Tagi
squirk77@gmail.com
RSS
poniedziałek, 27 stycznia 2014
"Byłam bardzo podekscytowana polowaniem bo uwielbiam dzieci"

Mrówek przelatuje człowiekowi po karczku jak coś takiego słyszy (no i jak można uwielbiać dzieci, ja pierniczę) ale na szczęście chodziło o dzieckowe polowanie na pisanki w rezydencji Playboya, dla odreagowania znów oglądałam bowiem program o mieszkających tam trzech ambitnych intelektualistkach. Gdyż bowiem został mniej więcej tydzień do wyjazdu.
Czyli powinnam aktualnie być w fazie ostrego zapieprzu, pakowania itp.
Ze stresu oczywiście większość czasu spędzam w charakterze zmiętego wypłosza na sofie oraz w stuporze.
Jakby ktoś zamierzał pytać co zamierzam spakować/zabrać to niech sobie da spokój bo nie wiem.
Niemniej poczyniłam ważny krok na swej drodze na nowe gdyż zajrzałam do jednego wielkiego, pustego kartonu, otrzepało mnie zez zgrozy i poszłam otworzyć wino, no ale jakiś kontakt już nawiązaliśmy i dojrzewam do nawrzucania powyższemu.

Gupik Pierwszy Trener Osobisty urządza nowe mieszkanie. Aby zredukować mój poziom stresu i oswajać mnie powoli z otoczeniem fotografuje wszystko, co widzi, włącznie ze swoimi posiłkami, praniem na suszarce, kolegami z pracy (poważnie, mam zdjęcia 18-tu technicznych cierpliwie patrzących w obiektyw) itp. Dziś dostałam zdjęcie Miejsca na Telewizor ze stópkami Trenera na pierwszym planie.
Kwestię zabrania naszego posiadanego telewizora mieliśmy omówić bo jest ogromny i nie wiedzieliśmy jeszcze jak go spakować ale gdzieś po drodze nam walła komunikacja chyba gdyż Trener sam powyższy problem rozwiązał.
Czy zamówił duży płaski karton?
Czy też może zamówił kogoś, kto spakuje, bo się zna i umie?
Czy też może rzucił pocieszające "Nie martw się, źrenico mych ócz, spakujemy go z panem Przeprowacławem bez problemu!"?
Nie no, skąd.
Zadzwonił i rzucił od niechcenia "...no i kupiłem nam telewizor i wzmacniacz."
Czyli obecnych jakby nie zabieramy.
Jak tak dalej pójdzie pojadę ze szczoteczką do zębów jak jakiś wysiedlony jeż.

A poza tym wesoło trochę, choć nie wszystkim, było parę dni temu, kto by się spodziewał że proste zejście do skrzynki snailmailowej tak człowieka ubawi. No ale ubawiło i podzielę się.
Jak Państwo może pamiętacie nasz domowy wajfaj nazywa się "ABW_wóz_podsłuchowy_47" i proszę tak na mnie nie paczać bo nie ja nazywałam. Niemniej jest jak jest i okazało się, że robi wrażenie. Schodzę mianowicie do skrzynki bo się zreflektowałam po 2 tygodniach, że możnaby, wyjęłam świstki, wracam, jużprawieotwieram drzwi i słyszę, że ktoś wchodzi do budynku, szura, coś pika i nagle rozbrzmiewa soczysta "okuwa!". I jeden pan mówi do kogoś że pacz jaka mi się nazwa wyświetliła, ABW tu wóz ma!, jesteśmy na podsłuchu. Na co drugi też pan mówi, żeby ten pierwszy nie klął bo jeszcze się ktoś przyczepi. I że ciekawe kto tu mieszka, pewnie jakiś agent a oni tacy bardziej wyrywni są więc lepiej już iść.
I wtedy moja wewnętrzna świnia nakazała mi odtworzyć w komórce kilka pipnięć i powiedzieć możliwie lodowatym niskim głosem "Dzień dobry."
Nawet nie wiem kto tam był, tak szybko wyszli.
Co za brak kultury.

Przeprowadzka świetnie robi na dietę, z tego stresu od 3 dni robię placki ziemniaczane. Nie żebym je faktycznie tak długo robiła ani mi rączek przy samej sempiternie nie urwało tylko jakoś się nie moge zmobilizować i jak już idę do kuchni z postanowieniem, że dość tego, placki będą i finito to jakoś tak wychodzi że gotuję jajko no a jajko, wiadomo, to nie placek.
Poza tym jajkiem muszę się dzielić z Myszami, są w tej kwestii bardzo stanowcze.

Jakoś niedługo ma lecieć kolejny sezon "Gry o tron", tak? To tam ktoś został jeszcze czy będzie po prostu najazd kamery na liczne groby?

Obrazeczki mam akurat pod ręką, proszę - jest praktyczny poradnik (po birmańsku już umiem), jest zagadka na długi, zimowy wieczór oraz kotek co tupka, bardzo puszysty choć nie tak, jak to tam, za oknem. Czy u Państwa też natura postanowiła upiększyć świat i przystroić go w najpiękniejsze kolory ale gdzieś po drodze sprawa się rypła i został tylko nieakceptowalnykuźwabiały? Bo u mnie tak.
Miłego wieczoru Państwu, idę robić placki, uważajcie na siebie.

PS. Uściski dla Dominiki za poniższe, skwiczałam się:
   "Rozmowa miedzy dwoma muzykami:
   -Słyszałeś? Ten znany kompozytor skoczył z dachu.
   -Żartujesz? A miał jakiś motyw?
   -Nie, tak w ciszy walnął..."

PPS. Skoro nie zabieramy telewizora to mogę chyba spakować dodatkowy karton książek? Trenerzy Osoby które są jeszcze młode i nie chcą kłopotów na pewno nie będą miały obiekcji.

niedziela, 19 stycznia 2014
"Czekolada jest jak seks tylko nie trzeba do niej golić nóg"

Jedna pani w telewizorze tak powiedziała i prawie się zgadzam tylko zamiast czekolady wolałabym kaczkę.
Wyszedł mi btw pyszka barszcz na domowym zakwasie i opchałam się jak jakiś sołtys, no ale nie o tym miałam pisać.

Mab katab oraz dość tego, za chwilę mi nos odpadnie, Trener Osobisty nadal w zagranicy, jest kijowo i trochę kwiczę, pakowanie straciło rozpęd bo sobie w porę przypomniałam że jestem leniwa i moim naturalnym habitatem jest sofa z podręcznym kieliszkiem wina przy. Przede mną 3 dni kłusowania rączo po stolicy i załatwiania kuźwaliarda spraw więc można uznać, że zbieram siły.
Z tego wszystkiego taka trochę nieobecna i rozkojarzona jestem ale że przy okazji staram się udawać, że wcale nie, i pozostać uprzejmą lejdi, bywa zabawnie. Przykład z wczoraj, telefon mi piszczy, odbieram i słyszę że "Dzień dobry, jestem kurierem z Frisco..." i zanim zdążyłam uruchomić mózg z ust korali wyrwało mi się machinalne "No to świetnie, gratuluję, dobra praca.". Jak przyjechał to jeszcze się trząsł i bądź tu człowieku uprzejmy. Przynajmniej nie zachował sie poprzedni, powiedziałam o wyprowadzce i kurier, nastroszony na wąsach niewysoki pan, huknął na mnie "Dzie się wyprowadza? Polska jej się nie podoba?!" i wyszedł pozostawiając mię w stuporze i z kalmarem w objęciach.

Coś mi chyba na rozum padło bo obiecałam na grupie napisać o tym, co zgubiłam. Tak, przyznaję, nawet ja coś czasem gubię, bardzo rzadko i ojtam ojtam, każdemu się zdarza, niemniej mnie zdarza się dość dziwnie na ogół.
Otóż jestem dość zadowoloną posiadaczką sporego stada puszystych skarpetek z tymi takimi antypoślizgowymi na spodach i w nich się po hacjendzie przemieszczam bo komu by się chciało kapci szukać (nie żebym zgubiła, po prostu nie mamy w tej chwili kontaktu). Od kilku dni irytowało mnie, że takie to niby antypoślizgowe a jakoś się ciągle ślizgam, bubel, dziadostwo i woda na młyn wywrotowców. Dziś dowiedziałam się, co mi zdeantypoślizgowało skarpetki.
Otóż ja te takie ABS-y pogubiłam. Były na spodach i większości nie ma. Nigdzie. Celowo zeszłam do poziomu lamperii i dokonałam obserwacji, tj. nie dokonałam bo nie było na co patrzeć. Nawet przemieściłam niechętnie jednego wyjątkowo puszystego kota kurzu (nie sprzątam go bo jest ze mną od tak dawna że pewnie jest tam jakaś mała cywilizacja już i nie chcę żeby mi potem piszczyło jak w "Horton słyszy Ktosia" i żeby jakieś małe kotokurzowe stworki straciły dom, świetna wymówka swoją drogą, muszę zapamiętać) myśląc, że może pod nim, no ale nie. Pogubiłam ABS-y ze skarpetek, gorzej już chyba ze mną nie będzie.
To może być efekt braku kaczki w organizmie, mam poważny niedobór kaczki a nie będę jej przecież tylko dla siebie piekła bo nie dam rady spożyć. Sprawdziłam, w Nowym Miejscu są kaczki, kamień z serca.

Kupiłam Myszom torby podróżne i transportery, mają teraz wybrać która chce jechać w niebieskim a która w szarym. Pomysł żeby przenosić je w Myszariach okazał się być technicznym nołfakinłejem ale transporterki są spore, wygodne i zadbamy o to, żeby Emigrantkyszy były zadowolone. Na razie się otłuszczają, Mniejsza waży już 3 dkg i bardzo sobie Nie Życzy kiedy nazywam ją Słonińcią Tłuścikiewicz.

Niezmiennie dziękuję za wszystkie pacania mnie łapkami, uprzyjemniacie mi pakowanie itp, dostaję nawet Piosenki na Poprawę Nastroju i one działają. Staram się odpisywać na bieżąco i jak tylko jestem przy komputerze to repacam.
Pytacie Państwo o różności więc odpiszę ogólnie. Tak, mamy już mieszkanie, jutro Trener Osobisty, odpukać, podpisuje umowę. W pracy ma dużo pracy ale jest zadowolony, pracuje w świetnym międzynarodowym zespole i od razu się chłopaki zgrali. Nie wiem, na jak długo wyjeżdżamy, okaże się, liczymy na odwiedziny. Bento na razie nie robię bo nie mam dla kogo, dla siebie to takase atrakcja. Oczywiście że planuję nadal blogować. Nie, nie skasuję bloga nawet, gdyby mi przeszły ciepłe uczucia pod jego adresem, skasowanie to brak szacunku dla czytelników, blog to także komentarze, Wasze dzieło.

Na programy nadal rzucam okiem choć słaniam się nieco kiedy np. Pan z Okienka zapowiada, że jakaśtam stacja zaprezentuje nam serial "Rodzina Bjorków" a wg Jamiego Olivera cukier muscovado "to taki cukier który pochodzi z Muscovado" ale i tak śmieszniej jest na forach internetowych, jeszcze nie zadecydowałam czy wolę posty w rodzaju "Schyliłam się po długopis będąc w ciąży, czy nie zaszkodze swojej fasolce?" (strączkowe są silne, jak się pogniecie nawet to powinna się podźwignąć/nie ryzykuj, weź ołówek) czy "Przyszła teściowa mnie nie lubi ale ma duży dom na wsi, czy powinniśmy z nią zamieszkać po ślubie?" (jak najbardziej, po ślubie się wszystko zmieni na lepsze, bedziesz miała drugą kochającą mamę a do pracy na gospodarce łatwo przywyknąć). Jeszcze było o życzeniach świątecznych dla ateisty, że jak ludzie śmiom, on nie wierzy z całego serca a tu mu jakiś cham życzy wszystkiego najlepszego, normalnie drobne się człowiekowi w kieszeni nie zgadzają jak czyta o takich oburzających wyskokach.

Idę poćwiczyć bo mi węgiel wyszedł a Was zostawiam z obrazeczkami - dziś o sporej rodzinie, potędze alkomatów oraz prosta instrukcja. Och, jest i kociątko, jak miło. Nigdzie nie wychodźcie jeśli nie musicie, za oknem pizga złem, okropność.

środa, 15 stycznia 2014
Omg omg omg aciu! omg

czyli jestem zajęta i mab katab.

Dziękuję za pacanie mnie łapkami, na razie będę głównie na Fanpejcz coś wrzucać bo na nic więcej nie mam czasu a do tego kicham i nie zachwyca mnie to, mało mi dziś nosa nie upierniczyło, tak kicham. Taki Valdemort to musiał się kiedyś nieźle przeziębić, biedak.

Myszy wesołe jak szczygiełki i jedzą ile widzą a oczki mają zdrowiusieńkie i widzą sporo, ja natomiast nie mam w domu ani pół pieroga więc nastrój jest mniej więcej pół na pół.
Trener Osobisty zapracowany bardzo ale chyba mamy mieszkanie, odpukać.
Wracam do zajęć w podgrupach, jeśli przemknę się powiesić pranie póki Myszy śpią to nie zostanę zalizana na śmierć.

Miłego wieczoru Państwu, notka nastąpi jak się zdekicham i usiądę na dłużej, nie chorujcie przypadkiem, niczego w tym fajnego nie ma jeśli nie ma do kogo wygłaszać smętnych pokwikiwań w rodzaju "Ta chusteczka jest za szorstka...herbata za gorąca...i stopa mi się odkryła...".
Wziuuuuu. Westch.



środa, 01 stycznia 2014
"Chciałbym być jak rzymski konsul Tytus Petroniusz - całymi dniami pić wino i szpachlować gąski."

To nie o mnie, ja to bym w życiu do gęsi ze szpachlą nie podeszła gdyż raz że nie widzę sensu ni zastosowania dla duetu gęś+szpachla a dwa - to spory ptak jest i mógłby sobie Nie Życzyć a raz mnie już kogut sąsiadki udziabał i nie było to coś, co polecałabym jako warte przeżycia. Stąd wzięłam tytuł, proszę. Za to nad tym winem się zastanowię gdyż dzieje się, proszę Państwa, wiele a ja mam w tym nieco zszokowany udział.

Mianowicie Trener mi wyleciał.
No normalnie wziął, pojechał na lotnisko, wsiadł i poleciał i teraz śpi w hotelu.
Wcześniej zdążył stworzyć teorię i przestać być Wielkim Żółwiakiem.
Uznał mianowicie, że jego wyjazd to trochę tak jakby wpuszczenie do nowego akwarium pierwszego gupika. Żeby sobie rybek popływał, posprawdzał, czy będzie gdzie gąski szpachlować czynić damom awanse i chować narybek (a potem go odnajdywać) i inne takie. I jak się pierwszemu gupikowi spodoba to się wpuszcza inne.
Tym samym Trener Osobisty został Pierwszym Gupikiem.
Oraz wysłał mi zdjęcia w albumie zatytułowanym, jakże pasownie, "Pierwszy Gupik".
Szaro i zielono tam jest, na Obcej Ziemi, i napisy w językach angielskim i śmiesznym.

Co poza tym...A, w kinie byłam, na Hobbajcie.
Pięknego smoka tam mają, naprawdę, duży taki, tylko nieco wyrywny. Mówi po angielsku co dowodzi, że to naprawdę bardzo uniwersalny język jest.
Poza tym jest wątek romantyczny, potrzebny Hobbajtowi jak kurwie bliżnięta, no ale zrobili, wiecie jak to jest, jest pan i pani, ich wzrok spotyka się nad świeżo zabitym orkiem i robi się romantycznie, aż sie nie chce skalpować jeńców. Bez potrzeby trochę to dorzucili ale może miało dodać filmowi pewnego żenesekła. Nie zauważyłam, żeby dodało. W każdym razie polecam, film zawiera myszy i jest pouczający, mianowicie zdumiony widz dowiaduje się że orki są mięciutkie jak kaczuszki, ale nie wszystkie, a złoto topi się bardzo szybko ale nic z tego nie wynika.
Jak ktoś nie chce wiedzieć przed obejrzeniem to niech tego wyżej nie czyta.
Trener Osobisty uznał film za świetną okazję by urazić Mysz Większą. Mianowicie popacza ją z dumą i powiedział:
 - Wiesz, w filmie były myszy. Ale nie tak ładne, jak nasze. I nie tak duże, jak ty, Większyku, bo na pewno żadna nie ważyła kilo siedemdziesiąt.
Większyk poszła ukoić stargane nerwy cykorią. Nie mają tu łatwo te moje Myszy.

Dziś rano Trener Osobisty czule żegnał Myszy przed odlotem. Stałam obok, rzetelnie wzruszona.
Trener Osobisty pokiział zestaw Myszy i powiedział:
 - Nie martwcie się, Myszęta, wrócę do was za 3 dni!
A do mnie, szeptem :
 - Pamiętasz? Myszy nie umieją liczyć.
Faktycznie.


Mam nadzieję, że spędziliście Państwo urocze, rodzinne święta i opchaliście się jak sołtys w dożynki. U nas było neutralnie aczkolwiek z małymi atrakcjami. Mianowicie otworzywszy okno usłyszałam jak jakaś dalsza sąsiadka ryknęła "Lulajże, Jezuniu!" takim głosem, że na miejscu Jezunia tobym szybciutko lulała i nie ośmieliła się nawet brewki unieść.
Miejcie udany nowy rok, sukcesów tyle, że ojacie, mnóstwo zdrowia najwyższej klasy i miłych ktosiów obok a chwilowo miejcie miły wieczór z atrakcjami, tylko gęsi nie szpachlujcie bo naprawdę, nie wiem, skąd taki pomysł, czytałam o Rzymie ale tam nic nie było o tym, że jak człowiek zostaje konsulem to musi dziwne rzeczy z gęsią robić. No ale może musieli. I w takiej sytuacji ja nie chcę być konsulem, przemyślałam i jednak nie, tylko to wino wezmę i Wam też polecam.

PS. Programy rozmaite nadal oglądam ale nie mam czasu na recenzje a czasem mi wszystko opada i nie wiem, co napisać. Jak w przypadku programu w którym o tym, żeby rozdzielić zrośnięte głowami bliźnięta syjamskie nie decydowały takie pomijalne śmiesznostki jak komfort i zdrowie chłopców, skądże znowu. Rozdzielono ich bo "nie mogli się modlić". Ajm not ogarning.

PPS. W ramach obrazeczków poradnik, wyzwanie oraz cicik filuterny. O, i mały salon piękności.

PPPS. Myślicie, że dałoby się pieska o imieniu Gender wyszkolić tak, żeby szczekał tylko na księży?