squirk77@gmail.com
Blog > Komentarze do wpisu
Takie tam, z Myszą, plus wstyd jak beret.

Ta notka to w sumie dyskretne dumne popiskiwanie - wyciągnęliśmy Bardzo Starą Staruszkę z takiego zapalenia płuc że ojapierniczę, byłam pewna, naprawdę pewna (i zaryczana na śmierć niemal) że mi Mysz poranka nie dożyje. Widziałam, że próbuje się czesać i jeść, że walczy więc uparłam się jak dziki osioł że ja też o nią zawalczę  - budzik co godzinę i karmienie, dzieckowe posiłki  podawane na palcu, Mysz najpierw się nieco buntowała ale potem zaskoczyła i zaczęła jeść i się myć.
Po trzech dniach nabrała nieco tuszki, po pięciu zaczęła mnie zaczepiać żeby się z nią bawić.

Nie mam złudzeń, Mysz ma ponad 2,5 roku, to bardzo dużo jak na dżungarka i bardzo, bardzo dużo jak na dżungarka dziewczynkę, samiczki są o wiele bardziej awaryjne. To kwestia raczej dni niż tygodni i to tylko dlatego że zamęczam Mysz regularnymi posiłkami i jest na antybiotyku. Ale czuje się dobrze, jest bardzo radosna, czesze sobie uszki i wystawia wąsy do słońca, rzuca się na jedzenie i stara się jak najwięcej ruszać. Jest niezmiennie cała prześliczna i jest tu dużo dotykania się nosami i zjadania sobie resztek posiłków*.

Robię Myszowi miksy różne, mieszam to i tamto, rozdrabniam, żeby tylko zjadła. I wymyślam nazwy temu, co zmiksuję, bo co mi szkodzi. Nie myślę nad nimi zbyt wiele bo jestem koszmarnie niewyspana ostatnio, ale się staram.
Dziś posiekałam drobno surowego kurczaka, siemię lniane i dorzuciłam Vibovit.
Szczere łzy Trenera po tym, jak bardzo dumna pochwaliłam się mu nową mieszanką uświadomiły mi, że nazwa Siemiokurvit wymaga jednak pewnego dopracowania.

Czyli ze mną wszystko dobrze, tzn. źle.

 

* Trener podał Myszy kilka okruszków sera.
Mysz zjadła większość okruszków ale kilka zostawiła.
Trener demonstracyjnie spożył pozostałe okruszki, popaczał mnie ponuro i rzucił "Powiem jutro kolegom że dojadam resztki po chomiku".

 

PS. Trener zmienił pracodawcę. Czasem pracuje zdalnie i miewa konferencje online.
Nie miałam o tym pojęcia aż do przedwczoraj kiedy to cała szczęśliwa, że się wyspałam, wparowałam do salonu z przeraźliwym piskiem na ustach, w piżamie w misie, tańcząc i wymachując Owcą do spania po czym powitało mnie kilka rozbawionych "Hi!" i wtedy stało się jasne że jestem w samiusieńkim środeczku konferencji online na linii Dublin - San Francisco - Hyderabad. Akurat włączyli kamerki żeby kojarzyć swoje twarze. Perfektkuźwatajming.
No to moją twarz też już kojarzą. Z tzw. naddatkiem.
Dostaliśmy potem dwa zaproszenia na spotkanie gdzieś w mieście.
Niejaki Pierre spytał czy zabiorę tę maskotkę którą tak machałam.
Wiecie, czasem mam ochotę ruszyć w miasto z finką w zębach. Bez złych zamiarów (wstępnie) ale nie mówię że nie dam sobie szansy na spontaniczny rozwój.

PPS. Trener wylata do Kalifornii za tydzień i rozglądam się wstępnie za rozrywką. Wyszło mi z rozważań że optymalni będą cisi, nienachalni Czipendejlsi którzy wyniosą śmieci, przyniosą jedzenie, obetną mi włosy i dostarczą legginsy 3/4 w rozmiarze 38, czarne, bo akurat mi się gdzieś straciły. Nie wahajcie się podsyłać namiary.

PPPS. Coś wisi w powietrzu bo zjadłam ciastko**, prawie całe (nie cierpię słodkiego) i wypiłam szklankę coli (nie cierpię coli) - uprzedzam żeby potem nikt nie był zaskoczony kiedy zostanę znaleziona jak taka jedna nastoletnia córeczka właścicieli hotelu w jednym horrorze - półnaga siedząca na zakrwawionych zwłokach gościa i przeżuwająca w zamyśleniu jego jelito***.

** potrójnie czekoladowe z "Moich Wypieków" (rodzynki to zło, nie dodałam i nigdzie nie dodaję, ohyzda), są bardzo, bardzo czekoladowe, dorzućcie nieco więcej mąki bo jak nie to się rozpełzną, najlepiej upiec jedno na próbę

*** poważnie, czytałam to lata temu i teraz mnie męczy, kojarzy ktoś tytuł? Gość hotelowy podrywał uroczą, nieśmiałą córkę hotelarzy, potem ona go zabiła (i wypruła zeń wątpia) a oni zareagowali w rodzaju "Ojej, znowu, ach ta nasza córeńka niesforna"

PPPPS. Zamierzam bardzo wstępnie (szukam recenzji) napuścić na bliskie mi osoby dzieciate pana Zieloną Mysz, podoba mi się pomysł zapraszania na dzieckowe imprezy naukowca który ma szansę zarazić dzieciaki pasją i doprowadzić do pisku, kwiku i miotania się w sztucznej mgle (a poza tym ma do zaprezentowania różne myszy i uczy szacunku do małych zwierzątek), jak już się przekonam co i jak to opowiem. Chyba że ktoś już pana Mysz zapraszał i może coś powiedzieć, będę wdzięczna. (Zaznaczam na wszelki wypadek że to nie reklama tylko świeże odkrycie i że polecać będę dopiero jak uzyskam podstawy do polecania. Chyba, że mnie wcześniej zgarną za spontaniczne wyjadanie z ludzi jelit, no ale to wiadomo.)

czwartek, 09 kwietnia 2015, squirk

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2015/04/09 07:15:38
Czyli u Ciebie jak zwykle bez zmian ;) Głaski dla staruszmyszki ;*
-
2015/04/09 07:46:02
Karolinka - dzięki, pf.
;-))
Myszeł za kwadrans dostanie porcję dzieckowego jedzenia, na szczęście bardzo lubi, przekażę głaski, dziękujemysz :-)
-
2015/04/09 07:58:32
Zgłoszę się do ciebie na kurację. Od początku marca mam nawracające infekcje, a z Myszą ci dobrze idzie. Jeść mogę niekoniecznie z palca, to chyba nie jest niezbędny element leczenia?
-
2015/04/09 08:18:32
Autumna - mam przeczucie, że może Ci pomóc spora pieczona kaczka, ludzi leczę kaczką, dowcipami i takim jednym filmem o którym nie chcę teraz nawet wspominać bo jest koszmarem połączonym z beznadzieją i trzeba wypić solidnego drinka zanim się zacznie oglądać a potem jest tylko gorzej. Niemniej faktem jest że po takim zestawie ludzie wychodzą bardzo zadowoleni, może to opatentuję.
;-))
-
2015/04/09 12:53:08
z finka w zebach, najbardziej mnie sie podobasz :D
-
Gość: Brahdelt, *.dynamic.chello.pl
2015/04/09 13:38:47
Po pierwsze, Finka pisze się z dużej litery. A po drugie, wybierz jakąś szczupłą niewysportowaną, bo Ci się szczęka nadwyrężyć może od tachania w zębach dużej fińskiej niewiasty!....... *^O^*~~~~~
-
2015/04/09 15:48:29
Marga - wierz mi, że są chwile, że i mnie ta wizja nie jest przykrą ;-))
-
2015/04/09 15:48:58
Brahdelt - słuszna uwaga, zjem trochę sera żeby wzmocnić zęby i rozejrzę się wśród współemigrantów ;-))
-
2015/04/09 17:52:42
Pół biedy, że w pidżamie w misie na tę telekonferencję...

Zastanawiam się jeszcze nad tym kurczakiem. Chomiki w naturze nic podobnego raczej nie jedzą chyba? Ew. jakieś pędraki czy coś. Jak to jest?
-
2015/04/09 17:58:19
Rozieblox - od czasu Smutnego Przypadku koleżanki, która wpadła na pomysł powitania w stroju frywolnej uczennicy małżonka, który nie wpadł na pomysł żeby zadzwonić przed powrotem do domu że przywozi na kawę mamusię i ciocię wszystkie bardzo się pilnujemy żeby wychodzić z sypialni/otwierać drzwi w stroju bardzo przyzwoitym.
Niemniej wstyd jak beret, Trener poleci teraz do tej zakichanej Kalifornii i jestem pewna, że pierwsze heheszki powitają go już w progu firmy.
Ech, yo.
;-)

A chomiki są jak najbardziej mięsożerne, jak taki chomiczek o ślicznym, miłym pyszczku dorwie owada to słychać tylko krótkie furczenie. Świeżego kurczaka, wołowinę, krewetkę czy rybę można w niewielkiej ilości podać raz na jakiś czas. Mysz ostatnio jadła nawet odrobinę wątróbki (i oczywiście wyglądała chwilę później jakby zmieniała się w Szatana, wiadomo) :-)