squirk77@gmail.com
Blog > Komentarze do wpisu
Com ja właśnie przeżyła. (notka spontaniczna)

Przyjechał przed chwilą Pan Tesco z zakupami ale kod do bramy mu nie wskakiwał więc zadzwonił żeby zejść i mu pilotem otworzyć. Do będącego w pracy Trenera zadzwonił (a Trener do mnie) więc poszłam, dobrze nastawiona i ufna, bo nie wiedziałam jeszcze, co mnie czeka.
Podchodzę, otwieram, sympatyczny (oni wszyscy są przemili, rzetelni, pełen profesjonalizm, kocham dostawy z Tesco) młody pan wjeżdża, wysiada i mówię, że tędy, proszę za mną.
I w tym momencie pan zwraca się do mnie w starym, wtf, kosmickouralskomeksykańskim. Pytająco.
Duch we mnie osłabł i myślę "Enooo, co jest? Znam agnielski przecież, czegóż on nie rozumie." Ale że może nie wg każdego jednak znam i dobrze mówię na wszelki wypadek mówię, że z góry przepraszam jeśli czegoś pan nie zrozumie bo nie jestem stąd i dopiero się angielskiego uczę.
Na co pan, z widocznym wysiłkiem, mówi że on niedawno do Irlandii przyjechał, jeszcze angielskiego nie zna i się uczy. Świetnie, trzymam kciuki bo jako dostawca zakupów stanowczo znać powinien.
Idziemy. Po drodze usiłuję pana odstresować mówiąc jaka to wygoda, te zakupy z dostawą, i pytam czy jest z pracy zadowolony.
Chłopak aż przystanął i popatrzył przerażony po czym mówi, bardzo głośno i powoli (bo przedstawiciel innej nacji=głuchy, wiadomo), że on nie zna angielskiego ale jego żona zna.
Świetnie - myślę - no to bier się chopie za telefon i dzwoń po żonę albo będziemy tu za chwilę mieć małą katastrofę konwersacyjną.
Na szczęście osunęło się pudełko z pizzą ("Godfella`s", supercienka, polecam) i pan je poprawił po czym - ogromnie zadowolony że tu oto, proszę, los podsuwa mu temat do rozmowy - mówi że o, pizza.
Więc pytam czy też lubi pizzę.
Nie, nie lubi ale jego żona lubi.
Zaczęłam mieć Przeczucie.

Dotarliśmy do hacjendy, pokazuję dłonią, bo język dłoniowy zrozumie chyba każdy, że zapraszam tu i tu a zakupy wyłożymy na stół.
Wypakowujemy, cisza kompletna. Nagle pan zobaczył pudełko z malinami i oznajmił że o, maliny.
Dość słabym głosem mówię że tak, lubię maliny i czy on też lubi.
Zgadnijcie, co.
Tak - on nie lubi ale żonie, owszem, maliny nie są wstrętne.
Zatkało mnie do tego stopnia że otworzyłam te nieszczęsne maliny i zaczęłam w milczeniu przeżuwać.
Pan zastygł, do mnie dotarło, żem niewychowana i poczęstowałam go malinami.
W przejmującej ciszy zjedliśmy tak z 1/4 opakowania i nagle pan zobaczył Myszarium.
I pyta czy mieszka tam małe zwierzątko.
(Naaah, skąd, instalacja artystyczna.)
Mówię, że tak, chomik.
Na co pan dostawca, trzymajcie mnie, mówi, że jego żona lubi chomiki.
I pyta czy chomik zje malinę.
W milczeniu patrzyliśmy przez 2 minuty jak chomik, bardzo zadowolona, jadła malinę.

Musiałam go odprowadzić i otworzyć bramę bo samochód miał na osiedlu i musiał wyjechać.
Po drodze pyta czy mi się podoba mieszkanie tutaj, aż się spocił biedak jak montował to zdanie.
Mówię, że tak.
Mówi, że jego żonie też.
Mdlejącym głosem dziękuję za dostawę i życzę miłego dnia na co Pan Tesco chwyta moją dłoń, mocno ściska i dziękuje za miłe popołudnie.

Nie wiem, jak dotarłam do domu. Żona pewnie by wiedziała.

PS. Przemiły człowiek i nie wiem po co było go tak wcześnie z dostawami wysyłać, niepotrzebny stres dla niego.
PPS. Wrzuciłam na Fanpejcz zdjęcia Myszy, proszę paczać jaką mam śliczną Mysz.



poniedziałek, 23 marca 2015, squirk
Tagi: tesco myszy

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: kocio-kocio, *.dynamic.chello.pl
2015/03/23 20:12:39
A nie spytałaś, czy on aby nie z Radomia?
-
2015/03/23 20:19:26
Kocio-kocio - nie nasz on był, nie nasz! Powiedziałam, że jestem z Polski, i nie padło żadne "Rrrrodaczka! Jak fajnie!" ani nic podobnego, zresztą "nasi" panowie dostawcy od razu rozpoznają po nazwisku żem "swoja" i przechodzą na polski.
Pan dostawca dzisiejszy miał oliwkową cerę i wydaje mi się, że mógł być z Meksyku albo okolic, ew. z Grecji (ale tu rozpoznałabym raczej akcent). Tak czy siak przesympatyczny był i niech mu się wiedzie.
:-)
-
2015/03/23 21:23:24
cierp ciao kiedy kciao ... ze sie tak jenteligentnie wyraze :))))))))))))))
-
2015/03/23 21:33:46
Margo - wiele zniosę byle tylko nie musieć iść do sklepu, nie cierpię robić zakupów ;-)) a pan dostawca męczący nie był, uroczy człowiek, mam nadzieję, że znów kiedyś przyjedzie i powie co jeszcze żona lubi ;-))
-
2015/03/23 22:16:03
Pan się może kształcił z płyt, miałam taki kurs na winylach - głównym składnikiem ćwiczeń było powtarzanie w kółko takich samych zdań z podmianą jednego wyrazu. "My wife likes..." pasuje do tej koncepcji nauki.
-
2015/03/23 22:28:11
Autumno - tak, też do tego wniosku doszłam, zapamiętał zdanie i tylko sobie ewentualnie zamieniał maliny w chomika itp. Wydawał się być bardzo zadowolony z tego, że go rozumiem i że mówi w obcym języku no ale jednak bardziej był zestresowany. Nic to, nabierze wprawy i pozbędzie się żony ;-)) w sensie z konwersacji ;-))
-
2015/03/26 08:15:31
Już widzę, jak się umęczyłaś :)
-
2015/03/28 04:57:59
Anno - to było straszne, wiedziałam, że zostanę zrozumiana ;-))