squirk77@gmail.com
Blog > Komentarze do wpisu
Twarde są Myszy chociaż bardzo mięciutkie.

czyli dziękuję Państwu za zaglądanie na Fanpejcz, miłe słowa i kciuki. Magiczni jesteście alboco bo Mysz wybudziła się z narkozy i od razu chwiejnym nieco kroczkiem udała się wrąbać rzetelnie zawartość miseczki i kontynuuje to do dziś tylko kroczek wrócił do normy, jest sporo bieżenia i demolowania. W sobotę kontrola i mam nadzieję, że to koniec mysich przygód ze służbą zdrowia, przemiła jest nasza pani doktor i fachowa ale kaman.
(U Pratchetta jest 71-godzinny Ahmed, dobrze pamiętam? Jak zrobię zdjęcia zaprezentuję Państwu 199-eurową Mysz. Powrócił plan założenia elektrowni chomiczej, mogłyby bieżeniem przynajmniej sypialnię oświetlić. Trener nazywa Większyka "swoją najdroższą Myszeczką". Większyk nieco sobie Nie Życzy w przerwach między Kolacją, Kolacją i Kolacją.)

Ponieważ pytacie Państwo jak mi się tu żyje od razu mogę napisać, że bardzo mało ostatnio śpię ale zdaję sobie sprawę, że nie tego pytania dotyczą, więc napiszę, co już wiem.

Zaczęło się od tego że miałam przejść przez ulicę i doznałam niewielkiego szoku. Nie żeby tu nie było sygnalizacji świetlnej bo jest jak najbardziej, sprawna i wogle. Tyle, że jest raczej dla kierowców - piesi uważają ją jedynie za delikatną sugestię do ewentualnego uprzejmego rozważenia.
Nie muszę chyba dodawać że nikt nie rozważa i cokolwiek się wyświetla nie ma znaczenia jeśli akurat nic nie jedzie. A jak akurat jedzie to co tam, najwyżej zwolni albo się zatrzyma. No i z prawej nadjeżdża, potrzebowałam kilku dni żeby przestać jak jakiś łoś wypatrywać autobusu z kierunku, z którego nie miał zamiaru nadjeżdżać. Czułam się na przystankach jak upośledzony słonecznik, wszyscy w prawo tylko nie ja.

Po prawie m-cu przestałam słyszeć irlandzki jako usiłowanie wykrztuszenia dużej pyzy przez gruźlika i potrafię już powiedzieć "następny przystanek" i "Dublin" i parę innych ale pojęcia nie mam, jak ludzie rozumieją całą resztę. Dla kogoś, kto nie zna irlandzkiego, absolutnie nie jest jasne co usiłuje mu przekazać np. pan z transparentem stojący pod jakimś budynkiem. Może być to wezwanie do dotacji na kulturalne cośtam, do skorzystania z promocji na owcę w cenie połowy owcy albo do oddania panu pieseczka który gdzieś tu biegał a teraz wsiąkł, przewidywana nagroda.
Reasumując - kota dostanę zanim się irlandzkiego nauczę a Trener niezmiennie się na kota nie zgadza.
Ale spróbuję.

Tak, w przeliczeniu na złotówki jest dość drogo. Żeby uniknąć szoku lepiej tu przyjechać i już zostać.

Nie, Irlandczycy nie chodzą wciąż narąbani jak stróż w Boże Ciało i nie śpiewają na ulicach przebrani za zielone skrzaty - chyba, że to Dzień Świętego Patryka, wtedy trochę tak i sama też chcę czapeczkę, aktów jakiegoś szaleńczego upojenia nie zaobserwowałam dotąd. Chcę też taki hełm z rogami jak widzieliśmy kilka dni temu, jechała cała wycieczka ludzi w hełmach w piętrowym odkrytym busie. Postanowiłam sobie go wyszukać, polecam wrzucenie w Google Grafika "horny viking helmet" (jeśli u Was pierwszym wynikiem nie jest maleńka myszka w hełmie to coś zepsuliście bo powinna być. Proszę naprawić i zobaczyć maleńką myszkę).

Wszyscy są bardzo mili. Bardzo. Bardzo bardzo. Cieszą się, kiedy coś się człowiekowi uda i pomogą albo przynajmniej pocieszą, jeśli nie. Jest jakoś tak spokojnie ogólnie, odpukać, oby tak dalej.

Nie, Trener Osobisty nie przyjechał pracować na jakiejś wielkiej budowie, dwie osoby o to pytały i nie jestem pewna, o co chodzi. W każdym razie nie. Więc nie pomoże także w zalezieniu pracy. Zwłaszcza na budowie, na której nie pracuje. Żeby nie było, że się opiernicza i rączek nie używa - regał mi zmontował, śliczny jest.
Regał też niepaskudny.

Mieszka mi się dobrze, dziękuję, choć kuchnia jest mała a pod oknem ktoś posadził kwiaty o lekkim aromacie jaśminu z lawendą i moczem.
Po mniej więcej tygodniu odkryłam,że niewinne kwiateczki wzięły na siebie wyłącznie tę lawendę i jaśmin a subtelny dodatek uprzejmie zapewnił Pierwszy Kot Sąsiedzki. Na szczęście, jak zaobserwowałam, wygodniej mu się mikczy pod oknem Sąsiada Co Pali. Palenie robi człowiekowi źle bardziej wszechstronnie, niż sądziłam.

O lokalnej kuchni niczego nie powiem bo jej nie próbowałam, z konieczności i w biegu pierwszym daniem na nowej ziemi była jajecznica zrobiona moimi białymi rączkami a na mieście jakieś chińskie coś z krewetkami. Jestem świadoma istnienia potraw takich jak "irish stew" czy rozmaite "pies" ale nie miałam okazji spróbować, mieszkam tu dopiero czwarty tydzień.
Za to wszędzie jest cydr, mnóstwo, i chipsy z octem. I steki, i owce.
Kaczki też mają, kamień z serca. Miałabym kłopot ze sprowadzaniem.
(Trener Osobisty z niewyjaśnionej przyczyny zakrztusił się a potem odmówił kiedy zażądałam przeprowadzki do większej kuchni bo "w tej mieści mi się tylko jedna kaczka". Ma inne priorytety chyba. Pf.)

Dobra, teraz będzie poważnie bo chodzi o ból, cierpienie i obrażenia duże i małe.
Czy u Was w domach, jak dziecko się czymś dziabło albo oparzyło to mama biegła na pomoc i pocieszała, że to tylko małe ziazi?
Ziazi, podkreślam. ZIAZI.
Bo u Trenera Osobistego, nad morzem, nazywało się to ałka.
Ałka, ja pierniczę. Jak można nazywać ziazi ałką.
Potrzebuję głosów poparcia bo mieliśmy dyskusję nr 8767546 na ten temat. Trener się czymś dziabnął w kolano i bezczelnie twierdzi, że to ałka. Tłumaczę, że to ziazi, ale nie dociera, on ma ałkę i tyle.
Rozważam, czy by tu może nie oszaleć jakoś na dniach. Na razie muszę zostać stabilna bo Mysz ma ziazi, ale potem hoho, może być różnie.

Idę sobie zrobić smoki bo wychodzę niedługo a Państwa zostawiam z obrazeczkownią założoną jako mój wyraz wdzięczności dla Was za trzymanie tak skutecznych kciuków za Większyka. Który ma, rzucam to nonszalancko i od niechcenia, ziazi na boczku. Ale czuje się coraz lepiej.
Miłego dnia Państwu, idę polować na zwykłą, najzwyklejszą mąkę. Bo tu wszędzie jest taka samonapuszywająca się. Mam już źródło buraków, teraz szukamy cykorii.

PS. Mam bardzo dużo buraków, jakoś. Oczekuję propozycji.

PPS. Znów znaleziono blog po "przepis + tiramisu", znalazcę przepraszam. Rób to, co ja, efekt gwarantowany.
Przypuszczam, że osoba która wpadła tu szukając zestawienia "kot + BDSM" oraz "pettingu" (jak ci nie wstyd, pozdrawiam) też doznała zawodu. Skasowałabym tagi ale jest ich strasznie dużo a ja leniwa więc zostają.

PPPS. Mysz Większa właśnie wstała i poszła do głównej klatki z miną "kostka mineralna sama sobą nie pieprznie." Mniejszyk śpi na uszach i drga jej jedna łapka.
Mam najwspanialsze Myszy świata.
Kto twierdzi inaczej będzie miał ziazi.
Albo ałkę jeśli to Trener dorwie go pierwszy.


czwartek, 27 lutego 2014, squirk

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2014/02/27 17:28:51
Człowiek Piękny Pracą.
-
2014/02/27 17:31:52
Bartosz- chyba Ty.
Bo ja wyglądam jak wypłosz, stąd te smoki.
;-))
-
2014/02/27 17:41:27
Zasadniczo Trener.
;-))
-
2014/02/27 17:45:25
Bartosz - Trener ma Urodę Niezależną.
;-))
-
2014/02/27 17:50:00
Nie miałem przyjemności, nawet w formie prezentacji wizerunku ;-))
-
2014/02/27 17:57:34
Bartosz - bezzwłocznie zaprezentuję ;-), wysyłam na FB.
:-)
-
2014/02/27 18:48:02
U mnie był bólik (znaczy taki malutki ból). Mama zawsze mówiła z troską że sobie tylko bólika zrobiłam niezależnie czy to było otarcie czy siniak czy insze akuku ;-)) Ja zamierzam przeflancować lodówkę - nie pytaj gdzie - żeby mieć więcej miejsca w kuchni ehhhh.....
-
2014/02/27 18:51:38
Karolinka - a co, bukiety pietruszki dla morświnków się nie mieszczą? ;-)) Ziazi sobie nie zrób przy przestawianiu ;-))
-
2014/02/27 18:59:06
Balkon wytrzyma?
-
2014/02/27 19:01:10
Bartosz - wzięli Cię do bajki "Troskliwe misie"? ;-))
-
2014/02/27 19:05:17
Na balkonach to sobie ludzie robią przedłużenie całej kuchni.....a jak przyjdzie taka PRAWDZIWA zima to po co mi lodówka na balkonie?
Squirku będę ostrożna i ziazi nie zrobię chociaż mam do niego duże skłonności.
-
2014/02/27 19:05:57
"Troskliwe stare misie".
;-))
-
2014/02/27 19:11:30
Karolinka - nawet mi nie mów o przedłużaniu kuchni, obecna jest po prostu mała i wkurza mnie to kilka razy dziennie. Wiadomo, że przetrwam, zresztą i tak nas kolejna przeprowadzka czeka, ale trochę sobie poprzeklinam pod nosem.
A prawdziwa zima dopiero za rok, są już szparagi i młoda kapusta, jupii!
;-)
-
2014/02/27 19:11:54
Bartosz - ale nieźle się trzymasz i całkiem sporo pamiętasz ;-))
-
Gość: kocio, *.dynamic.chello.pl
2014/02/27 19:43:27
U nas się mówiło "kuku".
"Ziazi" to jakaś masakra.
"Ałka" lepsza niestety.
-
2014/02/27 19:46:43
Kocio - masakra, nie masakra, jak byłam młodą kozą to miałam ziazi a kuku było w zegarze ;-))
Trener się ucieszy z głosu po stronie ałki, chyba mu dla równowagi kolacji nie dam.
;-))
-
2014/02/28 07:11:50
jedynie słuszna wersja to kuka :) dobrze, że masz kaczki. jestem właśnie u Oksyd, a ona wiadomo, ma dobre układy z kaczkami, co prawda dzikimi, ale gdybym jedną inhumowała na Twoja rzecz, stosunki dyplomatyczne mogłyby zostać zerwane, a hiczkoki na pięterku to jednak przerażająca sprawa. baw się tam dobrze i w prawo patrz. ucałowania myszom i kizianie Trenerowi. nie odwrotnie. cholera też źle. wiesz co robić :):)
-
Gość: Zulka, *.ip.netia.com.pl
2014/02/28 09:07:45
Hmmm... no to ja nie wiedziałam, że ja tango w smokach tańczę ;)
A u mnie w domu też było "kuku". Trzeba ranking jakowyś stworzyć.
-
2014/02/28 11:16:59
Dawno nic nie wrzucałam ;-)) Cóż za królikysz www.youtube.com/watch?v=t4vP-cXXWkY
-
2014/02/28 11:18:25
-
Gość: murfkojad, *.toya.net.pl
2014/02/28 12:51:27
U nas mawiało się kuku :)

I - żeby tak apropos - nasz starszy kot zrobił niedawno kuku młodszemu; małe kuku, ale nie chciało się goić. Miły Pan Weterynarz zalecił smarowanie maścią. Okazało się, że to maść do wymion :) u młodego stosowana w okolicach paszczowych, nie wymiennych. W dodatku biedak dostał jeszcze tabletki - dla psów - bo dla kotów w jego rozmiarze tabletek nie było...
-
2014/02/28 19:56:17
u mnie też "ałka", bo ja też znad morza ;) chociaż "kuku" faktycznie się sporadycznie przewijało.. najczęściej z ogonkiem "na muniu"
-
2014/02/28 22:29:14
Oczywiście,że się mówiło ałka :-) do tej pory tak mówimy w domu. Mogę pomarudzić? Dawnom Kluski nie kiziała:-( tęsknię za Uszatą zarazą, została Pod Super Opieką, zostało mi paczanie na zdjęcia :-(
-
2014/03/01 09:02:48
Nie "ziazi" tylko "ziaziu".
Ooops, to raczej oznaczało coś ze slashera ;-))
-
2014/03/03 02:00:06
(Na chwilę sobie poszłam, przepraszam, zdrowotne kłopoty u-rodzinne, jak tylko oswoję sytuację skomentuję Wasze skomentowania, wszystko rzetelnie czytam tylko nie bardzo mi się bloguje teraz, wiem że zrozumiecie.)
-
2014/03/10 18:56:03
Berberysku - no i akurat miałam kaczkę dziś piec ale się za późno zreflektowałam, że kaczka jest a)zamrożona i b)surowa więc będzie na jutro a dziś musaka, NO TRUDNO.
;-))
-
2014/03/10 18:59:06
Zulko - ojtam, wymyślacie ;-)) ziazi i tyle, wiem co miałam. I to dość często gdyż byłam dzieckiem aktywnym i pomysłowym, jak się przed baranem uciekało na drzewo to chyba nie po to, żeby sobie tak o, wejść. Drzazgi i zadrapania były wręcz obligatoryjne, sporo ziazi.
A smoki dobrze zrobione piękne są.
;-))
-
2014/03/10 19:03:26
Karolinka - no tak, kto wyszuka filmik z futrzakiem jak nie Ty ;-))
PS. Oczywiście chcę je, nał.
-
2014/03/10 19:06:08
Murfkojad - to pewnie znasz porady jak dać kotu tabletkę? ;-)
Co do wielkości leków dla małych zwierząt - dla chomiczków tabletek nie ma, wiadomo, trzeba dzielić taką dla kota czy psa. Rekord to dzielenie tabletki na 60 części, o ile pamiętam, Trener dzielił sproszkowaną, spora tabletkę zdezynfekowaną żyletką, hardcore ale dał radę.
Mam nadzieję, że kociak zdrowy już, przekaż im proszę głaski ode mnie (i ponure spojrzenia od Myszy ;-))
-
2014/03/10 19:06:55
Nuxy - otusz oświadczam, że jestem teraz nad morzem i nikt tu "ałka" nie mówi więc coś ściemniacie z Trenerem.
;-))
-
2014/03/10 19:07:48
Dodgers - wiem z pewnych źródeł że Klusełek już porządnie wykiziana ;-))

Pf, ałka. Pf.
;-))
-
2014/03/10 19:08:07
Bartoszcze - że też pamiętasz...;-)))