squirk77@gmail.com
Blog > Komentarze do wpisu
"Dożywotni zakaz mówienia o szczelinowaniu dla dwójki dzieci"

Myślałam, że się zmikczę. Że współczucia, oczywiście. Biedne otroczki, chciałyby ot tak, w gronie innych dziatek poruszyć temat nurtujący ich młode umysły, wszak któż z nas nie czuje czasem nieprzepartej chęci aby w gronie innych entuzjastów konwersować o szczelinowaniu gazu łupkowego? A one nie mogą. Serce się kraje.
Rozważam założenie na FB stosownej grupy - dla tych, którzy jeszcze mogą ten temat poruszać bo sami widzicie, różnie bywa. Rozmawiajmy o szczelinowaniu póki nam wolno.

Na wstępie wrzucę Państwu szynszyla aby wprawić Was w dobry nastrój bo będę się teraz trochę tłumaczyła i liczę na wyrozumiałość.
Otóż nie było mnie gdyż:
a - powoli się przeprowadzam i rozdaję/pakuję/wyrzucam rozmaite dobra, pierdolnik jak w MadMaksie, pardon my Klatchian, dwa razy szłam pisać notkę ale drogę zagrodził mi krzak bakłażana, adapter i willa dla chomików (do oddania, anybody?) oraz dynie o których nie będziemy więcej wspominać.
b - dali mi walkmana
c - odebrali mi walkmana, najwyraźniej nie wiedząc tego, co ja wiedziałam już jako młoda koza, czyli że kto daje i odbiera ten się w piekle niepowiera (nie umiałam wymawiać jak trzeba i nie mówcie, że Wy wiedzieliście, u mnie się całe podwórko niepowierało i nikt nas nie poprawiał tylko się nabijali po kątach)
ale za to przypomniało mi się jak mi jakiś czas temu robiono EKG i opowiem Wam, żebyście Państwo wiedzieli ile zależy od Waszych nóg.
Jak Państwo wiecie niemal każde moje spotkanie ze służbą zdrowia jest nietypowe i obfituje w niespodzianki i krotochwile, nie inaczej było i wtedy. Wchodzę, zaprezentowano mi leżankę z którą miałam wejść w kontakt personalny, miła pani kazała mi "tu nóżki tu rączki nie ruszamy się", zwykłe EKG. Wyżej wymienione się wykonuje i nagle cóż ja słyszę - do gabinetu wpada jakiś ktoś. Sapie przez chwilę i pyta tzw. teatralnym szeptem "I co?" na co drugi głos odpowiada "Sama zobacz".
W tym momencie zasłonkę, za którą grzecznie oddycham i nie oddycham uchyla dyskretnie dorodna pani pielęgniarka, rzuca spojrzenie na moje kończyny dolne i wydaje niechętne "No szkoda..." po czym wychodzi.
Przyznaję, że nieco zamarłam. Szkoda, że co? Że oddycham? Że to ja a nie Żorż Klunej? Prawie dałam sobie spokój z oddychaniem, tak mnie przytkało.
W tym momencie pochyla się nade mna pani od EKG i wyjaśnia spokojnie:
 - "A bo one się tak trochę zakładają jak się zimno zrobi i jak pacjentka ma nogi wydepilowane to ta gruba przegrywa kawę."
Kurtyna.

Miało być o balonach. Większość z nas ma do nich stosunek przerywany to znaczy widzi je na jakiejś imprezie a potem długo nie widzi i nic nam się w związku z tym w uczucia nie dzieje.
Niektórzy mają inaczej a dowiedziałam sie o tym z programu oglądanego nieuważnie gdyż akurat czyściłam grzyby. Niemniej zerkałam i byłam dzielna bardzo, nie ruszył mnie widok chłopczyny o wadze średniego Bataliego gibiącego się na wielkim podłużym balonie z silikonu, dzielnie zniosłam widok jego partnerki bardzo starającej się udawać przed kamerami, że tak, ją też strasznie cieszą te wszystkie balony wokół a dmuchanie ich to świetna gra wstępna. Ale kiedy pani lektorka rzuciła zbolałym tonem "Gdy nie jest z Laylą Denis sam bawi się swoimi balonami" dziabnełam się przez podgrzybka w kciuk. No nie brzmiało to dobrze i co poradzę.
Potem był pan współżyjący z rozmachem. Oj no co, miał siedmioro dzieci i każde z inną kobieta ale to nie jego wina tylko przez dietę. Mianowicie jadł afrodyzjak a jak już jadł to co zrobić, musiał te dzieci produkować, przecież nie będzie tak siedział żeby się zmarnowało. A jak już się naprodukował poznał Kobietę Swojego Życia.
I okazało się, że ona także ten afrodyzjak je. I że pan musi teraz jeść go więcej bo jak sobie nie poradzi to pani znajdzie sobie takiego, co sobie poradzi, a tego by nie chciał. Mieli już wspólne dziecię ale trochę ginęło w tłumie bo pani miała już czwórkę własnych. Pan postanowił podejść do problemu dzieci swej partnerki rozważnie i romantycznie zarazem, stwierdził mianowicie :
- "Nie jest łatwo ale kto ma psa ten ma pchły"
Odrobineczkę skojarzyło mi się z tym skeczem Monty Pythona w którym bohater opisuje małżonkę słowami "Trochę cuchnie ale ma złote serce".
Ale najfajniejszy był pan ktory postanowił, że dość tego siedzenia z piwem przed TV i pomagania żonie w zakupach, nie będzie żona prosiłaopomoc mu w twarz, mężczyzna to twardy wiking. Każdy jeden. I jak któryś nie jest pewien to on mu pokaże (a tamten szybko zobaczy) - i zorganizował kursy wikingowania dla każdego zainteresowanego pana. Każdziutenieczkiego, także anemicznych urzędników którzy większość kursu spędzili na narzekaniu że im zimno, nie podoba im się ani trochę i generalnie sobie Nie Życzą. Z przyczyny, której nikt mi nie wyjaśnił, w kursie chodziło w głównej mierze o to żeby rozebrać się do naga i wyjść na mróz. Panowie (no, z wyglądu chwilowo panie, to był duży mróz) mieli jeździć nago na skuterach, piec mięso przy ognisku, od czasu do czasu jednego przywiązywano i robiono mu test wytrzymałości na kulki paintballowe ale potem pan prowadzący uznał, że nie zna życia wikinga i w ogole śmieszny z niego puszeczek kto nie przejedzie się po wertepach leżąc na dachu terenówki. Nago. I z kumplami od wikingowania. Widok był wart obejrzenia choć mam przeczucie, że nie do końca na tym polegały prawdziwe wikingowe próby męstwa. Oni raczej grabili nadmorskie osady.

W międzyczasie - co ja paczę, kilka kliknięć i można odetchnąć z ulgą.

U Myszy wprost fantastycznie, Większyk zdetchórkała się tak, że aktualnie uznajemy ją już za Mysz Nieco Bezczelną. Mniejsza ma kolejną nową zabawę. Zabawa polega na tym, aby na miseczce z ziarnem usypać jak najwiekszą stertę trocin przekopując je tylnymi łapkami. Następnie bardzo z siebie dumna Mysz, z dygoczącymi z emocji uszkami, siada na stercie jak smok na złocie i czeka aż przyjdę, zdejmę ją ze sterty i poprzesypuję trocinki z powrotem żeby zwierzątko miało dostęp do ziarna. Po czym wychodzę a Mysz powtarza czynności wyżej opisane. W którymś momencie, kilka dni temu, kiedy obie Myszy zakopały ziarno pod trocinami i siedziały z minami Taka Jestem Niedożywiona Pacz Moje Słabe Łapki załamałam się nieco i mówię:
 - Kota przez Was dostanę!
Na co słyszę spokojny głos Trenera Osobistego:
 - Nie możesz, mam alergię na sierść.
Taki dom, nawet kota nie można dostać.
Sesję zdjęciową wrzucę na Fanpejcz jak obgimpię.

Mam filmiki z puszystymi, poprawiają nastrój nawet w poniedziałek. Proszę, oto puszyste, puszyste i puszyste.
Oraz poważna prawda o życiu. I jeszcze jedna. Miłego dnia Państwu, następna notka będzie niewiemkiedy gdyż przeprowadzka coraz bliżej a ja instant i zabiegana i zmęczona po prostu, niemniej dołożę wszelkich starań, oczywiście.

PS. Z cyklu Dialogi Małżeńskie:
Kilka dni temu Trener układa sie do snu, poduszeczka, kołdra, maskotka*, nagle zaczyna nieco pokwikiwać i nawet trochę się dusić.
Mam Trenera już od jakiegoś czasu więc odsunęłam się nieco na wszelki wypadek i pytam, o co chodzi.
I słyszę:
 - Pomyślałem o tym, żeby wejść do gabinetu i powiedzieć lekarzowi "Mam sklerozę odkąd pamiętam."
Mam przeczucie, że to zrobi.
(Jeśli nie to ja zrobię, też mi coś.)

PPS. Kiedy oddaje się holter wejście do gabinetu zabiegowego z hasłem "Dzień dobry, proszę o odklejenie mi tego walkmana" powoduje, że obecni robią się Niepoważni, nie pytajcie, skąd wiem. Na pocieszenie mam świadomość że będą się w piekle niepowierać.

 

* moja maskotka a poza tym wcale jej tam nie było - dodaję to szybko żeby nie mieć odłaskotanych stóp.

poniedziałek, 14 października 2013, squirk

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2013/10/14 13:01:59
Witam :) Poczytuję i się śmieję, lubię ten rodzaj dowcipu :)
Wikingowie mnie powalili, pewnie dlatego, że nie ćwiczyłam nago na śniegu.
Pozdrawiam.
-
2013/10/14 13:08:18
Viridiano - dzień dobry, miło mi, że zajrzałaś :-)
Co do kursu na wikinga - mam przeczucie, że wiele nie tracisz, widok dygoczących panów wyglądających jak panie i jeżdżących na skuterze z miną "co ja tu robię, już lepiej było jechać do teściów i oglądać Kevina Samwdomu po raz pińćsetny" powoduje, że człowiekowi macki opadają. A te blade sempiterny na dachu terenówki wyglądały wręcz smutno.
No, w każdym razie miałam łzy w oczach, nieważne, czemu.
;-)))
Miłego dnia :-)
-
2013/10/14 13:11:01
Puszyste przepuszyste jak zwykle a kot normalnie nie dał się nabrać skubany jeden ;-)) Oj wena do wrzucania Ci dzisiaj dopisała. Nie no zdecydowanie nie zamierzam zostać wikingiem, morsem (ani nudystą). Tak w ogóle to wyobraziłam sobie szczelinowanie gazu z głupków i generalnie zrobiło mi się trochę słabo......Ten program o balonach miałam kiedyś obejrzeć....ale też mam sklerozę odkąd pamiętam więc przegapiłam.
-
2013/10/14 13:18:41
Karolinka - stanowczo się rozkręcasz ;-))
Kot świetny, Trener mówi że zwierzęta inaczej postrzegają przedmioty w ruchu, czas jakoś inaczej dla nich wtedy płynie więc na tym, co dla nas tylko mignie, zwierzę inaczej się koncentruje i stąd ta kocia mądrość.
A puszyste pozostałe wiadomo, puszyste ;-)
Możesz zostać panią wikingową, trochę roboty przy włosach będzie bo oni lubią warkocze toporem ucinać, widziałam w komiksie jednym, więc się nazapuszczasz ale może to jest jakiś pomysł na karierę ;-))
-
2013/10/14 13:29:34
No właśnie chciałam troszkę skrócić....wiesz zawsze twierdziłam że długie włosy to są po to żeby jaskiniowcy mogli wciągać upatrzoną kobietę do jaskini w wiadomym celu. O toporach i warkoczach nic nie słyszałam....
-
2013/10/14 13:32:17
Karolinka - też bym chciała, jeszcze trochę i będę miała włosy za łopatki, porażka jakaś, ale nie wiem, co musiałabym powiedzieć Trenerowi, żeby go przekonać żeby nie marudził jeśli obetnę ;-( Grozi odesłaniem mnie do mamusi na czas odrośnięcia ;-))
-
2013/10/14 14:10:19
Umkło mi, albo niedajbuk niedokładnie czytam, ale dokąd się wyprowadzasz? Jeśli można wiedzieć....
Kotek z filmiku zgadujący, gdzie jest kulka - rządzi. :D Pozdrawiam. :*
-
2013/10/14 14:22:30
Trayi - nic Ci nie uciekło :-), nie pisałam o tym bo chcę zrobić konkurs z niespodzianką dla czytelników - oczywiście tych, którzy jeszcze nie wiedzą, bo znajomi blogerzy/czytelnicy z FB już tak, wygadałam sie jak ostatni łoś ;-)) - taki porządny konkurs ze zdjęciami i nagrodą rzeczową, mam nadzieję, że to dobry pomysł i uda mi się kogoś bardzo miło zaskoczyć :-)
Kotek świetny ale i szynszyle zaczynają zdobywać moje serce, szkoda tylko, że nie wolno ich głaskać, bo sierść gubią, czytałam o tym, jak można nie głaskać takich uszu, nasstawiałabym sobie budzik w nocy żeby reguarnie wstawać i kiziać ;-))
Miłego dnia :-)
-
2013/10/14 14:34:20
Jak można nie głaskać szynszyla - toż to stworzenie stworzone do głaskania!! Sama bym głaskała i głaskała. To taki przyjaciel na dłużej bo dożywają 20 lat ;-)))
-
2013/10/14 14:40:28
Karolinka - no nie można podobno bo im sierść wyłazi i potem ma się kłaczki luzem i wkurzonego, zmarzniętego szynszyla, chyba nie warto czynić despektu sobie i zwierzątku. Rozważam natomiast burunduka ;-))
-
2013/10/14 14:51:55
"I potem ma się kłaczki luzem i wkurzonego, zmarzniętego szynszyla" - made my day :D
Wyobraźnia to przekleństwo :D
Miłego.
-
2013/10/14 14:56:36
Viridiano - niestety, tak mam i muszę z tym żyć. Trener na szczęście nieźle to znosi ale, sądząc po liczbie prezentowanych facepalmów, lekko mu nie jest.
;-))
-
2013/10/14 15:27:54
Zblazowany kot rulez! :) W ogóle brakowało już notki, dobrze, że się pojawiła! ;)
-
2013/10/14 15:45:57
Myszu :-)) Takie mam zamieszanie że nie ogarniam chwilami, zresztą wiesz, jak to jest, nie zdążyłam Ci odpisać jeszcze ale trzymam łapkę na pulsie i robię, co mogę, żeby wszystko ponadrabiać. Nie mam za bardzo czasu na blogowanie, nawet na zaglądanie do Was nie zawsze udaje mi się wyszarpać chwilę, co dzień jakaś bieganina, załatwianie, przeprowadzki to wymysł Szatana ;-(
-
2013/10/14 16:05:07
@Squirk - ale ja mam to samo w domu! Pan na Włościach patrzy czasem na mnie dziwnie i pyta, czy lekarz zapisał mi tylko przeciwbólowe :) Dziecko mam wybitnie podobne do siebie (ostatnio oglądając reklamę ubezpieczenia w razie śmierci dla osób po 40-tym roku życia, wrzasnęła radośnie: "O, mamo, to już możesz! Zanim będzie za późno!"). Ale hitem jest to, ze kiedy wyję, wiję się, gadam od rzeczy i łzy mi ciekną ze śmiechu podczas rozmowy telefonicznej, to wszyscy wiedzą, że gadam z przyjaciółką :) I to jest piękne w życiu :) Wobec powyższego życzę jak największej liczby facepalmów :)
-
2013/10/14 16:08:53
Viridiano - często powtarzam, że największe szanse na pozostanie razem na zawsze mają ludzie, którzy się wzajemnie rozśmieszają, jak się para razem nie śmieje to ma marne szanse, po prostu.
Z czego wywnioskować należy że jeśli reinkarnacja istnieję będę z Trenerem osobistym forever na zawsze, także jeśli odrodzimy się jako kaczki, wołki zbożowe czy kurzyślad polny.
W sumie niech będzie, nie narzekam.
;-)))
PS. Trener czasem wydaje taki okrzyk jak ranne bardzo egzotyczne zwierzątko. I to niby ma być z mojego powodu. Pff.
Dziecię masz wybitne :-))

-
2013/10/14 17:39:58
Napisałabym coś zabawnego i tkiego wiecie, tiru riru, le postanowiłam poświęcić najbliższe 30 minut na paczanie na kota bystrzaka. Zaliczyłam opad szczęki ;) no i szynszyl wstydniś też bardzomisię ;)
-
2013/10/14 17:54:24
Chcę szynszyla, nał!!
-
2013/10/14 19:58:51
Dodgers - nic nie mów, wczoraj się oboje galipiśmy jak zacicikpnotyzowani.
;-))
-
2013/10/14 19:59:22
Dodgers - oj no, nie macie tam u siebie Sklepu z Szynszylami? Kup, jeśli Królik się zgodzi ;-))
-
2013/10/14 20:11:09
Aweś, dziś się ledwo powstrzymałam przed kupnem czarnego karłowatego kłułika, pani poprosiła mnie, żebym tylko potrzymała na chwilę, bo sprawdza płeć, a ja nie chciałam oddać. Wystąpiłam z zestawem Wielkiego Paczacza, ale nie, nie dała mi go w prezencie, zdzir jedna :(((( a taki był tyci, ledwo czułam, że mam cokolwiek na dłoni :DDD
-
2013/10/15 09:26:23
@dodg.ers - wobec tego trzeba było kichnąć i udać, że się zdmuchnął :) A potem myk! i drobiazg z mankietu do domciu :)
-
2013/10/15 09:33:28
Dodgers - weś, jak mogłaś nie kupić króliczka? Masz tylko jednego w domu, nie gupio Ci? Królik miałaby kolegę, mogliby we dwoje udawać, że nie mają uszu, i okicywać Ci stopę w rytuale przyzywania Ktulu, jak to małe puszyste.
Rozpacz ten pomysł.
;-))
-
2013/10/15 09:35:28
Viridiano - myślisz jak ja ;-)) Miałam kiedyś masterplan dotyczący bardzo małej i brudnej owcy (w Bieszczadach) - planowałam ją porwać, wykąpać i oddać, oczywiście, niestety pies pasterski akurat byl niedaleko i nic z tego nie wyszło, bardzo żałuję ;-(
-
2013/10/15 09:41:44
Dodger jak mogłaś! !! Ja mam dwie morświnie, Sakurako ma dwa koty, Squirk ma Dwie Myszy w realu puki co jedną torebkową.No a Ty??? Onlyjeden jedyny królik.....Trzeba to naprawić i to jak najszybciej :-)
-
2013/10/15 09:46:31
O, Karolinka The Knucz ;-)))
Zgadzam się że Dodgers ma pewne niedobory w kwestii kicalnej i powinniśmy ją mitygować.
Dodgers, mityguję Cię, paczasz to?
;-))
-
2013/10/15 10:52:39
@Squirk - trza było psa razem z owcą zajumać, wykąpać i... nie oddawać:)
-
2013/10/15 10:56:59
Viridiano - tyle w teorii, praktyka wygląda tak, że boję się psów. I krów. I ciem i motyli. I wielkich pancernych dżdżownic jak wormsy z "Diuny", dinozaurów i zmutowanej mykoplazmy.
Oraz, naturalnie, że kiedyś tu oszaleję.
;-))
-
2013/10/15 20:09:43
Na jasną alpakę, wyobraziłam sobie dwa Srajonce pod nogami, robiące "słupek" i włażące po kolei do nogawki od spodni, żeby mnie myziać po łydce. Cała masa endorfin :DDD chcę drugiego kłułika natychmiast!!! :DDD
-
2013/10/15 20:48:54
Arakijskich czerwi się boisz Squirku?? Przecież one są milusie jak koteczki i jeździć na nich można, a że potrafią połknąć całą żniwiarkę z obsługą to co?? Nie trza zwierza denerwować.
-
2013/10/15 20:52:06
Kłułik! Kłułik! Kłułik! Dzisiaj żeby połączyć się z Tobą w potrzebie Dodgers szłam pasażem i mijałam zoologiczny - same płaszczki jedne na drugich znaczy tfu tfu Kicaje udające bagietki ;-)))
-
2013/10/16 08:46:02
Znaczy tak. Siedziałem w robocie przed ekranem i zastanawiałem się czy wziąć się za poprawianie Raportu, poprosić Chińczyka żeby najpierw poprawił Grafikę czy też iść zrobić kawę. Jak kiedyś powiedziała moja Seniorka: dno, nie chce mi się wstać żeby się położyć. No, to mi było zbyt sennie żeby zrobić kawę. No, to przeczytałem tę blognotkę i się obudziłem. Dla mnie Centrum, Młotkiem, Esencją, Istotą i Metafizycznym Przeżyciem są zakładające się o depilacje strzykawy. Kradnę i będę udawał że wymyśliłem (poinformuje jak dojdzie do skutku).
No, a przy zdaniu Trenera o sklerozie to ogarnęło mnie niskie i pożałowania godne uczucie, którego się wstydzę. Zazdrość. :-(((

No, to teraz mogę iść robić tę kawę.
-
2013/10/16 09:02:32
jak wygrać kawę nogami? :D
och alergia na sierść jest straszna! mój małż też ma, a akurat w sobotę się nam przygarnął taki malusi śliczniusi puszyściusi koteczek.. i co? ACIU!! trzeba oddać! :(
a fajną muzyczkę ten walkman puszczał? :)
-
2013/10/16 13:36:19
Dodgers - minęło sporo czasu od Twojej publicznej fsumiedeklaracji. Pokaż drugi królik.
;-)))
-
2013/10/16 13:36:49
Karolinka - dziękuję, wolę jednak Citroenem jeździć niż czerwiem, taka fanaberia..
;-)))
-
2013/10/16 13:37:33
Karolinka - króliki wyciągnięte tak że tylne łapki miały za sobą też widziałaś? Raz tylko mi się taki widok trafił, zrelaksowało się króliczę jak mogło najbardziej ;-))
-
2013/10/16 13:38:47
Brezly - Ty to czytałeś a ja przeżyłam, spróbuj się nie dusić i nie drgać podczas EKG, łatwo nie jest, tyle powiem.
A Trener jaki jest każdy pacza - i znów, pacza tylko, a ja z Nim mieszkam.
To może też kawę zrobię.
;-))
-
2013/10/16 13:40:14
Nuxy - wiesz, to blog pomocny i poradnikowy, stąd tagi takie, jak widać ;-))
Żal koteczka, bardzo bym chciała kota mieć ale co poradzić :-/ Nie masz rodziny która by go wzięła tak, żebyś mogła widywać?
A walkman kijowy, nawet głupiego "ping!" nie wydawał.
;-))
-
2013/10/16 14:25:09
Girki wyciągnięte widziałam a jakże ;-)))). Zawsze mnie zdumiewała rzeczywista długość uszatych ;-) Morświnie też się tak wyciągają i wyglądają wtedy o tak u.42.pl/2P83 lub tak swinkimorskie.eu/images/bobcio_legowisko.jpg
-
2013/10/16 14:29:27
u.42.pl/2P84 wersja wydłużona ;-))
-
2013/10/16 14:32:46
Karolinka - ale świństwa wrzucasz.
Kiziałabym.
;-)))
-
2013/10/16 14:36:03
O matko, matko, jaka piękna wymiana zdań pod pięknym tekstem... Chciałabym napisać coś mądrego, zabawnego itp, ale w tym towarzystwie to nie sposób. Podzielę się tylko odkryciem, że sclerotic po angielsku nie oznacza zaskleroziałego wapniaka, o nie. Są trzy warianty:
1. Hard, rigid, slow to adapt or respond.
2. Relating to or affected with sclerosis, an abnormal hardening of a tissue or part.
3. Of or relating to the sclera, the white fibrous outer layer of the eyeball.
Sklerotyczny po angielsku może być np. ruch uliczny. Albo biurokracja.
Jak ja lubię tę subskrypcję słówek...
Trzymam kciuki za drugiego królika Dodgers, żeby się oba zwierzaki polubiły i robiły dużo uroczych psikusów swojej opiekunce.
O szczelinowaniu łupków porozmawiałam już z koleżanką. Póki możemy, to co, żałować sobie mamy?
-
2013/10/16 14:45:04
Mario - zapraszamy na grupę, same poważne dialogi o szczelinowaniu ;-))
"Hard, rigid" - i wreszcie wiem, skąd się wziął Hagrid! ;-)) Niesamowity jest język.

Dodgers zdecydowanie powinna drugą królik mieć. Dwie ręce, dwie nogawki = dwie królik. Na Logikę.
;-))
-
2013/10/17 08:36:02
Kumpel na EKG usłyszał, ze szkoda, ze nie ma stanika, bo tak wygodnie się te kabelki pod ramiączko zaczepia... Planuje pożyczyć ode mnie stanik. Turkusowy.

Śpię z maskotką. Do niedzieli był to pies, od - żubr:P I nic nikomu do tego!!!:P
-
2013/10/17 13:53:38
Dario - popieram, turkus jest nowoM czernioM.
;-))
O mojej ostatniej wizycie u kardiologa wykwiczę się w nowej notce, nic normalnego, jak zwykle.
Maskotki rox, ja mam Owcę a Trener oficjalnie*, co podkreślam z całą stanowczością, żadnej maskotki nie ma.


* nieoficjalnie oczywiście też nie ale wrócę do tego tematu na grupie ;-))
-
2013/10/18 18:12:37
kazdy normalny ma maskotkę... I tej wersji się trzymam...
-
2013/10/21 22:13:00
Uchichrałam się jak zwykle :))) Doskonałe to z EKG i nogami!
-
2013/10/21 22:20:21
Daria - tylko jedną? Łe.
;-))
-
2013/10/21 22:21:39
BP - zabawne to było ale i niepokojące, ktoś patrzy Ci na nogi i mówi "Szkoda..." - to jak "o, są nogi na przeszczepy do wzięcia, zaraz wrócę z siekierą" albo "skarpetki z pingwinkami, za chwilę będą moje choć bez rozlewu krwi się nie obejdzie!" ;-))
-
2013/10/21 23:27:04
Dokładnie tak w pierwszej chwili pomyślałam, że "szkoda dziewczyny" :)))
-
2013/10/21 23:30:47
BP - no właśnie, a ja tam byłam, taka okablowana. Brrr.
;-)))
-
2013/10/22 23:56:57
m.deser.pl/deser/51,120177,14821496.html?i=14

Państwo tam uważają na Myszy przy przeprowadzce, nie wiadomo kto bagażówkę będzie prowadził.

;)
A jeszcze kosmici okłamują ludzi... Zgroza, panie, i sandacz (grozy;)
-
2013/10/23 00:54:59
Sakurako - przecież my Cię zjemy bez soli, pół blogosfery się zastanawia gdzie zniknęłaś, będzie karny jeżyk! ;-))
Myszy będą zabezpieczone, jedziemy z taką obstawą że hoho ;-)

Co tam kosmici, ludzie okłamują ludzi, to dopiero skandal jest! ;-))

Odzywaj się, dziewczę, bo już miałyśmy takie plany że nie chcesz wiedzieć ;-*)))
-
2013/10/23 11:21:33
Oooo chcę wiedzieć te plany! Się przygotuję z szarlotką, jakbyco;))))
Czy to znaczy, że drugie pół blogosfery zaciera łapki z zadowolenia?;)

Praca, kochani, praca i naloty rodziny. Oraz praca i rodzina. Wspominałam o rodzinie?
;))

Teraz znów wyjeżdżam, ale wracam, zapewniam, proszę się nie stresować;)
-
2013/10/23 19:12:16
Ufff czyli wyszło na to że jednak dobrze trafiłam z Panem Paczkonoszem. Poprawiłyście mi dzisiaj humor obie Sakurako, Squirku. No i oczywiście lody czekoladowe. Czekolada to prawdziwe panaceum na smutki. Prawda Dodgers???
-
2013/10/23 19:12:57
A w planach było odbijanie zakładników ;-)))