i bulw :)
-
2012/05/23 20:53:07
James - to nie jest tylko kwestia IQ - nie wierzę w idealne i pewne wytresowanie takich psów.
Klatka dla psa - jak twierdzi znajoma, która swojego zwykłego, acz sporego psa szkoliła, to także miejsce dla psa w sensie jego własnego kąta, u niej pies wchodzi do klatki, bo to jego miejsce w mieszkaniu, odpoczywa tam itp.
:-)
-
2012/05/23 20:59:34
Intensywnie Kreatywna - muszę sobie o tym Ramzesie II więcej wygooglać, bo niewiele wiem, a coś mi mówi, że będzie interesująco. Swoją drogą intrygujące, jak sie zmieniają ludzie - blady, chorowity wypłosz z oczopląsem i nerwowymi tikami dostaje się na tron i od razu mu odbija, a przy okazji zyskuje jakoś na atrakcyjności - tu mi się Klaudiusz i Messalina skojarzyli.

Dziękuję za docenienie zwierzątkowej relacji, zaczęły mi wchodzić w nawyk, poza tym miło mieć świadomośc, że czytelnik opuszcza bloga bogatszy o wiedzę z zakredu np. puszystości gnu.

Gratuluję zastrzyku gotówki, robcie balkon, a ja będe zaglądała poczytać o rozwoju hysia ogrodniczego - uczciwie mówię, że jest bardzo zaraźliwy. Właśnie sąsiadka wpadła obejrzeć moje plony i podziwiała pierwszego pomidorka, jestem dumna jak nie wiem co :-)
-
2012/05/23 22:14:18
No oczywiście, że wiem, że one urosną, na szczęście z dużych mam tylko paprykę, pozostałe to małe krzaczki będą. *^v^*
O, widzę, że Intensywnie Kreatywna też się zaraziła gorączką serbinowską! Ja niedługo zacznę krzyczeć "Bogumił!... Bogumił!..." ~*^o^*~
-
2012/05/23 22:47:26
Ramzesa guglaj, ciekawa postać, nawet po śmierci potrafił własną mumią tak namieszać, że skandal dyplomatyczny wywołał i prawie unicestwił dobrze zapowiadające się stosunki egipsko-francuskie :))
-
2012/05/23 23:59:44
Brahdelt - kiedy myśle o tym, że spora część moich roślin będzie miała wysokość od cicika do półtora to trochę mi słabo..;-)
Idę piec nadziewaną focaccię, przepis leci mailem :-)
-
2012/05/24 00:00:23
IK - wygooglam, a jeśli masz jakieś dobre linki (może być w ang.) to chętnie skorzystam, póki co same grzeczne nudy wyszukałam, ale też nie bardzo miałam czas :-)
-
2012/05/24 05:08:52
Moje ciciki robią "Mioł", bo one tak trochę po śląsku sobie lubią wydawać odgłosy.

P.S. co Ty masz z tymi Egipcjanami dzisiaj?
-
2012/05/24 07:19:56
Jeden z najlepszych artykułów jest tu:

www.travellinghistorian.com/ram.html

ale i tak bez orgii i kapłanek :) Niezłą biografię napisał Philipp Vandenberg

lubimyczytac.pl/ksiazka/57458/ramzes-wielki

-
2012/05/24 10:32:43
FKa - o, bogowie, Ty nawet ciciki masz jakies inne...;-))
Co do Egipcjan - a nie wiem, jakos tak mnie naszło, kraby boczkiem szły i był ten artykuł na głównej...Moje notki same się piszą ;-)
-
2012/05/24 10:33:00
IK - bardzo dziękuję, rozejrzę się :-)
-
2012/05/24 11:29:55
Ale taka klatka to też "prywatne terytorium" agresywnego psa. Tam panują jego zasady - stąd klatka aby swoich zasad nie narzucał poza nią. To mimo wszystko i tak dość niesympatyczne...
-
2012/05/24 11:32:54
James - zgadzam sie i mnie, choć widziałam, że pies z takiej klatki korzysta bez stresu i uważa za swoje miejsce w mieszkaniu, też się to nie podobało, choć rozumiem założenia. Jestem przeciwna klatkom, ale wiem, że dla niektórych stworzeń to jedyna możliwośc pozostania przy życiu, a dla ludzi jedyna możliwość zobaczenia i poznania tych zwierząt.