squirk77@gmail.com
Blog > Komentarze do wpisu
"Pocztówka od wuja Mata z podróży"

Jeśli ktoś nie wie skąd powyższe to niech się nawet nie przyznaje bo trzepnę wirtualną szmatą.

Działo się tyle, że ja pierniczę, a potem kaboom! i jestem emigrantem a Myszy też.
W ratach będę to pisać, inaczej mi się bardzo długa notka zrobi i komu by się chciało to czytać.

Już w poprzedniej hacjendzie w fazie pakowawczej, kiedy spokojnie dostawałam sobie kota i co jakiś czas szukałam dogodnego kątka żeby oszaleć a Trener Osobisty miotał się w powodzi rowerów, stacji dysków i taśmy klejącej, było zabawnie gdyż Trener uznał, że przygotujemy się do tej podróży perfekcyjnie. Po czym stworzył z dumą Karton Podręczny.
W Kartonie Podręcznym, oznaczonym na klapeczkach dużymi "P", starannie i z rozmysłem umieściliśmy wszystko, co miało nam i Myszom uprzyjemnić podróż i uczynić ją niemalże swawolnym zjazdem po tęczy wprost na zieloną wyspę pełną uroku i garnczków ze złotem (i krewetkami ale to już moja osobista preferencja), mianowicie zastępcze transporterki dla Myszy, wygodne poduszki pod karczki, puchate skarpetki, wodę, brokuła, jabłko, kocyk i jakiś skromny kuźwaliard innych niezbędnych drobiazgów. Karton Podręczny miał być do samochodu zniesiony jako ostatni i Trener Osobisty osobiście tego pilnował.
A potem na chwilę przestał i karton zniknął.
Aj min zniknął, naprawdę. Pozostałe kartony, niemal wszystkie, wykopsano z samochodu i obejrzano, dużych "P" nie było nigdzie.
W 32 h pokonaliśmy, w tym także cudem, 7 krajów. Karton Podręczny znalazł się w nowym mieszkaniu. Wszystko było z nim w porządku, duże "P" na klapeczkach cieszyło oczy.
Tyle, że było na niewłaściwych klapeczkach, tych takich co się je zakłada do środka jako pierwsze.
Mało tu nie oszalałam już pierwszego dnia, krótko mówiąc.

Jesteśmy już na miejscu i jest przeuroczo, mewy są bezczelne oraz wszędzie, Myszy dotarły całe i zdrowe, dojazd do eurotunelu w Calais robił chyba jakiś wróg ludzkości bo mało nas tam zbiorowy szlag nie trafił a mówione przez uprzejmą Francuzkę z akcentem niemieckim angielskie "Aj kol maj kolig hi łil kam hir end print ju tikety!" na długo się do nas przyczepiło.

Będzie cziłała i inne takie ale najczęściej pytaliście mnie Państwo co z zapowiedzianymi na Fanpejczu krokodylami. Gdyż, jak słusznie zauważyliście, mnóstwo krokodyli jednak w morzu nie występuje, nie lubią czy co. My nie spotkaliśmy żadnego ale napotkane na promie dziecię uświadomiło nam że co my tam wiemy.
Otóż promem kołysało dość znacząco, byliśmy akurat między sztormami i morze nie doszło jeszcze do siebie po ostatnim. Kołysanie robiło wrażenie na wszystkich (serdecznie pozdrowienia dla młodziana pochodzenia polskiego który zająwszy dogodną pozycję informował współtowarzyszy kto właśnie nie zniósł kołysania i pobiegł, rech rech rech, do łazienki i cud że zdążył - byłeś przezabawny, zią, a najbardziej kiedy sam ledwo zdążyłeś, piękny hals między stolikami, szacuneczek) ale szczególny wpływ wywarło, jak się zdaje, na dziecię płci żeńskiej pochodzenia afroamerykańskiego. Miałam to szczęście że siedzieliśmy niedaleko, dzięki czemu słyszałam jak ponure dziecię informuje stropioną matkę że:
 - wszyscy zginiemy
 - ooo, jaka wysoka fala, teraz to już na pewno zginiemy
 - w jednym programie wpadniętych do wody ludzi zjadły krokodyle
 - i ciekawe, czy to boli, tak być jedzonym
 - Barry (chyba brat) już dwa razy się pochorował i czy to możliwe, żeby wypluł własne płuca tym bardziej, że jest mały i ma małe płuca a małe rzeczy łatwiej wypluć
Zrezygnowana matka z ulgą przyjęła widok nadchodzącego swego małżonka i ojca małej katastrofistki w jednej osobie. Wysłała dziecię aby pobiegło tacie na spotkanie, poszło z nim do bufetu i wybrało czym chce wymiotować jak Barry napełnić brzuszek.
Dziewuszka powlokła się noga za nogą (z pewnym trudem bo prom konsekwentnie podskakiwał) po czym jakieś dwa metry od ojca zatrzymała się, łypnęła na niego ponuro i zapytała głośno co chce zjeść na swój ostatni posiłek.
Po czym zwróciła się do siedzących przy stoliku obok kilku par Niemców i poinformowała ich z naciskiem:
- Wy też umrzecie.
I sobie poszła, nieco wleczona przez skonfudowanego ojca.
Małom się nie zmikczyła.Także wtedy, kiedy jedna z męskich części par wspomnianych Niemców orzekła głośno, że w jego ojczyźnie takie kołysanie nie byłoby tolerowane i ktoś natychmiast zrobiłby z promem porządek żeby praworządny obywatel mógł spokojnie skompromitować swoje klopsiki.
Przez cały powyższy czas obie Myszy pracowicie biegały w kołowrotkach w torbach pod stolikiem. Mam teorię, że one każdy hałas i zamieszanie uznają za próbę zwrócenia ich uwagi więc z uprzejmości się rewanżują. Przez całą drogę się tak rewanżowały, bardzom dumna.

Co poza tym. A, lokalnego języka postanowiłam się nauczyć ale mam mieszane uczucia odkąd usłyszałam go na żywo. Mianowicie, z całym szacunkiem, to brzmi jakby gruźlik w stanie terminalnym usiłował wykrztusić bardzo dużą pyzę. Nie jestem przekonana po prostu.
Poza tym wszyscy są strasznie mili i mówią do mnie że heloł i wszędzie są mewy, połamane parasole i zabytki. Nie ma za to kefiru, Toroj kazała mi ayranu szukać bo jest trochę podobny i tak zrobię bo bez kefiru to jak bez...no, kefiru. Lubię kefir i już mi go brakuje. Mają tu za to bardzo dużo cydru ale nie jestem pewna, czy się przestawię.

Stopniowo będę pisała o tym, jak było, na razie usiłuję ogarnąć mieszkanie. Początki były przezabawne bo weszłam, zobaczyłam korytarz i 5 par drzwi i zanim zdążyłam zapytać które to nasze okazało się, że wszystkie. Tutaj jakoś inaczej budują, mamy cały długi korytarz, dwie sypialnie, dwie łazienki, wielki salon i nikczemnie małą kuchnię którą sobie trochę przerobimy. Całość wygląda jak bardzo dużo sprzątania i kilometry trasy między pomieszczeniami. Co się człowiek nabiega żeby poprzenosić rzeczy ze schowka do łazienek to jego. Myszy rozpakowane i zadomowione, mam dowody i wrzucę później. Obrazeczki też później, nie miałam jeszcze czasu na szukanie świeżych.
Miłego dnia Państwu, uważajcie na siebie, krokodyle mogą być wszędzie.

PS. Spakowałam wszelkie skośności w średni karton. Chyba na nim ktoś później usiadł bo otworzyła się torba strunowa ze skrobią kukurydzianą. Pół kuchni wygląda jak po wybuchu w jakiejś szczególnego rodzaju nielegalnej fabryczce.

PPS. Zrobiłam zamówienie w Tesco. Oni mają tak że jeśli jakiegoś produktu nie ma to wyszukują  najbardziej zbliżony odpowiednik.
Od wczoraj usiłuję zrozumieć jakimi ścieżkami podążął umysł osoby która w zastępstwie za farbę i rozmaryn spakowała mi czereśnie kandyzowane oraz świeże i pojemnik zapasowych ostrzy do maszynki do golenia.

PPPS. W sąsiedztwie jest Kot. Jeszcze nie wiem, jak się po lokalnemu woła do kota a nie chciałam zaczynać znajomości od potencjalnie irytującego nieporozumienia więc tylko mu pomachałam. W odpowiedzi usiadł i polizał się po....no polizał się, tak ogólnie, i zupełnie po polsku. Mam nadzieję, że to dobra zapowiedź.

poniedziałek, 10 lutego 2014, squirk

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2014/02/10 16:56:08
oki, prawie się zmikczyłam. i to kilkakrotnie. Na obce koty najlepiej się woła tuńczykiem zatkniętym w garści, jak skojarzą osobę z tuńczykiem to i "bambelucu" można zawołać, też przylezie.
-
2014/02/10 16:59:03
Szysz - strasznie mi przykro.
;-))
Z rybą w garści to raczej na ludzi ale w życiu się do tego rzucania śledziami publicznie nie przyznam więc zmieńmy temat po prostu.
Kot został nazwany Pierwszym Kotem Sąsiedzkim, aktualnie siedzi na płocie na wprost mojego balkonu i robi nic, z dużym wdziękiem.
;-))
-
2014/02/10 17:08:07
Nie ma to jak oświadczyć pasażerom promu roztańczonego na pełnym morzu, że zaraz zginą.....Niemieckie promy są stabilniejsze???? Czy może morze jest grzeczniejsze dla niemieckich promów. Czyli zawody kto zdąży pomodlić się do wielkiego ucha były. Jeszcze nie miałam nieprzyjemności bycia świadkiem takich wyścigów. Ja sądzę że to całe bujanie to było napędzane przez myszy o!!
-
2014/02/10 17:16:56
Karolinka - a wiesz, że to możliwe? Zwłaszcza Mniejsza biegała jakby ja oszataniło.;-))

Do dziecka trudno mieć pretensje, zresztą urocza była ta mała i bardzo zabawna choć rodzice pewnie czasem mają dość jej wizji ;-)
Niemcy to szczególny naród i nie podejmuję się komentować ich wizji uspokajania morza żeby tylko był porządek a co do wyścigów - kilka osób niestety kiepsko kołysanie zniosło, sama nie spodziewałam się że po wyjściu z portu będzie aż tak kołysało, na szczęście nic poważnego się nie działo :-)
-
2014/02/10 18:35:07
ucieszylas mnie tym kefirem, bede miala Ci co wysylac :)))
po drugie, to musieli byc jacys podrabiani Niemcy, bo nie znam prawdziwego, ktory jeszcze wierzy w ordnung, a po siodme, to sie ciesz, ze mnie na tym promie nie bylo, albowiem natychmiast zalozylabym proletariat z mala czarnowidzka i doprowadzila, do ogolnej histerii oraz paniki na statku ;)
-
2014/02/10 18:51:58
Margo - przywieź, albo sama zdobędę się na odwagę i przylecę, po ostatniej podróży jakaś mniej płochliwa jestem, to było najkrótsze przemknięcie przez x krajów w moim życiu i mam teraz uczucie, że wszędzie mam blisko ;-)
Co do Niemców - na pewno Niemcami byli bo słyszałam, po angielsku mówili tylko do jakichś znajomych czymś tam się chwaląc.
Dziewuszka była naprawdę przezabawna ;-))
-
2014/02/10 18:59:52
Łeee, a już myślałam, że jedna Karton Podręczny się zgubił na amen :D
-
2014/02/10 19:04:25
Dodgers - Pf.
;-))
No ale brakowało go, bardzo. Następny oznakuję osobiście.
;-))
-
2014/02/10 19:14:29
Narysujesz na nim Myszy z wonsami?
-
2014/02/10 19:17:11
Dodgers - napiszę tylko że nie byłby to pierwszy raz, przy poprzedniej przeprowadzce Myszy były chyba na każdym kartonie. Na Trenerowych miały serduszka na końcach ogonków.
;-))
-
2014/02/10 19:44:30
latanie z kefirem na nic sie nie zda, jako bagaz podreczny czaby caly naboj w buteleczki setki nabic, jako bagaz, bagaz tez nie przejdzie, bo to zywnosc jest, nie zakupiona wew dudyfri, pozostaje wiec tradycyjna paczka :)
nie mniej jednak, mozesz przylatac napic sie kefiru i nie tylko, kiedy tylko zechcesz :)))

jak tu przyjechalam i sporo czasu potem, tez mnie sie wydawalo, ze kazdy kto niemieckim gada, to niemiec ;)
-
2014/02/10 20:02:26
Farba (do włosów?) - brak -> nie można tak wyjść do ludzi w cywilizowanym kraju -> lepiej zgoloć na zero -> dodatkowe ostrza.

Proszzz, nie ma za co.
Nad wiśniami myślę jeszcze.

Dziewczynka-czarnowidzka zostaje oficjalnie moją ulubienicą. Może jest na etacie w którejś diecezji, zwiększając ilość modłów dziękczynnych po dotarciu do portu? Niewidzialna ręka przeciw laicyzaji Europy!;-))

A moja siostra panicznie się bała Fraglesów i mogłam oglądac tylko chyłkiem. Tych cukrowych budowniczych lubiłam bardzo.

Się cieszę tutaj (bo od FB mnie ostatnio zęby bolą), że dotarliście w całości i będziecie prowadzic na obcej ziemi życie w trzeźwości pełnej. Trzeba robić rodakom dobry PR!:-)))
-
2014/02/10 20:05:15
A kaczki tam są? No i tak sobie myślę (a propos cytatów, które trzeba znać), że karton podręczny nie został dobrze przygotowany. Zabrakło walizeczki i latarenki na noc. Koc to jednak za mało.
-
2014/02/10 20:55:29
Czereśnie... w sumie okrytonasienne, całkiem jak rozmaryn ;). Kandyzowane i świeże, bo jednostka nie zrozumiała, czy chciałaś w doniczce, czy suszony. Pozdrowienia z Bemowa dla emigrantów! :)
-
2014/02/10 21:30:09
"przy poprzedniej przeprowadzce Myszy były chyba na każdym kartonie. Na Trenerowych miały serduszka na końcach ogonków" - czemu mnie to nie dziwi....;-)))
-
2014/02/10 22:49:20
"Nad wiśniami myślę jeszcze. "

Zwłaszcza że to były czereśnie.
;-)
-
2014/02/10 22:52:20
Mouse:-))))

Albooo "Nie ma rozmarynu -> mięsa nie upieką -> niech sobie chociaź ciasto/drinka z czeresienką zrobią":-)
Dobrzy ludzie pracują w tym Tesco:-)

Będąc na Wyspach jadłabym tylko lemon curd, niby robię już domowy, ale ten ichni jakiś inny... Eeehh
-
2014/02/10 22:52:47
A co do przejścia rozmaryn -> czereśnie:
rosemary is sweet (like) cherry

Reszty nie trzeba.
;-)
-
Gość: Anna Sikora, *.28.11.vie.surfer.at
2014/02/10 23:08:23
Jesteś pewna, że o ajwar chodzi. Na mój gust nie podrabia nic a nic kefiru. :)
Ale sam w sobie godny polecenia!
-
2014/02/11 01:03:25
Margo - no dobra, to zacznę powoli trenować latanie i mówienie do kotów po niemiecku żebyśmy się dogadali od razu ;-))
Ci Niemcy mieli niemieckie imiona nawet więc myślę, że to oni jednak, niektórzy Anglicy też mają takie zabawne przekonanie że u nich wszystko jest lepiej, szybciej a zachody słońca dużo bardziej efektowne niż w takiej Francji ;-))
-
2014/02/11 01:14:21
Sakurako - jak się ogląda chyłkiem? Czy chyłek to coś takiego jak wolutek i omacek? ;-)

Trzeźwości pełnej nie planujemy bo taki lekki cydr po męczącym dniu jest rewelacyjny, poza tym bardzo tu, odpukać, spokojnie i cicho. Tylko jeden sąsiad usiłował nauczyć się grać na gitarze i, będę teraz bardzo uprzejma, nie szło mu najlepiej, ale zrezygnował i myślę, że wszyscy są mu wdzięczni.
Rodacy sami robią tu sobie PR, możemy tylko usiłować go poprawić ale łatwo nie będzie.
Z tych czereśni coś wymyślę ;-))
-
2014/02/11 01:36:58
Mario - Ha! Pewnie, że są, jeszcze przed wyjazdem sprawdziłam, planuję zamówić. Niestety zamrażalnik w tutejszej lodówce jest jednokaczkowy, spodziewajcie się serii narzeknięć na ten temat.
Karton mógł zawierać w zasadzie cokolwiek, i tak go nie było, to znaczy był ale w inkognicie ;-))
-
2014/02/11 01:40:48
Myszku - emigracja pozdrawia Bemowo, akurat się Myszy zaczęły tłuc, Mniejsza jest ponastraszana na karczku jak młody gepard ;-))
Co za dom, ani grama rozmarynu za to czereśni jak mrówków. Ciężko będzie nimi pieczeń doprawić ale będę musiała coś wymyślić ;-))
-
2014/02/11 01:41:23
Karolinka - pojęcia nie mam, no doprawdy.
;-))
-
2014/02/11 01:42:13
Bartosz - owoc jest owoc. Choć cieszę się, że dostawa w arbuzy nie poszła.
;-))
-
2014/02/11 01:43:53
Sakurako - nie testowaliśmy jeszcze ale wszystko przed nami.
Jeśli coś chcesz to mów, wyślę :-))
-
2014/02/11 01:45:13
Bartosz - szacuneczek, pan poeta ;-))
-
2014/02/11 01:46:26
Anno - no masz, oczywiście, że nie ajwar tylko ayran, ależ ze mnie łoś, dziękuję że zauważyłaś, lecę poprawiać :-))
-
2014/02/11 06:55:50
O, w zasadzie to miałem zapytać, czy nowi sąsiedzi już Cię czytają.
-
2014/02/11 09:16:32
Zamiast wozić kefir, to może prościej przywieźć sobie kultury kefirowe i na miejscu upędzić? Tylko nie wiem, co ewentualna kontrola bagażu będzie miała do powiedzenia na temat pęczku torebeczek z białym proszkiem...
-
2014/02/11 09:26:05
Squirku,
prawie tak jak omacek - "lalala bajeczka o Reksiu, idź, Siostrzyczko, do pokoju bo coś lalki rozrabiają, bwahahahaha Fraglesy!".
Takie tam. Nie mówię, że moja siostra miała łatwe dzieciństwo...

-
2014/02/11 09:26:57
Bartoszcze,
Aaaaa to dlatego tak mi się długo myślało, szlag!
:-)
-
2014/02/11 09:32:03
Squirku,
Lemon curd to moje wyspowe odkrycie i wielka miłość, dzielona ze szwagrem, jak to fajnie się więzi rodzinne zacieśnia nad wspólnym słoikiem:-)))
Na razie odkryłam źródełko w lokalnym Marksie&Spencerze - zobaczymy:-))

Ciekawe, co by Wam wysłali, gdybyś myśląc o ayranie zamówiła ajwar i były braki w magazynie? Niedużego Turka z butelką ostrego sosu pod pachą?
;-))
-
Gość: Zulka, *.ip.netia.com.pl
2014/02/11 10:04:31
Jak ja bym też, jak ten kot, z wdziękiem chciała robić nic ;)
A na serio, cieszę się, że dotarliście bezpiecznie, bez wypadania za burtę. I nie cieszę się, że jesteś tak daleko, bo się w końcu nie spotkałyśmy...
-
2014/02/11 10:06:12
hahaha ja tez mam niemieckie imie :D

a moje koty mowio po polsku, o! :)))
-
2014/02/11 10:07:52
ha! Anglicy, to w ogole juz lepsiejszy narod, nawet w Unii nie chca juz byc :)))
-
2014/02/11 15:59:01
krokodyle nie lubią słonej wody chyba? cieszę się że podróż minęła bez przeszkód [większych], bo to znaczy że będziesz dalej pisać a ja Cię czytać ;) aczkolwiek wierci mnie w jakim kraju jesteś, bo jakoś mi to umknęło.. PS. moja skrobia kukurydziana też się lubi uzewnętrzniać, ten typ tak ma.
-
2014/02/14 10:43:16
Bartoszcze - otusz tak, zaglądają tu osoby stąd, same fajne i dumna jestem jak nie wiem co, będziemy się, mam nadzieję, z czasem poznawać. :-))
-
2014/02/14 10:46:06
Autumno - poszukam, zaryzykowałam i przewiozłam wielki strunowy worek ze skrobią, to śnieżnobiały pyłek jest, jestem już zaprawioną w bojach przemytniczką produktów legalnych wyglądających na nielegalne ;-))
-
2014/02/14 11:03:42
Sakurako - właśnie mi uświadomiłaś że mój brat też chyba nie miał a i mama sporo musiała znieść...Za to teraz jestem spokojna i poważna, lepiej późno niż wcale.
;-))
-
2014/02/14 11:06:51
Sakurako - mam w sąsiedztwie taką barwną mieszankę narodowości że jestem pewna, że i ktoś z Turcji się trafi - po prostu zapytam przy okazji czy nosi ze sobą podręczny sos ;-))
Jakby Ci czegoś lokalnego brakowało to wiesz co :-))
-
2014/02/14 11:09:12
Zulko - dotarliśmy, z przygodami ale jesteśmy i nie narzekamy, odpukać :-))
Ze spotkaniem będzie teraz, wbrew pozorom, dużo łatwiej, bo raz że będziemy w Polsce co jakiś czas a dwa - paradoksalnie łatwiej się zebrać, przylecieć i zaplanować spotkania niż wywlec się z domu pod miastem i jechać godzinę w korku.
Tak czy siak bójcie się, jeszcze się wszystkim zainteresowanym spotkania ze mną znudzą ;-))
-
2014/02/14 11:20:01
Margo - o ile wiem Irlandia też nie chce ale muszę się upewnić jeszcze bo tylko mi się o oczy obiło.
A Marga fajne imię, generalnie poprawiasz wizerunek Niemiec w oczach ludzi, jestem pewna ;-)
-
2014/02/14 12:35:44
Nuxy - no takie jakieś kapryśne te krokodyle są, nie żebym bardzo żałowała ;-))

Pisać dalej będę tylko nie wiem, czy bloga nie przeniosę gdzieś, gdzie nie ma takich irytujących problemów z logowaniem, naprawiają ale końca nie widać. Wolałabym zostać ale szkoda mi zdrowia.
A jestem w Irlandii - miał być konkurs ze zdjęciami dla czytelników ale kilka osób się wygadało, tacy byli okropni, więc wymyślę inny :-)
-
Gość: oslun, *.ip.jarsat.pl
2014/02/17 21:45:08
Kochana, czytam Cię i czytam, myszy już kocham jak swoje, ale dopiero dziś odzywam się: kefiru poszukaj w polskim sklepie - Irlandia ich pełna - ewentualnie u Litwinów, też miewają polskie wyroby, no i chleb cudowny. Niech Ci się dobrze mieszka.
Ewa
PS. A nad umywalką masz dwa krany?
-
2014/02/17 21:57:10
Ewo :-) ogromnie mi miło, Myszy przekazują właśnie stosowne machanie wąsami a ja, jak dopadnę tę małą, puchatą cholerę która właśnie tłucze kolbką o ścianę klatki, to chyba jej te wąsy odkiziam, zaraz sprawdzę ;-) Kolejna notka będzie w dużym stopniu o Myszach bo tak się zaaklimatyzowały że kota tu dostanę przez całe to szaleństwo za plecami ;-)
Kefir mam z Tesco, wprawdzie nie jest to ulubiony Robico ale jakoś przeżyję, pieczywo piekę własne i generalnie nie kwiczę jakoś bardzo na asortyment spożywczy poza jednym wyjątkiem - tutaj surowe buraki są niemal nieosiągalne a jak już są to po 2 euro za pół kg, jako fanka zużywam ich tyle że zrujnowalibyśmy się na same buraki. W sklepach są paczkowane ugotowane, phi. W sobotę sprawdzamy lokalny targ a komentujący tu kolega Bartoszcze wyszukał mi kilka kooperatyw itp, nie ustanę w poszukiwaniach :-)
Oczywiście mam nad umywalką dwa krany (co w kuchni jest wyjątkowo irytujące) a nad wanną taką zakręconą konstrukcję że pojęcia nie mam, jak wodę uzyskać, dzięki bogom za prysznic w drugiej łazience ;-)
Dziękuję za miłe słowa, pozdrawiam ciepło :-))
-
2014/02/18 07:24:41
4 euro za kg surowych buraków.......ja pinkole. Muszę chyba docenić fakt że w Lidlu w sezonie dostałam je za 70 groszy. Widać zagramanicą to warzywo ekskluzywne.
-
2014/02/18 14:37:59
Karolinka - nie ekskluzywne tylko brudzące rączki, zamozne społeczeństwa sobie rączek brudzić nie lubią więc buraki owszem, w sklepach są - obrane, ugotowane i w paczuszce z której można je wsypać do rozdrabniacza albo nożem i widelcem pokroić do sałatki. Tu wszystko jest możliwie wygodne, estetyczne i szybkie, są całe wielkie działy gotowców. Myślałam, że zwiędnę, kiedy zobaczyłam panią wykładającą na taśmociąg przed kasą paczkę z przyprawionymi kawałkami kurczaka, paczkę z pokrojonymi i przyprawionymi warzywami i 3 paczki gotowej sałatki owocowej (ze 3 różne owoce pokrojone, nic więcej). Takie proste czynności do wykonania. Pf.
Bardzo liczę na sobotni targ :-)