squirk77@gmail.com
Blog > Komentarze do wpisu
"Młody żarłacz ma ciągle pod górkę"

poinformowała mnie wczoraj Krystyna Czubówna w programie o zwierzątkach, który oglądałam, i - po odegnaniu wizji zasapanego żarłacza z plecaczkiem usiłującego wdrapać się na spore wzgórze, bo jestem sobą przecież - muszę przyznać, że miała rację. Samica, dajmy na to, humbaka trzyma młode przy sobie przez rok, ale pani rekin ma inny pomysł na życie - szybciutko się rozmnaża i odpływa, mając potomstwo w odwłoku i płetewką na pożegnanie nawet nie machnąwszy, w dodatku potomstwo, jak się okazuje, natychmiast wskakuje do menu mnóstwa innych pływających stworzeń, więc przez pierwsze lata życia przemyka się zalęknione przy dnie, a kiedy wyrośnie to się mści i przyroda wokół niego ma przechlapane.
Ponadto oglądałam wczoraj o tym, jak żyrafa zabiła lwa, i trochę inaczej patrzę teraz na żyrafy, oraz o tym, jak kochają się świnki morskie - byłam pod dużym wrażeniem (i troszkę spłakana ze śmiechu), było tam mnóstwo futra i piszczenia, bo samczyk czynił samiczce awanse a samiczka udawała, że ona sobie tego wcale nie życzy i co on sobie wyobraża, ona wcale nie jest łatwa, co ludzie powiedzą, jak to zobaczą i przestań, ach, przestań, Gwidonie, zanim ktoś wejdzie. Życie hodowcy świnek morskich musi być pasmem radości.

Żeby nie było, że tylko o zwierzętach oglądam - obejrzałam jeden z odcinków "ER" i zaserwowano mi kolejny błyskawiczny poród, dosłownie kilkanaście sekund minęło między "Widzę ramiona!" a "Gratuluję, ma pani piękną córeczkę" - szczęśliwa (i szybka) matka dziecięcia na oko ośmiokilowego nawet spocić się nie zdążyła, dzielna kobieta. Przeciętny widz może po obejrzeniu nabrać podejrzeń, że kilkunastogodzinna akcja porodowa jego własnej żony to jakaś ściema i że najwyraźniej ma w domu kobietę wrzaskliwą, nadwrażliwą i mało zaangażowaną, więc w takiej np. Ameryce powinni, moim zdaniem, umieszczać na ekranie po szybciutkim porodzie zastrzeżenie, że tak naprawdę wygląda to inaczej i nie ma co oczekiwać, że żona urodzi bezgłośnie i z uśmiechem na ustach między zrobieniem kanapki a podrzuceniem pozostałych dzieci do szkoły, a po całej akcji wyskoczy lekko z łóżka, rzuci beztrosko "Och, ależ nabałaganiłam" i zacznie sprzątać, bo kto inny miałby.

Zajrzałam na główną i wracam bogatsza o wiedzę, że wg pani Gessler Polacy żrą. Z tego mam świeżutki wniosek, że elegancka konsumpcja na salonach, w restauracjach i w domach celebrytek to szereg pułapek czyhających na smukłe figury, bo jakimś cudem bardzo rzadkie skubanie niskokalorycznych drobiazgów z maleńkich talerzyków (tak wyobrażam sobie konsumpcję, jaką na pewno uskutecznia światowa dama, która przecież nie żre jak inni Polacy) najwyraźniej strasznie tuczy, a wygooglane zdjęcie pani Gesler wytwornie i z niechęcią skubiącej malusienieczki kawalątek tortu na długo zapadnie mi w pamięć.

Balkon sumiennie się zieleni, własnie podlałam rośliny (i poduchy trochę też), nieco oklapły mi pomidory malinowe i wygłosiłam pod ich adresem kilka dyskretnych gróźb, mam nadzieję, że zadziałają. Mały pomidorek jeszcze_nie_malinowy urósł i bardzo mu kibicuję, bo zamierzam go zjeść prosto z krzaka i kwiczac wpiekłogłosy z ukontentowania. Pogadałabym z nim dłużej, ale przyleciał trzmiel, więc zareagowałam z tradycyjną dla owadów sympatią, mianowicie wydałam przeraźliwe "Hyyy!" i zwiałam. Niby puszysty jest taki trzmiel, a puszyste ma rację bytu, ale owad to owad, obrzydliwość, a jeśli ktoś lubi motylki niech sobie popatrzy na motyli mordzik pod mikroskopem, to mu przejdzie. Motyle są straszne, mniej się boję krokodyli. Owszem, może mieć tu niejakie znaczenie fakt, że żaden krokodyl mi nagle na balkon nie wskoczy, więc mogę sobie na luzie być taka dzielna, ale jednak.

Sporo ostatnio o zwierzątkach, więc i obrazeczki dorzucę pasowne - dziś będzie cicik i rybka niecała. Jako bonus - kobieta upadła.

PS. Weszłam właśnie do sypialni i zastałam Trenera Osobistego i Mysz na łóżku i w sytuacji jednoznacznej. Mianowicie kiziali sie noskami, a zachwycona Mysz stała na tylnych łapkach w fontannie okruszków, co niezbicie dowodzi faktu, że została wywabiona na kizianie okruchem świeżego chleba, na punkcie którego jest obłąkana. Kiedy piekę chleb Mysz jest cała w pląsach i podrygach, a potem opycha się jak jakiś sołtys. Albo jak Trener, choć On, dzieki stosownym bogom, przynajmniej nie biega nerwowo w kołowrotku wyskakując co chwilę żeby sprawdzić, czy już upieczone i można jeść.
Oszaleję tu kiedyś tak czy siak. Miłej niedzieli Państwu.

niedziela, 27 maja 2012, squirk

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/05/27 16:29:44
Pani Gessler to generalnie kojarzy mi się z jakimś środkiem żrącym i z niczym dobrym.
-
2012/05/27 16:34:54
Bartoszcze - mnie z obejrzanym przypadkiem odcinkiem tego programu, w którym przerabia restauracje - widok kobiety z rozwianym włosem pochylonej nad jedzeniem i nurzającej w nim upierścienione, pomalowane palce błyskawicznie mnie odrzucił, nigdy nie pójdę do restauracji, w której tak podchodzi się do higieny w kuchni.
:-)
-
2012/05/27 17:06:11
Jak pani Krystyna Cz. mówi, że żarłacz ma pod górkę, to ja jej wierzę i nawet do głowy mi nie przyjdzie kwestionować.
Natomiast jak pan Magda G. mówi cokolwiek, to mnie się włącza tryb "kwestionowanie totalne" i nic nie poradzę. Rozwiany włos nurzający się w potrawach i wieczny wygląd "właśnie wstałam z łóżeczka, narzuciłam na siebie cokolwiek i w takim dezabilu Wam się tu miotam po ekranie" mnie nie przekonuje.
I ja mam jeszcze spostrzeżenie ogrodnicze: będąc niedoświadczoną ogrodniczką tarasową (przecież nie napiszę, że młodą, bo mi palce uschną od kłamania klawiaturą), dochodzę do wniosku, że uprawa roślin jest zajęciem wymagającym siły fizycznej (ziemia ciężka, donice wielkie), urazogennym (wyjmowanie z donicy różny z milionem kolców kończy się krwawo), brudnym (pod prysznicem miałam wieczorem okłady błotne na stópki, jak już spłukałam z siebie całą ziemię) i bardzo stresującym (pierwsze poranne kroki były w kierunku donic, z wizją, że wszystko leży pokotem i nic przesadzania nie przeżyło).
-
2012/05/27 17:08:53
Miało być "róży", oczywiście.
-
2012/05/27 17:10:41
IK - ja także bez zastrzeżeń pani Czubównej wierzę, jeszcze mnie nigdy nie oszukała w kwestii zwierząt.
:-)
Co do pani Gessler - no cóż, jeśli gotuje tak, jak się prezentuje, a rozmawia z ludźmi tak, jak w programie i wywiadzie, to jej lokale należy omijać szerokim łukiem, chyba, że lubi się włosy w jedzeniu i wulgaryzmy podczas rozmowy.

Ogrodnictwo wydaje Ci się takie, jak piszesz, bo to początki, też na początku narzekałam, że ciężko, że brudne i że jeszcze nie rośnie, ale jak już wszystko posiałam i rozsstawiłam mogłam ograniczyć się do podlewania i skubania z krzaczków, warto stanowczo :-)) Rośliny są silnei potrafią podźwignąć się nawet po cięzkich przeżyciach, nie poddawaj się i melduj :-))
-
2012/05/27 17:21:27
Co do zwrotów, jakie serwuje pani Magda to się zgodzę w stu procentach. Jednak jeśli chodzi o gotowanie, z tego co mi wiadomo dużo ludzi ją podziwia, więc coś w tym musi być.
Osobiście jestem bez zdania, przykro mi, ale frytki będę smażyć tylko raz ;)
-
2012/05/27 17:24:40
Masz rację, jak już dzisiaj nie muszę latać z worami ziemi i obłędem w oczach, tylko się wdzięcznie przechadzam po tarasie i tu skubnę, tu puknę w listek, tu poprawie podpórkę, to jest uroczo i bezwysiłkowo.
-
2012/05/27 17:25:01
Fidelis_lupus - wielu ludzi może ją podziwiać nie za to, jak gotuje, bo nie gotuje przeciez osobiście, tylko ma kucharzy w restauracjach, ale za to, że z takim słownictwem i podejściem do higieny zrobiła "karierę", osobiście podejrzewam, że sporo ludzi po prostu się jej podlizuje.
Smażenie jest zue jak torcik, zamiast frytek robię wedges z ziołami :-)
-
2012/05/27 17:26:28
IK - koniecznie daj znać, jakie efekty daje pukanie w listek, jeśli to mobilizuje roślinę do szybszego wzrostu to mam trochę zieleni do opukania.
Fakt, miło jest ponicnierobić, kiedy już wszystko zrobione, i czekać na efekty :-)
-
2012/05/27 18:43:13
Squirk, tu się z tobą zgodzę! Nie smażę prawie wcale, ale przez te ostatnie trzy dni mój organizm wymaga ekstremalnego zadowolenia. Wypełnia magazyny przed.. sama wiesz czym. W końcu te 5 "czerwonych" dni wygląda tak samo u każdej kobiety :)
Na leciutkie podwieczorki polecam starkowane jabłuszka- powrzucać doń kilka rodzynek, posypać cynamonkiem i proszę ciebie niebo w gębie, no po prostu bajka :))
-
2012/05/27 19:15:29
Fidelis_lupus - ja mam większy apetyt tylko na jeden dzień przed atakiem Wielkiego Hormona, ale nawet wtedy nie jem niczego słodkiego, bo słodyczy nienawidzę przez cały miesiąc tak samo bardzo :-) Z rozsądku jem czasem kilka miśków Haribo albo owoc, żeby się zupełnie nie odcukrzyć.
Stwierdziłam ostatnio, że chyba jednak mam PMS, choć byłam pewna, że nie, ale jednak mam - objawia się to przymusem zjedzenia pierogów, najlepiej ruskich, nic innego się nie zmienia. Dzięki bogom, bo czytałam, że kobiety miewają wtedy huśtawkę nastrojów i w ogóle biedne są, a ja wciąż wesolutka i tylko te pierogi muszą być ;-)
-
2012/05/27 20:08:48
a ja byłam dzisiaj w Białowieży, w Muzeum Przyrodniczym, w którym to Krystyna Czubówka opowiada radosnym głosem jak wilki pożerają jelenie. Na usprawiedliwienie wilków powiedziała, że żrą (jak Polacy) tylko osobniki słabe lub stare. Ja zaś - pomimo światopoglądu - zjadłam kaszankę, postawiona przed faktem dokonanym i teraz boli mnie brzuch i żadna Gessler nie będzie mi mówić,co jest dobre, co nie. Bo świnia jest niejadalna i tyle
-
2012/05/27 20:14:21
Berberysie - z tymi jeleniami to fakt, wykaszają tylko jelenie, które za wolno biegają - pomijając zimę, kiedy to jeleń może się nakopytkać a i tak utknie w głębkim śniegu i bach!, jest na obiedzie u wilków bynajmniej nie jako gość.
Najwyraźniej prosięcina Ci nie służy i przygotuje się dla Ciebie kurczę festynowe, żebyś wzmocniła się po rzezi i grabieży. Mięty się może napij, to szybciej ból minie, biedna Ty :-/
-
2012/05/27 20:22:07
dobra myśl! Chciałam kupic trawienne winko, ale okazuje się, że dziś jest jakieś święto i tylko stacje benzynowe działają. Hm.. zatem jednak mięta ;))
-
2012/05/27 20:27:06
Berberysie - mięta, bo pomoże, a o winku przypomnę Ci przed następnym weekendem :-)
-
2012/05/27 20:32:48
PS. Berberysie, dziś jest Boże Ciao. Ciao.
;-)
-
2012/05/27 21:47:12
Ja też miałem dziś oglądać zwierzątka, bo mnie Ślubna zaciągnęła do ZOO. Wytrzymałem 15 minut i wyszedłem. Zwierząt jak na lekarstwo, za to publika... Wszystkie te marudzenia, że nie będzie miał kto pracować na nasze emerytury to bzdura. Setki, tysiące, miliony bachorów. Jeden głośniejszy od drugiego, a jeszcze głośniejszy tatuś z odkryczwym "no, zrób małpce pa, pa".

25 zeta poszło się tenteges.

Gucwiński wróć...
-
2012/05/27 22:26:23
No, a ja dzisiaj żarłam nie mięsnego jeża, a kurczaka wg przepisu Mamci. Żreć lubię, a kurczaka to nawet rencami, a co tam, w końcu w restauracji nie jestem. Kurczak wg Mamci genialnie smaczny, jeno swoje musi w sosie maślano-czosnkowym odsiedzieć, bo inaczej walorów smakowych z taką siłą nie dostarczy.
Jakby kto chciał, to niestety, tajemnej receptury Mamci nie zdradzamy. Squirk, ani nie próbuj!!! Zazdraszczać można!!!
Squirk, pozdrów Mamę i powiedź, że kurczak wyszedł wyśmienity. Rodzinka zadziwiona, że tym razem inaczej, ale wszystko zjedzone, a to wiele znaczy... :)))
-
2012/05/27 22:28:33
Wkurzony - zgaduję, że otroczki nie są w pierwszej piątce Twoich ulubionych istot? :-)
Na pociechę mogę pisać o świecie zwierząt codziennie i gratis :-)
-
2012/05/27 22:29:46
40-latko - pojęcia nie masz, jak mi miło, a Mamcik z dumy zacznie chyba pod sufitem krążyć, wszystko jej przekażę :-)) Ogromnie mi miło, rano dzwonię do Mamy z komplementami :-))
-
2012/05/28 00:00:25
O wesoły żywot hodowcy świnek morskich trzeba zapytać Zuzę-chan, ona ma Proślinka! *^v^*
Zdenerwowałaś mnie tym krokodylem, ja od sierpnia znowu będę mieszkać na parterze!...
Trener nie biega w kołowrotku zapewne tylko dlatego, że nie macie miejsca na odpowiedniej wielkości kołowrotek... ~^o^~
Jutro jadą do Ciebie sadzonki - okra i tajemnicza roślina, co to albo sama zgadniesz jak już ją dostaniesz i powąchasz, albo wtedy Ci powiem co to jest. *^v^*
-
2012/05/28 00:03:13
PS.: Dziś nie było żadne Boże Ciao, tylko Zielone Świątki. Boże Ciao jest w czwartek (zawsze jest w czwartki) 7 czerwca. *^v^*
-
2012/05/28 00:48:24
Brahdelt - jak widać jestem supersłaba w kojarzeniu, jakie święto kiedy jest :-)
Zuza-chan jeszcze się w kwestii świnkowej nie wypiszczała, mam nadzieję, że nie omieszka, a na wielki kołowrót dla Trenera nie mamy miejsca - może u Kreatywnej, jeśli się tam w szóstkę zmieścimy ;-D
Za roślinki bardzo dziekuję, jutro przy okazji zakupów kupię im nowe doniczki - mam nadzieję, że zgadnę, co to za tajemnicze zielone cuś, inaczej będzie wstyd :-)
-
2012/05/28 10:03:52
Pieśń bojowa rewelacyjna, jest nas tyle, że nawet na głosy można by to rozpisać. Tzn chyba, bo się nie znam, ale mam sąsiadkę po dyrygenturze, na pewno by coś poradziła ;)

Czekam na aktualne zdjęcia plantacji, bardzo jestem ciekawa jak to teraz wygląda. Równie ciekawa jestem jak sobie radziły beze mnie moje bratki, zostawiłam je w piątek rano samym sobie, dość obficie podlane, a zobaczę je dopiero dzisiaj po pracy. Tzn na pewno doniczki zobaczę, bo nasionka na razie nie wyglądały, jakby miały zamiar wykiełkować, ale może jednak - to całe sianie to na razie dla mnie jedna wielka tajemnica ;)
-
2012/05/28 13:44:52
Emilyann - może nawet namówię zespół Trenera Osobistego, żeby wykonał pieśń na którymś koncercie, ależ byłabym dumna ;-))

Idę za chwilę wizytować uprawy, machnę jakąś foteczkę i chyba zrobie zieleninie album na fanpejczu, żeby tego nie rozrzucać po całej stronie.
:-)
-
2012/05/28 13:51:21
Pani Gessler sama wygląda jakby nic nie robiła, tylko żarła, a po akcjach z masłem w marketach (że dłubie paznokciem w maśle z półki, żeby spróbować) nie mogę na nią w ogóle patrzeć. Obrzydzenie mnie bierze blehhh
-
2012/05/28 13:53:36
BP - aż mnie zemdliło, fakt, pamiętam teraz te akcję z masłem, co za obrzydliwość :-/