squirk77@gmail.com
Blog > Komentarze do wpisu
To kwi or not to kwi.

No wrócił, wrócił, dość tego rozbijania się po Amerykach.
Zwłaszcza, że bardzo szkodzą na zmysły. Czy wasi mężowie też tracą na wyjazdach wzrok i czucie w palcach?
Bo Trener pogłaskał mnie czule po łebku, złapał w dłoń mój kucyk (o wiele mniej kucyka niż kiedy wyjeżdżał, wcześniej kategorycznie zabraniając mi obcinania włosów) i zapytał "Co to jest?!"
Otóż jest to, mój drogi, wyłącznie Twoja wina bo gdybym nie musiała tu siedzieć przez prawie dwa tygodnie sama jak palec albo cośtam tobym nie szła podcinać końcówek (o ca 15 cm) i pasemek też bym nie robiła.
Pasemka także zauważył ale też po swojemu, mianowicie przyjrzał mi się uważnie i powiedział:
 - Ładnie wyglądasz, tak pasiaście...Jak warchlak.
Co jest oczywiście nieprawdą gdyż wyglądam raczej jak mysz berberyjska.

W każdym razie wrócił i przywiózł mi znaczącą część asortymentu sklepu firmowego MAC a ja chyba oszalałam z tej samotności bo się ucieszyłam zamiast zrobić histeryczną scysję z powodu tego prezentu który jest przecież oczywistym komunikatem "Okropnie wyglądasz, masz tu, zrób z tym coś!"
No ale już przepadło, jak się ucieszyłam to nie będę teraz w histerię wpadać. Trudno, będzie na następny raz.
Gdyż znów będę miała okazję wkrótce. Konkretnie to za miesiąc. Trener leci do San Francisco, znów, za miesiąc.
Nikt mnie nie uprzedził że po latach związek wygląda tak, że kobieta siedzi w domu a jej amore wpada raz na jakiś czas po gitarę, chwilę się pokręci, śmieci wyrzuci i wziu.
Zastanawiam się czy nie polecieć z nim. Chyba, że te konferencje i szkolenia to tak naprawdę kochanka, no to wtedy wiadomo, że nie wypada tak we dwoje.

Tęsknię za Myszkiem i mam dość bezmyszości w domu, aktualnie jestem na takim etapie że najchętniej wpadłabym do zoologicznego i wyniosła w objęciach wszystko, co puszyste, z ptasznikami włącznie. Niestety na razie nowe Myszy nie wchodzą w grę bo czeka nas kilka wyjazdów a nie zostawię w zwierzęcym hotelu młodziutkich, w połowie oswojonych piszczydeł.

Przeczytałam wczoraj o rozbrajającym pomyśle podmienienia w WC odświeżacza na klakson na sprężone powietrze, bardzo głośny, i śmiałam się tak że mi coś strzeliło w dolnych partiach pleców i boli do dziś. Co nie jest takie złe nawet bo mogę oficjalnie nic nie robić jako nieszczęsna bidusia, piję herbatę i gram na telefonie w Polski Fight - wszystkim wpierniczyłam i od razu mi lepiej.

Obiecałam koleżance A. że opiszę scenkę rodzajową z udziałem dziecięcia której byłam świadkiem kilka dni temu.
Poszłam otóż po faszerowane papryczki do sklepu na ulicy Wieprzowej...

...i tu muszę przerwać i wyjaśnić, że w Dublinie nie ma ulicy Wieprzowej i to, co (będąc już strasznie starą i ślepą, jak wiemy) brałam za fantazyjny napis Pork Street ma tak naprawdę C zamiast P. Cork Street. Nie Wieprzowa, na pewno.
Przepraszam wszystkich których przez ponad rok z najlepszymi intencjami kierowałam na Wieprzową - mam nadzieję, że jakoś się domyśliliście.
(Za to rzeźnik jest w Alei Szpiku Kostnego.)

W każdym razie poszłam po te papryczki, w sklepie jak zwykle wesoły gwar, ludzie spokojnie wybierają, kupują i nagle o ja pierniczę jaki wrzask. Przed koszem z jakimiś promocyjnymi zabawkami stoi dziewuszka o bardzo zdrowych płucach i drze się z ogromnym zaangażowaniem.
Do dziewuszki przyskoczyła mamusia i zapytała rzeczowo czystą, dźwięczną polszczyzną czy ma jej dać klapsa za wrzaski w sklepie. I zasugerowała żeby się młodzież uspokoiła bo żadnej zabawki i tak nie dostanie bo mamusia nie ma pieniążków. W koszyczku mamusi leżała butelka wódki, wino i jakieś inne drobiazgi, pewnie nietanie więc nic dziwnego, że jakieś jeździdełko za głupie 4 euro było poza finansowym zasięgiem mamusi.
Do nieletniej dotarła dziejąca się oto niesprawiedliwość bo przerwała koncert, nabrała powietrza w płucka i ryknęła przejmująco:
 - A na wódkę to masz!
Sądząc po licznych heheszkach wokół Polaków w sklepie na Wieprzowej Cork Street było tego dnia wielu.
Zmieszana mamusia wyjęła z koszyczka wino i wrzuciła tę nieszczęsną zabawkę. Miło.

Czy można śmiechem złamać sobie tyłek? Poszłabym miętosić Pierwszego Kota Sąsiedzkiego ale nie wiem czy dam radę wyjść. Czuję że sobie jeszcze kilka dni pokwiczę przez te plecy.
(Czyli odpowiedź na pytanie w tytule postawione tak śmiało brzmi chwilowo "to kwi".)

poniedziałek, 27 kwietnia 2015, squirk

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2015/04/28 07:37:52
Ja ze trzy lata miałam zaćmę na oczach i widziałam "Kudowa Stone" zamiast Kudowa Słone. Taki nasz Yellowstone ot co! Nie możesz pozwolić żeby stan bezmyszowości trwał zbyt długo. Bezmyszowość jest niezdrowa zdecydowanie. Mój mąż zauważa grzywkę - zawszę jak ją obetnę to jest zadowolony bo mnie w krótkiej grzywce lubi (wystaw sobie, że jak jest dłuższa i zaczesuję ją na bok to podchodzi i mówi pieszczotliwie że mi się "bawołek" robi). Reszty cięć nie zauważa dopóki potrafię związać włosy w kucyk.
-
Gość: Halina, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2015/04/28 08:58:00
Miałam podobną sytuację kilkanaście lat temu, gdy syn był mały. Wykłócał się o czekoladę. Ja miałam wino w koszyku. Nie byłam nałogowcem, czekolady mu z reguły kupowałam co kilka dni, wino sobie - może raz na miesiąc, a może rzadziej. Nie ustąpiłam. Usłyszałam reprymendę od pani stojącej obok - a właściwie zawoalowaną groźbę o odebraniu dziecka. Przetłumaczyłam synowi wprost. Przestał płakać powiedział "przecież Ty mnie nie oddasz". Nie miałam zamiaru go oddawać, nie miałam zamiaru zamieniać go w terrorystę, a mamusi też czasami się jakaś lalka czy wino należy.
-
2015/04/28 14:52:36
Karolinka - Ty to masz światowe życie! ;-))

Myszy za jakiś czas, podobno (bo jeszcze nie powiedziałam w tej kwestii ostatniego słowa) mamy lecieć (lecieć!!!) do Polski a potem jeszcze gdzieśtam a potem będę wleczona po tych Sanfransiskach. No nie wiem, nie wiem.

Warchlak, bawołek...Szczęściary z nas po prostu.
;-))
-
2015/04/28 14:57:09
Halina - też nie przypuszczam żeby opisana mama miała problem ze spożyciem, oboje ładnie ubrani i zadbani, ona kulturalna (co się, niestety, wśród lokalnych Polek zdarza - zdarza, nie jest normą, stąd "niestety") a poza tym skoro młodzież się darła znaczy, że metoda była wypróbowana i udawało się w ten sposób uzyskiwać dobra w przeszłości ;-) Niemniej reakcja dziewuszki była rozbrajająca.

Przypomniałaś mi jak niedawno temu kupowałam wino właśnie a poza tym kilka słoiczków z dzieckowym jedzeniem dla Myszki Staruszki - załapałam się przy kasie na kilka spojrzeń w rodzaju "W domu dzieciątko bardzo nieletnie a ona chleje!" ;-)
-
2015/04/29 08:13:03
Moje np. wrzeszczy na wieść, że leje deszcz i nie pójdziemy na spacer. Deszcz jak dotychczas nigdy nie uległ i nie przestał padać. Równie oporne są zamki błyskawiczne w kurtkach i bluzach - czasem nie chcą się zapiąć, i w ogóle nie reagują na krzyki. Więc to nie koniecznie jest tak, że metoda wypróbowana - dzieci potrafią próbować terroru w nieskończoność, nawet gdy nigdy przez to niczego nie uzyskały.
Zastanawiam się, kiedy przestanie się drzeć? My dwoje jako dzieci byliśmy raczej spokojni, zupełnie nie wiem, skąd toto się wzięło - człowiek czasem się poważnie zastanawia nad zatkaniem otworu gębowego dużym kartoflem, lub czymś podobnym...
-
2015/05/05 04:40:59
Autumno :-) - zauważ, że to się w zasadzie nie zmienia kiedy człowie osiąga wiek, teoretycznie, dorosły. Z mojego doświadczenia wynika że woreczki strunowe nie reagują na "zapnij się wreszcie ty cholero" a słoiki na "jak tobą trzepnę o blat to się może wreszcie otworzysz". Generalnie świat jest tak jakby raczej przeciwko nam.
;-)
PS. Przez ostatnie dwa dni też miałam ochotę wrzeszczeć na deszcz, pozdrowienia dla Młodej :-), kiedy już się zdecydowałam to zrobiło się ślicznie i ciepło. Straszna ta Irlandia, nie ma się jak wyżyć.
;-)
-
2015/05/05 13:47:16
Niemniej jednak dorosły człowiek używając ustnej perswazji, nawet wobec co bardziej opornych obiektów, posługuje się nieco niższym poziomem decybeli, niekoniecznie słyszalnym w całym bloku.
-
2015/06/04 20:44:50
Rozbijania, czy Ameryki szkodzą na zmysły?
A może zmysły (w wyniku rozbijań) prysły?
:D