squirk77@gmail.com
Blog > Komentarze do wpisu
"Mucha nie widzi Rosjan w Bristolu"

Wczoraj poinformowano o tym na głównej (skrinszot jest na Fanpejczu) wykluczając wszelkie wątpliwości i dyskusje. Okrutny świat skonstruowany jest tak, że nieszczęsna mucha, gnana nadzieją na ujrzenie Rosjan, nalata się, namacha skrzydełkami, leci przez pół Anglii, resztą sił wpada do Bristolu - i rzopa, proszę Państwa. Rosjanie w Bristolu są dla much niewidoczni. Nie wyjaśniono, dlaczego akurat mucha została wykluczona z kręgu istot mogących gapić się w Bristolu na Rosjan, póki im się nie znudzi.

Poza tym oglądałam wczoraj o lwach i liczyłam na obfitość robiących "mił" puszystych cicików - zamiast tego zasypano mnie serią dowodów na to, że zwierzęce otroczki stanowczo nie powinny oddalać się od swoich stad, bo mogą trafić na inne stado i stać się jego częścią, zdecydowanie nie na zasadzie "Stary, dołącz do nas, pójdziemy wkurzać krokodyle, będzie świetnie!"  - nie, otroczki opuszczające stado są bezpardonowo konsumowane. Swoją drogą nie mam pojęcia, jak można siedzieć w wozie z kamerą i nie zareagować na to, że duzi członkowie przyrody wykaszają małych. Mając możliwość bycia na miejscu zadbałabym o zabezpieczenie wozu i jeździłabym za takim stadem lwów wygłaszając co jakiś czas spontaniczne "Gdzie z tym ryjem? Zostaw antylopkę i won, korzonki żreć, a nie cudze młode!" oraz inne okrzyki demotywujące. Mogłabym także psuć polowania na małe puszyste poprzez nieoczekiwane wykonywanie utworów na rogu czy co by mi tam w ręce wpadło.
Musiałabym oczywiście zadbać o zapewnienie sobie dostepu do nieograniczonej ilości małych lwiątek bo wiecie, być w takim Londolozi i nie pokiziać lwa to jak być w Licheniu* i nie nabrać wody święconej do takiej plastikowej figurki Maryjki z odkręcaną głową. Trochę nie przemyśleli tej butelki moim zdaniem, w dodatku nikomu z tej szkolnej wycieczki, cośmy na niej w Licheniu byli, nie chciało się stać w kolejce do świętego źródełka, więc wszyscy napełniali butelki w łazience - potem w domu i tak była z tego masa radości i ludzie czuli się lepiej już po pierwszym łyku. Ale nie o tym miałam - wracając do cicików - możnaby takiego lwa przysposobić na kocię bojowe dla naszego gangu, miałybyśmy tym samym załatwioną kwestię siania grozy podczas inwazji. Podrośnięty lwi cicik waży do 250 kg, więc nie mogłybyśmy wozić go w koszyku na rowerze, ale myślę, że spokojnie dałoby się nauczyć go chodzenia przy nodze.

Moja domowa fauna ma się świetnie, biegała do 4.27 nad ranem, wywleczona polizała mnie po nosie, po czym zjadła brokuła (nie, nie całego, fragment, oczywiście) i udała się na zasłużony odpoczynek. Powitałam ją rano standardowym "Witamysz, moja ślicznysz i puszystysz" (bo Mysz, jak wiemy, lubi "sz"), co skłoniło Trenera Osobistego do wygłoszenia uwagi w rodzaju "Może po prostu mów do niej cały czas "szszszsz" - i tak będzie szczęśliwa". Też mi coś. Trener Osobisty nie powinien marudzić, jest bardzo rozpieszczony - na przykład do pracy dostał dziś świeżo upieczone takie coś i jedli to w 5 osób, bo trochę duża mi wyszła. Przepis bardzo polecam, prosty jak umysł szyity, można przygotować wieczorem modyfikując nadzienie (tylko bez mokrego, bo się rozdyźda) i upiec rano.

W uprawach bez zmian, wszystko, poza grochem, rośnie, a Piracka Dynia doskonale reaguje na taśmę klejącą we wzór czaszeczek. Muszę wreszcie zajrzeć do tego grochu, bo to nienormalne, że wszędzie gorąco, słoneczko robi, co może, wszystko spod ziemi wyłazi, a on nie i nie. Łaski bzz.

Zgodnie z treścią notki obrazeczki będą o wierze i o tym, że brzydko jest pokazywać kopytkiem, bo może to nieśmiała kaczka i nie chciała, żeby zwracać na nią uwagę. Jako bonus - cicik sztuce niechętny.
Miłego dnia Państwu, wracam do pisania rzeczy znacznie nudniejszych.

* to mógł być także Niepokalanów, jestem bardzo słaba w rozpoznawaniu różności związanych z religią a po tylu latach od podstawówkowej wycieczki pamiętam głównie te odkręcane maryjkowe główki oraz że jechaliśmy także odwiedzić stary dom jakiegoś słynnego polskiego poety, który zawalił się (dom, nie poeta) dosłownie pół h przed naszym przyjazdem i potem nasza dyrektorka nie mogła uwierzyć, że to nie nasza wina, choć tym razem rzeczywiście nasza nie była.

czwartek, 24 maja 2012, squirk

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/05/24 16:45:25
Mam nadzieję, że jednym z pięciu nie był mój mąż, bo focaccia właśnie rośnie i czeka na wieczorne skonsumowanie na kolację... ^^
To chyba nie był Licheń, jak byłaś w podstawówce, to było mniej więcej wtedy, kiedy ja byłam w podstawówce, czyli troszkę dawno temu i jeszcze Licheń nie działał (oddali do użytku w latach 90-tych). *^v^*
-
2012/05/24 16:47:55
Brahdelt - Twój mąż odmówił zjedzenia więcej, niż 1/8, czyli skubnął tylko mały kawałeczek i na pewno nie zepsuje mu to apetytu :-)
Z tego, co piszesz, to musiał być Niepokalanów w takim razie, na pewno byliśmy w obu miejscach, do dziś zastanawia mnie, dlaczego - szkolna wycieczka do takich miejsc, też coś.
Zaglądasz czasem do Pana Rybki? :-)
-
2012/05/24 16:49:36
Pana Rybki nie było przez kilka tygodni wcale, a ostatnio nie zaglądałam, może pojadę w przyszły czwartek, to napiszę, co ma (jak będzie i będzie coś miał). ^^
-
2012/05/24 16:51:39
Brahdelt - super, będę bardzo wdzięczna :-)
Btw - wybieracie się do Makro w czerwcu? My chyba tak, jeśli jakoś je upchnę, bo Osobisty znów w weekendy nagłaśnia jakieś koncerty czy inne takie. jestem sporadyczną słomiana wdową ;-(
-
2012/05/24 17:17:27
Z mądrości predakcyjnych: "Kto będzie zwracał uwagę na biust, mając pod nosem apetyczne piersi...". Cytat stąd.

Jak tam plan treningowy dla Kosz Angels?
-
2012/05/24 17:21:17
Czy ta focaccia to coś od foczki, czy od focha? :o)
-
2012/05/24 17:24:21
Emilyann - boskie, boskie ;-)) Aż szkoda, że nie wypatrzyłam pierwsza, byłby tytuł do nowej notki.
Plan się w wolnych chwilach pisze - Osobisty, niestety, jest perfekcjonistą, co chwilę coś zmienia, dopisuje, sprawdza, czy nie ma aktualniejszych badań na temat - mam nadzieję, że Twoje pytanie go zmotywuje, bo nigdy tego nie skończy, a i tak będzie mnóstwo do czytania.
:-)
-
2012/05/24 17:24:50
Wkurzony - od foki, bo takie mniej więcej rozmiary przybrałby zapewne ktoś, kto byłby w stanie zjeść całą fokaczię ;-)
-
2012/05/24 17:26:52
Ależ możesz go użyć do kolejnej, jeśli nie znajdziesz lepszego ;)
-
2012/05/24 17:32:42
Emilyann - dzięki, chyba skorzystam, piękne zdanie, zrobiłam skrinszot.
PS. Fruuu, do kina! :-)
-
2012/05/24 17:35:47
Kino dopiero na 19.30, więc jeszcze chwilę mam do wylotu :)
-
2012/05/24 17:38:14
Emilyann - zabezpiecz stopy jakimś sprayem antymeszym, żebyś nie wróciła bardziej pogryziona, pełno tego cholerstwa teraz lata.
:-)
-
2012/05/24 19:47:30
A taka fokaczia nie mogłaby być z młodą antylopką?
-
2012/05/24 20:39:17
Bartoszcze - oczywiście mogłaby, choć przyjęte jest raczej, żeby fokaczie były z fokacziami a antylopki z antylopkami, związki mieszane mogą być skomplikowane z uwagi na różnice międzygatunkowe.
:-)
-
2012/05/24 20:40:49
Zieńziobry.

To po kolei. Emilyann, ależ oczywiście że nikt. Przebóg, jakim cudem by mógł?!

Squirk, mój Opa (Dziadek, Starzyk) mawiał "Na święty Idzi pszczoła nie widzi". Może teraz nie widzą muchy? Refleksja drugiego poziomu: Pani minister uzyskała od Mediumów status celebrytki i jako taka identyfikowana jest po nazwisku. Bez imienia, tytułu i honorów. Celebryci ongi jak rekruci, mięso medialne.

W dziedzinie Kandydat do Obciachu Roku, w kategorii "Niepohamowane skojarzenia kulturowe albo Postinteligencko":

www.galeria.skytower.pl/slowo-dali-o-galerii.html

NO dziękuje za przepis, ja zagłębiłem się w paczkę urodzinową dalej i zażeram się kakinotane wasabi.

-
2012/05/24 20:45:30
Bres - no wreście.
;-)
Widze na głównej tę celebryckość i pani Muchy i Grycanek - jaki kraj, tacy celebryci, co zrobić.

Grafomania straszna, z trudem przebrnęłam - nie wiem, czy dostajesz reklamy Grouponów, tam też jest taki słowny pseudozabawny syf, oczy bolą patrzeć.

Pozdrowienia dla NO, jeśli będziecie miec pytania to proszę pisnąć :-)
-
2012/05/24 20:50:11
Nie, nie, nie, nie dostaję nijakich reklam. Mam bardzo efektywny filtr antyspamowy. A nawet jak coś jest, to tego nie czytam.

Nawiasem mówiąc, jakie masz asocjacje ze słowem "wszędobylski"? Czy reklamy mogą być wszędobylskie?
-
2012/05/24 20:53:42
Bres - to nie reklamy tylko opisy kuponów rabatowych z różnych dziedzin, dostaje się je po zapisaniu, jak ja, do serwisu. Podeślę Ci czasem wyjątkowo uroczego kwiatka.
:-)
Owszem, reklamy mogą, niestety, być wszędobylskie, choć częściej mi się to słowo kojarzy z obiektami żywymi, przemieszczającymi się samodzielnie.
:-)
-
2012/05/24 20:56:07
Aaaaa, ja używam tylko Amazona i Merlina. To nie znam. Ślij, proszę.

No właśnie. Handlarze mogą być wszędobylscy, reklamy, smród, zapach smażonych placków będzie raczej wszechobecny, podobnie jak tajna policja.
-
2012/05/24 21:00:15
Bres - ok, przejrzę potem co napisał grouponowy upośledzik-grafoman, ale naprawdę, aż zęby bolą, kiedy się to czyta.
Rrrany, chcę placka ziemniaczanego, a już po kolacji, może jutro zrobię - dzięki okapowi zapach, na szczęście, wszechobecny nie będzie :-)

(i poszła, narzekając i mamrocząc uwagi krytyczne, na rower, yh.)
-
2012/05/24 21:06:06
Focaccia... jej... mam cudowne wspomnienia, siedzisz sobie na kołyszącym się pomoście w Genui, przed Tobą wielkie wycieczkowce (typ tych, co to jedyny słuszny kapitan Schettino był położył na burcie), a Ty się obżerasz najlepszą focaccią na świecie... Ja chcę do Genui!!!
W kwestii Muchy i jej pomroczności jasnej w Bristolu, to dziś rano Ślubny spożywał śniadanko i akurat mówili o pani ministrze, wysłuchał, popatrzył na mnie i zapytał grzecznie: "Ale o co chodzi? Bo ja dalej nie kumam". Bez komentarza.
A tak w ogóle, to słońce już zachodzi nad Wielopolską, wiaterek wieje chłodny, a Ślubny właśnie zaproponował romantyczny wieczorny wypad na taras, żeby... zmierzyć miejsce na pergole :))) Ja to będę teraz miała ciekawe i rozrywkowe życie florystyczne. To ja idę kłócić się o miejsce na warzywnik.
-
2012/05/24 21:53:45
IK - zazdroszczę Ci tej Genui, mnie kojarzy się z Genoą u Pratchetta - dzięki bogom za przepisy, które pozwalają się zbliżyć do tylu miejsc na ziemi :-)

Ślubnego zapraszam na mojego bloga, w przystępny sposób wyjaśniłam, o co z muchą chodziło ;-))

Koniecznie wywalcz wstępnie chociaż miejsce na zioła i pomidorki koktailowe - potem stopniowo będziesz dorzucać kolejne skrzyneczki, a Ślubny nie zauważy, wierz mi ;-)
-
2012/05/24 22:12:50
Ale ja nie muszę walczyć o skrzyneczki z czymkolwiek, jak tylko pisnę, że chce pomidorki, to będą pomidorki w ilościach plantacyjnych. Ja muszę walczyć o właściwe miejsce, bo w tej chwili tam, gdzie ma być w mojej wersji warzywnik, Ślubny przewidział huśtawkę. I teraz huśtawkę muszę wyekspediować na druga stronę tarasu, pergolę machnąć o 90 stopni i będzie warzywnik jak trzeba :) Dam radę, spokojnie, jak nie bezpośrednio, to podstępem :)
-
2012/05/25 09:23:00
IK - szczęściaro, ja musiałam jednak narzeknąć raz czy dwa, żeby Osobisty uznał większośc balkonu za miejsce na dynie i pokrewne, wcześniej zdało mu się to byc pomysłem egzotycznym ;-)
Trzymam kciuki i czekam na relacje i zdjęcia :-)
-
2012/05/25 09:42:28
No więc, focaccia niezła, ale następnym razem oprócz garści świeżych ziół, które dałam do środka do nadzienia, dam jeszcze garść suszonych ziół i czosnek do ciasta, wtedy będzie idealna! *^v^*
Do Makro jeżdżę sporadycznie sama po kilka produktów, w normalne dni, żeby nie wpaść w szaleństwo weekendowych zakupów... ^^ W przyszłym tygodniu wybieram się po ośmiornicę, żeby wreszcie zrobić takoyaki.
-
2012/05/25 09:56:29
Brahdelt - myślałam o ziołach do ciasta, ale piekłam dość późno i nie chciało mi się iśc na balkon z latarką, żeby uciąć wiecheć tu czy tam ;-)
Ja z niechęci do częstych zakupów musze co kilka tygodni wpaść w weekendowe szaleństwo - jechać, kupić, odchorować i mieć z głowy.
Masz tę taką specjalną formę do takoyaki? ^oo^ Czekam na relację :-)