squirk77@gmail.com
Blog > Komentarze do wpisu
"Jak zapłodnić kobietę po kryjomu?"

Od razu mówię, że pojęcia nie mam, czytelniczka, kłaniam się w pas, wyszukała tytuł na którymś forum i wrzucam, bo jest uroczy.
Osobiście kombinowałabym coś pod nieobecność kobiety, miałaby niespodziankę potem, wraca a tu kaboom! - ciąża. W UK tak robią, oglądałam programy, co rusz jest któraś zaskoczona ciążą.

Piszę rzadko gdyż zwykle zajęta jestem, na przykład wczoraj byłam na Dublin Bay Prawn Festival. Było fantastycznie już podczas podróży do Howth gdyż jechaliśmy pociągiem i miałam, jak to ja, szczęście do współpasażerów. Wsiadła mianowicie postawna panna o urodzie tak zwanej naturalnej w towarzystwie męskim szt.1, usiadła na wprost mnie i zaczęła się malować. Poważnie, myślałam, że sobie nosek przypudruje, ale nie. Omiotła sobie twarz wielkim pędzlem, wyjęła drugi pędzel, nałożyła nim podkład (tak, na puder, mało mi oczko nie wypadło ze zdumienia), na to więcej pudru, i jeszcze gąbeczką po czym wyjęła po zbóju wielką paletę cieni i zaczęła ją kontemplować. Zdecydowała się na brązy i beże, wyjęła asortyment pędzelków i zaczęła te cienie nakładać. Potem było malowanie rzęs - dwoma tuszami dla pewności. Jedną tubkę trzymał skrępowany nieco swoim udziałem w przedsięwzięciu przyboczny. W kwadrans panna była gotowa, sprawdziła efekt w lusterku, dla pewności wyjęła drugie, większe, a i chłopczyna musiał się wypowiedzieć, tzn. zachwycić. Wysiadła bardzo zadowolona. My też bo pogoda piękna, półwysep też oka nie męczył, wokół dużo morza, akurat odpływ był, w porcie pluskały się niezłe foczki, aj min foki, gatunkowo. Dużo ludzi i hałasu i jeszcze więcej owoców morza, w duchu aż kwiczałam, kocham owoce morza miłością dziką.
Dokwiczawszy mnie do stolika zasiedlonego przez dwóch panów oraz młodych rodziców z trójeczką potomstwa Trener Osobisty poszedł na polowanie a ja nieco się załamałam bowiem familia z potomstwem okazała się być w całości towarzyską.
Poinformowano mnie, że parka młodszych to bliźnięta, ale w ogóle do siebie nie są podobne, że synek je wszystko a córeczka wszystkim pluje (tu dumna mama z wprawą zaprezentowała, jak córeczka pluje) a najstarsze to synek tatusia. Najstarszy rzeczywiście mocno był z tatusiem związany, jeśli wyjadał komuś z talerza, przewracał kubek z resztą piwa i kopał w łydkę to faktycznie tylko tatusiowi te uprzejmości świadczył, nie kłamali.
Trener Osobisty dostarczył dwa talerzyki z langustynkami - najstarszy zastygł po czym pół zatoki usłyszało ryk że tataaaaa, te małe homary mają oczy, czy ona będzie jadła oczy?
Ona, w sensie ja, oczu jeść nie miała zamiaru i obawiała się, że w ogóle niczego nie zje gdyż bliźnię żeńskie wlazło akurat pod stół i pacało w kolana mnie i siedzącego obok pana. Pan zauważył, że och, jaka ta dziewczynka jest zabawna i urocza. Bardzo uprzejmy człowiek.
W międzyczasie bliźnię męskie zaczęło koncert - nie chciało wody tylko soczek. Albo jednak wodę. I będzie pić samo. Buuuu, oblało się, nie będzie pić samo. I chce to, co na talerzu mam ja, nie tata. Tata zrezygnowany poszedł po porcję langustyn. Niestety starszy braciszek zdążył pokazać młodszemu,że te małe homary mają oczy, i młodszy darł się konsekwentnie ale tym razem chciał, żeby langustynki zabrać. Siostrzyczka usiłowała wyciągnąć telefon z kieszeni jednego z siedzących z nami panów.
Tatuś uznał, że źle się stanie jeśli jego pierworodny będzie miał takie nastawienie do nowych potraw i postanowił nauczyć syna jeść langustynki. Ja pierniczę, ależ to było widowiskowe. Rozmowy wokół cichły przy każdym kolejnym przeraźliwym "Ooooo, yummie!!!", w końcu częściowo ogłuszony młody spróbował, orzekł, że tata ma rację i postanowił sam langustynę rozbroić. Po zmasakrowaniu jednego egzemplarza zadowolił się konsekwentnym i zawziętym usuwaniem oczu wszystkim pozostałym - minę miał przy tym taką, że obawiam się, że jeszcze będzie o tym dziecięciu głośno, BARDZO mu się podobało, bardzo.
W końcu sobie poszli.
Dokonaliśmy dzieła zniszczenia na przemysłowej ilości różnych stworzeń i poszliśmy na pociąg.
I wpadliśmy na powyższą familię, siedzenie w siedzenie.
Dzieci puszczono w zasadzie wolno bo cóż komu szkodzi jak się po nim dwulatek przebiegnie, nikty jeszcze od odrobiny brudu nie umarł a wszelkie zadrapania ojtam ojtam do wesela się zagoją. Niemniej w końcu mama zainterweniowała i synka przejął tata a ona wzięła córeczkę, najstarszy kopał akurat czyjś plecak i śpiewał więc był zajęty. Mama zaczęła córeczkę łaskotać, tatuś zaczął łaskotać synka i zaczęło się takie stereo że ludziom szczęki opadły gdyż córeczce się podobało a synkowi nie, darli się równo i zgodnie.
Mamusia popatrzyła na mnie z dumą i stwierdziła - "Są takie radosne!".
Po 40 min akustycznej radosności wysiedliśmy w Dublinie, miejski hałas był w porównaniu z rykiem dzieci jak szemrzący strumyk.
Zapytałam Trenera czy przypadkiem nie zmienił zdania i nie chciałby mieć w domu takiego dziecięcia albo trójeczki od razu.
Trener rzucił mi Popaczanie.
W domu Trener Osobisty wziął na dłoń Mysz Większą, uroczyście ucałował jej uszy i powiedział "Jesteś taka miła i cicha!".

Poza tym rzeźnik mnie lubi, pochwalę się bo jest czym.
Najwyraźniej jest tu zwyczaj, że jak się kogoś lubi to się mu to okazuje materialnie np. dodając gratis do zamówionego towaru.
Dostałam ze 3 kg kaczych łapek, nie żartuję. Patrzę w domu do torby z zamówieniem a tam kacze łapki, smętne takie i blade. Obwisłam nieco.
Idę do Trenera Osobistego, który akurat grał w salonie w Wąsy, staję obok i mówię ponuro:
 - Mam kacze łapki.
Na co Trener Osobisty spojrzał W DÓŁ i powiedział tonem pocieszającym:
 - Nie turbuj się, moja duszko, skarpetki świetnie je maskują.
No takie mam życie i nic nie poradzę.
Łapki zamroziłam, bo jedzenia nie wyrzucam z zasady, i liczę na to, że może jakoś znikną czy co albo zakocham się w jakimś nowym przepisie. Albo któryś sąsiad ujawni, że ma pieseczka co bez kaczych łapek żyć nie może. Oby.

Z nowości to Trener Osobisty kupił Myszom inną, niż zwykle, karmę. Specjalną dla dżungarków, wybraną wspólnie z Panem z Zoologicznego.
Wzięłam opakowanie do ręki i co ja paczę - w składzie są larwy jakiegoś chrząszcza. Od razu się nieco oburzyłam i pytam Trenera, retorycznie, czy może oszalał bo jak to, moje maleńkie, delikatne, wrażliwe Myszeczki miałyby jeść coś takiego? Głyyy.
Trener bez słowa wyjął takiego jednego kolesia z opakowania i podsunął pod nos Myszy Mniejszej.
Szybkość, z jaką moja subtelna, rozpieszczona Lejdysz wrąbała larwę była godna podziwu.
Następnie obie Myszy zainstalowały się w miseczkach i w pierwszej kolejności, z zawziętym wyrazem pyszczków, skonsumowały wszystkie larwy. Bardzo były zadowolone i było dużo omiatania Trenera wąsami.
Oszaleję tu może po prostu, i tak mi się zbiera od jakiegoś czasu.

O, i jeden serial zaczęliśmy oglądać, "Fringe", to takie "Archiwum X" ale z przesłaniem "jesteś, widzu, debilem, i tak będziemy cię traktować". Zaczyna się od tego, że jednemu panu odpada szczęka w warunkach niesprzyjających oraz ginie mnóstwo ludzi a potem się okazuje, że to wirus i trzeba z nim coś zrobić i do tego potrzebny jest jeden starszy pan, jego syn oraz krowa. Jest agentka FBI i romans z partnerem którego trzeba ratować a potem się okazuje, że phi, nie było warto, drań jeden, i jest jeden pan ciemnoskóry który knuje, no ale może zginie, czarni zawsze giną pierwsi.
Przez takie seriale zapewne śniło mi się wczoraj że przeprowadzałam tracheotomię na dziecięciu płci męskiej, kilkulatku, w autobusie. Za pomocą szwajcarskiego scyzoryka, długopisu i butelki po mineralnej. Dziecię połknęło bowiem piłeczkę pingpongową. Com się namęczyła to moje, no ale udało się, pasażerowie klaszczą (tak jak w tych duszaszczypatielnych opowiastkach o autobusowych bohaterach) a ja postanowiłam jeszcze świeżo odratowane młode poinfirmować wychowawczo że zrobiło głupio i niech nie powtarza. I mowię, że jak będzie połykało piłeczkę to się udusi i umrze i więcej swojej mamusi nie zobaczy. Na co pacholę rzuca lekko "nie lubię mamusi" i połyka piłeczkę ponownie.
Dobrze że budzik zadzwonił bo nie wiem, czy bym dała rady smarkacza drugi raz uratować, obudziłam się zmęczona.

Obrazeczki niezmiennie wrzucam do Miejsca na Obrazeczki, ten też wrzuciłam, i ten i mnóstwo innych.
Gratulacje dla MBF-a i Joanny, wygrali konkurs z poprzedniej notki i zamierzam ich utuczyć, taka będę.
Miłego dnia Państwu, idę wrzucać na Fanpejcz zdjęcia małych homarów z oczami.

poniedziałek, 28 kwietnia 2014, squirk

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2014/04/28 18:53:06
A propos zabiegów improwizowanych to widziałem w jednym filmie jak ciężko ranna na polu walki urodziła dziecię w pięć sekund za sprawą jednego cięcia kamiennym sztyletem. Ale z dziecięcia wyrósł Jason Momoa to pewnie dlatego.
-
2014/04/28 18:56:02
Bartoszcze - nowy "Conan", #mamotymnotkę ;-))
-
2014/04/28 18:56:50
Zapomniałę, wielkie mi zdziwienie.
;-))
-
2014/04/28 18:59:16
Bartoszcze - wiek Cię usprawiedliwia ;-))
-
2014/04/28 19:02:35
-
2014/04/28 19:04:34
Bartoszcze - dziękuję, wiem, że na tagach u mnie nie bardzo jest sens polegać bo są nieco dziwne ;-))
-
2014/04/28 20:50:48
Dziecioakustyka zupełnie jak w Muzeum Morskim w zeszłe wakacje....współczuje. Kiedyś byłam świadkiem jak moja koleżanka na studiach wparowała do łazienki, wysypała zawartość torebki do umywalki i zrobiła sobie twarz w 5 minut...... ale też tapetowała się ponad przeciętną. Osobę malującą się w autobusie też już zarejestrowałam. Dziwny zwyczaj. Wolę wyjść bez umalowania niż robić to publicznie.
-
2014/04/28 21:02:20
Acha zapomniałam dodać że to była uczelniana łazienka.....i co minutę ktoś do niej wchodził.
-
Gość: Olq, *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl
2014/04/28 23:14:14
Cześć :) Pod Twoim (i Myszy) wpływem zanabyłam sobie ostatnio dżungara, jego klatka wprawdzie zajmuje mi prawie pół pokoju, ale warto :)
-
2014/04/28 23:41:22
Karolinka - masz na myśli muzeum w Karlskronie może? Byliśmy dwa razy, z Brahdelt i jej mężem, jedna z najlepszych wypraw w życiu :-))

Malowanie się w łazience to pół biedy ale pociąg to jednak zaskakujące miejsce, było na co patrzeć, zwłaszcza puder-podkład-puder robił wrażenie, otrzymany pomarańcz miał ciekawy odcień ;-))
-
2014/04/28 23:42:57
Stralsund ;-)) A jakie fajne tam oceanarium mają.
-
2014/04/28 23:43:13
Olq - orrany, ale się cieszę, niech Ci się dobrze chowa (i szybko znajduje ;-)), gdybyś miała jakieś pytania pisz koniecznie, hoduję od lat i wiem już chyba wszystko a w każdym razie bardzo dużo :-)) Gdybyś zechciała wysłać zdjęcia bardzo bym się ucieszyła :-))
Myszy przekazują Nowemu stosowne wyrazy a Mniejszyk także dwa znaczące grzebnięcia w trocinach łapką lewą przednią, może to jakiś kod ;-))
-
2014/04/28 23:49:46
Karolinka - a to jeszcze nie byliśmy - jeszcze! ;-) To w Karlskronie bardzo polecam, i sklepy na promie, jest mnóstwo łosi :-))
-
2014/04/29 07:40:20
Najpierw muszę się wyśmiać z powodu kaczych łapek!!!! :D
A może Ty na nich rosół ugotujesz? Hę? :D
Dzieciaszki bywają urocze- prawda? a wyłupujący oczka młodzieniec ma, moim skromnym zdaniem, zadatki na okulistę! :D
-
Gość: Zulka, *.ip.netia.com.pl
2014/04/29 09:23:48
...tylko spokój może nas uratować... ;)
-
2014/04/29 15:56:09
AnnaMaria - teraz to już też się śmieję ale pierwsze popaczanie było wstrząsem, tyyyle tych łapek ;-) Mądrzy ludzie już mi podrzucili kilka przepisów, jeden przetestowany i przyznam, że jak się nie myśli, że rosół - baza jest z pieczonych łapek to efekt wyrywa z kapci. Ale łapki, no kaman, może to było jakieś przesłanie, kod? Orrany ;-))
Dziecię zapowiada sięraczej na sadystę bo o okulistach wyrywających ludziom oczka nie czytałam, uff ;-))
-
2014/04/29 15:56:32
Zulko - no nie wiem, byłam spokojna i co? Mam kacze łapki.
;-))
-
2014/04/29 17:59:33
W zasadzie przyszło mi do głowy że odpowiedź na tytułowe pytanie brzmi "podczas gry w chowanego".
Pałka zapałka dwa kije kto się nie schowa ten kryje! (a nie, to jednak inaczej)
-
Gość: Zulka, *.ip.netia.com.pl
2014/04/30 12:57:20
Kacze łapki... podejdź do tego, jak do prezentu od losu ;)
PS Trener ma urocze riposty!
-
2014/04/30 14:25:08
Pomna wcześniejszych doświadczeń nic nie piłam w trakcie czytania ale mój rechot długo się niósł po korytarzu :))))) Nie podzielam Twojego entuzjazmu co do owoców morza, szczególnie z oczami ale Tobie na zdrowie. A jeżeli chodzi o dzieci to mam wrażenie że ostatnio króluje beztroski i radosny sposób "chowania" i dlatego coraz mniej dzieci a coraz wiecej bachorów. W dodatku niezawodna antykoncepcja ;) Kacze łapki mnie zabiły! Ściskam serdecznie i proszę pokiziać Myszunie.
-
2014/04/30 17:17:29
Bartoszcze - tak tak, jak w dowcipie o bykach, #mamotymnotkę ;-))
-
2014/04/30 17:19:44
Zulko - staram się ale przyznasz, że to taki nietypowy raczej prezent. No ale nic, ostatnio dostałam paczkę makaronu. Tak, od rzeźnika też.
Niemniej nie narzekam, oczywiście, w Polsce dostałam kiedyś, jako gratis, pół kg słoniny. Może ja te dziwne gifty jakoś przyciągam...Następnym razem Trener do rzeźnika idzie sam.
;-)))
-
2014/04/30 17:21:58
Edi-bk - tak się starałam poważną notkę napisać - mówisz, że znów nie wyszło? Oł krab.
;-))
Na owoce morza nikogo nie namawiam, jest tyle innych fantastycznych rzeczy, jakby wszyscy lubili to samo byłoby nudno. Acz mam nadzieję, że lubisz kaczki, dobrze jest kaczki lubić ;-)
Jakiś dzieć egzotyczny śpiewa mi właśnie pod balkonem. O, dwójeczka. A tak fajnie padało wcześniej, cisza była..;-)))
-
2014/04/30 17:40:45
(Nie chcę Cię straszyć, ale do kogoś się upodabniasz z tym maniem notek)
;-))
-
2014/05/01 10:16:19
Niemniej uprzejmie donoszę, że dziecię które JEST wychowywane (znaczy moje), potrafi dostarczyć wrażeń niewiele słabszych niż te "bezstresowe". Skakanie po ludziach tudzież próby grzebania w cudzych talerzach lub coś podobnego jestem w stanie powstrzymać, ale efekty akustyczne już nie zawsze. Córuś mam wytrwałą, i chociaż absolutnie nigdy nie wymusiła na mnie czegokolwiek wrzaskiem i tupaniem, co jakiś czas próbuje nadal. A nuż za którymś razem zadziała?
-
2014/05/01 23:28:28
Kaczki lubię, nawet bardzo:)))) Dzieci ma powyżej kokardki, pracuję naprzeciwko poradni D w przychodni! Chyba wolę zoo! Co ja mówię, stanowczo wolę zoo:)))
-
2014/05/02 08:00:40
Chciałam zgłosić, że znam odpowiedź na tytułowe pytanie. Należy użyć ręcznika:
forum.gazeta.pl/forum/w,216,24166433,0,ciaza_z_recznika_.html?s=0

Jednocześnie żądam podania rozwiązania zagadki z poprzedniego wpisu. Cytat cały czas chodzi mi po głowie i mnie zadepcze, jak się nie dowiem, skąd to.
-
Gość: oslun, *.gdansk.vectranet.pl
2014/05/05 21:50:22
Moja synowa też dostaje prezenty od dublińskiego rzeźnika, ale łapek jeszcze nie przyniosła (kiedyś przytargała 3 kilo wędzonych golonek). Na łapki możesz zwabić Chińczyka - to oni importują z Polski kurze pazury!
Pozdrawiam, festiwalu skorupiaka Ci zazdroszczę z całego niezawistnego serca!
-
2014/05/09 18:05:51
Bartosz - nie wiekiem przynajmniej ;-))
-
2014/05/09 18:07:33
Autumno - spokojnie piłam herbatę, dzięki za ten link, po ściereczki do monitora się kiedyś zgłoszę ;-))

Cytat jest z któregoś Kajka i Kokosza, cytowałam mysz, mam wrzucić skan? :-)
-
2014/05/09 18:08:21
Edi-bk - my też, niestety nadal nie udało nam się dotrzeć do lokalnego Zoo, Mysz nam wymyśliła zajęcia, może jutro, chyba nie mamy planów jeszcze :-)
-
2014/05/09 18:09:39
Oslun - już mi rzeźnik z dumą powiedział że jak chcę łapki w ilości hurtowej to nie ma problemu, i tak je sprowadza dla mieszkającego po sąsiedzku Chińczyka. Myślę, że pozostawię je Chińczykowi jednak ;-)
Idę dziś do rzeźnika, btw - trochę strach.
;-))