Tagi
squirk77@gmail.com
RSS
czwartek, 31 stycznia 2013
Dzień, w którym niczego nie zgubiłam...

..to stanowczo nie dziś, znalazłam wczoraj miarkę krawiecką zgubioną przedwczoraj i dziś znów jej nie ma, niepokojące to trochę.

Robię zamówienie promysie, bo Puchove Panienky zużywają kołderki w tempie błyskawicznym, ale coś mi się robi w środku kiedy widzę twórczość w rodzaju "tunel dla kota o długości 120 cm" czy "karma świnka pełnowartościowa". Krótkie koty i wybrakowane np. na wąsach świnki mają przegwizdane. No i kto robi dla gryzoni kolby bekonowe? W naturze, o ile wiem, chomiki nie rzucają się na dorodne prosięta żeby upierniczyć im kawałek nogi i nie wieją z tym mięsem w pyszczku za stodołę, żeby się opchać jak jakiś sołtys. O, proszę, "karma dla chomika 400 g w worku", omaszcilos, taki PO ZBÓJU ten chomik, pewnie ze strachu go w tym worku trzymają.
O, i "delicje z bobrów" zobaczyłam ale na szczęście okazało się, że chyba ślepa jestem, "z borów" są, żadnemu bobru krzywda się nie stała.
Poza tym pada jakby nie miało niczego innego do roboty.
Popatrzcie sobie Państwo tutaj, sporo promocji i wysyłka paczkomatem gratis.
Ahahaha, "tunel dla kota z rękawami".

Zostawiam Was z króliczkiem, kotkiem i ohydnym potworem romantycznym. A to na wypadek końca świata - od razu zamówcie, żeby każdy miał własnego. Wracam robić rzeczy nudne i złorzeczyć aurze.

PS. Ponieważ dostałam w ciągu ostatnich dni aż trzy pytania o to, czemu nie biorę udziału w konkursie na bloga roku postanowiłam odpowiedzieć hurtem i przy okazji zapobiec tego typu pytaniom w przyszłości. Odpowiedź jest starannie przemyślana i brzmi "Chyba sobie żartujecie". Żadnych reklam, żadnych konkursów, to skromny blog na peryferiach a właścicielka jest nieśmiałą mimozą i nie wychynywywuje.

PSS. "Drapak dla kota z wymiennym wkładem", zasłabłam.

poniedziałek, 28 stycznia 2013
Co słonko widziało.

Bez długich wstępów wprost Wam napiszę, że byłam na zakupach i co w związku z tym.
Wyszła niżej podpisana od lekarza i myśli sobie że ach, cóż jej szkodzi zakupy od razu machnąć, będzie miała z głowy a może akurat kaczki rzucili i będzie mogła omieść je pogardliwie wzrokiem bo przecież nie kupi żadnej mając w domu mnóstwo kaczek.
Jak pomyślałam tak zrobiłam tylko w kwestii kaczek sprawa się rypła bo akurat nie mieli ale poomiatałam sobie wzrokiem różne rzeczy zyskując tym samym tak zwaną satysfakcję z dobrze wykonanej zaplanowanej czynności.
Uwagę moją i całej reszty obecnych przykuły jednak w znaczącym stopniu nie rzeczy do nabycia/zignorowania ale czynnik ludzki, mianowicie Babcia z Wnusiem. Stosunki interpersonalne między wymienionymi były jasne dla wszystkich bynajmniej nie zainteresowanych ponieważ Babcia, nie będąca najwyraźniej pewna, czy dziecię jest świadome łączącej ich więzi, sporadycznie zasypywała je pytaniami pomocniczymi w rodzaju "Kto jest ukochanym wnuczkiem babuni, no kto?" demonstrując przy tym fatalny wpływ wieloletniego palenia na struny głosowe co usiłowała zatuszować decybelami. Przy trzecim pytaniu miałam ochotę podejść, postawić dziecię przed jejmością i ryknąć "TO jest ukochany wnuczek babuni, proszę sobie zapisać albo przykleić mu karteczkę na czole!". Oczywiście powstrzymałam się gdyż w porę przypomniałam sobie, że jestem lejdi oraz milutka jak koteczek, pożałowałam tego chwilę później. Robiłam zakupy co kilka minut zaskakiwana obecnością babci i wnusia w innych częściach sklepu, a to babunia chowała się przed znudzonym malcem za jakimś regałem, a to uskakiwała nagle za stos żywności azjatyckiej przez cały czas usiłując wywołać uśmiech na twarzy ogłuszonego już zapewne i zrezygnowanego otroczka. Organizm przyzwyczaił się w końcu do jazgotu i popełniłam błąd pozwalając sobie na chwilę zamyślenia.
I w tym momencie przed moim wózkiem zmaterializował się mały bohater dramatu i wtedy za moimi plecami rozległ się ryk:
 - TO JA, BIEDRONKA PSTRA!
Myślałam, że do wózka wpadnę.
Niewiarykuźwagodne że trafiło akurat na mnie, z tego wszystkiego listę zakupów zgubiłam i teraz nie wiem, co kupiłam. Jestem nieco przygłucha i zmęczona stąd notka zupełnie na serio i bez żadnych symptomów posiadania poczucia humoru czyli jak zwykle w sumie.

A teraz coś z zupełnie innej beczki. Stali czytelnicy znają komentującą u mnie sporadycznie Emilyann, która z niejasnej dla mnie przyczyny nie prowadzi jeszcze blogaska własnego (a szkoda) ale jestem świadoma, że nie jest to obligatoryjne. Emilyann wygadała się, że ma jutro urodziny, chciałabym uczcić to niewielkim obciachem na Jej cześć - gdyby ktoś ze współkomentujących mial potrzebę obrzucić Emilyann stekiem życzeń i pochwał za wielomiesięczny trud komentowania niech się nie waha, komentarze były zawsze wysokiej jakości i jestem dumna, ze są u mnie (i nie oddam, mowy nie ma).
Emilyann, niech Ci gwiazdkaaa...Hep! Sory. Sto lat, serio :-*

Obrazeczki mam przygotowane - óczuciowy kot, zdrowa żywność oraz krótki opis jednego miasta oraz wesoła historyjka obrazkowa rozbawią Was być może w moim zastępstwie, ja jestem ogłuszona i mam wolne, o. Miłego dnia Państwu, ubierzcie się ciepło zwłaszcza w nos, rurzowy nos wygląda tak sobie, wiem, bo mam.

PS. Dziękuję za wszystkie komplementy pod adresem Diablotek na Fanpejczu, nie wiem, czy im przekazać, i tak są już rozpieszczone i bardzo pewne siebie, sporą część wczorajszego popołudnia spędziłam usiłując przekonać Mniejszą, żeby wyszła z rękawa mojej bluzy. Szalenie ją moje wysiłki bawiły i, że tak to subtelnie ujmę, zapewne byłyby interesujące dla jakiegoś kynologa z fiksacją analną ponieważ poszły przysłowiowemu psu w przysłowiową toporządnybloginieużywamytutakichwyrazów.

niedziela, 27 stycznia 2013
Inwazja

na Fanpejcz - nie mówcie potem, że nie ostrzegałam. KABOOOM!

To zamiast notki gdyż zaniemogłam, nadrobię po odzyskaniu sił witalnych, miłego weekendu Państwu życzę, nie przesadzajcie z wykonywaniem wysiłku fizycznego bo to męczące przecież a gdyby ktoś chciał sie przeziębić i zarazić współmieszkacza to polecam Metodę Trenera - codzienne bieganie po lesie póki nos nie zrobi się rurzowy a polar wilgotny. Działa bez pudła. Aciu!
Wracam na sofę dziękować stosownym bogom za Kikę, która właśnie wpadła z reklamówką wsparcia żywnościowego, om nom nom, a Wy nie ważcie się chorować, załatwimy to za Was, nie ma za co.
Aciu, aciu! Wzdych.

PS. Brahdelt mi powiedziała że w Biedronce są kaczki po 10 zł/kg.
Kika wpadła po ciastka, które jej upiekłam i mówi, ze biegnie dalej, bo musi jeszcze do Biedronki zajrzeć.
Więc mówię jej, że Brahdelt mówiła, że w Biedronce są kaczki po 10 zł/kg.
I w tym momencie Kika pyta mnie, czy chcę kaczkę.
Czy chcę kaczkę.
Też coś.

PPS. Chciałam, ale jedną, więcej nie zmieści mi się do zamrażalnika, są tam kaczki.

środa, 23 stycznia 2013
Jak nie zrobić żeberek smażonych po chińsku.

Witam Państwa na drugim odcinku serii "Noł noł noł nie zróbcie tego przypadkiem w domu ani nigdzie indziej, dla własnego dobra, serio serio", część pierwszą znajdziecie tutaj.

Dziś zajmiemy się porcjowaniem żeberek do wybranej potrawy. Żeberka zostały odjęte zwierzęciu humanitarnie inhumowanemu po długim, szczęśliwym życiu, nabyliśmy drogą kupna stosowną porcję i nagle cóż my paczamy, kawałki są zbyt duże, trzeba coś z tym zrobić i już my wiemy, co, zwłaszcza, że planujemy zrobić smażone żeberka po chińsku i potrzebujemy małych kawałków.
Zakładam, że każdy zainteresowany dysponuje tasakiem - czasy są, jakie są, wpadanie w berserk bez wymachiwania stosownym sprzętem ośmieszyłoby nas w oczach wrogów, o wizerunek trzeba dbać a i w kuchni się taki tasak przyda. Nie wiem, jak Państwo, ja posiadam tasak w wersji damskiej, lekki, wyważony, idealny do porcjowania czy rzucania do celu. Jest moim drugim (po kujce do jajek) sprzętem jaki planuję zabrać na planowaną z gangiem Kosz Angels inwazję na Konstancin, stali czytelnicy pamiętają zapewne, że planujemy grabież i, w ramach poprawienia mieszkańcom nastrojów, wesoły festyn połączony ze świniobiciem i wyborami Królowej Aktualnie Pozyskiwanego Warzywa Korzeniowego - przypuszczam, że znajdę dla swojego tasaka szereg praktycznych zastosowań no ale nie o tym dziś miałam.

Dany jest tasak.
Dane są żeberka.
Oraz czynnik ludzki który niech czyta i bierze się do roboty bo czas nie stoi w miejscu i obiad sam się, nieprawdaż, nie zrobi. 

1. Przygotuj stanowisko pracy - najlepiej użyć niedrogich mebli kuchennych, taniej deski i taniego ręczniczka/ścierki kuchennej do podlożenia pod wyżej wymienioną celem stłumienia odgłosów uderzeń i/lub okrzyków bólu. Przyda się także Pojemnik na Żeberka Już Poporcjowane.
2. Ułóż na desce porcję żeberek, przygotuj tasak.
3. Obrzuć powyższe wzrokiem niechętnem przypominając sobie, że jako istota subtelna i wiośniana rączyny masz słabe i jak Ty sobie poradzisz z całym tym rąbaniem, o losie małofajny.
4. Unieś tasak, wyceluj, dla pewności zamknij oczy.
5. Nie da się tego ująć inaczej, sory - pieprznij zdrowo w obiekt mięsny leżący przed Tobą.
6. Zdejmij z twarzy drzazgę z deski, pogratuluj sobie zamknięcia oczu bo blisko było.
7. Ponownie ulokuj żeberka na desce, uderz.
8. Brawo, uzyskałeś bardzo mały kawałek żeberka, to Twój pierwszy sukces, możesz z dumą przełożyć ten drobiazg do PnŻJP.
9. Podniesiony na duchu zmień taktykę - łatwiej będzie przecież przecinać żeberka porozdzielane a nie całą wielką porcję. Porozdzielaj żeberka, wybierz kandydata nr 1, ułóż go na desce, powtórz serię czynności nieuchronnie przybliżających Cię do sukcesu.
10. Otwórz oczy i pozwól sobie na chwilę zadumy - przed chwilą leżało przed Tobą żeberko, aktualnie nie ma go tam ani nigdzie wokół. Poświęć chwilę na szukanie.
11. Z uśmiechem ulgi przypomnij sobie, gdzie porcjujesz - pochyl się, odklej zmięte żeberko od spodu szafki kuchennej, umyj, przygotuj do powtórki.
12. Wyceluj staranniej, czas leci.
13. Brawo, udało Ci się przeciąć żeberko mniej więcej w połowie. Bardzo mniej więcej, ale cel został osiągnięty.
14. Entuzjastycznie przystąp do przecinania kolejnego żeberka.
15. I jeszcze raz.
16. Obejrzyj deskę - mówiłam, trzeba wybrać tanią.
17. Wrzuć cholerne żeberka cieszące się niezmiennie integralnością do pojemnika, obdyźdaj w mące, soli i pieprzu, podsmaż, uduś z cebulą i kminkiem.
Smacznego!

Wasz Kuchcik

 

Pozwolę sobie zatusić - tuszę, iż powyższy przepis będzie pomocny każdemu, kto nie ma najmniejszego zamiaru poporcjować nabytych żeberek i usmażyć ich po chińsku. Bazując na latach doświadczeń zapewniam, że korzystając z moich porad zagwarantujecie sobie Państwo posiadanie żeberek nienaruszonych i niechińskich, nie ma za co.
W następnym odcinku poradnika poinstruuję zainteresowanych jak nie upiec piersi kurczaka w fantazyjnej plecionce z ciasta francuskiego, sukces gwarantowany.

PS. Ahaha.

 

 

poniedziałek, 21 stycznia 2013
"Chyba wolałabym kawę i wielki kawałek ciasta niż seks z moim mężem"

wyznała wczoraj w oglądanym przeze mnie programie o Ludziach z Nadwyżkami w Cyrkumferencjach i Wprost Przeciwnie pani o rozmiarach średniego Bataliego. Rozumiem ją, też wolałabym kawę i ciasto od seksu z jej mężem.
Ponadto oglądam ze sporym poświęceniem program "Promzillas" - w skrócie chodzi o to, że troje prowadzących walczy zaciekle o tytuł posiadacza najbardziej nienaturalnego uśmiechu ever ale znajdują w przerwach czas także na to, aby pomóc przygotowującym się do studniówki uczniom w kompletnej metamorfozie a ewentualnie także w spektakularnym ośmieszeniu się. Myślałam, że się zmikczę wczoraj kiedy to panienka zafarbowana na najbardziej blond blond jaki w życiu widziałam stwierdziła, że jest w szkolnej elicie i ma piękną sukienkę więc koronę królowej balu ma w kieszeni, jest fanką stylu plastikowej Barbie, jej idolką jest Katie Price i w sumie to nie potrzebuje rady ale może o jakąś jednak zapyta żeby, cytuję, nie wyjść na głupią. Spoko, nie ma obaw moim zdaniem. Bardzo wesoła jest telewizja zazwyczaj, ktoś jednakowoż nie przemyślał tytułu tego czy owego. Rozumiem, że są programy o psach i kotach, o pielęgnacji kwiecia ale tytuł "O seksie z mamą i tatą" jakoś bym jednak przerobiła.

Poza tym zgubiłam puszkę brzoskwiń w syropie ale bardziej zdumiało mnie znalezienie słoiczka z zielonym pieprzem w zalewie, którego to pieprzu na pewno nie kupiłam. Być może skrzaty się zreflektowały że wypada się czasem zrewanżować za te pół tony towaru, który mi podprowadziły, jeśli jakiś skrzat to czyta proszę także o sensowny przepis bo nie mam na ten pieprz pomysłu.

Grupa wsparcia fitnessowego się tworzy i napiszę trochę takich tam.
Osssochozi? - Chodzi o to, żeby osoby regularnie machające łapkami czy czym tam machają a do tego będące stałymi czytelnikami i zaprzyjaźnionymi blogerami miały i dawały wsparcie w kwestii ćwiczeń, diety, sprzętu i innych takich. Będą przepisy, dzienniki aktywności dla chętnych, motywujące pacanie łapką i wsparcie Trenera Osobistego który JEST moim Trenerem a do tego milutki jest jak koteczek* i jak się go o coś zapyta to powie, co wie, a wie bardzo dużo. Grupa będzie prowadzona na poważnie a ponieważ taki ze mnie admin jak baletniczka będę wdzięczna za porady i inne takie. Plan treningowy w wersji podstawowej wysłałam w mailach, kto nie dostał proszę o wydanie odgłosu klawiaturą. Jeśli ktoś ze stałych paczaczy regularnie ćwiczy a jeszcze się nie przyznał i chce do grupy dołączyć niech jak wyżej. Będzie pot, krew i łzy. Albo się po prostu zmachamy trochę, co kto woli. Ja wolę się zmachać bo krwi mam tylko parę litrów i mi żal.
Osssoniechozi? - Nie chodzi o wrzucanie dowcipów bez związku z tematyką grupy, hardkorowych thinspiracji ani zdjęć rozkosznych kociąt chyba, że jest to kocię pakujące na biceps i klatę i kogoś zmotywuje do wymiany hantli na cięższe. Nie chodzi o "nie ćwiczę ale jak was poczytam to może zacznę". Nie chodzi o "nudzę się i napiszę wam o tym, jak bardzo i ile Nutelli zjadłem na kolację". Demotywujących poszczuję Myszami, mamy ca pół roku żeby zaprezentować swoją niewątpliwą boskość na planowanym przybasenowym zlocie gangu Kosz Angels oraz podczas inwazji ze świniobiciem w Konstancinie, nie spieprzmy tego.
Aaaha, nazwa - "Kąfiskaczki" bo ką...konfiskujemy ewentualne nadmiary, to chyba jasne. Bez związku z kaczkami, serio serio.

Obrazeczki dorzucę później, bo puchy, człowiek musi się przedzierać przez stada genitaliów i niuń robiących dzióbek przed lustrem żeby dopaść gif z królisiem, co nie doczekał, albo jakiś żarcik. Miłego dnia Państwu, jeśli macie pomysł na dania z zielonym pieprzem to nie wahajcie się nawrzucać mi póki tego pieprzu nie zgubiłam.

PS. Podzielę się odkryciem - jeśli widzicie w sklepie, że partner pacza tęsknym wzrokiem w stronę lady z kaczkami a macie w domu kaczek ilość wystarczającą postraszcie partnera ślubem i weselem na 300 osób oraz potrzebą szybkiego zaopatrzecia się w akustyczne potomstwo, najlepiej od razu trójeczkę, działa bez pudła.

PPS. Postanowiłam znów kupić świnkę-miniaturkę. W sensie nie, że już kiedyś kupowałam ale już raz chciałam. Póki co są Myszy, jędrne, dorodne i oby trwałe bo kocham je bardzo, potem będzie świnka. Nawet imię dla niej już mam - Kwizolda. Albo Kwisztof.

 

* prawdopodobnie jedyny na świecie koteczek taksujący człowieka wzrokiem i sugerujący mu konkretne ćwiczenia a w prezencie dający rower treningowy, ale jednak.

piątek, 18 stycznia 2013
"Zdejmował pomarańcze prosto z drzewa które potem wspólnie zjadaliśmy podczas naszych długich rozmów"

wyznała w oglądanym ostatnio programie jedna pani wspominająca swojego ojca. Ja to bym chyba nie mogła tak dobrze wspominać kogoś, kto kazał mi jeść drewno, dziwni są Amerykanie.

Orientują się Państwo może czy przypadkiem nie podano ostatnio w mediach że martwa kaczka to gwarancja sukcesu w miłości i szczęścia w domu? Pytam z czystej ciekawości i bez absolutnie żadnego związku z faktem, że dostałam dziś od Trenera Osobistego kolejną kaczkę. Tak jakoś wyszło, poprosiłam o zakupienie kefirów, może jest jakaś promocja w rodzaju "do zakupionych 4 kefirów kaczka gratis". Zostanie przetworzona termicznie w dniu pojutrzejszym, zamierzałam wprawdzie zamrozić ją ale okazało się, że zamrażalnik zajmują inne kaczki i nowa, wielka kaczka po prostu się nie zmieści.
Czytelnika, który pytał przedwczoraj czy to normalne, że ludzie jedzą aż tyle kaczek, z całą mocą zapewniam, że tak tak, to norma, wszystko w porządku, naprawdę.

Ponadto jest, jak było, w związku z powyższym kontynuuję urlop i nie ma mnie. Demonysz i Szczurkysz cieszą się każdą chwilą życia i biegają całe ponastraszane i wielkouszkie w przerwach opychając się jak jakiś sołtys oraz rzucając się na ludzi w celu dokonania prób odlizania im dłoni albo nosów, przezabawne są. Poza tym wróciliśmy do "Gry o Tron" ale nie jestem zachwycona, smoków nadal niet, lady Stark wypuściła ryćkersa siostrofila, Jon Snow nadal jakiś taki niepełnosprytny a ten, co wygląda jak żaba i ma siostrę która wygląda jak brat nie inhumował młodzieży ale udaje, że tak, toteż nikt go nie lubi i wszyscy chcą, żeby spadał więc mam nadzieję, że spadnie. Arya ucieka, Sansa przecieka, nudno nie jest ale nie ma smoków a książe Joffrey nadal żyje nie wiem, po co, więc kolejny odcinek owszem, obejrzę dziś, ale smoki mają się znaleźć i to szybko.

W ramach obrazeczków zaprezentuję dziś Państwu cicika stanowczego, dywanik znikający oraz napój owocowy. Ponadto zagadka oraz piękno przyrody. Miłego wieczoru, idę odpoczywać czego i Państwu życzę.

PS. Fitnessowa grupa wsparcia dla stałych paczaczy zostanie założona najpewniej w weekend - wiem mniej więcej, kto ćwiczy i planuje nadal i kogo mam dopaść z zaproszeniem, w razie niepewności będę Was pacała łapką.

sobota, 12 stycznia 2013
"Różowy fiołek, słodki aniołek, śliczny puszysty kiciołek - to ja!"

Żartowałam.
No, może to z puszystością trochę się zgadza bo zasnęlam z mokrymi włosami i mnie ponastraszało.
Poza tym dziękuję, mam się nyeco lepiej a Trener Osobisty kupił mi kaczkę. Inhumowaną, 2.30 wagi.
Nie wiem, jaki jest wpływ kaczki na proces rekonwalescencji ale niewątpliwie się przekonam.

Miło mi, że znaleźliście czas aby zaglądać, wspierać mnie i wrzucać mi na FB obrazki ze zwierzętami futerkowymi oraz rozmaite sugestie w rodzaju "wyzdrowiej" czy "zrób ruskie pierogi" - wszystko to mam w planach, póki co kontynuuję wracanie do zdrowia do czego znacząco przyczyniła się wczorajsza wizyta w przychodni. Głównie dlatego, że śmiech to zdrowie. W konwencji "młodej lekarki" wizyta wyglądałaby zapewne tak, jak poniżej.

Będąc młoda pacjentką zaprosiła mnie do gabinetu pani doktór w wieku średnim, czemu ochoczo zadośćuczyniłam.
 - Dziędobry - zauważyła pani doktór.
 - Dziędobry - zgodziłam się aby wywołać tak zwane dobre wrażenie.
 - Co pacjentkę sprowadza w moje skromne progi wyka..wyfka..wykwalifikowanego specjalisty? - zapytała pani doktor nie bez pewnych trudności.
 - Uskarżam się, pani doktór. - uskarżyłam się bezzwłocznie.
 - No proszę proszę, chory pacjent - zażartowała pani doktór po czym dodała z zainteresowaniem - a co jej dolega?
 - Przepisane mi uprzednio leki nie wywołują, jak mi się zdaje, żądanego efektu, mianowicie nie zdrowieję.
 - Jak to?! - zdenerwowała się pani doktór. - Jak to nie działają? Miały działać!
 - Przykro mi, pani doktór, ale jednak nie działają więc natentychmiast bezzwłocznie wstawiłam się na wizytę.
 - Dobrze zrobiła choć nie wiem, czemu leki nie działają - zasugerowała pani doktór oskarżycielsko - może dawki pomija albo bierze niedostateczną ilość miligramów chemii, którą w nią wmuszam, hę?
 - Nie pomijam i biorę zgodnie z zaleceniami, pani doktór - zeznałam zgodnie z prawdą bo nawet budzik mam ustawiony i inne takie.
 - W takim razie dowalę jej potężniejszą dawkę chemii i dorzucę jeszcze troche żeby nie sądziła, że pacjent nie jest moim najwyższym priorytetem jako bojowniczki o poprawę stanu zdrowia narodu. Serce jej nie bije?
 - Bije, stąd moja wizyta, brak bicia serca uniemożliwiłby mi przybycie...
 - Żarty się pacjentki trzymają a ja pytam, czy za mocno nie bije bo jak tak to nic nie poradzę.
 - Rzeczywiście, pani doktór, trochę za mocno bije.
 - No to nic nie poradzę. Trzeba iść do doktora od serca, ja jestem od wszystkiego i z sercem to nie wiem, co zrobić. Mogę leki dać ale leki już ma to po co więcej. Do doktora od serca trzeba iść.
 - Bezzwłocznie się udam, pani doktór.
 - No to proszę, tu ma receptę na więcej chemii, tu zalecenia..a, nie, tu, tamto to kwit z pralni...Proszę wstawić się na kontrolę albo przyjść, gdyby leki znowu nie działały, czego sobie nie życzę, bo mają działać. Proszę mi tu poprosić gdyby tam siedział ktoś do poproszenia, dziękuję.
 - Do widzenia, pani doktór.
 - Do widzenia.

Reasumując - mam kaczkę i tonę chemii oraz bije mi serce czego i Państwu życzę bo bez serca to jak bez ręki, że tak sobie rzucę żartobliwie. Myszy w formie doskonałej, Piórkysz zafundowała sobie białe kreseczki nad ślepkami dzęki czemu wygląda jak maleńki, puszyściutki Breżniew, a Półtorakilysz zdetchórzyła sie niemal zupełnie i odbyła wczoraj długą wycieczkę po zachwyconym Trenerze Osobistym, który nazywa Większą swoim Szczureczkiem. Większa jest zachwycona i usiłowała odlizać Trenerowi nos, na szczęście bezskutecznie.

Wracam na urlop - co znaczy, że mnie po prostu nie ma i skupiam się na dbaniu o siebie czyli robię to, co powinnam, a Państwu życzę zdrowia i udanego weekendu. Ponadrabiam zaległości po powrocie, sumiennie czytam wszystko, co piszecie, choć nie zawsze komentuję. Póki co nawrzucam Państwu - dziś będzie porada, prośba oraz orzeł inaczej. O, i jeszcze hipster jest. I króliś. Wracam na urlop, miłego dnia Państwu, kaczkę sobie kupcie, podobno pomaga na stan zdrowia, zamierzam to sprawdzić.

sobota, 05 stycznia 2013
"Mam świńską głowę"

poinformował A. Zimmerna w programie kulinarnym, oglądanym ze 3 dni temu, jeden z cośtamrobiących farmerów. Aż Trenera zawołałam, żeby sam stwierdził, że bardzo pan farmer przesadził z samokrytyką, nie był wprawdzie zabójczo przystojny ale miał całkiem zwyczajną, męską głowę bez elementów świńskości.

Miałam napisać obszerną noteczkę ze wszystkim ale ograniczę się do tego, że Myszy w świetnej formie, Trener też a ja biorę kilka dni urlopu blogowego bo trafiłam wczoraj do szpitala i najwyższy czas zacząć myśleć o sobie bardziej egoistycznie. Toteż nie ma mnie chwilowo, muszę odpocząć. Mam nadzieję, że będziecie w okolicy, kiedy wrócę, dbajcie o siebie, ubierajcie się ciepło gdyż za firewallem jest niewesoło i kiziajcie co tam macie do kiziania.

Miało nie być obrazeczków ale nie mogę nie podzielić się wieścią, że nasze siatkarki mają chyba sporo szczęścia, nie to, co niektórzy naukowcy czy zwierzęta. Do tego kilka porad, np. taka i taka. Miłej reszty dnia Państwu życzę oraz udanego weekendu w ogólności.

 

 

Tagi: wypoczyn
18:41, squirk
Link Komentarze (96) »
wtorek, 01 stycznia 2013
"Fajny film wczoraj widziałem"

i od razu napiszę, miejmy to z głowy po prostu, że kto nie pójdzie na "Hobbita" w 3D zrobi sobie źle. Film jest prześliczny, niesamowicie zrobiony, efekty specjalne wyrywają z kapci a całe to 3D powoduje, że człowiek wrażliwy (że niby ja na przykład) gibie się jak rezus żeby uniknąć a to oberwania głazem w głowę, a to byciem trzepniętym inną nieoczekiwanie poruszoną przyrodą.
Książkę pewnie wszyscy czytali ale jeśli komuś się to nie udało to mu trochę streszczę.
Do B. Bagginsa, pogrążonego w zgubnym nałogu nikotynowym młodego singla z widoczną nadwagą oraz nadmiarem aktywnych cebulek włosowych na kończynach dolnych przybywa Czarodziej. Przekonuje głównego bohatera do wspólnego wyruszenia na potencjalnie śmiertelnie niebezpieczną wyprawę po czym dokonuje Aktu Wandalizmu na jego drzwiach. Akt ten ściąga do domu kilkunastu zdegradowanych wertykalnie osobników mających wyraźne problemy z kultura osobistą. Mimo sporych strat materialnych i awersji do niektórych zachowań swoich gości młody człowiek decyduje się na udział w wyprawie mającej na celu odzyskanie Ereboru, domu krasnoludów przejętego przez smoka żywiącego gorącą niechęć do pozostawiania otoczenia w stanie surowym.

Żartowałam, nie będę Wam psuć zabawy, idźcie do kina, koniecznie na 3D, jako zachętę dorzucam narkomana-abnegata z zaprzęgiem króliczym oraz że momentami jest wzruszająco a elfy Nie Takie Złe Wcale. Pięknie pokazane jest jak Bilbo wchodzi w posiadanie pierścienia (z napisem znaczącym tak naprawdę, jak wiemy, "tu wkładać palec", ahaha) a dzięki napisom zamiast dubbingu wyraźnie słychać różnice w dialektach członków różnych klanów krasnoludzkich, bardzo polecam.

Poza tym te zdjęcia, co je w poprzedniej notce obiecałam, nie następują chwilowo nie z mojej winy, coś mi znów ryksztosuje w GIMPie, naprawię i wrzucę, com wrzucić miała, oraz Myszy świeżych trochę też. Myszy w fantastycznej formie, jak się okazało rzeczywiście reagują na dźwięki wystrzałów, fajerwerki itp, mianowicie od razu uznały, że cała to zamieszanie jest na ich cześć, więc z wdziękiem i godnością szalały w kołowrotkach aż im migotał puch na łapeczkach. Z dumą informuję, że Większa polizała mnie po nosie a potem jeszcze raz a Mniejsza zmienia ubarwienie na pyszczku, prześliczne i niezwykłe mam Myszy. Przy następnej okazji imprezowej bez stresu okołomysiego wrócimy do domu znacznie później, tak czy inaczej dzień i wieczór był rewelacyjny i cieszę się, że Wasze też.

Na dobry początek roku mam dla Państwa obrazeczki, na przykład o zabawie z kotkiem, programie oszczędnościowym oraz przyrodzie mobilnej która sobie chyba Nie Życzy. O, jest jeszcze nowa zabawa oraz kącik wizażu. Miłego dnia Państwu, miejcie najlepszy rok w życiu i zacznijcie od dziś.