squirk77@gmail.com
Blog > Komentarze do wpisu
"Wyganiała Kasia wołki..."

...że też jej się chciało. Przypominam, że mamy weekend, dni przeznaczone na relaks, toteż najlepiej unikać wysiłku fizycznego innego, niż sport, jeśli już ktoś naprawdę musi. Trener Osobisty musiał, nie rozumiem, jak tak można, ale co poradzę. Dla równowagi ja włączyłam pralkę i wielu poważniejszych planów na dziś nie mam. Poza, niestety, małymi zakupami.

Dynia Jakaśtam oficjalnie kwitnie, na żółto, śmieszny ogórek też i też na żółto, cukiniowe kwiatki in spe coraz większe i też raczej czerwone nie będą, dymka katalońska bardzo zmężniała. Dzięki genialnemu pomysłowi Brahdelt będę miała dwie dodatkowe doniczki z 5-litrowych butli po wodzie oraz, co mnie bardzo nie martwi, jeszcze mniej miejsca na balkonie, groch i fasolę podlałam przed chwilą balansując na krześle, trochę mało płaszczyzn na czynnik ludzki mi zostało, ale nic to, warto. Trener Osobisty opychał się dziś młodymi pędami grochu napędowego, jesteśmy zgodni co do tego, że są przepyszne, i trochę nad nimi kwiczymy. Groch zastępczy zaczął się owąszać i dostał tymczasowe podpórki czyli patyczki do chińszczyzny, niestety on także kontynuuje tradycję splątywania się z kumplami, bardzo towarzyska roślinka. Pojawiły się kolejne maleńkie pomidorki malinowe, pokiziałam je czule. Okra wypuściła kolejny zestaw listeczków, tym razem takie pierzaste, otrzymała polecenie dalszego rozwoju i mam wrażenie, że pozostanie, odpukać, taka bezproblemowa. Planuję dosiać szczypiorek gdzie tylko się da, mam nadzieję, że nie gryzie się z żadną inną rośliną.

Póki pamiętam - Aniołek Pozytywny wrzucił przydatne ostrzeżenie, zajrzyjcie koniecznie.

Niby oglądałam wczoraj jakieś zwierzątka, ale większość czasu to było jednak unikanie oglądania zwierzątek - trafiła mi się seria programów o tym, że przyroda bywa mocno niesympatyczna i potrafi zrobić człowiekowi rzeczy niemiłe. Mając do wyboru atak hipopotama na parę nowożeńców, którzy postanowili popływać łódką po rzece pełnej hipopotamów oraz pana, na którego zapolował żarłacz biały (a tak naprawdę ciemnoszary z jasnoszarym, wiemy o tym od dawna) wybrałam bramkę nr 3, mianowicie o tym, jak to przyroda mobilna walczy między sobą o cokolwiek, co uzna za warte narażania życia, czyli laski, rządy na kwadracie i coś na ząb. Wczoraj walczyły dwa lwy i było to dość zaskakujące, mianowicie po intensywnym napierniczaniu jednego cicika w drugiego i wzajemnie jeden cicik uznał, że dobra, bierz pan w cholerę baby i hektary, nie będę jak jaki gupi biegał w tym upale, i poszedł sobie. Ale ale, co się okazało - poszedł pod drzewko, odpoczął godzinę, wrócił i wtłukł drugiemu tak, że tamten chwilami w oszołomieniu sam sobie łapy gryzł, taki był kocioł.
Likaony też nie mają łatwo, ale zaskoczyły mnie wczoraj bardzo pozytywnie. Mianowicie jeden młody maczo uznał, że jedna ustawka z lokalnym Abelardem i wuala, stado Heloiz przejęte. Trochę się zdziwił, kiedy wbiegł sobie raźniutko między inne futrzaczki i zaczął narzucać się zębami samcowi alfa a stado zgodnie rzuciło się na niego i dostał takie bęcki, że cudem przeżył.
O terytorium walczyły też dwie myszy leśne, ale to akurat było przezabawne i przypominało walkę burunduków czy zajęcy, mianowicie stanie na tylnych łapkach, pacanie się bardzo szybko przednimi i piszczenie, hurtem. Niestety stosownego filmiku z walką myszy leśnych pod ręką nie mam, a walki myszy domowej na jutjubie w większości kręcone są chyba widelcem i przez geniuszy nie potrafiących podłożyć sensownych dźwięków, chyba, że nieznamsie i przeraźliwe technowate "buci, buci, buci, łiiiiał!" świetnie do filmiku o zwierzętach pasuje.

A teraz Wam nawrzucam.
Proszę bardzo, dziś obrazeczek o rurze, sztuce i jedna Bazinga!
Wczoraj dowiedziałam się, że Ryszard, kot Brahdelt, jada bób. Jak się okazało nie tylko on ma nietypowe upodobania - oto cicik, któremu witaminy też pyszczka nie krzywią.
Miłego dnia Państwu, nie przemęczajcie się - chyba, że ktoś musi wołki wygonić, ale jeśli już, to niech wygoni wołki zbożowe, mniej z tym roboty.

sobota, 23 czerwca 2012, squirk

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/06/23 16:53:24
Hłe, hłe, jeszcze się może ci prawnicy powołują na ACTA:-P
Muszą tylko, drobiażdżek, wykazać się, że mają upoważnienie od autora zdjęcia (lub tego komu je autor sprzedał) i ile zwykle za to konkretne zdjęcie się kasuje.
Tabele wynagrodzeń minimalnych ZPAF przewidują opłaty za wykorzystanie zdjęć wyłącznie w razie umieszczenia ich w czasopiśmie informacyjnym zamieszczającym reklamy, lub w celu reklamowym.
www.zpaf.waw.pl/tabele-minimalnych-wynagrodze.html
Co do regulaminów - tu szczerze wątpię, żeby właściciel sklepiku otrzymał od razu coś z sądu, sąd ma zbyt wiele roboty w grubszych tego rodzaju sprawach, i ci pazerni prawnicy o tym wiedzą (a sklepikarze nie). Lepiej spokojnie zadzwonić do swojego prawnika (jak się nie ma, to cóż, lepiej mieć).
-
2012/06/23 16:56:57
Bartoszcze - liczyłam na Twój komentarz bo jesteś "ze środowiska", więc dobrze zorientowany. Dobrze wiedzieć, że taka sytuacja w ogóle może zaistnieć i że nie ma co się rzucać od razu z płaceniem, bo można zostać zwyczajnie oszukanym.
U mnie cudzych zdjęć na wszelki wypadek nie ma, wolę dmuchać na zimne, ale gdybym jakieś wrzucała to podałabym źródło - z nadzieją, że to wystarczy, żeby internetowym oszustom pozamykać dzioby.
:-)
-
2012/06/23 17:04:29
Już po napisaniu się zorientowałem, że z informacji o tabelach ZPAF wyleciały mi słowa (o wykorzystaniu) "w Internecie". Ale jak kto żądny wiedzy, to doczyta.
-
2012/06/23 17:07:12
Bartoszcze - doczytam, jestem zestresowana tym, na ile sposobów ktoś może chcieć dokopać zwykłemu, szaremu blogerowi, ludzie to czasem podłe świnie som.
:-)
-
2012/06/23 17:27:09
Mnie tak chcieli naciągnąć jak zakładałem działalność - na jakiś krajowy rejestr pracowników i pracodawców. Ale zasięgnąłem języka z pomocą wujka Gógl i nie dałem się zrobić.
Ale dam się namówić na kontemplację sztuki takiej jak z obrazeczka i idę sztuk kilka zanabyć drogą kupna, w końcu weekend jest :)
A tak swoją drogą ciekawi mnie, teoretyzując oczywiście (ale ja lubię teorie spiskowe) co gdyby taki bloger, miał osobny komputer, łączył się przez telefon komórkowy z kartą prepaid nie zarejestrowaną nigdzie, konto blogowe i maila miał założone tylko i wyłącznie po to, bez podawania jakichkolwiek danych osobowych itepe, jakby sobie tacy wyzyskiwacze naciągacze straszyciele znaleźli takiego osobnika?
-
2012/06/23 17:30:54
Łosiek - a to dobrze, że się nie dałeś, ja w razie czego od razu poleciałabym Bartoszcze męczyć, bo on się zna, a widzę, ze i Tobie warto głowę zawracać ;-)

Ogromnie mi miło, że zainspirowałam Cię do rozwijania się w kierunku sztuki, u mnie też się jedno arcydzieło chłodzi, Osobisty będzie wieczorem obcował ze sztuka puszkowaną ;-)

Co do ostatniego - zapytam później Osobistego, on jest specem od zabezpieczeń i mnóstwa innych rzeczy, powinien wiedzieć.
:-)
-
2012/06/23 18:48:01
A ja miałam kotkę, co nie lubiła mleka... Ale była sprytna i... wojownicza. Psy sąsiadów bały się jej, naprawdę :)
-
2012/06/23 19:24:56
ja tylko dodam w kwestii formalnej: w tytule powinno być więcej aaaaaa i ooooo :D
-
2012/06/23 19:52:45
40-latko - nie wiem, czy koty w ogóle powinny pić mleko, chyba raczej woda lepiej im służy, a że małe zwierzaki są bardzo chrobre to fakt, nasz przyjaciel ma yorka, miniatura psa, a tak wojowniczy, że rządzi większymi psami :-))
-
2012/06/23 19:53:10
Szysz - irl wykonam ze wszystkimi stosownymi samogłoskami ;-))
-
2012/06/23 20:11:55
no ja mam nadzieję, że wykonasz, a ja chętnie z Tobą :) i koniecznie Niech co, Krwawy Hegemon?
-
2012/06/23 20:12:27
Szysz - nooo, to to ja rozumiem ;-)
Niech żyje! ;-))
-
2012/06/24 12:03:06
Co do obrazeczka: PP zmiksował: soundcloud.com/nygerr/amelininowe hyhyhy
-
2012/06/24 12:07:39
Hija - spłakałam się odrobinkę, prześliczne ;-D
-
2012/06/24 12:36:16
Ojejeje, bóbcat? :-)))

Czytałem o kocie co zeżarł talerz mizerii, włącznie z ogórkami.

Centralne twierdzenie kotologii: nie ma czegoś takiego jak normalny kot.
-
2012/06/24 12:43:00
Brez - załatwiłeś mnie ;-) A jak kmu sie bób kończy to pewnie robi bóbicall? ;-D

Wizja kota jedzącego talerz zostanie na długo w mej wdzięcznej pamięci...
Potwierdzam, miałam koty, zdecydowanie normalne nie były, jednym nawet wyleczyłam sąsiadkę z alkoholizmu - czasowo, ale jednak.
;-)
-
2012/06/24 13:06:20
Śpiewa "bóbi kind of love" (kojarzysz, Phil Collins z Genesis?).
Tu coś dla ciebie:
www.youtube.com/watch?v=NENF1YChf74&feature=fvwrel
-
2012/06/24 13:14:28
Bres - kojarzę, nawet sobie posłucham zaraz dla przypomnienia :-)
Bardzo pozytywny filmik, obawiałam się, że interakcje będą gwałtowne, a tu taka niespodzianka, dziekuję :-))
-
2012/06/24 13:17:54
Bres - drugi filmik nieco mnie oszołomił, ale obstawiam, że rację ma jeden z komentujących, który napisał, że hipek zjadł roślinną zawartość żołądka.
Co jest dziwne, bo wykazałam przecież dawno temu, że hipopotamy są mięsożerne ;-)
-
2012/06/24 14:16:21
Tu znalazłem coś. Dobra ilustracja reguły co mi się powoli klaruje. A brzmi ona tak: prawdziwy idiota wjedzie samochodem wszędzie gdzie będzie to możliwe i jeszcze nakręci o tym film.

Mam niejasne wrażenie że w tych wszystkich parkach najliczniejszym gatunkiem jest debil z kamerą, w towarzystwie samiczki wydającej okrzyki: "Oh my GOd" i "Can you see it?"

www.youtube.com/watch?v=pUTn-BmKTQ0
-
2012/06/24 14:25:51
Bres - jest jeszcze "Oh, please, do something, she`s so sweet!" na widok stada lwów, co właśnie upolowało gazelę. Spoko, podjedzie się terenówką, wkroczy spokojnie i gazelę lwu z pyska wyciągnie, bo co za problem. Ja pierniczę, powinny być testy na inteligencję dla każdego, kto wjeżdża na teren rewerwatu.
Filmik stanowczo regułę potwierdził.

-
2012/06/24 15:06:12
O mamo, przez bóbcat i inne bobowe skojarzenia to cała notka o Kasi, co wołki mi umknęła w intelektualny niebyt :))))
Z opowieści kocio-kulinarnych, to Mały dokonał dziś napadu na talerz Ślubnego i zaatakował kanapkę z pasztetem francuskim z wątróbek, grubo mielonych :) Tak się kończy zostawienia talerza bez opieki na tarasie.
-
2012/06/24 15:08:08
IK - notki ewoluują dzięki komentarzom, dlatego uważam, że nie piszę bloga sama :-))
Dzielny Księciunio, sam upolował śniadanie - uznajcie napad za komplement, dobre kanapki robicie ;-))
-
2012/06/25 13:34:32
Bartoszcze, no właśnie są pozwy z sądu, więc jednak komuś się chciało (a może ma od tego dolę?). Tak czy siak konsultacja z prawnikami oczywiście jest