squirk77@gmail.com
Blog > Komentarze do wpisu
"Szparagi a zeby sprawdzic, czy sa swieze to potrzec je o siebie i jesli kwicza to brac smialo"

No, jestem. Rada dot. szparagów (z forum) pewnie już spóźniona ale jeśli nie to proszę korzystać.

Notkę zaczęłam pisać kilka dni temu ale potem mnie Trener porwał na oglądanie owiec i tyle z tego było. Owce bardzo ładne, kolorowo poznaczone na sempiternach i bardzo żwawe oraz o szerokich horyzontach - były wszędzie. No nic, obejrzeliśmy co tam było do obejrzenia (polecam Arboretum na cześć JFK i statek Dunbrody), spaliliśmy sobie nosy (upały są) i jestem.

Zacznę od tych zaległych kotów co je obiecałam bo kilka osób pytało a koty są miłe.
Pojechaliśmy zwiedzać twierdzę Tomar bo nie wypadało jej nie zobaczyć, po czym poszliśmy we czwórkę szukać obiadu i zetknęliśmy się z czymś, czego, jak nas zapewniano, w Portugalii nie ma i proszę się nie obawiać, wszystko będzie otwarte. Ze sjestą mianowicie. Była wszedzie, tzn. miasteczko wymarłe dokumentnie, mieliśmy szansę tylko na kawę co w upale sensu większego nie miało. W końcu w bocznej uliczce znaleźliśmy niewielką restaurację i strasznie się ucieszyliśmy, bo była otwarta a właściciel bardzo serdeczny. Tak wywnioskowaliśmy z tego, że się uśmiechał, bo po angielsku nie znał ani jednego słowa, na szczęście menu było z lengłidżem a syn nieco właściciela nieco angielskojęzyczny więc pokazaliśmy palcem które ryby chcemy skompromitować, ryby przyniesiono, zaczęliśmy się opychac jak jacyś sołtysi i wtedy usłyszałam pierwsze "mił".
W progu stało nieduże, rude kocię, bardzo puszyste i najwyraźniej głodne.
W pośpiechu wyszukałam w plecaku woreczek, woreczek dostał nazwę Kociwór, i jęłam deponować tam co delikatniejsze kawałeczki ryb pilnując, żeby bez ości, no bo to kocię małe przecież. Kociwór pęczniał, w końcu patrząc, czy właściciel nie widzi, poszłam i dyskretnie usypałam przy kocięciu rację żywnościową. Wtedy zaczęło pęcznieć i kocię.
Niestety właściciel usłyszał miauki i zaczął niebożę wypędzać, ale nie jakoś stanowczo, wrócił na zaplecze a ja usłyszałam kolejne "mił", takie bardziej piskliwe, obejrzałam się i niemal zasłabłam bo obok kocięcia pierwszego stało drugie, maleńkie jak dłoń, puchate jak bazia, czarne, śliczne i żywo zainterowane pęcznieniem. Poleciałam karmić mimo syków otoczenia, że co ja gupia robię, zaraz nas stąd wypędzą. Na szczęście właściciel nadal na zapleczu, kocięta pęcznieją, ja cała zadowolona bo nikt nie widział, konspiracja i czujność górą, zjedliśmy, zbieramy się.
I wtedy podchodzi do nas właściciel z talerzem pełnym rybich szczątków, śmieje się a jego syn mówi, że skoro tak lubię karmić koty to oni przygotowali trochę jedzenia ale niech je kotom dam kawałek dalej żeby się nie przyzwyczajały do restauracji bo nie wszyscy goście je lubią.
Tak oto skompromitowałam siebie i rodaków w Tomar. Kotów tam bardzo dużo więc jeśli ktoś chciałby iść w moje ślady to znajdzie wiele obiektów zainteresowanych. Proszę zabrać Kociwór.

Co poza tym. Jakiś czas temu zadeklarowałam uroczyście, że nigdy nie polecę samolotem bo się boję a Ameryki nie ujrzę na oczy bo tam albo strzelają albo wzywają prawników i tyje sie od samego patrzenia na jedzenie.
W życiu się tak nie pomyliłam, jak się okazało. Trener serdecznie wyśmiał moje obawy, zarezerwował bilety na lot do sąsiadów i kilka tygodni później, blada i drżąca, przepiszczałam nerwowo 40 min lotu do Szkocji. Prawdopodobnie jestem jedyną osobą która przeżywała turbulencje jeszcze na ziemi. No a potem to się zaczęło na poważnie i w końcu musiałam jechać do ambasady z podaniem o wizę bo jak wiadomo w tej Ameryce, co to miało mnie tam nigdy nie być, chcą wizy.
Zrobiłam stosowne zdjęcia dowizowe na których wyglądałam blado, wielkooko i z takim śmiesznym ryjkiem. Trener mnie dopadł w drodze do domu i pyta, co mnie tak martwi. Więc mówię:
 - Zdjęcia zrobiłam. Jestem blada, mam wielkie oczy i zmartwiony, śmieszny ryjek. Wyglądam jak strapiony ryjkonos...
 Na co Trener, współczująco:
 - No tak, tak...A na zdjęciach jak wyszłaś?
Uduszę go kiedyś.

Podsumowując - byłam (m.in.) w Ameryce, jest bardzo wielka, prześliczna i nikt nie strzelał. Zrobiłam wiele pieknych zdjęć i jeszcze więcej mniej pięknych. Rozważam założenie blogaska ze zdjęciami, trochę tego jest, Ktulu i Mysza zwiedzili kawał świata, dołączyli do nich Hamsta i Kaczka dla Psów. Właśnie do mnie dotarło jakie mam zaległości w blogowaniu i ile się u mnie pozmieniało, orrany.

Za Myszami tęsknimy ogromnie.

Jeśli macie jakieś pytania nie krępujcie się i pytajcie, odpowiem w następnej notce, wiem, że długo mnie nie było i mam tyle nowości do opisania że nie wiem, od czego zacząć. Pozdrawiam, miejcie Państwo udaną resztę dnia.

PS. Przypomniało mi się jeszcze - czekamy na lotnisku w Dublinie, lot do Krakowa, kolejka pod bramką już się ustawia, przy nas dwie rodziny rodaków z otroczkami. U boku rodziców igra zabawką dziecię płci żeńskiej, zauważyła to dziewczynka z drugiej rodziny i zaczęła się zaprzyjaźniać. Dziewczynki się bawią, z zadowoleniem przyglądają się temu obie rodziny stojące obok siebie, w końcu ojciec dziewczynki nr 1 uznał najwyraźniej, że głupio tak nic nie powiedzieć, ładnie się dzieci bawią, trzeba zagaić. Odwraca się więc do rodziców dziewczynki nr 2, uśmiecha się i rzuca:
 - No dzień dobry, państwo też do Krakowa?
Mieliśmy łzy w oczach.

poniedziałek, 19 czerwca 2017, squirk

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2017/06/19 16:04:09
Squirk, nie wyobrażasz sobie jak ogromnie mnie ten wpis ucieszył. powoli traciłam już nadzieję na Twój powrót do blogowania. rób co chcesz: pisz, albo tylko wrzucaj fotki, chociaż najlepiej jedno i drugie, ale błagam, nie zostawiaj nas więcej samych na tak długo:***
-
2017/06/19 16:22:31
Emma :-)) - nie byłam pewna, czy wrócę, odejście Myszy przeżyłam dużo mocniej, niż sądziłam, niemal straciłam chęć do życia na długo, trudno było nam się po tej stracie pozbierać, takie małe tuszki a tyle miłości. Poza tym trochę choruję i to też mi nastroju nie poprawia. Niemniej wróciłam i będę się odzywać, może się znów rozkręcę jak kiedyś, spróbuję i dziękuję, że zaglądasz :-))
-
2017/06/20 22:07:26
Ostatnio Boże Narodzenie jest częściej niż notki... Uprzedzaj, to będę zawczasu monitor przybierać lampkami, takie święto nie może przejść niezauważone.
-
2017/06/20 22:11:04
Autumna :-) Zastanawiałam się, czy nie pisnąć na forum ale uznałam, że jeśli zauważycie wpis to będziecie miały niespodziankę, mam nadzieję, że miłą. Myślę już nad kolejną notką więc jeśli zainstalowałaś lampki to je zostaw ;-))
-
Gość: Mauaija, *.dip0.t-ipconnect.de
2017/06/21 17:42:28
Kiedyś w kawiarni pewna niewiasta nachalnie rzucała we mnie spojrzeniami i w końcu zagadnęła: Przepraszam, ale czy pani to pani? Odpowiedziałam Nie, to nie ja.
Bardzo sie cieszę, że zaczęłaś znowu postować i liczę na więcej. I częściej:).
Ewa
-
2017/06/21 17:52:21
Mauaija :-) Jeśli to akurat nie byłaś Ty to w porządku. Co to w ogóle za pomysł żeby zaczepiać człowieka i pytać, czy jest sobą, przecież to sprawa osobista. ;-)
Postaram się pisać częściej, cieszę się, że zaglądasz :-)
-
2017/06/22 08:22:25
A czy ujawnisz oblicza nowych towarzyszy podróży? Tylko Ktulu i Mysza kiedyś mignęły na Fanpejczu.
-
2017/06/23 12:16:29
do hameryki mię wolami nie zaciągną! ale Indii, to Ci już zazdroszczę :D

pees:
a czemu oni te owowce malujo?
-
2017/07/11 17:15:06
Autumno - z przyjemnością, dziś jakoś szarawo ale jak się pogoda poprawi zrobię elegancką sesję zdjęciową, zasługują na to. :-)
-
2017/07/11 17:18:13
Marga - też podchodziłam do Ameryki jak pieseł do jeża ale teraz tęsknię, naprawdę niesamowity kraj (no, przynajmniej Floryda - w Miami Keys jestem zaświergolona - i Kalifornia, też cudo). Indii się niego obawiam, wiadomo, zupełnie inna kultura a ja blada, jeszcze mnie porwo czy co.

Owce maluje się po to, żeby oznaczyć swoje - każdy pasterz - a wypasają często stada mieszane na jednym wielkim terenie - wie dzięki temu, które zwierzątka są jego. Takie owce sobie pokopytkają, zapoznają się ale co jakiś czas trzeba je spędzić, wtedy spędzają w jedno wielkie stado i każdy wywleka z niego swoje beczące własności ;-)
-
2017/07/11 21:23:51
Jakoś mnie te koty nie dziwią :) Jesteś połączeniem Dr Dolittle z Radagastem Burym ot co. Jedyne czego mogę Ci życzyć to wielkiej posiadłości z ogromem miejsca dla zwierzaków i miniwersalem dla myszy ofkors :).
-
2017/07/11 21:30:26
Karolinka :-) - czy Ty masz jakąś zmowę z Trenerem? Bo on też "a może byśmy dom kupili" a mnie się slabo robi bo przecież dom = wincyj! sprzątania. No ale fakt że i Myszy więcej by się upchnęło. I jeże. I burunduka. I lotopałanki. Na kota nie liczę boby mi się chłop na śmierć zakichał a jest jednak fajniejszy niż koty (choć trudno w to uwierzyć, wiem) ;-)
Notka się pisze, z przerwami bo mam coś do zrobienia i się to strasznie wlecze, ale się pisze.
Uściski <3