squirk77@gmail.com
Blog > Komentarze do wpisu
New Mice on the Block.

Mija drugi tydzień, czasu nie mam bo wciąż wizyty w domach zamożnych mieszczan, rauty w ambasadach, Państwo rozumieją...Żartuję, ozapierniczałam się jak bury Reks przy rozpakowywaniu kartonów i wstępnym ustalaniu gdzie co chcę mieć. Póki co nadal po ryż i sos sojowy spaceruję do wielkiej komody podmysznej (bo na niej stoją Myszaria) i jeszcze nie mam dodatkowej szafki w kuchni bez której to szafki jest kiepskawo bo kuchnia jest naprawdę nieduża. Mieszkanie walnęli na pół piętra ale kuchnia jak dla dwuleworęcznego singla, pf.
Za to projektant bez problemu zmieścił na najwyższej półce 3 kolorowe, drewniane koty o pyszczkach wyrażających emocje charakterystyczne dla istot po spożyciu czegoś nielegalnego a samą półkę uczynił nieosiągalną dla osób o normalnym wzroście. Tym samym powstała Kocia Półka bez Sensu.
Natomiast mam pierwszą w życiu mikrofalówkę i takąż paczkę popcornu mikrofalówkowego, zamierzam doprowadzić do zetknięcia tych obiektów przed wieczornym oglądaniem kolejnego Szerloka.

Miało być o Myszach.
Otóż Myszy, drogi Pamiętniczku, po prostu tu oszalały.
Zachowują się, jakby wreszcie dotarły tam, gdzie przez całe małe, szare życie dotrzeć chciały więc teraz mogą spokojnie biegać z łopotem uszek i demolować Myszaria na skalę dotąd niespotykaną.
Zwłaszcza Mniejsza dostała kota. Odkrył mianowicie ambitny puszek że jeśli bieżąc w kołowrotku pod koniec zwolni i mocno zatupka to kołowrotek wyda dźwięki głośne i niepokojące. Więc zwalnia.
Z jakiegoś powodu najbardziej bawi to Mysz między 5.30 a 6.00 rano - wtedy, podpowiem, śpi się miło i głęboko. Chyba, że mieszka się z nami, to wtedy nie.
Mysie łomoty stały się przyczyną tych zabawnych, małżeńskich dialogów o świcie, takich jak:
 - Idź z nią porozmawiać, ja już byłam!
 - Ale mnie ona aż tak nie przeszkadza...Popatrz, jeśli położysz na głowie największą poduszkę i bardzo się skupisz to da się zasnąć, pacz...
- To wspólna Mysza! Ja już byłam negocjować, kiziałam, dałam ziarno i nic, może Ciebie posłucha.
- Moja połowa Myszy może sobie biegać...
W końcu oczywiście oboje wstajemy, prosimy, kiziamy, Mysz jest śliczna i bardzo miło nas pacza i liże nam nosy. Jako przykład wskazujemy Mniejszej równie śliczną Większą, która siedzi grzecznie na Domku-Serze i czesze sobie uszka, bezszmerowo.
Zmitygowana Mniejsza udaje się spać, więc my, pełni nadziei, też.
I wtedy zaczyna bieżyć Większa. Jej kołowrotek, dla odmiany, jękliwie popiskuje.

Mam poważne obawy, że sąsiedzi słyszą ten łomot o świcie bo Myszy naprawdę się angażują. Postanowiłam w sytuacji, kiedy już ktoś wściekły zadzwoni do drzwi z uprzejmym łodyfak na ust koralach, zagrać słodką, nieco szurniętą Japonkę. Mianowicie roześmieję się perliście, zacznę machać łapkami i dźwięcznym głosikiem wołać "SORRY, NO ENGLISH, NO SPEAKING, NO NO! SORYYY!"
No co, w Ikei zadziałało.

Poza tym, w kwestii Myszy jeszcze, zadawanie Myszy Mniejszej, konsekwentnie mikczącej w Domku-Restauracji surowym tonem poważnych pytań w rodzaju "Kto to widział żeby mikczyć w restauracji! Widziałaś, żeby ktokolwiek tak sobie wbiegał i z marszu mikczył w restauracji? Widziałaś, żeby ukochany pan tak mikczył w restauracji?" w obecności tegoż ukochanego pana akurat konsumującego coś powinno się jednak przemyśleć, odkrztuszanie mężczyzny o wzroście prawie 190 to nie jest takie znowuż hop-siup. Za to Mysz, mam nadzieję, zapamięta że skoro ukochany pan nie wbiega i nie mikczy z marszu w restauracjach to może faktycznie nie wypada tak robić.
Chyba napiszę odpowiednik serii "Kot, który...", będzie miała tytuł "Czy widziałaś, żeby ukochany pan...".

O czym to ja jeszcze miałam. Buraków surowych tu nie ma, to znaczy są organiczne w cenie ca 2 euro za pół kg co przy ilości, którą zwykle zużywam na sok i potrawy, dość szybko by mnie zrujnowało. Buraki są tu w formie wygodnej, obrane i ugotowane, żeby sobie nikt nie musiał ufaflunić białych rączek po paszki. Kolega z pracy Trenera Osobistego zaprezentuje nam na dniach lokalny targ, jeśli tam nie będzie buraków to zacznę je chyba sprowadzać.
Za to wszędzie są skórzane sofy, z tych takich co się siada po jednej stronie i po chwili czuje, jak sempiterna nieuchronnie zjeżdża na środeczek na szew a w lecie się siada i słychać pssss! bo skóra przywiera. Dwa dni temu widzieliśmy z Trenerem jak do mieszkania po sąsiedzku ktoś wnosi identyczny zestaw.
Z kwadrans musiał mnie uspokajać (Trener, nie zestaw) że nie bierzemy udziału w jakiejś psychodramie i nie, na pewno nie jest tak że wszystkie mieszkania są wyposażone identycznie i potem każą nam się przemieszczać jak w jakimś odpowiedniku "Cube" i wszędzie będą Myszy i nie rozpoznamy które to nasze. Oczywiście rozpoznamy, nasze to te, które się najgłośniej tłuką a potem udają, że to wcale nie one a w klatce na pewno jest poltermysz.

O, jeszcze w parku byliśmy i ogólnie okolicę pozwiedzać. Ostatecznie utwierdziłam się w przekonaniu że jestem prostakiem bez gustu a z kulturą to się tylko w jogurcie stykam bo na widok zestawu "kamień leżący, kamień leżący, kamień jakoś postawiony ale tak, że przysięgam, to zaraz walnie i będą ofiary" nie mam myśli "Borze, jakie to głębokie, poświęcę najbliższy kuźwaliard minut na odkrywanie co artysta miał na myśli" tylko raczej "Jaki bajzel, materiałów na budowę nie dowieźli czy co?" Może się jeszcze rozwinę, dostałam na Walentynki całą dyskografię Pratchetta i robię sobie powtórkę.
Pogoda jest przezabawna, wyszliśmy z hacjendy w lekki zefir, po 5 minutach weszliśmy do drogerii po jedną jedyną rzecz (pumeks w kształcie myszy, nie żartuję), wyszliśmy już w ulewę. Ulewa trwała aż do za rogiem bo tam już było słońce na tak zwanej pełnej kurwie. A my w szalikach i czapkach. Jeśli ktoś widział przy St. James parę dorosłych ludzi śmiejących się tak, że nie mogli złapać oddechu, i wyglądali tym samym jak upośledzone, zapowietrzone foki to kłaniam się, w dobrym towarzystwie to i skompromitować się miło.

Obrazeczki mam, filmik z Myszą nadal w telefonie Trenera, przycisnę Go wieczorem. Póki co proszę - obrazeczek o zgodzie, instrukcja jak być może lepiej nie przechowywać zapasów, jak złożyć kotka oraz nie wiem, jak to opisać, ale bardzo kwiczałam.

PS. Poszliśmy do kultowego już Patriotts Inn. Wnętrze klimatyczne, obsługa przemiła, spróbowałam Guinessa i był świetny. Przy stoliku obok siedziały dwie deliberujące głośno panienki wyposażone w dwa komplety sztucznych rzęs i makijażu takiego, że gdyby się bardzo szybko odwróciły toby został w powietrzu. Współpubowicze mieli okazję dowiedzieć się, że jakaś koleżanka to szmata bo co chwilę z kim innym się umawia i nie, nie sypia z nimi, no bez przesady, ale tak się ciągle umawiać? Szmata i tyle. Ale biust ma zrobiony i wyszedł tak, że warto to rozważyć, zaprosi się ją kiedyś do pubu i wypyta, jest miła więc na pewno podpowie i doradzi, w sumie to naprawdę świetna kumpela, tylko szmata. Następnie zadzwonił telefon jednej z panienek. Był rurzowy, bardzo. Panienka poinformowała rozmówcę że jest w pubie z Jess i czy chce zdjęcie. I przysięgam, że wystawiła tego ajfona, wraz z Jess zrobiły rasowe kacze ryjki i machnęła im focię z rąsi i ją wysłała.
Cała byłam zachwycona.

PPS. Mówiłam, że tu wszędzie są dynie? Oczywiście teraz, skoro są, to pf, kto by to kupował. Teraz chcę buraki bo ich nie ma.

wtorek, 18 lutego 2014, squirk

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2014/02/18 18:01:55
Taki klimat.
;-)
-
2014/02/18 18:05:45
Bartoszcze ;-) Paczpan swoją drogą jakie to uniwersalne jest.
Klimat naprawdę daje do wiwatu, na szczęście już po sztormach bo chwilami było takse.
:-)
-
2014/02/18 18:49:07
Dobra, porządna, duża skffirczych antydepresantów. Tak trzymać.

A tęsknot za ojczyzny łonem nie ma? Nic a nic? Bo być może to odczucie braku buraków to jakieś freudowskie korzenie ma?

No :)
-
2014/02/18 19:01:51
Brezly - taki jest plan ;-)

Za Ojczyzną nie tęsknię z dwóch powodów - nie dbała o mnie i robiła, co mogła, żeby mnie do siebie zniechęcić i wuala, są efekty. Nie tęskni się za kimś kto za człowiekiem nie przepadał i starał się uprzykrzyć mu życie. Popieram emigrację rodaków, trzeba się ratować i mieć godność, jeśli będę mogła komuś w wyjechaniu stamtąd pomóc to zrobię, co się da.
Po drugie - po angielsku mówię od zawsze więc przestawienie się na nowy język nie jest trudne, muszę tylko idiomy przyswoić i mówić jak najwięcej żeby wejść we wprawę, poza tym mam tu polskie Myszy, polską szurniętą grupę na FB ;-), blog polski, polskie książki - nie czuję za bardzo żebym wyjechała.
Polskich buraków w tym drugim znaczeniu też tu nie brakuje - wstyd mi było jak nie wiem kiedy w Ikei jakaś para rodaków wyzywała się publicznie od najgorszych bo pani chciała taki kolor czegoś a pan inny, dzieciom też się oberwało bo co za problem zwyzywać dziecko. W takich chwilach zwyczajnie się pochodzenia wstydzę. Nie mam za czym tęsknić.
-
2014/02/18 19:53:56
Szur szur szurnięta grupa a stopień szurnięcia zwiększa się w postępie geometrycznym ;-)) Wiewiórka mnie umarła. A spokój tego psa był niesamowity. Widzisz takie ładne buraki dzisiaj widziałam. Powstrzymał mnie tylko zapas gotowych spreparowanych i zamrożonych.
-
2014/02/18 20:10:03
Karolinka - taaa, dobij emigranta....
;-))
Grupa taka, że jak już mówiłam, cud że zupy widelcem przez Was nie jem bo oszaleć tam można ;-))
-
2014/02/18 21:45:06
A nie można by zabrać Myszom na noc kołowrotki?... Takie proste rozwiązanie, może by spróbować? *^o^*

Pamiętasz Muzeum Morskie w Karlskronie i panią rodaczkę raźno ujeżdżającą armatę?.... W takich chwilach człowiek ma ochotę mówić tylko po eskimosku, żeby go nie przypisali do jednej grupy...... ><
-
2014/02/18 22:02:24
Brahdelt - o zabraniu kołowrotków nie może być mowy bo Myszy biegają tylko wieczorem/w nocy a biegać muszą, dla zdrowia i dobrego humoru, poza tym, niestety, ich życie długo nie trwa więc nie odbiorę im żadnej, najmniejszej nawet radości, jeśli któraś uzna, że chce jeść tylko na koronkowej serwetce to osobiście taką serwetkę zrobię i spełnię każde mysie życzenie :-)
Muzeum pamiętam, aż mnie dreszcz przeszedł ;-)) ale chętnie bym tę wyprawę powtórzyła z Wami :-))
-
2014/02/18 22:59:53
(Można rozejrzeć się za jakimś technicznym który by kołowrotki naoliwił itepe).
-
2014/02/19 00:59:17
Bartoszcze - jakiś techniczny już kołowrotki oglądał i gdybyśmy chcieli Myszom odebrać radość z hałasowania uczyniłby kołowrotki bezgłośnymi bo nie z takimi rzeczami sobie jakiś techniczny radzi - dlatego pracuje tam, gdzie pracuje :-)
-
2014/02/19 07:58:26
Komentarz o braku tęsknoty niczym z mojego osobistego mózgu wyrwany. Jeszcze się niedawno resztkami sił broniłam przed wyjazdem, aż coś zrobiło "pyk" i poszło! Do kraju, gdzie płacisz podatek dopiero po przekroczeniu dochodów pozwalających osiągnąć tzw. minimum egzystencji, co zachwyciło mnie swoją prostą logiką. Nie wypada żądać zrzutki na budowę stadionu od kogoś, kto nie ma co do gara włożyć. Ot, taki przykładowy drobiażdżek. Brak psich kup na ulicach i trawnikach był już tylko drobną dodatkową zachętą.

Co do Ikei, to tam jest jakiś prowokujący klimat chyba. Też trafiliśmy na rodaków, w humorze całkiem dobrym, ale mebelki się nie podobały, więc beztrosko rzucali sobie kur...tyzanami na potęgę - bo przecież i tak nikt nie rozumie, wokół same niemoty.
-
2014/02/19 09:02:40
noo to widzę że pogoda dopisała! A masz osobny pokój dla książek? Wiewiórka znalazła dobrą skryjówkę na orzecha, lepsza by była chyba tylko w psim nosie :P
-
2014/02/19 11:00:15
Squirku, buraki som w wiekszych polskich/litewskich/moldawskich itp sklepach (mam na mysli warzywo, chociaz te w ludzkiej formie tez sie zdarzaja). W sezonie to nawet bywaja i z nacia, zeszlego lata tymi recami gotowalam botwinke. Kefir w wielu odmianach tez tam znajdziesz.
-
2014/02/19 11:57:16
Jak dobrze przeczytać sobie rano squirkowe wieści! Od razu dzień wygląda lepiej :) Nawet opcja "emigracja" zaczyna wyglądać coraz przyjaźniej...
-
2014/02/19 13:11:47
Autumno - to u mnie inaczej, nie broniłam się nigdy, chciałam z Polski wyjechać, nie jestem patriotką - można się na mnie za to oburzać ale tak jest, nie zamierzam poświęcać niczego dla kraju, który robi swoich obywateli w za przeproszeniem wała na każdym kroku. Nie warto być fajnym dla tych, którzy nie są fajni dla nas i tyle.
Co do zrzutki na budowę stadionu - żeby tylko, przecież na takie "świetne" pomysły jak kolejne świątynie też się kasa z kosmosu ani, tym bardziej, kieszeni pomysłodawców, nie brała. Jak sobie ktoś chce w coś wierzyć i machnąć temu budowlę - wuala, ale nie za moje. Moi bogowie mają gdzie mieszkać.
Polaków wokół jest tu mnóstwo, najczęściej mamy na spacerach z małymi dziećmi. A dziś znów czytałam o tym, że ojej, jak to źle, że Polki nie chcą mieć dzieci. Ależ chcą - tylko nie w Polsce.

Jesteś już przeprowadzona i wszystko ok? Zaraz Cię nieśmiało pacnę mailem :-)
-
2014/02/19 13:15:36
Nuxy - tego by pies już tak spokojnie nie zniósł raczej ;-)
Całego pokoju na książki nie mam, mam regał, dobre i to, i powoli przedkonuję się do ebooków ale tylko jako tymczasowego zastępstwa, dostałam na Fafika (mój Kindle musi mieć imię ;-)) sporo ebooków i powoli się zaprzyjaźniam :-)
Pogoda jest świetna ale uczciwie muszę dodać, że w tym konkretnym momencie bo za 3 minuty może być wiatr i deszcz, jakaś taka irlandzka ta pogoda ;-))
-
2014/02/19 13:16:35
Gosiowniku - cieszę się, że się odzywasz, bo sama nie śmiem Ci głowy zawracać :-) Buraków szukam i szukać będę, zastanawiam się właśnie nad spacerem póki ładnie jest :-)
-
2014/02/19 13:19:17
Myszu - jako regularna emigrantka mogłabyś mi pewnie wielu rad udzielić :-)
Na razie jest dobrze, odpukać, oby tak dalej :-))
-
2014/02/19 13:33:44
Oczywiscie ze jest ladnie, poniewaz jestem w pracy. Jak tylko wyjde, to zacznie lac. Nie mam nic przeciwko zawracaniu glowy - chetnie pomoge, jak i mnie pomagano jak bylam swiezym kwiatem polskiej emigracji. Niestety obecnie nieco juz przywiedlym.
-
2014/02/19 13:47:31
Gosiowniku - to się odważę ;-)
Co do pogody - właśnie postanowiłam wyjść dziś Naprzeciwko Trenerowi Osobistemu jak wyjdzie z firmy. Taki ze mnie bohater bo to max 8 minut drogi piechotą od domu ale pogoda i tak może się w tym czasie z pięć razy zmienić. Przedziwnie tu jest, wchodzi się gdzieś na moment i wychodzi jak w inny świat, dla nas to kompletne zaskoczenie jeszcze :-)
-
Gość: doktorplamaimaharadzasapodzlotymleszczem, *.dynamic.chello.pl
2014/02/19 23:29:30
"kamień leżący, kamień leżący, kamień jakoś postawiony ale tak, że przysięgam, to zaraz walnie i będą ofiary" - serio, już zdążyliście być w Stonehedge ???? ;-(
-
2014/02/19 23:57:57
Doktoritede - znam ja Was..;-)))
W parku bylim. Weś, musisz to zobaczyć, rzondam wizyty Waszej.
Oraz mam buraki, dostałeś maila?