squirk77@gmail.com
Blog > Komentarze do wpisu
"Wróbel przyznaje, że nie rozumie rozmówcy."

Nie wiem, jak pomóc, ale po przeczytaniu tytułu, jak to u mnie, szybko poszło i od razu zwizualizowałam sobie przygnębionego wróbla, piórka obwisłe, wyraz dzioba zrezygnowany, siedzącego w barze przy poidełku i mówiącego do barmana "...no i mówię do niego, i mówię, i wiesz, on nawet coś odpowiada ale kompletnie tego nie rozumiem, nadajemy na zupełnie innych falach, nie wiem, co on mówi, masz pojęcie jakie to przygnębiające..?" a barman przeciera skrzydłem wilgotną szklankę i dolewa do poidła więcej wody a życzliwym pazurkiem podsuwa talerzyk z ziarnami.

No ale co to ja miałam. A, o muchach.
Otóż żeby dostać się do sensownego sklepu a przy tym dbać o kondycję muszę te 3-4 km zrobić, żaden problem, idzie się przez nieduży park, jest dużo pieseczków bardzo miłych (coś jest nie tak z lokalnymi psami, zerkam na takiego a on mnie od razu kocha i potem wchodzę do sklepu ze śladami łapek na udach, poważnie, każdy jeden pies mnie lubi i nawet zapominam czasem, że się psów boję, choć nie tak, jak kiedyś), ludzie sobie spacerują, lokalesi siedzą na trawie i konwersując spożywają napoje wyskokowe, takie tam. Kilka dni temu było nieco inaczej.
Niby wszystko w porządku, jest słońce, są pieseczki, są ślady łapek (po czymś białym się przeszedł puszysty mały drań a ja w czarnych spodniach, no ale trudno), jest uprzejmy pan z puszką piwa, nawet kapelusza uchylił, jest też dziwny odgłos gdzieś przede mną, takie "Ihaaa!" i serdeczny, nieco ochrypły śmiech.
Podchodzę, bo nie bardzo mam wyjście, to jedyna droga, i widzę wystawkę - w drzewo wbity haczyk, na nim szlafrok, obok stary telewizor, jakaś szafka, komoda, materac, słowem wyposażenie pokoju przeniesione do parku pod drzewo. Obok stoi właściciel. W płaszczu z puchatym kołnierzem, w kapciach, spodniach od piżamy i z fryzurą bardzo nieuprzejmie potraktowaną przez wiatr. Stoi, z worka wymuje kromki chleba tostowego, kruszy je i z energicznym "Ihaaaa!" rzuca w powietrze wokół siebie generując sporą fontanne okruszków. Zastygłam, bo widok był niecodzienny, wraz ze mną zastygły inne przechodzące osoby. Doświadczenie nauczyło mnie m.in. dwóch istotnych rzeczy - "nie pytaj, bo pożałujesz, że wiesz" i "ktoś i tak nie wytrzyma". Zadziałało i stojący obok mnie pan zapytal pana Rozrzutnego co też właściwie z tym chlebem robi.
Pan rozrzucił jeszcze trochę chleba, odwrócił się i z powagą powiedział:
 - Karmię muchy. Trzeba im pomóc, zbliża się zima.

Poszłam sobie nieco się słaniając. W drodze powrotnej już pana nie zobaczyłam, może nakarmił wszystkie muchy i poszedł odpocząć.

To był jeden z Tych Dni więc w sklepie też sympatycznie. Zajrzałam do polskiego sklepu, widzę nową ekspedientkę, przed nią gimnastykuje się jakiś lokalny klient (zwykle kupują tu Polacy), dziewczę najwyraźniej bardzo słabo jeszcze zna język angielski więc podchodzi właściciel i pyta klienta, w czym pomóc.
Otóż klient chciał pochwalić kiełbasę bo mu smakowała a to od tejże panienki ją poprzednio kupił. Pyta więc właściciela, czy może przekazać ekspedientce wyrazy wdzięczności.
 - Bo wie pan, to świetna kiełbasa, i to ta miła panienka mi ją sprzedała! Czy może pan przekazać, że jestem bardzo wdzięczny? I żona także, żonie też bardzo smakowała ta kiełbasa! Wspaniała była, zapach i tekstura, uczciwy, porządny wyrób! I czy może pan przekazać, że jestem pod wrażeniem tego, jak starannie ta panienka wszystko pakuje? I jak szybko policzyła i błyskawicznie wydała resztę! I że z przyjemnością ponownie zrobimy tu zakupy bo obsługa jest na najwyższym poziomie! Czy może pan to wszystko przekazać, dokładnie to, co powiedziałem, bo chcę, żeby ta pani wiedziała, że bardzo doceniam jej profesjonalizm?
 - Oczywiście - mówi właściciel, odwraca się do dziewczęcia i pada:
 - Mówi, że kiełbasa dobra a ty umiesz liczyć.

No i tak, o.

Poza tym miałam gości, zjedli kaczki, pochwalili Mysz, że puszysta, zasypali mnie suwenirami (będą zdjęcia, Trener dostał Mysz-Stalkera!) i pojechali. Kawa z Cynamonem (w zasadzie sama Kawa, Cynamon klikał w coś i narzekał, że kaczka mała, następnym razem, moja droga, dostaniesz całą kaczkę i nie ma wstawania od stołu póki wszystko nie zostanie zjedzone, Hofk!) wykonała nawet kandyzowaną skórkę arbuza - teoretycznie do ciast itp ale nie wiem, czy skórka jakiegokolwiek pieczenia doczeka gdyż Trener uznał ją za bardzo jeszczetrochową, krąży wokół i podskubuje.
Miłego dnia Państwu, Mysz mnie wzywa, zrobiła się bardzo stanowcza i roszczeniowa ostatnio, wczoraj zasnęła mi na dłoni. Prawie pół h bez ruchu, ała, ale Myszełek wstał promienny i bardzo zadowolony. Przypuszczam, że miło jej się nami rządzi.

PS. Obejrzeliśmy pierwszy odcinek "Outlandera". Ojapierniczę, zrecenzuję chyba.

środa, 24 września 2014, squirk

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2014/09/24 16:13:06
Kawa bardzo dumna z arbuza, czeka na zdjęcie od Cynamona, bo nie mam. Się obija dziewczyna (to ten brak kaczki w życiorysie).
Pozdrowienia dla Trenera i Myszy (w tej kolejności).
I kurde nie odwdzięczyłyśmy się Wam za knajpiane przyjemności. Nadrobi się następną razą.
i SCÓR!
-
2014/09/24 16:14:38
Szysz - scór stanowczo! ;-D
Arbuz pyszka, poważnie, wrzuć koniecznie przepis na grupę piekarniczą, hę?
I czekamy na następny raz, obiecałyście i się nie wywiniecie, i Foka też ma być. Hofk!
;-))
-
2014/09/24 21:51:44
No to ja już wiem jak pozbywać się much z hacjendy bezszmatowo ;) Wywabisz je na balkon okruszkami. Otworzysz drzwi balkonowe i tak z rozmachem sypniesz okruszkami! Może nie dojdzie do zderzenia muchy z gołębiem, bo te znowu mają radar na rozrzucanie okruszków. Ale ewentualnych przypadkowo zabłąkanych much się pozbędziesz....tak mi się przynajmniej wydaje. A piesy znają się na ludziach - nic dziwnego że wszystkie Cię kochają.
-
2014/09/25 15:55:28
Karolinka - moim zdaniem nie masz to jednak jak porządna szmata ukilająca ;-) acz bardzo mnie cieszy to, że zaczęła się jesień (teoretycznie, wczoraj był upał jak w środku lata niemalże) i muchy gdzieś poznikały.
Co do tego, czy piesy się znają - wydaje mi się, że przeczuwają, że myślę coś w rodzaju "o, miły, ładny pies" (bo staram się myśleć życzliwie o każdym psie) a że naprawdę są miłe od razu chcą pokazać, że naprawdę są ;-) i potem idę do sklepu cała w łapkach.
;-)
-
2014/09/26 13:27:31
ja też karmię muchy. Pułapką. A później karmię muchami gekony, MUHAHAHA! Circle of life. Skosztowałabym taką skórkę arbuziastą, to ta normalna zielona skorupa była jeno kandyzowana?
-
2014/09/29 16:15:33
Nuxy - ano, dobrze, że na coś się muchy przydają, gekony są miłe ;-)

Co do skórki - może dołącz do Trąby, grupy piekarniczej naszej? Świeżo założona, same ambitne pieczareczki tam siedzą, pieczemy, gotujemy i w ogóle dobrze się bawimy gdyż jesteśmy zdolne i z poczuciem humoru ;-) Jeśli korzystasz z FB zapraszam na "Kto nie piecze, ten trąba ;-)" (grupa zamknięta), jeśli nie fb-ujesz wyślę Ci przepis mailem :-)
-
2014/09/30 12:59:58
niestety, ah, niestety- nie ma mnie na fejsiku :( ale przepis na @ chętnie przyjmę! [w sensie przepis na skórkę, nie na małpę :P] czy mogę tu adres zapodać? mogę? mogę? to zapodaję: orzechova89@interia.pl :) proszę i dziękuję i dzień dobry!