squirk77@gmail.com
Blog > Komentarze do wpisu
"Jak się najaram uwielbiam czytać książki w ch*j!"

Nie no, nie ja, cytuje jedną z ostatnich celebrytek, przeurocza jest, prawda? Nie wiem, skąd we mnie przeczucie, że za miesiąc nikt nie będzie jej pamiętał chyba, że w desperacji rozbierze się dla Playboya albo pobije jakąś Dodę, to powinno jej jeszcze z miesiąc dać.

Tytuł zastępczy notki powinien brzmieć "Omg omg omg" bo naprawdę, tyle się dzieje że nie ma kiedy o tym pisać. Bardzo uprzejme są okoliczności przyrody w Irlandii, dbają o to, żebym się nie nudziła nawet przez moment. Głupia wizyta w sklepie z powodu tak banalnego jak brak koperku dostarcza mnóstwa wrażeń, np. dwa dni temu byłam lekko zesztywniałym w stuporze świadkiem tego, jak pan w afekcie udawał, że poluje między regałami na wybrankę swego serca. Wybranka usiłowała np. wybrać makaron a pan nagle wyskakiwał na nią zza regału i ryczał  "Snoochie snoochie snoochie!" po czym chował się i ryczał z drugiej strony. Pani śmiała się serdecznie i perliście (może nie znała znaczenia, trochę żałuję, że jej nie uświadomiłam, byłoby widowiskowo) i prosiła "Oł, hani, stap yt, stap yt!" ale pan konsekwentnie ryczał. Przynajmniej byli świadomi łączącej ich więzi, bywa przecież różnie.

Poza tym nie jestem jednak stara i ślepa, jeszcze, a już miałam obawy, że owszem, bo nie mogłam sobie upolować muchy. Nie że w celu konsumpcyjnym, skąd, ale sami Państwo wiecie jak owadów nie lubię i taka mucha ma u mnie z miejsca przegwizdane. Otóż coś mi ostatnio brzęczało w hacjendzie. Myślę - "Mucha!", bo co innego. Od razu mi ciśnienie skoczyło, poszłam po szmatę demotywującą i zaczęłam się skradać. Następne mieszkanie będzie mniejsze bo tu się na śmierć zaskradać można, tyle hektarów, btw. No ale nic, skradam się, brzęczenie trwa. Dyskretnie sugeruję musze pod nosem że dorwę cię, k*rwisynu, i już nie pobrzęczysz, skradam się, szukam i nic. W końcu nieco załamana przysiadłam na kanapie gdyż stało się dla mnie jasne że jestem już po prostu ślepa ze starości, mech mnie niedługo porośnie, zaczną mnie wynajmować na disko w remizach żebym im świeciła gratis jako próchno a w końcu znajomy leśniczy zastrzeli mnie z litości za pół litra. Na szczęście okazało się, że brzęczy jakieś coś na pobliskiej budowie. A niewiele brakowało żebym rozpiła leśniczego jak dziedzic chłopa pańszczyźnianego, prawdaż.

Nastrój dodatkowo poprawił mi pan Terlikowski - nawiasem mówiąc zawsze, kiedy go widzę, mam ochotę zrobić mu (wirtualnie) "A ti ti ti, kto ma taki pyszczuń pyzaty?" i zasponsorować dobry szampon - gdyż uważa, że powinnam, jako bezdzietna, płacić np. na te swawolne mamusie, co sobie machnęły ósemeczkę, niekoniecznie z jednym tatusiem całą, i teraz one mają dzieci i im się należy. Bo jeśli nie to JA jestem pasożytem, ahaha. Serdecznie ubolewam nad tym, że nie ma emotki oddającej moje uczucia do pomysłodawcy i rodzin mnóstwodzietnych które oczekują, że im teraz inni będą na te dzieci pieniądze dawać. Chce się mieć tłum otroczków w izbie - proszę bardzo, wystarczy siąść nad rachunkami i policzyć, na ile dzieciaczków familię stać bez wyciągania ręki po cudze. Jak nie stać - trudno, może trzeba pracę zmienić albo zredukować liczbę potencjalnych donoszących szklankę wody na starość.
Btw - pan Kaczyński i pani Pawłowicz nie będę już chyba pana Terlikowskiego lubić, brzydko ich nazwał w końcu.

O, pochwalę się, że koczowników/travellersów wreszcie widziałam w postaci stadka młódek (gdyż ichnie dziewczę nie ma prawa wyjść z domu samo, ma być asysta - wolno kląć, bić się, wrzeszczeć ale o opinię trzeba dbać). To, co zaprezentowano nam w serii programów o barwnym cygańskim stylu to jakby nie do końca prawda - panienki nie były bynajmniej "zawsze odstawione", eleganckie, umalowane i błyszczące jak Tłajlajt, przeciwnie, wyglądały jakby spontanicznie wybiegły gromadką poćwiczyć na siłowni w niezbyt czystych dresach i bardzo się tam zmęczyły. Zgadzało się za to zachowanie, 5 dziewuszek bez problemu zagłuszało ruchliwą ulicę i otoczenie. Telewizja chyba, o kurczę, kłamie czasem.

Myszy w pełni sił, Większa była na kontroli gdzie cierpliwie dała się wymiętosić, wygłaskać i nazwać najpiękniejszym chomiczkiem świata, Mniejsza nadal zaaferowana, szybka i puszysta jak bazia. Wstała dziś z pomiętymi wąsami, od rana je prostuje.

Kończę oglądać Tudorów i wniosek mam taki, że stroje mieli wtedy świetne ale niedajciebogowie być ładną i w otoczeniu króla. Bo jeszcze zauważy a taki Henryk VIII to ładną pannę od razu zauważał. A potem dworzanin do niej dyskretnie podchodził i mruczał że tego, ekhem, król czeka w swojej komnacie, wink wink - i weź nie idź, trzeba było iść bo król miał prerogatywy i one wymagały nieustannego dbania, mnóstwo panienek dbało o Henryka, biedactwa (gdyż nie wyglądał jednak jak Rhys-Meyers). A jak się z tego związku urodziło dziecię to dostawało tytuł, pałac i inne takie. Reasumując - można było sobie być ładną (i ubraną świetnie, nawet koszule nocne mieli ładne, takie zsuwające się z ramion na podłogę, bardzo oggiczne) ale daleko od króla, chyba, że któraś chciała mieć socjal i zasiłki, to szybciutko księcia półkrwi rodziła i była miła jak koteczek i udawała, że wcale nie widzi, że o prerogatywy dba już kto inny.
Z "Fringe" dałam sobie chwilowo spokój po odcinku w którym namierzano człowieka za pomocą gołębi, główna agentka niezmiennie mdła, widuje zmarłego byłego i on jej pomaga w śledztwie. Krowa nadal w laboratorium oraz w formie, daje mleko i ma spokój. Serial zasadniczo jest o udawaniu że się nie cierpi swojego ojca ale będzie się pomagało bo Tak Trzeba oraz o tym, że jak ktoś nie żyje to nic nie szkodzi bo i tak można z nim porozmawiać.
Nowy odcinek "Gry o Tron" przede mną, nie ukrywam obaw.

Kocham Irlandię, w 2 sekundy rozpadało się do oberwania chmury włącznie, za oknem ściana wody. Jak wczoraj kiedy to w słoneczku i lekkich okryciach wierzchnich poszliśmy do sklepu, ze 3 km w sumie, i dopadł nas taki deszcz że mokre miałam nawet skarpetki. Uroczyście przyrzekam sobie kupić pierwszą w życiu parasolkę, dotąd miałam tylko jako dziecię taką chińską, papierową. Potem Mama pożyczyła mi swoją, którą zgubiłam, i drugą, którą zgubiłam - potem pilnowała żebym wychodząc nie zabierała parasolki i kupiła mi kurtkę z kapturem. Kurtkę też zgubiłam ale nie tak od razu. Nastolatki mają wiele spraw na głowie, trudno wymagać żeby tak wszystkiego pilnowały.

Miłego wieczoru Państwu, nafaszerujcie sobie coś, ciągle ostatnio faszeruję, papryki i bakłażan - bdb, okrągłe małe cukinie - niezazbytnio. Poszukam, może mam w lodówce coś, czego jeszcze nie faszerowałam. Tymczasem wrzucę Państwu terapeutę, podsumowanie oraz trochę kultury, a co. O, i takie coś własnie znalazłam. Może to znak od losu żebym posprzątała...Żartuję, oczywiście, los dobrze mnie zna i wie, że na takie sugestie jestem odporna.

PS. Ja pierniczę jaką mam wielką muchę w mieszkaniu, idę po szmatę ukilającą. Jeśli nie wrócę usypcie mi kurhanik.

wtorek, 20 maja 2014, squirk

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2014/05/20 18:02:36
gołoooomp!!! :D czyli jednak dotrwałaś, dzielnaś! Też miałaś spazmy z radości, jak elektryzowali biedne ptaszę?

-
2014/05/20 18:05:48
Szyszu - na szczęście nie wyglądał, jakby mu coś było, a obawiałam się tego, generalnie dość głupie są chyba gołębie, świetnie pasują do tego serialu ;-)
O, gołąbki bym zrobiła, kapusty dawno nie faszerowałam! ;-))
-
2014/05/20 18:07:29
te, masz rację, a kapusta już taka sensowna. i kalafior chyba widziałam z gatunku "jestem malutki przytul mnie". choram i mąż mnie rozpieszcza warzywnie. a gołąbki to z czym u Cię?
-
2014/05/20 18:12:41
Szyszku - nudna jestem oraz przepadamy za zwykłym farszem mięsno-ryżowym, do tego sos pomidorowy z odrobiną śmietany, zwłaszcza papryki w takim zestawieniu rządzą choć Trener woli bakłażany bo robię na nich chrupką warstwę z zapieczonej mozarelli i on nad nią bardzo kwiczy ;-))
-
2014/05/20 19:13:56
No chociaż jedna nie nazywa owada robalem! ;)
-
2014/05/20 19:19:36
Dorotka - a bo wiem, że mi tu pani biolog zagląda, nie chciałam Ci się narażać, masz królik bitewną ;-))
-
2014/05/20 19:43:15
Jeśli dobrze rozumiem obrazeczek z Gry o Tron, to oni już się weselić chcieli?
;-)
-
2014/05/21 00:21:11
Bartoszcze - ma wyczucie, nie? Drań.
Tzn Joffreya dobrze, że inhumował, ale teraz Sansa się szlaja po cudzych zamkach a Littlefingerowi zaufać = zimą w japonkach chodzić.
;-)
-
2014/05/21 09:04:23
Tyle napisałaś że nie wiem co komciać!
napomknę że tak: też nie lubię much w chacie. a odkąd mieszkam na zapupiu, mam tych much trochę, i w sezonie wiszą lepy... okropnie to wygląda, ale co począć. proponowałam że wypuszczę moje pająki, ale pan małż wyraził obawy. pamiętam jak byłam małolatą i miałam pokój wyklejony plakatami, zdarzało się że taka mucha wlazła za jakiś plakat i się tam tłukła i brzęczała pół nocy.. zgroza.
już biegnę sponsorować wielodzietnych, hurra! tylko czekałam na odpowiedni pretekst, bo już się potykam o tą forsę którą specjalnie dla nich odkładam w słoikach!
u nas ostatnio też taka pogoda, że skwar i ciepłota, trach, ściana wody. i bieganie z praniem z ogrodu do salonu i z powrotem..
-
2014/05/21 12:29:01
o przepraszam, a myszy to pies? znaczy nie dzieci? :D
-
2014/05/21 17:20:08
Nuxy - bo ja piszę tak, jak wąż się opycha, rzadko ale duże porcje ;-))
Nie cierpię much i jeszcze u mnie żadna dłużej, niż kwadrans, nie przetrwała, staram się wyganiać jeśli są przy otwartym oknie ale jak nie - trudno, kilim.

Tutaj wychodzi się z domu w tropikalnym upale, skręca za róg i wpada w gradobicie, przezabawnie bywa ;-))

Wielodzietnych żebrających litościwie już nie komentuję, szkoda zdrowia. Coraz fajniej jest nie mieszkać w Polsce.
:-)
-
2014/05/21 17:21:16
Magro - myszy to Myszy, trudno o tak ciche, miłe, grzeczne i czyste dziecko ;-))
-
2014/05/21 20:43:26
Szmata ukilająca ustabilizowała mój rechot na odpowiednio wysokim poziomie, po całej notce z resztą już aktywny.
Tudorów uwielbiam z Dżonatanem. Nie chcę w cale myśleć, jak Henryk wyglądał naprawdę, bo mię ciarki obsiadają.
-
2014/05/22 00:15:56
Martin chyba nie zdaje sobie sprawy z tego co w dzisiejszych czasach potrafią zrobić zdesperowani fani (to tak na marginesie obaw ;-))
Wróciłam, upolowałam kilka tenisówek ;-) Nawet koturny się trafiły. Jakiś facet wbiegał na Morskie Oko pchając przed sobą wózek-spacerówkę z zawartością w postaci trzyletniej dziewczynki.....świat jest dziwny mówię wam....słyszałam o wbieganiu na Śnieżkę ale to to już jest hardcore.
-
2014/05/22 09:00:35
Ale ja bym ci walnęła jednak jakąś karę, nie za pasożytnictwo, tylko za marnotrawstwo genów. Jakby po tym świecie więcej Squirków chodziło, przyszłe odpowiedniki tytułowej pani robiłyby karierę tam, gdzie ich miejsce. W podrzędnym nocnym klubie.

A co do rozmnażania, to właśnie w zachodniej UE najlepiej nic nie robić poza produkcją dzieci: www.polishexpress.co.uk/brytyjski-rzad-chce-oszczedzic-na-imigrantach-wyplaca-w-zasilkach-fortune-rodzinie-dilera/
-
2014/05/22 16:34:49
Sekretarko.Bożeny - bardzo przepraszam, czasem trochę duszę ludzi ale zupełnie niechcący, notka miała być jak zwykle poważna, ale nie wyszłó (też jak zwykle).
;-))
Młody Henryk VII podobnież oka nie męczył, tyle, że jakoś szybko przestał być młody, tak to jest jak się macha prerogatywą na prawo i lewo.
;-))
-
2014/05/22 16:36:40
Karolinka - widziałam zdjęcia na Grupie, ciekawą masz pasje, nie jakieś nudne widoczki tylko wziu człowiekowi aparatem po nogach ;-) Może załóż osobny blog na takie cudeńka? ;-))

Oglądałaś już czy Cię zaspojlować? Bosz, to byłby pierwszy raz ;-))
-
2014/05/22 16:40:57
Autumno - zastanawialiśmy się kiedyś nad potomkiem ale przegrał z ciszą i wysypianiem się w weekendy ;-)
Gdyby Unia zlikwidowała zasiłki dla pasożytów dzieciorobów byłoby czyściej, spokojniej i bezpieczniej, zwłaszcza Anglia strzela sobie w stopę. Dlatego nie chcę tam mieszkać, a chciałam. Brr.
:-)
-
2014/05/22 20:55:40
Widziałam przeszzzzz mówiłam, że cioteczka pofrunęła ;-) Jeśli chodzi o nóżki to tak tylko focę w ramach corocznego święta tatrzańskiego. Zwykle nie poluje z aparatem na czyjeś obuwie ;-)
-
Gość: autumna, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/05/26 11:10:03
Oj tam, z dzieckiem wcale nie ma dużo więcej zachodu niż z myszą. No, tyle że taką metrową. Chodzącą luzem po domu :-)