squirk77@gmail.com
Blog > Komentarze do wpisu
Słoneczko dzisiaj późno wstało

a wcześniej uniknęło niechcianego seksu z zestresowanym obywatelem Pakistanu, no ale o tym potem. Wrzucę zaległą notkę gdyż społeczeństwo się domaga.
Nie było mnie z powodów okołorodzinnych i jeszcze przez chwilę mnie nie będzie ale póki jestem napiszę, co u nas. Choć trochę mi słabo chwilami, kiedy o tym myślę.

Zaczęło się od tego, że kolega powiedział, że połówka jest dobra na wszystko.
Otóż jest to nieprawda i mam na to dowody, tj., na szczęście, miałam, bo mnie Trener uratował.
Wchodzę dwa dni temu do sypialni i co ja paczę, na parapecie leży połówka martwego owada z rzędu błonkoskrzydłych. Nie wiem, czy zdajecie sobie sprawę z tego, że połówka owada to horror 2 w 1 - nie dość, że leży takie obrzydliwe, to jeszcze nie wiadomo, gdzie jest druga połówka. I co, jeśli gdzieś na poduszce.
Nie podejdę i nie poszukam, bo głyyy.
Nie wyrzucę tego z parapetu, bo j.w.
Przez pół dnia do sypialni nie weszłam a kiedy Trener Osobisty wrócił z pracy rzuciłam się na niego jak klienci Lidla na Crocsy ostatnio i mówię, że ratunku, w sypialni na parapecie leży pół błonkoskrzydłego.
Trener ma mnie od dawna, opanował chęć ucieczki i po męsku wszedł do sypialni i mówi, że owada nie ma.
Jeśli ktoś myśli, że nie zmusiłam go do przeszukania otoczenia, póki nie znalazł tej połówki (na podłodze), i starannego przejrzenia łóżka, to się w życiu tak nie pomylił.
Nie lubię owadów po prostu. Inne połówki lepiej się sprawdzają w życiu ale nie na wszystko sa dobre, to pewne.


Trener Osobisty regularnie rewanżuje mi się za moje małe, urocze szaleństwa, np. wybraliśmy się niedawno temu ze znajomymi na piwo do pubu. Kelner przynosi 4 Guinnessy.
 - Thanks. - mówię ja.
 - Thanks. - mówi koleżanka
 - Thanks. - mówi małżonek koleżanki.
 - Niech pyski twoich wielbłądów będą zawsze pełne trawy. - mówi Trener Osobisty.
Lubię ten pub, wygodne stoliki, można oprzeć głowę na dłoniach i spokojnie sobie płakać, polecam.
Gdybym nagle oszalała to wiecie, kogo winić.


Ptaszki też czynią mi despekt, no ale prznajmniej w całości, nie w charakterze zwłok na parapecie, odpukać. Ale drą się tak, że mówię kilka dni temu do znajomej, która niedawno tu z rodziną przyjechała, że o, bogowie, jak one się drą, kota można dostać. I słyszę, że no co ty, ślicznie kląskają, takie trele cudowne, takie dziobeczki małe pracowite, wspaniale jest. Pogadamy, mówię, za jakiś czas, zmienisz zdanie.
Mniej więcej dwa tygodnie później rozmawiam z małżonkiem koleżanki który to małżonek nieco się dusząc mówi, że Gosia już po kilku dniach przestała się aż tak kląskaniem zachwycać, zwłaszcza jak którejś nocy jakiś pierzasty mały drań zaczął koncert o 4.00 a pozostałe entuzjastycznie się dołączyły, a po kolejnych kilku dniach bez jakiegoś wielkiego zdziwienia ujrzał, jak Gosia wrzeszcząc i z kapciem w dłoni rzuca się przegnać jakieś ptaszę czaplopodobne tylko dlatego, że po prostu sobie stało na trawniku chyba trochę za blisko Gosi. Dobrze, że nie zakląskało cudownie takim małym dziobeczkiem, mogłoby nie przeżyć.

Przestałam oglądać "Tudorów" bo na końcu Henryk VIII umiera. Tak, wiem, że tak naprawdę to on już dawno temu umarł i wcale nie wyglądał jak Rhys-Meyers ale jakoś tak odwlekam. Może się jeszcze, ahaha, chłopina podźwignie. Za to z zadowoleniem stwierdzam, że bardzo się królowe Anglii wyrobiły, te w serialu to albo różańce na prawo i lewo, albo kochankowie. Nie wiem, co trzeba mieć we łbie, żeby myśleć, że a co mi tam, wyszłam za króla, no ojej, wielkie mi co, będę miała prywatnych loverbojów na pęczki i co mi kto zrobi. A potem szok i niedowierzanie że król wściku dostał jak się dowiedział, że mu ktoś prywatną królową teges. Głupie były królowe kiedyś, taki mam wniosek.
O, i "Grę Endera" obejrzeliśmy i nam się podobało, polecamy.

Miało być tym seksie egzotycznym co go nikt nie chciał ale zanim się człowiek zorientuje to można się zestresować, naprawdę. Młodzież niech teraz wyjdzie albo nie podgląda.

Dwa dni temu wyszła mi dymka więc wyszłam i ja, po dymkę. Niefortunnie było ok. 17.00 kiedy to sąsiedzi wracają z pracy więc winda była w ciągłym użyciu. Kiedy wracając wsiadłam do windy w towarzystwie rosłego pana z chyba Pakistanu i dwóch pań niewiadomego pochodzenia najpierw zawlokło nas na 4 piętro, potem na poziom parkingu, panie wysiadły a pan, nieco zestresowany, spojrzał na mnie i pyta z naciskiem:
- Anal?
Przyznam, że zmartwiałam. Jestem w windzie w podziemiach z chłopem jak góra który najwyraźniej czyni mi awanse takie, jakich się człowiek w windzie w podziemiach ani chyba nigdzie indziej nie spodziewa. Trzeba wybrnąć jakoś, zyskać na czasie czy coś, może ktoś wsiądzie, może sobie przypomnę z filmów jakieś chwyty karate. Więc mówię, że nie rozumiem i niech powtórzy, proszę bardzo.
Pan spojrzał zrozpaczony i powtórzył, nieco wolniej:
- Anal?
Zrobiło mi się zimno, mrówek na karczku, odsunełam się i mówię lodowato, że jestem pewna, że nie to miał na myśli.
Na co pan już zupełnie w rozsypce mówi że "sorry" i że "learning, bad english", desperacko wyciąga z kieszeni jakiś zmięty zeszycik z pismem odręcznym, szuka czegoś i w końcu triumfalnie acz powoli i wyraźnie mówi:
- AND NOW?
Kiedyś tu umrę.

No i tak to wygląda.
Zagranica, pff.
W domu też rozmaicie bo jak na przykład ostatnio chciałam być trochę elegancka przy stole, to mi nie wyszło bo Trener wszystko zepsuł.
Mianowicie podałam kolację, ą i ę, rybka, warzywa pasowne, wszystko ładnie ułożone, przyczesałam nastrosz, siadamy, kolacja świetna. I mówię do Trenera tak wiecie, jak dama:
 - Jak znajdujesz brokuła?
 I słyszę:
- Pyszczkiem.

Istoty Szare mają się świetnie, Większyk chyba odpuściła sobie hodowanie na boczku czegokolwiek, poza puchem, oby, Mniejsza pobiła rekord demolowania świeżo posprzątanego Myszarium. 37 sec, z zegarkiem w ręku, wystarczy maleńkiej Myszeczce żeby pieprznąć kostką i kolbą a na miseczce usypać górę trocin. Gdyby były zawody w demolowaniu na czas to Mysz ma wygraną w kieszeni tym takim bocznym napyszcznym pojemniku na ziarno.

W kwestii obrazeczków - jestem Państwu wdzięczna za cierpliwość więc zacznę  od całusa bo uważam, że zasługujecie. Poza tym sugestia dla babysitterów, lekko sparafrazowany mit oraz cicik. Miłego dnia, koniecznie kupcie arbuzy, zaczął się sezon na arbuzy, wreszcie.

PS. Trener Osobisty przeczytał gdzieś, że psychopaci nie ziewają jak się przy nich ziewnie. Poważnie, normalny człowiek zaraz ziewnie bo mu empatia każe a psychopata nic. W związku z tym od kilkunastu dni Trener Osobisty demonstracyjnie przy mnie ziewa i sprawdza, czy odziewuję w rewanżu. I bardzo się cieszy, że jestem normalna.

PPS. Pierwszy Kot Sąsiedzki mnie lubi. Bardzo, bardzo chciałabym mieć kota ale Trener Osobisty (alergia inkluded) był pierwszy jednak, no i jestem do niego dość przywiązana. Przynajmniej po sąsiedzku sobie pokiziam.

piątek, 13 czerwca 2014, squirk

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2014/06/13 17:50:12
Nie pojmuję: kolacja ę ą, a Trener brokuła pyszczkiem wprost z talerza?
#fstyt
;-)
-
2014/06/13 17:52:30
Bartoszcze - pyszczkiem go na widelcu znajdował ;-))
-
2014/06/13 18:15:18
Twój głos musiał być wyjątkowo lodowaty skoro pan był w rozsypce....
Scenki rodzajowe w Waszym wykonaniu są powalające ;-)
Całus odsyła do notki - taki był zamiar?
-
2014/06/13 18:23:53
Aaaaale całus ;-)
-
2014/06/13 18:24:41
Karolinka - skąd, oczywiście Blox coś spieprzył i dodał jakiś dziwny link, pora na przeprowadzkę na jakiś inny serwis bo ileż można. Juz poprawione :-)

Pan był w rozsypce - tak mi się wydaje - bo jest bardzo nowy w mieście i w j. angielskim, nigdy wcześniej go nie widziałam a kojarzę już sąsiadów, musiał się odezwać bo tak wypadało najwyraźniej i możliwe, że się bał, że strzeli gafę. Mam nadzieję, że nie wie, że strzelił, bo będzie mu bardzo głupio ;-)

Scenki, scenki...ja z tym muszę żyć! ;-))
-
2014/06/13 19:02:35
Karolinka - w pełni zasłużony ;-))
-
2014/06/13 19:18:59
Dziękuję za metodę na rozpoznanie psychopatów. Bardzo w moim guście, bo ja permanentnie niedotleniona albo śpiąca jestem, więc i bez dobrego przykładu ziewam z łatwością. Wystarczy, że pomyślę o tej czynności :) Potem wystarczy się rozejrzeć po otoczeniu. Rany, jak się naziewałam, pisząc ten komentarz...
-
2014/06/13 20:14:37
Mario - ja tego nie czytałam, Trener gdzieś wyszukał, on wynajduje takie cudeńka na jakichś Wykopach czy innych takich, ja jestem tylko Niewinną Ofiarą ;-))
Przeczytałam Twój komentarz i poczułam się senna a muszę jeszcze chleb upiec, ech, yo ;-))
-
2014/06/14 07:25:55
Wspaniała ta historia o analu, bardzo Ci za nią dziękuję szczegolnie dzisiaj, bo zaraz idę sobie do dentysty i jakos potrzebowałam się przedtem wzmocnic psychicznie :)
-
2014/06/14 10:21:00
pracowy moj kolega niejaki eL, spostrzeglbyl ze, gdy budynek pracowy opuszczaja niektore osoby, IQ budynku rosnie wprost proporcjonalnie do oposzczania i w tym miejscu musze podziekowac Trenerowi za teze o ziewaniu, albowiem zanim osoby opuszcza budynek, musza przejsc przez nasz bunkier, zatem od poniedzialku bede ziewac namietnie i czekac reakcji :)))
-
2014/06/14 14:01:39
Zdrowiej - myślę, że to może być pierwszy raz w historii kiedy anal poprawił nastrój przed wizytą u dentysty ;-D
(a historia wspaniała kiedy się o niej czyta bo jako przeżycia nie polecam, po fakcie śmieszy ale bycie w środeczku takiej sytuacji - no nie, wolałabym nie przeżyć powtórki ;-))
-
2014/06/14 14:04:24
Margo - proszę o relację, może być interesująco, sama dziś przetestuję w drodze do znajomych, sklep czy dwa po drodze..;-))
Trener mówi, że nie ma za co i że możesz się zdziwić i dowiedzieć, kogo lepiej unikać ;-)
-
2014/06/14 15:47:31
oczywiscie, ze relacja bedzie ... pewne podejrzenia posiadam, ciekawam czy sie potwierdza... szefa debila tez przetestuje, jak przestanie sie mnie bac i pojawi sie, wtedy gdy pracuje ;)))
-
2014/06/16 09:37:39
A propos znajdowania brokuła.
W restauracji kelner podchodzi do gości i pyta:
- Jak państwo znajdują nasz schabowy?
- Dziękujemy, żona już znalazła, a ja jak jeszcze trochę pogrzebię w ziemniakach to też może znajdę.
-
2014/06/16 10:48:17
historia jak zwykle niezawodna :D co do ptaszyn świergolących, to faktycznie może być to upierdliwe zwłaszcza latem, jak się śpi przy otwartym oknie. U nas jakiś czas temu pod oknem odbyło się zebranie szpaków z całej okolicy Trójmiasta- był TAKI JAZGOT, że ja, miłośniczka przyrody i ptactwa w szczególności, już montowałam procę i wyjmowałam łożyska z prowadnic szuflad [łożyska- takie metalowe kuleczki w sensie ;)]
-
2014/06/17 04:07:24
Margo - szef się Ciebie boi, czemu nie jestem zaskoczona ;-)))
-
2014/06/17 04:07:55
Autumno - nie znałam, dziękuję, sprzedam Trenerowi :-))
-
2014/06/17 04:10:00
Nuxy - no skoro Ciebie zirytowały to nawet sobie nie wyobrażam, jaki to musiał być jazgot...Btw - dziś z myślą o Tobie zamiast zrobić pajączkowi z odwłoczka jesień średniowiecza - a bo mi mały beszczel maszerował przez środek salonu, pewnie wleciał podczas przeciągu - wzięłam go na kartkę i eksmitowałam na balkon na krzaczor pomidora, wiele mi nie zeżre. Chyba, ze żeżre, wtedy inaczej pogadamy ;-))