squirk77@gmail.com
Blog > Komentarze do wpisu
"Bądź tu mądry i piszcz wiersze".

Tytuł na cześć mojej Myszy, która uznała wczoraj (i dziś) że sen (mój) to jakiś wymysł, w dodatku może mi zaszkodzić, więc wzięła na swoje 39 gramów puchu misję uratowania mi życia. Ratowała je do 4.10, kiedy to wstałam, wzięłam poduszki, dyżurnego Owcę i serdecznie pożegnałam miotającą sie dziko Mysz udając się na sofę. Oszaleję tu kiedyś, w dodatku niewyspana.
Ponadto przegrałam wczoraj pół litra, bo założyłam się o wynik meczu i, o dziwo, nasi jednak z Rosją nie wygrali, a powinni. Nie wiem, może ich nikt nie uprzedził, że grają po to, żeby wygrać, a nie jeno ku czczej krotochwili.
Chce mi się iść do sklepu po tę wódkę jak nie wiem co.

Na głównej nuda, sport i zdjęcie kandydujące na mema, wystarczy dorobić napis "Invisible penis" i będzie pięknie.

Z nowości to znowu chcę mieć kapibarę, w sensie nie, że kiedyś miałam, ale że juz raz chciałam. Widziałam wczoraj w jednym programie wielkie stado kapibar, mnóstwo ich w takiej Amazonii i nikt nie będzie miał pretensji, jeśli sobie jedną zabiorę. Oglądałam też zupełnie poważny reportaż o dzikich świniach - jak się okazuje to nie jest tak, że świneczki tylko chrząkają, tu zjedzą korzonek a tam pędzik, kwikną i to by było na tyle. W Australii dzikie świnie wyglądają zupełnie jak dziki, ważą 120 kg, rozmnażają się jak szalone, niszczą uprawy i roznoszą choroby, a że uznały, że to za mała aktywność i wstyd tak się lenić, zaczęły także atakować ludzi. Miło się paczyło na świneczki bardzo małe, bo taki pasiasty warchlaczek oka stanowczo nie męczy, ale szybko mi pozytywne wrażenie przeszło, kiedy warchlaczek okazał taką agresję, że doprawdy nie zalecam głaskania i spokojnie możemy go dodać do listy puszystych niegłaskalnych.
O krokodylach też było sporo i wiecie, taki krokodyl nie ma wcale lekko. Na początku ma przegwizdane, zupełnie jak młody żarłacz wcale_nie_biały, bo jest mały i wszystko na niego poluje, więc zanim osiągnie tych kilka metrów, przy których nikt mu nie podskoczy i będzie mógł opychać się młodymi gnu jak jakiś sołtys, mija parędziesiąt lat. Tak tak, to nie jest jak u dzikiej świni, która bach! pół roku i ma już własne świnięta - żeby osiągnąć jakiś przyzwoity rozmiar, np. 5 metrów, krokodyl musi się trochę nażyć i nastresować, bo aż 50-60 lat. Ten oglądany wczoraj miał ponad 6 metrów (ponad 10 cicików długości, wystawcie sobie, jak dużo krokodyla to jest) i oczywiście bardzo gnu lubił, na szczęście w większości przypadków bez wzajemności albo same starsze osobniki, z pewnością zmęczone już bardzo szczęśliwym życiem w zdrowiu i spokoju. Młode gnu jakoś się zmobilizowały i wczoraj żadnych głupot typu hasanie sobie tuż przy brzegu nie robiły, więc albo dostały rozumu albo, co mniej prawdopodobne, czytają mojego bloga i wstyd im sie zrobiło, że je za nieostrożność besztamy. Po namyśle - małe gnu mogłabym mieć w sumie, byle mi błota nie naniosło, bo bardzo puszyste są takie gnu, a jak wiadomo puszyste=ojeja, kiziać, kiziać (i sprawdzić, czy nie hiena, bo z hienami to pisałam, jak bywa. Nie każdy chłop z widłami to Posejdon, nie każda maleńka hiena to mięciusi futrzaczek, który nie upierniczy człowiekowi ręki tuż przy paszce, taki lajf).

Obrazeczki latoś obrodziły - dziś będzie z dedykacjami, bo dla Zuzanny, która obejrzała glitterowego wąpierzyka zaświergolonego w anemicznej mimozie z zapaleniem trzeciego migdała oraz dla mnie i Emilyann, bo to trochę o nas jest, wstyd jak beret, ale co poradzimy. Jako bonus - krótka prawda o życiu, a przy okazji serdeczne pozdrowienia dla nowej zaglądającej, bardzo mi miło.
Proponuję Państwu spacer, ale raczej po szosie, bo bardzo padało i wszędzie wokół pełno blota jest. Takie gnu, gdyby chciało komuś błota nanieść, to ma teraz spore możliwości - pilnujcie swoich gnu i zaopaczcie im raciczki w gNumofilce, miłego dnia.

PS. W oglądanym wczoraj okołoświnnym programie lektor, mam wrażenie, wcale nie chciał, żeby zdanie "Farmer X upolował świnię podczas konsumpcji padliny" brzmiało, jak brzmiało. Chyba, że się mylę i należą się braweczka farmerowi, który przerwał swój dość nietypowy posiłek żeby inhumować szkodnika. Jestem szczerą fanką takich zdań, czepiam się ich z dziką rozkoszą.

środa, 13 czerwca 2012, squirk

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/06/13 16:00:08
O, można Pip.
-
2012/06/13 16:03:11
Bartoszcze - Fif.
;-)
-
2012/06/13 17:06:53
Aktywność mi jakoś ostatnio u Ciebie spadła, ale to zwalimy na: a) pogodę, b) zarobienie, c) zniechęcenie ogólne. Ale już wracam do swojej normalnej intensywności i jestem.
I ja wiem, bo zostałam o tym poinformowana rano przez Rodzicielkę, że całe media huczą, że wszędzie pada, ale to jest ściema i wymysł stacji telewizyjnych pozostających we wrogich rękach - w Murowanej nie pada i nie ma zamiaru (tych trzech kropli nie liczę). A to oznacza, że trzeba wywlec wielkie wiadro ze schowka i iść podlewać zielsko :)
I dobrze, że ja się wczoraj nie założyłam o wynik meczu, moja niewiara w umiejętności polskich kopaczy była wielka, a tu takie miłe rozczarowanie.
-
2012/06/13 17:08:30
True, true, z tym, że my chyba do tego żadnych sił wyższych nie angażowałyśmy ;) Chociaż analogii z obecnych zachowań do możliwych poprzednich wcieleń doszukuję się pasjami, to może troszeczkę o siły wyższe zahaczać (ja atakuję głową wszystkie przedmioty, które niespodziewanie znajdą się za blisko, a Wy? Takie szafki to non stop mnie podchodzą, podstępnie i znienacka. Stawiam na antylopkę w jednym z wcześniejszych żywotów, albo może barana, bo kto mnie tam wie). A do własnej pierdołowatości wyhodowałam stosunek ironiczno-pieszczotliwy, bo bardzo mnie rozbrajają niektóre moje osiągnięcia w tej dziedzinie.
-
2012/06/13 17:10:23
IK - miło mi znów Cię tu paczyć ;-), czekam na nową notkę u Ciebie z nadzieją, że będzie apdejt roślinny - własnie sobie uświadomiłam, że nic dziś o roślinach nie napisałam, zaraz mi Ashera da pstryczka w nos ;-)
Padało u nas bardzo mocno, dlatego na razie nie podlewam roślin, zresztą nie powinno się w ciągu dnia, ale sama przyznasz, że podlewanie własnej przyrody i zauważanie zmian daje mnóstwo radości :-)
Na piłce nie znam się zupełnie, obstawiałam pewnie dość naiwnie, ale skoro nasi piłkarze maja takie wsparcie fanów to znaczy, że kiepscy nie są - faktycznie nie są, ale mogliby być jeszcze bardziej niekiepscy. Trudno, kolega obiecał wypić wygraną wódką moje zdrowie, nie narzekam :-)
-
2012/06/13 17:11:40
Notka jest, ale bez up-dejtów roślinnych. Poprawię się w następnej.
-
2012/06/13 17:13:23
Emilyann - wiedziałam, że Ci się obrazeczek spodoba, idealna ilustracja dla naszej ostatniej rozmowy, trudno, po jednej wadzie to możemy mieć, prawda? Gratuluję osiągnięć, chwalę się swoimi. Pieprznęłam dziś głową w okap i nie wiem, po co, bo nawet wysunięty nie był, oraz spadłam sobie śniadobiadołatkę (sałatka w połowie dnia po zapomnianym sniadaniu ;-)) na spodnie, pora się pogodzić z tym, że moja motoryka jest jakaś inna - miło nie być w tym osamotnioną ;-)
-
2012/06/13 17:13:59
IK - to ja też w następnej zrobię apdejt, idę Cię czytać :-)
-
2012/06/13 17:23:14
Śniadobiadołatka, piękne :) Często mi się w weekendy przydarza, a do tej pory nie wiedziałam, że tak ładnie się nazywa.

Osiągnięcia nienajgorsze, a do końca dnia jeszcze można wynik poprawić. Ja dziś w pracy poszłam rano do kuchni, wyjęłam z szafki kubek na herbatę i szklankę na wodę, zrobiłam herbatę, wdrapałam się na drugie piętro i po jakiejś półtorej godzinie zauważyłam brak i szklanki i wody. Nawet nie nalałam tej wody, postawiłam szklankę na kuchennym blacie i od razu o niej zapomniałam :)
-
2012/06/13 17:26:42
Emilyann - nie potrafię powstrzymywać się przed tworzeniem neologizmów, to silniejsze ode mnie ;-)

Numer ze szklanką bardzo ładny, gratuluję, moje największe osiągnięcie dziś to pokrojenie rzodkiewek itp, po czym wrzucenie deseczki wraz z nożem do koszka (nawet kosz na śmieci zasługuje na ładną nazwę). Przez kilka minut nerwowo potem akcesoriów szukałam - od razu w lodówce, bo często tam noże wrzucam, w koszku jednak rzadziej lądują, za to obieraczki do warzyw wyrzucam notorycznie.
:-))
-
2012/06/13 18:12:14
Ja gubię (= wyrzucam) małe nożyki, najczęściej jedząc banany :) Dlatego od jakiegoś czasu unikam używania noża przy jedzeniu bananów, zbyt często razem ze skórkami lądowały w koszu.
-
2012/06/13 18:19:54
Emilyann - szacuneczek, mnie się to nigdy nie zdarzyło. Może gdybym jadła banany...;-))
Nie uwierzysz co się stało - zdołałam napisać do Ciebie wreszcie, ja pierniczę, co za dzień zabiegany.
:-)
-
2012/06/13 18:47:55
Ojtam, mój rekord to zrobienie sobie herbaty w biurze.
Dwa dni później zadzwonili do mnie, czy to moja herbata stoi w kuchni.
(nie bywam codziennie)
-
2012/06/13 18:49:47
Bartoszcze - piękne, jest nam raźniej, że nie tylko my zostawiamy czasem rozum na poduszce i bierzemy się za życie, a ono jest jakieś dziwne ;-))
-
2012/06/13 19:02:56
Ja jutro wpadam do Warszawy na kawę i proszę mnie deszcz wyłączyć. U nas nie pada i nie jestem przyzwyczajona, a ponad wszystko nie znoszę parasola nosić!
-
2012/06/13 19:07:51
Ewo - już nie pada, przeciwnie, to okropne słońce znów jest w świetnej formie ;-)
-
2012/06/13 19:18:00
a mi sie udało z wynikiem meczu , dobrze wytypowałam :))))
-
2012/06/13 19:20:20
Televel - szczęściaro, gratuluję :-) mój pierwszy zakład i przegrany, trudno, kolega wypije moje zdrowie, a ja się więcej w zakład wrobić nie dam ;-))
-
2012/06/13 19:22:57
Weszłam tutaj niedawno, bardzo ciekawy blog :D Zapraszam do siebie ;p
xoxo
JO
-
2012/06/13 19:27:39
Głodnaemocji - dziękuję za zaproszenie.
-
2012/06/13 19:33:55
wiesz co, ja Ci wysle dwoje tych, z ktorymi musialam ostatnie trzy dni pracowac, a swiat od kopa bedzie piekny (to zdanie zawiera ukryty krzyk o pomoc w zamordowaniu gnoi!), a zaraz potem przyjedz tu, bo jeszcze dwa litry do oba - lenia, zostaly :)

a tak w ogole, to gupio sie zakladasz, wodke se zawsze mozna kupic, albo na krzywy ryj sie na nia zalapac, trza bylo jak my z Susanne, onegdaj zalozylysmy sie z Lehmannem, kto kogo poprowadzi na regularnej, psiej smyczy, na stacje benzynowa, dokupic wodki, jak jej zabraknie...tajest, Lehmann przegral! :))))))))))))
-
2012/06/13 19:37:15
Margo - dawaj delikwentów, wykoszę ich za pomoca kujki do jajek, ha! ;-)
Nie cierpię czystej wódki i to, że wypiłam jej niewielką cysternę w weekend świadczy wyłącznie o tym, że jestem uprzejma i nie lubię robić przykrości.
;-))
Ranyboskie, na smyczy. Przypomnijcie mi, żebym się z Wami w życiu nie zakładała, nie lubię mieć czegoś na szyi ;-))

-
2012/06/13 20:35:26
*wirtualny prztyczek w nos*
Bardzo nieufnie traktuję ludzi, którzy nigdy nic nie wywalają, nie zapominają, nie potykają się, nie uderzają o latarnię na ulicy, wymijają wszystkie ostre kanty. To musi być strasznie trudna sztuka, a oni pewnie należą do jakiejś tajnej akademii. Mój rekord z dni ostatnich to: trzymałam w prawej ręce ciastko, w lewej klej w sztyfcie... zgadnij, co się stało. Klej w każdym bądź razie nie jest smaczny, nie polecam, chemicznawo- tłustawy taki.
-
2012/06/13 21:05:50
Ashero - wiem, wiem, jutro albo pojutrze sie poprawię i będzie o zieleninie ;-)
Witam Cię w gronie permanentnie rozkojarzonych, razem będzie nam raźniej ;-)
-
2012/06/14 10:02:59
Kapibara może mieć pretensje, że ją sobie weźmiesz :) Może nie przeżyć konkurencji myszy ;)
-
Gość: Zulka, *.ip.netia.com.pl
2012/06/14 10:04:11
Jak będziemy jechać po bojowe lwiątka, to i kapibarkę dla Ciebie weźmiemy :)
-
2012/06/14 11:31:33
BP - mam dobrą rękę do gryzoni, współpraca na pewno nam się ułoży ;-)
-
2012/06/14 11:32:26
Zulko - po obejrzanych wczoraj programach trochę wzrosła liczba zwierzątek, które chcę mieć - myślisz, że zdołam Was namówić, abyśmy w drodze do Afryki zahaczyły o Syberię? ;-)
-
Gość: Zulka, *.ip.netia.com.pl
2012/06/14 13:32:10
Może być i Syberia, byle nie w samym środku zimy, bo nie lubię siarczystych mrozów.
A po pieski preriowe i surykatki to dokąd trzeba się wybrać?
-
2012/06/14 13:40:46
Zulko - oczywiście, ale tam bywają temperatury do + 40 stopni, więc trzeba tak wycelować, żebyśmy się tez nie zgrzały.

Co do piesków i surykatek - jeśli chcemy je mieć z jednego miejsca, żeby się nie napodróżować za bardzo, to musimy je bezczelnie ukraść z Parku zwierząt w Greifswaldzie. Niby w Poznaniu w Zoo też są, ale nie będziemy przecież rodaków z surykatek okradać.
;-)
-
Gość: Zulka, *.ip.netia.com.pl
2012/06/14 14:05:17
Zawsze marzyłam o włamaniu dokądkolwiek, więc może być i zoo :)
-
2012/06/14 14:17:44
Zulko - więc postanowione, zacznijmy pakować torby na lwy ;-))
-
2012/06/14 14:20:25
Na lwy by!
-
2012/06/14 14:30:23
Bartoszcze - toteż się pakujemy właśnie ;-)