Tagi
squirk77@gmail.com
RSS
niedziela, 24 lutego 2013
Tup tup tup tup tup tup tup

czyli wracam na chwilę aby poinformować zainteresowanych, że pogłoski o mojej śmierci są mocno przesadzone, biorę tonę leków i żyję, po prostu weny nie mam, więc urlop odblogaskowy trwa. Dziękuję za wszystkie pacanie mnie łapkami, odpacam na bieżąco.
Jedną rzecz opiszę, póki pamiętam.
Razu pewnego niżej podpisana, miłośniczka steków, została zwabiona przez Trenera Osobistego, miłośnika takoż, na wyżej wymienione do stosownego lokalu. Broniłam się jak mogłam gdyż aktualnie jestem raczej na diecie bezpokarmowej z uwagi na ogólny wszystkowstręt ale w końcu zadecydowałam, że Niech Będzie. Pojechaliśmy nie powiem, gdzie, bo mi wszystko wyjecie a postanowiłam tam wracać. Posadzono nas przy stoliczku obok stoliczka uroczej starszej pary, wręczono menu, wybraliśmy steki i padło sakramentalne "Jaki ma być stopień wysmażenia?".
Przez sekundę zastanawiałam się nad medium ale Trener Osobisty rzucił mi oburzone popaczanie, więc oczywiście padło na rare, zamówiliśmy czujnie obserwowani przez parę siedzącą obok. Miła kelnerka podeszła odebrać ich zamówienie, wzięli steki, zadano pytanie i tu pani, patrząc na mnie z wyższością zamówiła "Dla mnie rare i dla męża tak samo" - pan ani pisnął (jak w dowcipie o parce w restauracji, pan milczy potulnie, pani zamawia mięso, jakieś dodatki, kelner pyta "A warzywo?" - "Och, dla niego to samo, co dla mnie"), po czym nastąpiła scena z gatunku wyrywających z kapci.
Przyniesiono steki, skubaliśmy przystawki więc najpierw dostali je państwo ze stolika obok i chwilę później pani rozchyliła ust pąkowie i zapytała głośno "Co to ma być?" - kelnerka szybko podeszła i usłyszała "Przecież to mięso jest krwiste!". Kelnerkę zatkało a i my popadliśmy w chwilowy stupor. Pani była oburzona i spojrzała na mnie ze zgrozą - za nic w świecie nie zamówiłaby krwistego mięsa, jak można coś takiego jeść!
Poczułam, że to alibi to do mnie, serio.
Myślę, że nastepnym razem pani zerknie wcześniej w słownik. W dodatku ku jej oburzeniu warzywu mężowi smakowało, co za okropny wieczór.

Trener za pół h wylata do gupiego Wiednia i Bratysławy niewiempoco więc idę sobie pod kocyk, ponursza czegoś, a Państwu życzę miłej reszty niedzieli oraz satysfakcji z obejrzenia krabików, koali i postaci z nowej wersji Diuny. Chwilowo mnie nie ma, ale bywam, cbdo.

PS. To już pewne i po raz drugi wykazane - mój nieśmiały blogasek ma moc swatania, wysyłam pozytywne wibracje w kierunku dużego miasta w południowo-zachodniej części Polski, dumnam bardzo.
PPS. Trener kupił Myszętom karmę uśliczniającą. Phi, bez sensu, śliczniejsze przecież nie będą.
PPPS. Co przywozi się żonie z Bratysławy jeśli jest się jeszcze młodym i nie chce się kłopotów?

Tagi: myszy
17:30, squirk
Link Komentarze (125) »
poniedziałek, 18 lutego 2013
Wpis w zastępstwie Notki Właściwej, która pojawi się tu jutro a najpóźniej pojutrze, chyba, żeby mi się nie chciało czy coś.

"Wczoraj nie mówiłem, bo byłem chory, mam zwolnienie" czyli choruję sobie dość poważnie czego skutkiem jest na przykład ogólny niechciej, brak weny i siły na cokolwiek. No, ponarzekać bym ostatecznie mogła ale też mi się zwykle nie chce w sumie.
Paczam sporadycznie angielską TV i programy z szarpiącymi serce na sałatkową kosteczkę problemami w rodzaju "30 lat temu rodzice byli na mnie źli i martwię się, że znów będą" naprzemiennie z "jestem w ciąży i nie wiem, jak powiedzieć o tym koleżance" czyli analnopochodnymi, umówmy się. Ponadto zrobiło się ciepło i z okolicznych hacjend wychynęły Mamusie z Przychówkiem, co się człowiek nasłucha na spacerze czy w sklepie, to jego. Lokalny Pan z Jęczącym Autkiem na szczęście jeszcze się nie ujawnił, Marysia serdecznie chromoląca tatusia także, za to któryś z sąsiadów był chyba wizytowany przez Troskliwą Mamusię i jako, że jestę szczęściarzę, trafiłam na tejże troskliwości eksplozję. Mianowicie przechadza się mamusia, przechadza się parka dzieciaczków i nagle otroczek oops, przewrócił się, na szczęście był dzielny, wstał i pobiegł radośnie przed siebie. Siostrzyczka pragnęła dołączyć i już już zrywała się do rączego kłusu gdy Troskliwa Mamusia, pomna niedawnej przygody synka, przytrzymała ją za ramię i zapytała rzeczowo:
 - Chcesz się wypiergolić jak Rafał przed chwilą?
Ze zrezygnowania przez dziewuszkę z aktywności wnioskuję, że nie chciała.

Settlersów online, po namyśle, daruję sobie i nie tylko dlatego, że weekend był tragedią jeśli chodzi o możliwość zalogowania się bo to udało mi sie obejść a i tak zagląda się tam ze 3 razy dziennie na kilka minut żeby sobie poustawiać gospodarkę, więc czasu dużo nie żre. Chodzi o drobne idiotyzmy w rodzaju wysyłasz Gościa od Poszukiwań na poszukiwanie trwające bite 6 h po 10 szt marmuru a on wraca z paczką desek i tak 8 x pod rząd. Można też zdobyć szalenie praktyczną rzecz typu Kamyczek z Kwiatuszkami który robi kompletnie nic poza tym, że można sobie go gdzieś umieścić i mieć. Mam tych cudeniek, potrzebnych jak kurwie trojaczki, pół magazynu. No ale nic, są też bandyci do wykoszenia, questy do wykonania. Po jednym, uciążliwym i czasochłonnym, wygrałam Gniewnego Pana*. Toż wystarczyło do PISu wstąpić.
A, i żeby ktoś szybciej pracował trzeba mu rzucić np. trochę ryb. Fatalne podejście do pracowników.

Idę zaparzyć rewelacyjna herbatę (Rudo - dziękuję :-*) a Państwa zostawiam z filmikami - dziś będzie o ciciku, ciciku i uroczych szczeniaczkach. Obrazeczki były ale się zablokowały i został tylko ten, poważnie to wygląda. Miłego dnia Państwu i grzeczni bądźcie, jest mnie chwilowo mniej, niż kiedykolwiek, nie dlatego, że jestem Waszą ex czy coś, po prostu nie mam siły.

PS. Podczas wpisywania tagu "Myszy" dostałam podpowiedź "Myszy - kapcie", bardzo liczę na to, że to moja zasługa, kapcie niezmiennie piękne i wygodne, Myszy niezmiennie piękne i puszyściutkie.

 

* "ulepszony zaciąg", pfff.

wtorek, 12 lutego 2013
Zacznę od porno a potem jakoś pójdzie.

Mam mały urlop rekonwalescencyjny, w związku z powyższym moje zaangażowanie w jakąkolwiek działalność jest porównywalne do zaangażowania aktorki porno w dialogi i, gdyby mnie Trener Osobisty, na moją zgubę, nie wciągnął w Settlersów online, nie włączałabym przez jakiś czas komputera. Tymczasem muszę wykosić wrogich lokalesów i zbudować kilka nowych kopalni, łatwo nie jest.

Telewizja angielska wprost mnie rozpieszcza, zaczynam podejrzewać, że któryś z producentów czyta blogaska i potem rzuca przez zęby "Riczard, ona znów narzeka że u nas patologia, powszechna głupota i ciąże znikąd, znajdź mi kogoś wyjątkowego kto poprawi nasz wizerunek w oczach mieszkanki podwarszawskiej nawsi" a potem niestety trafia na takiego pana, jakiego mi wczoraj zaprezentowano. Pan jął walczyć z nadwagą, czyli ca połową siebie, i wyraźny przekaz skierowany k`paczającemu był taki, że choćby nie wiem co pan schudnie, bo ma wsparcie ukochanej żony która patrzy na niego wzrokiem pełnym miłości, bardzo w pana wierzy i chce się z nim zestarzeć czyli prawdziwa miłość wszystko przetrzyma. Pan tymczasem ogarnął się nieco, dość szybko zeszczuplał, wydał się sobie najwyraźniej szalenie atrakcyjny (co dowodzi, że mu dieta na wzrok zaszkodziła bo wyglądał jak przekłuta bardzo duża opona z oczkami) i nagle jebudu! już żony nie kocha i do widzenia, i jeszcze jej wspólnego kota zabrał. Wniosek jest oczywisty - trzeba mieć zwierzątka futerkowe z ludźmi, którzy są przy nas na dobre i złe.
Ponadto z zaangażowaniem oglądamy "Bones", ostatni z odcinków, na jakie trafiłam, to z kolei przekaz dla panów - bądź milusim niezdradzaczem albo się Ciebie zdrowo walnie kijem do łapania węży, poprawi towarzyszącym mu hakiem a potem podrzuci tygrysowi i trzeba będzie mu potem zabierać Twoją nogę żeby się zorientować, ktoś zacz. Moim zdaniem nie warto, to był całkiem spory tygrys.

W Myszarium bardzo wesoło jest, tzn. Mniejszość niezmiennie zachowuje się jak bardzo mały szczeniaczek z ADHD a Większość ma nową zabawę. W zabawie chodzi o to, żeby bardzo wczesnym rankiem rzucić się na grzbiecik przed kostką mineralną i kompletem łapek kopnąć ją możliwie mocno na ścianę Myszarium tak, aby kostka zagrodziła biednemu zwierząteczku drogę do poidełka. Walnięcie generuje zaspanego osobnika w śmiesznej piżamie który zwierząteczko pogłaska i poda kilka pestek słonecznika a kostkę poprawi. Czynność powtórzyć max. 2 razy bo potem osobnik wygłasza stłumione inwektywy i przenosi się z poduszkami do salonu.
(Oczywiście, że mogłabym kostkę przełożyć gdzie indziej, ale Większa jest tak uszczęśliwiona tym, że jej plan działa, że nie odbiorę jej tej satysfakcji - kilka m-cy temu temu była zdziczałym tchórzykiem, dziś wbiega nam na dłonie, będę w to nadal inwestowała).

Obrazeczki mam przygotowane i mogę Państwu zaprezentować wierzącego ateistę, podrób i królicze porno (znów porno, cóż za nieprzyzwoita notka), jako bonus cóż za cicik. O, i Grę o Tron zobaczymy wcześniej. (Pomijając kwestie religijne, bo to nie moja bajka - starszy człowiek się zmęczył i ma dość, selawi, nie wiem, o co tyle zamieszania).

PS. Zaglądam ale mogę mieć lagi.
PPS. Robimy planowany zlocik Kosz Angels & Co. we wrześniu gdzieś w centrum Polski? O ile wiem wielu osobom pasuje właśnie wrzesień wstepnie, będzie po wakacjach, największych upałach itp. Wpisójcie miasta kture popierajom!!!!11
PPPS. Dzięki bogom nie mamy tak niszczycielskich miejscowości jak maluch w ostatnim akapicie.

czwartek, 07 lutego 2013
Pączek`s Day

Skompromitowaliście już Państwo jakiegoś? Trener właśnie dzwonił że osobiście zniknął 3 sztuki - swojego i pączki z puli Kolegów, Których Dziś Nie Ma. Pula jest bardzo elastyczna, jakimś cudem co roku okazuje się, że sporo osóby z poświęceniem nie dopuszcza do zmarnowania się paczków z niej czyli np. 10 osób zjada pączki w zastępstwie 2 Kolegów, Których Dziś Nie Ma a jednocześnie każdy pracownik dostaje swojego pączka i nikt nie zostaje pominięty, pączkowa magia alboco.
Dzięki bogom oznacza to, że nie muszę smażyć.

Taki program wczoraj widziałam że mi się kora mózgowa ze trzy razy wygładziła w trakcie projekcji. Mianowicie o ukrywanych ciążąch, zaprezentowany przypadek może nie wyrwał, ale lekutko wysunął mnie z kapci. Dziewczę lat 20, współautorka brykającej żwawo jak szpaczek 2-latki, odkrywa, że jest w ciąży, zszokowana, bo nie wie, jak to się stało. Mam teorię, że oni po prostu z domów wychodzą kiedy się cała ta prokreacja odbywa, potem wracają i mają przegwizdane. Młódka, spodziewająca się bliźniąt, żali się przed kamerami na swój los, smutna czegoś, ale oczywiście wszystko kończy się dobrze, tęcze i koziorożce, nie to jednak wywołało moje najżywsze emocje. Niech mi ktoś powie, z góry dziękuję, jakim cudem otoczenie nie zauważa u szczupłej dziewczyny mnogiej ciąży w 5-tym m-cu? Ze szczególnym uwzględnieniem matki, z którą dziewczę mieszka? Czy to jest jakaś norma, że kiedy żeński członek rodziny nagle dostaje odwłoku o rozmiarze 3,5 kardaszjana to staje się niewidzialny i póki nie powie, że jest w ciąży, to tematu nie ma? Czary z mleka po prostu.
W drugim przypadku podstępna ciąża zaskoczyła bezrobotną żonę bezrobotnego męża i matkę 8 sztuk potomstwa. Niebezpieczna ta Ameryka, same szokujące ciąże znikąd.

Ponadto posiedziałam sobie wczoraj przez chwilę pod gabinetem lekarskim i mam postulat, żeby pooddzielać fotele takimi wysokimi przegródkami żeby można było sobie spokojnie popaść w stupor nie wadząc nikomu. Kiedy ktoś siedzący obok wyjmuje telefon i zaczyna koleżance relacjonować problemy bliskich sobie osób ze zdrowiem i w którymś momencie pada zdanie "...no i u tej mojej sąsiadki z akupunktury wyszło, że ma tarczycę, nawet akupunkturę powtarzali żeby się upewnić, 30 lat ją znam, kto by pomyślał" to trochę słabnę.

Cicika Państwu zaprezentuję a nawet dwa oraz trochę sztuki. Żeby nie było za słodko - nie jesteśmy już, niestety, zajebiści. Trudno, co zrobić. Pączka sobie skompromitujcie na pociechę i miejcie udany dzień. Ja natomiast pozostanę w zapoczątkowanym wczoraj stuporze gdyż właśnie zadzwonił do mnie MBF i poinformował, że nie może teraz rozmawiać i oddzwoni. Nie ogarniam tej kuwety chwilami.

poniedziałek, 04 lutego 2013
"Nie ma niczego złego w przyglądaniu się puddingom"

poinformował mnie wczoraj via TV Jamie Oliver.
Kamień z serca.

Zacznę od łamiącej wiadomości - ostrożnie rozpoczęłam sezon ogrodniczy. Od razu zadeklaruję, że w tym roku nie planuję siać na balkonie dyni ani żadnych takich. Da się je wyhodować w donicy i eksperyment uważam za udany ale to nie są rośliny na balkon. Za to bób kupiłam, ot, tak jakoś. Oraz, zainspirowana zeszłorocznymi doświadczeniami w rodzaju "Co ja tu posiałam, rozmaryn chyba...Nie, to cukinia jest..albo jednak rozmaryn jego mać" nabyłam kolorowe etykieteczki do doniczek i będę starannie i wielkimi literami pisała co jest czym aby uniknąć sytuacji w której rośnie mi 30 roślin z których 24 wyglądają jak pietruszka której nie siałam wcale.

Konsekwentnie oglądam programy przyrodnicze ale są ostatnio robione na jedno, nomen omen, kopyto, mianowicie czego bym nie włączyła znów widzę, jak się Afryka opycha młodymi zebrami. Poważnie, poszła chyba kolejna wieść po sawannie że rzucili młode zebry i wszystko, co nie żywi się kurzyśladem polnym, zawiązało sobie serwetki pod brodą i poszło na zebry. Zebry nie zgadzają się stanowczo z tym powszechnym zaangażowaniem w zmniejszanie ich liczby ale mam wrażenie, że ich opinie nie są brane pod uwagę.
Ponadto gnu są jakieś głupie chyba. Stoi przedstawiciel gatunku nad wodą i cóż on pacza - inne wlazły do wody i prąd je zniósł w stronę wysokiego brzegu na który nijak nie wlezą więc dla wszystkich powinno być jasne, że aby nie opuścić przedwcześnie tego łez padołu należałoby wtruchtać do rzeki kawałek dalej, gdzie woda jest płytsza. Ale nieee, pogapi się takie i włazi w wodę dokładnie w tym samym miejscu i oczywiście prąd je znosi a zbliżające się krokodyle nie wyglądają sympatycznie. Mam teorię, że krokodyle płyną wolniej przez to, że pod wodą przez cały czas zacierają z zachwytem łapki.

W Myszarium bez większych zmian, Mniejszość wyhodowała sobie po prawej stronie pyszczka dodatkową białą plamkę i stara się ustawiać tak, żeby prezentować ja przy każdej okazji, jest bardzo dumna z nowej ozdoby, a Większość pozazdrościła jej chyba brewek a`la Breżniew i uznała, że też takie chce, więc zaczęła hodować ale najwyraźniej w trakcie zmieniła zdanie i ma tylko jedną. Szczyt miseczkowej listy przebojów szturmem zdobyła cykoria, na widok cykorii obie Myszy tańczą na tylnych łapkach. Niesamowite są moje Myszy, bardzom dumna.

Ponadto pojechałam do Kiki i wróciłam z kaczką - mam nadzieję, że powstrzymacie się Państwo od komentarzy, co tu komentować zresztą, większość ludzi miewa kaczki, mam i ja. Nie chciałam odstawać drastycznie od zaopatrzonego w kaczki ogółu i uległam powszechnemu trendowi po prostu bo jestem podatna na wpływy ludzi czyli Wasze. Czyli to w sumie Wasza wina że kupuję, bardzo rzadko wprawdzie, ale jednak, jakąś niedużą kaczkę, ale nie gniewam się.

Obrazeczki na dziś zawierają gołębie w ciągu, instrukcję do cicika, sawułar oraz takie tam, naukowe. Ponadto trzeba chyba zacząć pakować się z internetu gdyż doszło do sceny drastycznej. Miłego dnia Państwu, bez wahania obejrzyjcie jakiś pudding, koniec z ukradkowym zerkaniem.

PS. Nie lubię p. Lisa ale się z nim zgadzam. Lubię panią Grodzką.
PPS. Brahdelt wystawia dobre książki od złotówki, zerknijcie bo warto u Niej polować.
PPPS. Obejrzałam ostatni odcinek drugiego sezonu "Gry o Tron" - ha! Danaerys odzyskała smoki, dzielna dziewuszka, oraz zombie nie zjadły tego grubcia zabawnego, co jest bardzo miłe, ale idą w stronę Muru, co jest bardzo niemiłe gdyż za Murem są ludzie, których lubimy. Jestem za tym, żeby im rzucić księcia Joffreya i królową i zakończyć na tym stosunki interpersonalne bo ewentualna walka oznacza Wysiłek Fizyczny a komu by się chciało.