squirk77@gmail.com
Blog > Komentarze do wpisu
"Powinniśmy byli skręcić w lewo w Albuquerque."

Śniło mi się, drogi Pamiętniczku, że karmiłam Toma Hiddlestona świeżym chlebem, sama upiekłam. Nie bardzo byłam z niego zadowolona (z chleba, oczywiście) ale Tom powiedział, żebym nie przesadzała, świetny chleb i on chce jeszcze jedną kromkę tylko tym razem dżemu więcej. A potem zaprosił mnie na romantyczny wypad PKSem do Gdyni, wprawdzie musieliśmy stać bo wszystko pozajmowane ale co tam, warto było. Takie mam sny, pewnie przez tę pogodę, niby to słoneczko, cisza i spokój, człowiek daje się nabrać, robi sobie burzę loków a`la Merida* a za progiem dostaje od sztormowej wichury przekaz "Not today."

Dziękuję za trzymanie kciuków za Mysz Większą, pisałam na Fanpejczu o kolejnej operacji. Mysz już w domu (ku radości Siostry która w emocjach bieżyła przez 2 h) a ja od wczoraj w lekkim stuporze bo musiałam jechać po nią do Bray sama i oczywiście nie było szans na to, żeby podróż była nudna i zwyczajna.
Zaczęło się od tego, że pan kierowca na pierwszym przystanku włączył głośniczek i powiedział, że wiecie co, to moja pierwsza trasa do Bray, któż to wie, gdzie was zawiozę. Wszyscy serdecznie się roześmiali bo naprawdę, ahaha, co za uroczy człowiek, jak to miło jechać z kimś, kto i zażartuje i bezpiecznie dowiezie. Jechaliśmy spokojnie, przy panu kierowcy tkwił inny pan w kamizelce z napisem "Dublin Bus" ale jakoś nikt nie wyciągnął z tego wniosków.
Kilkanaście przystanków przed Bray w autobusie zostałam tylko ja i grupa młodzieży pochodzenia chyba malezyjskiego, pan w kamizelce wysiadł a wtedy nieco blady pan kierowca zatrzymał się na przystanku, spojrzał na pasażerów i stało się jasne, że nie żartował i faktycznie jedzie tą trasą po raz pierwszy, a ten w kamizelce go prowadził ale musiał wysiąść.
Chwilę później stało się jasne także to, że nie tylko on jechał pierwszy raz - grupka młodzieży też, zresztą angielski znali tak, jak ja eskimoski (niezazbytnio).
Czyli, drogi Pamiętniczku, byłam w autobusie jedyną osobą znającą trasę do Bray. I wszyscy rzucali mi przerażone spojrzenia toteż wstałam, upozowałam się przy kierowcy i natychmiast z tego stresu pomieszał mi się angielski z rosyjskim, natychmiast. Niemniej jakoś zdołałam pokierować pana kierowcę (który strzelał oczami na boki, bardzo zdenerwowany, i co chwilę chciał skręcać, nie wiem, skąd mu się to wzięło, co przystanek pytał, czy ma teraz skręcić) i wpadłam po Mysz prawie bez opóźnienia.
Mysz zrobiła szczurkowy pyszczek, strasznie się ucieszyła, że mnie widzi, i polizała mnie w palec, dzielny Myszek. I bardzo nam drogi w obu znaczeniach więc chyba wrócimy do pomysłu elektrowni chomiczej żeby się pacjentka dorzuciła do rachunku.
Na pożegnanie pani w recepcji rzuciła życzliwie "Nie idź na ten przystanek w górze, idź na ten wcześniejszy, tam są milsi ludzie" - kora mózgowa mi się wygładza kiedy nad tym myślę.
Powrotna droga normalna, tylko siedzący w rzędzie obok Chińczyk ukłonił mi się z siedem razy ale może to jakiś narodowy zwyczaj. Widzisz kobietę zaglądającą i mówiącą coś do wielkiej czarnej torby - dygnij z uśmiechem a wielki smok szczęśliwości dostarczy ci złoto i dziewicę czy inne coś. Nie wiem co gość zrobi z siedmioma dziewicami, pewnie już żałuje tych ukłonów, no ale sam chciał, ja tylko pośredniczę.

Poza tym wymyśliłam Wróżkę Sępuszkę. Przychodzi w nocy, jak Zębuszka, ale nie zabiera zębów tylko staje przy łóżku i zaczyna mękolić - "Tyy, daj parę groszy...I fajkę...Palysz? O, nie palysz, no szkoda...To daj parę groszy...". Za inspirację dziękuję spotkanemu wczoraj na przystanku panu który z zaangażowaniem sępił niby to na bilet a jak już nazbierał to poszedł kupić piwo i konsumował je z zadowoleniem na oczach psykających z oburzeniem sponsorów.

Odnośnie przystanków i podobnych okoliczności przyrody - mieliśmy kolejny mimowolny i nie wprost kontakt z roadakami, w luasie. Wsiedliśmy, na następnym przystanku wsiadło dwóch panów w strojach roboczych i wtedy na cały autobus rozległo się:
 - Maciek!
 - No kuuuuu*wa maaaać, Paweł!
Spotkali bowiem kolegę i serdecznie się ucieszyli. Po czym nastąpił wesoły koleżeński dialog, cytuję:
 - Grześka pamiętasz?
 - No kuuuu*wa, pewnie!
 - I jak ci tu w robocie, bardzo do d*py jest?
 - Stary, no kuuuu*wa, wogóle nie jest do d*py! W Niemczech było do d*py, pamiętasz, jak miałem jechać i mówiłem że o, tam to chyba do d*py będzie - i było!
 - Nie pier*ol...
 - No mówię ci! A tu wcale nie jest do d*py, wcale! I tam się człowiek nazapier*alał przy szparagach, ciągle robota...Szparagi, szparagi, no kuuuuu*wa, kto by to w ogóle żarł jak to smaku nie ma...
I w tym tonie konwersowali koleżeńscy panowie przez kilka przystanków. Głośno bo są przecież w obcym kraju, nikt nie zrozumie.
Dla równowagi w niedzielę gościmy przesympatyczną parę rodaków, przyjechali kilka dni temu i się aklimatyzują.
Aż nie wiem, czy kaczki nie upiec, kaczka jest dobra na wszystko.

Koledze M. dziękuję za przypomnienie - przy okazji wpisu o kaczych łapkach - naszej wspólnej wyprawy do zaprzyjaźnionego sklepu mięsnego jeszcze w Warszawie. Tego, w którym zostałam zapamiętana jako ta, która na rzucone z dumą przez rzeźnika "Mam kurzą wątrobę" rzuciła odruchowo "No to dużo pan nie wypije." przez co rzeźnik długo nie mógł się uspokoić a ja zorientowałam się, co powiedziałam, kiedy było już Za Późno. Zaznaczam, że w obecnej lokalizacji jestem klientką poważną i niewyrywną. Za co dostaję czasem kacze łapki więc nie wiem, doprawdy, czy nie wprowadzić pewnych zmian.

Miłego dnia Państwu, idę sobie jakiegoś szparaga zeżreć bo to sezon już. I pomidory malinowe się podobno zaczynają, aż mnie skręca z zazdrości bo tu ich nie widziałam.

 

PS. Jeśli któryś z zaprzyjaźnionych czytelników płci obojętnej, umiejący pisać, znający język i chcący wszystkim pieprznąć i wyjechać w Bieszczady do Londynu do pracy w redakcji (dwujęzycznej) oferującej przyzwoite warunki i małe mieszkanie to proszę o wiadomość, przekażę dalej.

 

* fryzura ta zwana jest przez Trenera Osobistego "ależ Cię ponastraszało!", ew. "gdzieś niedaleko było poważne wyładowanie". Niektórzy po prostu chcą mieć kłopoty.

piątek, 09 maja 2014, squirk

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2014/05/09 18:11:57
Trasa i język taaaaa ..... czyli wszystko w normie ;-))
Kuuu*wa to nasz narodowy znak rozpoznawczy (niestety). A tak w ogóle to jakoś mi się ta scena w autobusie ze Speedem skojarzyła chociaż tam był Keanu, a Ty samodzielnie nie prowadziłaś autobusu. No a jak bym ja miała jechać gdzieś z Tomem Hiddlestonem i jeszcze mu chlebek upiec no no takie sny to ja mogę mieć.
-
2014/05/09 18:17:41
Gdyby scena z wątrobą nie była prawdziwa to należałoby ją wymyślić.
;-))
-
2014/05/09 18:29:44
Karolinka - ano, wiadomo, że tu są tacy sami Polacy jak wszędzie na świecie i chamy rzucają się w oczy bo są głośni, większość jest całkiem "zwyczajna".
Btw - odkryłam ostatnio nowy gatunek chama - takiego zakompleksionego zera które wyjechało za granicę, niczym innym się pochwalić nie może bo jest zerem i teraz nazywa pozostałych w kraju rodaków prostakami i burakami. Nie wiem, który rodzaj chama jest bardziej żałosny ale w sumie to dobrze dla Polski, że jest tam o kilka śmieci mniej.
Stresujący był ten wyjazd do Brey i cieszę się, że mam to za sobą.
:-))
-
2014/05/09 18:30:34
Bartosz - atam, wcale nie byłam z siebie dumna wtedy a i teraz nie jestem, ot, wspomnienie, przynajmniej nie palnęłam niczego strasznego, brr.
:-))
-
2014/05/09 23:42:20
Wróżka Sępuszka to jakaś krewna Ulicznej Pandy, jak rozumiem?:)))
Cieszę się, że Myszy ponownie w dobrym zdrowiu i ponastraszane ze szczęścia. To u Was chyba rodzinne (ponastraszanie znaczy się;))?
-
2014/05/10 15:18:30
pieprznęłabym w momencie i wyjechała do Londynu od razu, ale mam męża, któren to nie wyraża zainteresowania wyjazdem.
Właśnie mi pękło serce z żalu.
I szparagi za drogie. Pomidory malinowe też jeszcze za drogie. Do dupy z takim biznesem.
-
2014/05/10 15:25:13
Szyszku - to i tak opcja dla jednej osoby jest o ile wiem i to takiej która wrazieco pojedzie gdzieś dalej żeby coś zobaczyć, opisać, raczej dla singla bez zobowiązań.

Szparagi są drogawe zawsze ale odkryłam wczoraj pomidory malinowe i jest mi nyeco lepiej.
:-)
-
2014/05/10 15:26:23
Sakurako - zaraz sobie tę Pandę wygooglam bo oczywiście nie kojarzę, Ty to mnie zawsze czymś zaskoczysz ;-))
Co do ponastraszania - no tak, po całości poszło, gdybyś zobaczyła dzisiejszą poranną fryzurę Trenera...Chciałam zrobić zdjęcie ale się nie zgodził i mam prawie odłaskotane stopy ;-(
-
2014/05/10 15:27:48
mąż nie wyraża zainteresowania moim wyjazdem (o jego wyjeździe gdziekolwiek mowy nie ma, wiedziałam, co brałam). Wiesz, po prostu głupio, że taka praca marzeń trafia sie jak człowiek już się pożegnał z myślą, że może coś takiego robić, bo fsumie ma całą masę innych fajnych rzeczy do roboty.
I gdybym go kochała o zdziebko mniej, to bym pieprznęła ;) a tak, co, za fajny jest, żeby go tak olać, no :D
-
2014/05/12 12:19:44
Króla Popiela myszy zjadły, a Sqirk zrujnują...
-
2014/05/13 09:35:13
hah, Wróżka Sępuszka kopie tyłki! :D uwielbiam.
za to jazdy z kierowcą-co-to-letko-nie-ogarnia nie zazdroszczę.. jeszcze by z tych nerwów skręcił w jakiś rów i później zwalił winę na pilota. podziwiam zimną krew i znajomość topografii.
kiedy czytam o operacjach myszowych [na blogu, bo nie istnieję=nie mam fejsbunia] przypomina mi się moja szczura która miała nowotwór, i weterynarz który mówił że "tak małych zwierząt się nie operuje" eeh... szkoda że mu uwierzyłam. biedne, biedne zwierzątko..
co do naszych krajanów, to tak.. myślałam że to taki śmiszny stereotyp że Polaka po ku*wie poznasz..a tu jednak nie. Nawet po ku*wie i panterce. Hm.
-
2014/05/20 18:06:47
Szyszku - namawiaj go, może mu się zagranica spodoba, no i do mnie mielibyście blisko póki tu mieszkam nadal :-))
-
2014/05/20 18:07:42
Autumno - warte są oczywiście każdego grosza ale jednak taka suma co 2-3 m-ce potrafi zaboleć. No ale co zrobić, jak się chciało mieć Myszy to się ponosi konsekwencje ;-)
-
2014/05/20 18:10:57
Nuxy - właśnie u Ciebie byłam :-)
Szkoda szczurka, wiem że parę lat temu faktycznie słabo było z operowaniem maluchów, teraz już nawet USG dżungarkowi zrobią, jedna Mysz miała, lepiej być małym zwierzątkiem teraz a jeszcze lepiej nie chorować. Strasznie się nad Myszami trzęsę, na wszystko zwracam uwagę, jeśli się coś, odpukać, dzieje to wcześnie wyłapane daje większą szansę na wyleczenie. Poza tym jak tu ciągle nie paczać Myszy, nie da się ;-))

Polacy rzucają mi się w oczy bo jestem Polką, lokalni też klną ale nie tak głośno, nie tak wulgarnie jednak, mają świadomość, że są rozumiani, Polakom wydaje się, że można sobie być chamem bo nikt nie zna polskiego. Przykro się czasem pochodzenia wstydzić.