Tagi
squirk77@gmail.com
RSS
piątek, 28 grudnia 2012
"Nie zjem lodów z dziećmi bo nie wiem, ile mają kalorii"

Witam Państwa, co tam u Was?
Bo mnie się śniło, że wyszłam za idiotę, który kazał mi zbierać kasztany (czyli wykonać Wysiłek Fizyczny - no idiota, mówiłam) po czym przewozić je na słoniu. Ze trzy razy się budziłam gdyż przyroda miała uporczywą skłonność do generowania wściekłych słoni dokładniusieńko tam, gdzie ja, niewinna (i żona idioty, przypominam) zbierałam kasztany, musiałam się rozsądnie budzić w panice aby uniknąć bycia trąconą słoniową raciczką. W dodatku kręciło się tam jakieś niemowlę i, doprawdy, mam nadzieję, że nie moje, słonie dostarczały mi już wystarczająco wielu wrażeń.
Ponadto, jak chwaliłam się wczoraj w komentarzach, odkryłam prosty sposób na porządne wyspanie się. Otóż wystawcie sobie, że aby dokonać wyspania się należy ułożyć się do snu nie czytawszy wcześniej w Nagrodach Darwina o tym, jak pani wylazła z samochodu, choć nie powinna, i słoń przespacerował się po niej krokiem radosnem, po czym trzeba spać bez przerwy przez kilka h uprzednio upewniwszy się, że pomieszczenie sypialne nie zawiera Myszy. Kiedy już sobie ułożyłam plan okazało się, że Myszy jako siostry są jakoś magicznie połączone na poziomie duchowo-hałaśliwym ("Tyyy, słyszałaś, ona chce się wyspać! Ahaha, przezabawna jest. To co, Ty napierniczasz kolbką a ja gryzę szczebelki w Najgłośniejszym Kątku czy odwrotnie?") i potrafią obudzić mnie nawet, kiedy śpię w pomieszczeniu bezmysznym. Niemniej spałam ile się dało przezornie podarowawszy Trenerowi Osobistemu nową grę, więc mogłam spokojnie przespać pół weekendu bo on organizował powstanie na jakiejś wyspie czy inne takie, dużo przyrody agresywnej było wokół i dzikie świnie też. Żadnego, dzieki stosownym bogom, słonia, o ile wiem.
A, tytuł noteczki z programu o Ludziach Bardzo Chudych i Wprost Przeciwnie, jedna pani takie zdanie powiedziała, bardzo rozsądne moim zdaniem, a bo to człowiek wie, ile kcal ma otroczek? Nigdzie takich informacji nie podają.

Święta były, mam nadzieję, że przeżyliście je bezstresowo i opchani jak sołtys w dożynki, u nas była kaczka, może i jestem słaba w zbieraniu kasztanów ale potrafię upiec świetną kaczkę. Serdecznie Państwu dziękuję za wszystkie życzenia, postaram się spełnić zwłaszcza to o zdrowiu i zamożności, to moje ulubione. Mam nadzieję, że na wszystkie odpisałam i nikogo nie pominęłam a jeśli tak, proszę mnie karcąco pacnąć łapką, od razu się poprawię. Nawet zaproszenia na Sylwestra dostaliśmy i bardzo nam miło, choć jako posiadacze świeżych Mysząt musimy zostać w hacjendzie i upewnić się, że futrzaczki dobrze znoszą entuzjazm okolicy. To co, może w przyszłym roku?

O dynie pytaliście Państwo, czy pojechałam i kupiłam. Oczywiście, że tak. Zaczęło się od ustalania z Trenerem Osobistym wspólnej definicji gdyż dla mnie dokupienie 2 sztuk do 2 posiadanych dawało w efekcie cyfrę określaną przeze mnie jako Żałośnie Mało, dla Trenera natomiast 4 dynie stanowiły Ilość Wystarczającą. Pojechaliśmy a ja obiecałam być rozsądna i daję słowo, że byłam. Póki nie weszliśmy do takiej piwniczki niedużej zawierającej przemiłą panią, kota, który najpierw sobie Nie Życzył, ale potem się Przekonał, i jakieś skromne tysiące dyń. Myślę, że Trener rozważa nabycie dla mnie takich szeleczek zabawnych co w nie niektórzy rodzice pakują hasające otroczki bo niewiele mi brakowało do zanurkowania między dyniami oraz trochę się darłam. Z poważnymi trudnościami wywlókł Trener mnie oraz 10 dyń dzieki czemu teoretycznie miałam 12 ale dwie poszły do Zuzy-chan a dwie do faszerowania, czyli aktualnie mam dyń 8. Czyli Żałośnie Mało ale już nic nie mówię, jeszcze coś memu Treneru na mózg padnie i każe mi kasztany zbierać.

Mam do obgimpienia kilka zdjęć gdyż obiecałam pochwalić się różnościami i zrobię to w terminie późniejszym po czym zamieszczę tu informację, że foteczki są i można sobie paczać. Póki co pójdę jakieś śniadanie zrobić a Państwo popaczajcie sobie obrazeczki - na przykład świąteczny, drugi też i o internecie, miałam przygotowane dużo lepsze i kilka cicików pacających ale mój Firefox uznał, że noł noł noł, wystarczy tych tabów, i je zamknął. Następne będą śmieszniejsze i z konkretną zawartością kotów. O, jeszcze taki jest, też świąteczny. Miłego dnia Państwu, jest piątek więc powinno się udać.

niedziela, 23 grudnia 2012
Wesołych Świąd!!!!11111

Żartuję, życzę Państwu wszystkiego optymalnego każdego dnia w roku. Bądźcie zdrowi, szczęśliwi, obrzydliwie bogaci, miejcie pod ręką zwierzęta futerkowe do kiziania i dużo się śmiejcie.

Bardzo wesoło mam ostatnio gdyż z zaangażowaniem oglądam, o czym już Państwu wspominałam, telewizję angielską ze szczególnym uwzględnieniem programów o odchudzaniu, ślubach i silikonowych dziuniach. Wczoraj było o odchudzaniu i myślałam, że się zmikczę na miejscu gdyż zaprezentowano moim zdumionym oczom osobnika o rozmiarach średniego mastodonta oraz jego posiłki. np. 4 talerze tajszczyzny na jeden obiad. Doktor, który podjął się niewdzięcznego zadania uświadomienia osobnikowi, co robi źle, zaprezentował panu posiłki z całego tygodnia w takiej wielkiej rurze. Osobnik, z którym skonfrontowano w programie pana prezentującego się jak zabiedzona rozwielitka, zastanowił się przez chwilę, co dobrze wróżyło ale jednak po namyśle uznał, że noł noł noł, nie wie, czemu tyje, bo na pewno nie chodzi o wielkość porcji. Takie samo zdanie na temat swojej diety miał Zabiedzony - dwa pierożki i garść frytek to przecież uczta jak dla sołtysa więc niech mu doktor wyjaśni, bardzo proszę, czemu on, Zabiedzony, nie tyje.
Ja pierniczę.
Niech mnie ktoś uspokoi co do tego, że większość Anglików to ludzie inteligentni i świadomi tego, że jedzenie=kalorie bo strach tam lecieć, póki co mam wrażenie że przeciętny obywatel, jak w jednym skeczu, ukończył trzy szkoły ale tylko dwie klasy.

Poza tym zgubiłam na chwilę trzepaczkę od blendera i znalazłam ją w łazience razem w wyciskaczem cytrusów, kieliszkiem do jaj namiętkich oraz takim jednym talerzykiem, co do ktorego żywiłam obawy, że się więcej nie zobaczymy a tu proszę, był w łazience na suszarce do naczyń która jest tam nie wiem, po co, ale zapytam Trenera jak tylko wróci z przeszkadzania wiewiórkom w opychaniu się, przebrał się bowiem za bardzo dostojną mrówkę i pobiegł do lasu. Zamiast, jak ja, siedzieć w ciepłej hacjendzie oraz bluzie i jeść mandarynki. Poważnie, zjadłam już sześć, mandarynki w grudniu to obowiązkowa pozycja w menu i mam nadzieję, że o tym pamiętacie, bardzo besztam wszystkich, którzy mandarynek nie jedzą.
Ponadto jadę jutro po dynie, znalazłam miłą panią, która dynie ma i mieszka blisko więc będę mogła przestać kompulsywnie nabywać inne rzeczy i wrócić do nałogu dyniowego, w samą porę bo mi się już musztarda i mleczko kokosowe nie mieszczą w szafkach.

W Myszarium wielkie święto gdyż Tchórzilla uznała, że nie opłaca się tchórzyć jako, że gryzonek dzielny i interaktywny dostaje ziarenko a ziarenko piechotą nie chodzi. W efekcie rozpłaszczyła mi się wczoraj na dłoni i pozwoliła się nafutrować, wyglądała jak bardzo dorodna, acz krótka i puchata, kobra. ADHDzilla bez zmian, zachowuje się jak szczeniak i dostaje ataku uszek na widok człowieka, zbiegają się jej na czubku łebka niemalże

O, i kolejnego Bonda zaczęliśmy wczoraj oglądać, bardzo kwiczałam, najbardziej na tej scenie, w której Kontrwywiadu As wolniutko startuje z tarasu dzięki kosmickiemu plecaczkowi z napędem a wokół roi się od wrogów, którzy spokojnie mogliby zrobić karierę jako snajperzy gdyby zawód ten nie wymagał umiejętności strzeleckich. Co się chłopaki namarnowali naboi to ich. Ponadto na bombie, co je Wróg Bardziej Wrogi ukradł z samolotu, trzeba było jakoś zaznaczyć, że jeden nieostrożny ruch i porfavor, zią, nie żyjesz i możesz zacząć nosić koszulkę z napisem "jestę trupę". Padło na "handle like eggs". Dreszcz człowieka przechodzi od samego popaczania.

Wrócę na Sufkę oglądać przyrodę mobilną, oglądałam wczoraj i sądziłam, że się po tym doświadczeniu nie podźwignę gdyż większy gepard postanowił wtłuc mniejszemu ku niezadowoleniu pani, która to oglądała podczas wycieczki. Prał cicik cicika, prał, tarmosił, podgryzał, wokół krew i kłaczki, wyglądało to niewesoło dla cicika mniejszego, który leżał w kondycji bardzo nieciekawej, i w tym momencie pani zapytała "Czy nic mu nie jest?". No skąd, tak sobie leży.
Nawrzucam Państwu, bo mam co - proszę, obrazeczek o umowie, puzzlach, fakcie autentycznym i jeszcze jednym oraz co za cicik, sami popaczcie. I jeszcze jeden. Miłego dnia Państwu, opychajcie się z godnością i szczególnym uwzględnieniem mandarynek.

PS. Dostałam prześliczne cosie i pochwalę się na Fanpejczu jak tylko zrobię zdjęcie oddające urok tych cudeniek oraz kartki od Szyszki. Bardzo piszczałam, cieszcie się, że tego nie słyszeliście, Trener nie miał tyle szczęścia.
PPS. Kto nie kupił kolczyków u Toroj ten nie ma i niech żałuje, piękne, lekkie i precyzyjnie wykonane, zaprezentuję je z dumą.

wtorek, 18 grudnia 2012
"Znajomi sądzili, że maluję jaja na zielono, bo jestem lekarzem"

poinformował nas ukraiński chirurg plastyczny i hodowca strusi emu w jednej osobie w oglądanym ostatnio programie "Życie w przepychu", odc.8. Trochę niefortunne zdanie panu tłumaczu wyszło i jestem za tym, żeby do każdego tłumacza z urzędu przydzielać Czynnik Mitygujący, takiego ktosia, kto przed puszczeniem programu wszystko obejrzy po czym źdurnie tłumacza w ramię i szepnie "Tutaj, Zenuś, popraw, to z malowaniem jaj nie brzmi dobrze, jeszcze się ktoś ze śmiechu zmikczy...".
W każdym razie pan chirurg twierdzi, że nie maluje jaj na zielono i ja mu wierzę bo emu samoczynnie i spontanicznie wypuszczają z siebie produkt o barwie zielonej. Program serdecznie polecam, jest o ukraińskich milionerach i ich fanaberiach, najpewniej jeszcze do niego wrócę.

Miałam ambitny masterplan odpocząć i się wyspać ale mam, jak zapewne Państwo pamiętacie, dwie maleńkie, puszyściutkie Myszeczki, mianowicie Większą oraz Demona Chaosu i Zniszczenia. Są bardzo aktywne. Bardzo. Bardzobardzobardzo. Śliczne, wesołe zwierzątka z zaawansowanym ADHD i wbudowanym czujnikiem mojego snu. Większa nauczyła się nie dostawać ataku histerii kiedy bierze się ją na dłoń, Mniejsza sporo czasu poświęca oblizywaniu mojej dłoni, siada wygodnie, odchyla uszka, przymyka ślepka i zmienia się w żywego lizaczka. Oszaleję tu niewątpliwie.
Trener Osobisty nie poprawia mojej sytuacji psychicznej gdyż puszcza mi filmy na których bardzo dużo się dzieje i Nie Ogarniam. Zaczęliśmy oglądać wczoraj taki, w którym panu się wydaje, że trochę nie jest sobą, śni mu się Jessica Biel, spotyka panią z potrójnym biustem (czyli GMO dotarła tam już) a potem wraca do domu i jest jak w każdej normalnej rodzinie, żona próbuje go zabić, takie tam.

Notoryczne niewyspanie daje zaskakujące efekty, stworzyłam bowiem dwie fascynujące teorie, bardzom dumna.
W kwestii pierwszej - na FB istnieje taka oto grupa.
Na potrzeby teorii przyjęłam, że królik udający chleb przejmuje niektóre jego właściwości. Czyli tak, jak kromka chleba z masłem spada zawsze na dywan posmarowaną stroną tak królik posmarowany masłem spadłby na dywan posmarowaną stroną.
Czyli, NA LOGIKĘ, królik niczym nie posmarowany upuszczony z dowolnej wysokości MUSI pozostać w powietrzu, bo nie mając strony posmarowanej nie ma przecież na co spaść.
W prosty sposób stworzyłam następnie Perpetuuptuś Mobile gdyż, aby króliczku w powietrzu nie było zbyt gorąco, opracowałam na szybko system chłodzący futerko podczas upałów - wystarczy bardzo szybko smarować królika masłem i równie szybko to masło zlizywać, w ten sposób królik będzie wznosił się i opadał (może także generować prąd wystarczający np. do oświetlenia klateczki). Rozważamy z Dodgers zatrudnienie osoby, która lubi szybko smarować króliki masłem na pół etatu oraz alpaki jako czynnika zlizującego bo wtedy Dodgers zrobi z niej berecik a alpaka nawet nie zauważy bo będzie dostawała skrzyp żeby jej szybko futerko odrastało.
Nie wahajcie się Państwo aplikować, gwarantujemy pracę w dynamicznym, rozwijającym się zespole oraz tyle masła, ile zdołacie podebrać alpace.

Druga teoria dotyczy tego, że zdarza mi się co jakiś czas coś zgubić, tak? A to zamrożoną polędwicę, a to paczkę ryżu, obieraczkę czy, jak dwa dni temu, listę zakupów na 2 minuty przed pojechaniem do sklepu.
Otóż wreszcie mam teorię, która wyjaśnia, czemu te rzeczy giną.
Zapewne znacie Państwo bajki o uczynnych strzatach, takich, które w zamian za racje żywnościowe albo małe kubraczki wykonują usługi na rzecz gospodarza - a to buty uszyją, a to posprzątają, generalnie coś za coś, namachają się ale dostaja za to różności.
No to u mnie jest dokładnie tak samo z tym, ze skrzaty pomijają jakoś tę część z wykonaniem usługi dla gospodarza. Wpadają, biorą towar i wziu.
No trudno, przynajmniej mam wyjaśnienie.

Nawiasem mowiąc zgadnijcie Państwo który z mocno aromatycznych produktów zakupionych ostatnio rozdyźdał się w torbie i uperfumował całą resztę zakupów.
Od razu powiem, że wygrywa ten, kto typował "paczuszkękuźwaśledzików".
Nie zna życia kto nie mył kefirów i masła a o tym, jaki zapach mają moje bezzapachowe podgrzewacze do kominka w ogóle nie będziemy wspominać.

Z rzeczy bardzo poprawiających nastrój - dostałam wczoraj od Szyszki i Misiomieja kartkę świąteczną i zaprezentuję ją Państwu w następnej notce, bo ta już jest za długa i kto będzie tyle czytał. Uprzedzam o tej kartce żebyście odpowiednio wcześniej odstawili napoje i czypsy żeby się nie zakrztusić. Będzie też piosenka świąteczna.

Póki co nawrzucam, co mam - dziś popaczacie Państwo jak się rozmnażają króliki, jak groźne bywają łosie oraz o, jaki sprytny cicik. A takie coś podesłał Brezly - może ktoś szuka pomysłu na prezent pod choinkę, nie ma za co. Miłego dnia Państwu, kaczkę sobie kupcie, są w Biedronce po taniości, mandarynki też a przypominam, ze mandarynki w grudniu są obowiązkowe, proszę się nie migać.

piątek, 14 grudnia 2012
"Mój chłopak źle mnie traktuje, co o tym sądzicie, piszcie!"

Nie wiem, no nie wiem, ja sądze, że to bardzo źle i że nie powinien.
Chwilowo nie piszę wiele i proszę nie wyciągać z tego żadnych mrocznych wniosków, mam mały urlop blogowy, to mój pierwszy więc uznałam, że mogę.

Wykwiczę się naprędce łańcuszkowo, bo obiecałam AnnieMarii, i wracam kłuć sobie paluszki drutami srebrnymi o rozmaitych fi.

1. Żyjesz raczej rano, czy wieczorem?
Zdecydowanie wieczorem/w nocy, lepiej mi się wtedy myśli i pisze, jest cisza (względna, bo mam Myszy, ale zdrowe szalejące Myszy to balsam na uszy), nikt nie zawraca mi niech będzie, że głowy. Poranek to stanowczo nie moja pora, snuję się wtedy w trybie slow motion w piżamie i z oczami na pół twarzy, nie ma sensu spodziewać się po mnie rano czegokolwiek poza ponurym popaczaniem.

2. Gdy potrzebujesz ,,dopalacza" czy ,,poprawiacza nastroju" sięgasz po...
Miętę & Mysz, wielki kubek świeżo zaparzonej mięty i łażący po mnie maleńki gryzonek skutecznie odganiają niemal wszelkie zło tego świata.

3. Podróż w nieznane, czy planowana z przewodnikiem - książkami - atlasami w ręku?
Mogę w ciemno jechać w podróż-niespodziankę zaplanowaną przez Trenera Osobistego bo jest on Wielkim Organizatorem, zna na pamięć mnóstwo tras, lokalizacji, map i wszystkiego, ja mam tylko obnarzekać poranek wyjazdowy (strasznie kwiczę i marudzę przed każdym wyjazdem, w samochodzie od razu mi mija) a potem cieszyć się i dobrze się bawić. Inne wyjazdy starannie planujemy.

4. Potrawa (albo napój) który przyrządzasz najlepiej.
Nie potrafię wymienić, gotuję bardzo dużo i jestem w tym dobra, nie pamiętam porażki kulinarnej, podchodzę do gotowania z pasją i na luzie więc jakoś wszystko mi się udaje. Trener śmieje się, że rewelacyjnie wychodzą mi rzeczy, których nawet nie tknę, np. ciasta i ciasteczka, piekę sporo słodkości i chlebów dla znajomych.

5. Niezapowiedziani goście mile widziani, czy raczej  "mój dom to moja twierdza"?
Zdecydowanie to drugie. Mieszkam tu, słowa znaczą. Kiedy jestem zajęta nikt (poza najbliższymi, oczywiście) i nic nie jest ważniejsze. Jeśli ktoś nie uprzedzi o wizycie a ja będę akurat zajęta to raczej nie przerwę tego, co robię. Niezapowiedziani goście nie wchodzą w grę.

6. Miłe wspomnienie z dzieciństwa.
Brak. Bez dramatyzmu, po prostu nie mam takich.

7. Jedno miejsce, w którym czujesz się jak w domu.
Obecne mieszkanie, wreszcie nasze własne, i mój kącik na Sufce, z poduchami i kocem.

8. Ty i muzyka. Jaką muzykę byś poleciła innym, czego koniecznie powinni posłuchać? I czy śpiewasz? Grasz na jakimś instrumencie?
Nie gram, nie śpiewam. Słucham rozmaitości, od muzyki filmowej Zimmerna przez Einaudiego po 30 seconds to Mars i Placebo. Łatwiej mi napisać, czego nie słucham - kompletne nieporozumienie to rap, hip-hop i wszystko, co pozwala wykonawcy uniknąć posądzenia o to, że potrafi śpiewać i ma słuch.

9. Zwierzęta. Miałaś albo masz?
Jesteśmy z Trenerem solidnie omyszeni, Mysz w domu być musi. Aktualnie są dwie, bardzo wesołe, puszyściutkie, energiczne i piękne. Dbają z zaangażowaniem o to, żebym się przypadkiem nie wyspała. Kiedyś będę miała kota, najchętniej norweskiego leśnego albo innego wielkiego puchacza. I goldena, golden musi kiedyś w domu być.

10. Twoja półka z przyprawami.
...to raczej dwie szuflady, karton i wielka micha z przyprawami. Jestem chiliheadem ale bez skłonności samobójczych, mam kilkanaście gatunków papryk ostrych i bardzo bardzo ostrych, w tym własną mieszankę zdominowaną przez habanero.Poza tym rzucam się jak kot na kłębek na wszelkie egzotyczności, stąd w zapasach sumak, asafetyda, chana masala i inne różności. Przypraw podstawowych mam zawsze spory zapas, do mielenia i robienia mieszanek używam kamiennego moździerza.

11. Piszesz blog, bo...
Bo dla Was chce się pisać, jesteście sympatyczni, inspirujący i zabawni (i orzeszki, oczywiście), trafiłam na najoptymalniejszy zestaw blogerów do czytania i pisania dla, jakiego mogłam sobie życzyć. Chwilowo mam co robić poza blogiem ale długo bez Was nie wytrzymam, cbdo.

Do zabawy zapraszam Dodgers, Karolinę, ZdrowiejZenka, Sakurako, Zulkę i, co za odważny krok, Michała - ha, zapomnijcie o spokojnym, leniwym weekendzie. Pisać, nie mitrężyć, obserwuję Was.

Miłego dnia Państwu, w następnej notce zaprezentuję dwie genialne, rewolucyjne teorie w tym jedną z królikiem a w drugiej będą skrzaty, liczę na Wasze poważne podejście do tematu. Póki co obrazeczki i gify - tego nie róbcie, to możecie jeśli jesteście królikiem (albo orzeszki), tego możecie próbować ale i tak się nie zmieścicie a to może Wam się udać jeśli znacie aktualnie modne teledyski. Piątek się załadował, nie zmarnujcie go.

PS. Coś mi się z czcionką zrobiło ale Wielki Niechciej nie pozwala mi tego sprawdzić, więc chwilowo zostaje, jak jest, a ja idę ---------> tam, zrobię kolczyki, zgubię coś może, taki zwyczajny dzień.

PPS. Właśnie słucham, bardzo polecam.

poniedziałek, 10 grudnia 2012
"Dobra poleczka z Opoczna, bo skoczna".

Tytuł zupełnie bez związku z notką ale co mi kto zrobi.

Zacznę od tego, że Toroj wystawiła swoje prace i kto nie kupi ten nie będzie miał, a warto. Od razu obkwiczałam Mikołaja Osobistego że nie mam kolczyczków i niech coś z tym zrobi NATENTYCHMIAST. I zrobił.

Ponadto nie wyspałam się gdyż Trener powiększył Myszom Myszaria o dodatkowe kostki i tunele i Myszęta szalały na Jego cześć do wczesnych godzin porannych a Jej Mysokość Większa od razu demonstracyjnie się do swojej kostki przeprowadziła czyniąc z niej swoją trzecią Sypialnię. Mniejszykowi posprzątano i zwierzątko doznało Destroszu gdyż zniknięto mu hałdę ziarna (o rozmiarach uwiecznionych na zdjęciu, które postaram się jeszcze dziś narzucić światłu dziennemu), w końcu bardzo podstepnie umieściło nowe ziarno w kostce tak, że Prawie Nie Widać. Bardzo z siebie dumna Myszeczka miotała się póki jej sił starczyło.

Obejrzałam pierwszego "Bonda" czyli "Dr. No" (dla mnie "Dr. Noł noł noł") i mam pełniutki zestaw mieszanych uczuć. Z jednej strony wiem, tak tak, to było 50 lat temu kręcone, klasyka kina i w ogóle. Z drugiej - ja pierniczę, czy był wtedy jakiś zakaz gry aktorskiej? Wszystko było tak sztuczne że oczy bolały paczać, sceny walk Bonda z przeciwnikami (uprzejmie pląsającymi wokół niego w oczekiwaniu, aż załatwi poprzednich i przyjdzie kolej na nich) prześliczne, ostatnim razem, kiedy ja się tak biłam, to wrogowi mazaki z tornistra wypadły, ale wszystko bije na głowę profesjonalna gra oka poza tym nie męczącej Ursuli Andress. W którymś momencie nie wytrzymałam i zakwiliłam do Trenera:
 - Jedźmyż, najmilszy, do lasu, wyszukam tam dorodne bierwiono, namaluję mu oczka i usteczka i jestem pewna, że nie zauważysz różnicy w grze pani Andress i tego oto bierwiona.
Niemniej całość bardzomisię, wysoko cenię filmy z wrogami tak uprzejmymi, że zostawiają w celach wejścia do szerokich, wygodnych tuneli osłonięte tylko kratami wykonanymi z, jak oceniam, masła.
Przynajmniej tłumaczenie było wierne za co dzięki stosownym bogom, ostatnio mam bowiem szczęście do tłumaczeń mało profesjonalnych a i tak powinnam się pewnie cieszyć że nie dostaję wersji dosłownych typu:
 - Jestem w miłości z nią...
 - Jesteś orzeszki!*
Tak czy siak film mi się spodobał i będę oglądała serię.
"Doktora Who" także oglądamy, aktualnie mam małą przerwę, muszę bowiem dojść do siebie po obejrzeniu inwazji na Londyn istot będących skrzyżowaniem E.T po botoksie z wietnamską świnią zwisłobrzuchą i mających poważne problemy gastryczne.
No ale dość o mnie, ludzie mają większe problemy.
Na pociechę mamy zwierzątko, dużo zwierzątek i o obrazkach ze zwierzątkami. I małego pacacza mamy też.
Miłego dnia Państwu, pamiętajcie, że kolejny piątek już się ładuje.

 

 * -I`m in love with her...
   -You`re nuts!

Tagi: DrNo myszy
12:11, squirk
Link Komentarze (414) »
piątek, 07 grudnia 2012
Noł noł noł noł noł noł noł noł noł noł noł.

Wstaję rano (bardzo rano, bardzo bardzo - Jej Mysokość Mniejsza o 7.05 uznała, że wystarczy już tego mojego snu, mysi wafelek sam się nie poda) i co ja paczę, biało wszędzie. Nie podoba mi się i nie zgadzam się, proszę sobie nie robić żartów i zabrać to białe paskudztwo gdzieś daleko, już już, nie mitrężyć.
Miałam wrzucić, jak rok temu o tej samej, fatalnej porze, okolicznościowy obrazek ale nie wypada, więc zamiast tego króliczek.
Rozważałam wyjście do sklepu ale w związku z okolicznościami przyrody za firewallem następne opuszczenie hacjendy przewiduję mniej więcej w marcu.
Noo, w niedzielę po kaczkę podjadę, w Kauflandzie rzucili kaczki po taniości, ale potem już nigdzie.
Chyba, że po dynie, nie mam już ani jednej Hokkaido. Są wprawdzie inne ale wiadomo, że jak nie ma Hokkaido to oficjalnie nie ma żadnej.

Z nowości to zgubiłam tasak. Śmiejcie się, śmiejcie ale sprawa jest poważna, to mój ukochany tasak bojowy oraz do żeberek, miałam go forever od zawsze a teraz paczę, że nic nie paczę, w przegródce na tasak leży nic.
Znalazłam za to hiszpański wachlarz ale w sytuacji, kiedy mam pokroić pół kg żeberek wachlarz przyda mi się jak przysłowiowej kurwie przysłowiowe trojaczki. Wachlarzem, mam wrażenie, nie wpłynę znacząco na strukturalną integralność żeberek.
Zadzwoniłam do Trenera Osobistego z pytaniem, gdzież, ach gdzie jest mój osobisty, ukochany tasak. Trener zachichotał bardzo moim zdaniem jadowicie i zasugerował, żebym sprawdziła w łazience.
Mam wrażenie, że nie jestem tu traktowana z należytą powagą.
W dodatku Mniejsza bieży, środek dnia, a ona bieży. Poprzestawiało się zwierząteczku.

Z rozpędu zajrzałam na główną ale zatrudnieni dla żartu gimnazjaliści urośli w siłę i trafiłam na takie coś (ktoś wie, o co chodzi w tym "artykule"? "najsłodsza rozmowa"? WTF?) oraz na deser, takie. Fantastyczne tematy na główną stronę poważnego portalu.

Obrazeczki dziś jakieś takie, no nie wiem, w ogóle się ludzie nie starają - nie dość, że trzeba się przedzierać przez zastępy gołych pań prezentujących przed lustrem usta robocze i silikon to jeszcze, jak już się człowiek dokopie, dostaje fotorelację z kradzieży. Na szczęście jest też hipster oraz uprzejmy cicik. Oraz zegarek, co go chcę i nie żartuję.

PS. Tasak był w łazience. Pozwolicie Państwo, że udam się na wewnętrzną emigrację, zrobię sobie kilka dni wolnego czy coś. Nóż w lodówce - ok, jeszcze ujdzie. Notoryczne wyrzucanie obieraczki - do przełknięcia, czasem się spieszę i jestem roztargniona. Ale tasak w łazience? Noł noł noł noł noł.

środa, 05 grudnia 2012
"Do jakiego wieku rośnie męski penis?"

Ja pierniczę.
Czyli są też damskie, tak?
Do zajrzenia Googlu w brzuszek zainspirował mnie Valdemort (pozdrawiam) oraz autorka notki o prawidłowym dobieraniu biustonoszy damskich, na którą się przypadkiem natknęłam (na notkę, nie autorkę, nie wizytowałam gimnazjum).
Damskich.
Nie wyobrażam sobie nawet, jak urażeni tą bieliźnianą dyskryminacją muszą być zaglądający tu panowie.
Nie wiem, jak Was pocieszyć, wygląda na to, że nawet frankfurterków nie macie już na wyłączność, a teraz jeszcze ten spędzający sen z powiek brak poradnika odnośnie biustonoszy męskich...To po prostu nie jest Wasz dzień chyba.
Nie, na pewno nie jest.
Sory.

Z rzeczy bardzo pozytywnych - Czarownica Dodgers zainwestowała w maleńki odpowiednik czarnego kota (czytelnicy twierdzą, że w notce są także zdjęcia jakichś włóczek, phi, mój manipulator stołokulotoczny od razu zjeżdża na zawartość puszystą) a Karolina sami zobaczcie, co pięknego zrobiła i bardzo proszę o kciuki, żeby jej się dobrze kontynuowało.

Pacacie mnie Państwo łapkami z pytaniem o to, gdzie jest nowa notka. Otóż pojęcia nie mam, tu jej nie było i nie wiem, kiedy będzie, bo trochę sprzątam. Bez obaw, nic mi nie jest, nie przemęczam się a i tak zaraz mi przejdzie niemniej sprzatam oraz szyję mysz dla zaprzyjaźnionego kota. Poza tym nie dzieje się nic wstrząsającego, cisza i spokój. Sprzątam, jest zimno, Myszy....
No tak, mam Myszy przecież, nie wiem, skąd mi się wzięło to "cisza i spokój", doprawdy.
Wczoraj świtem bardzo bladym obudziły mnie odgłosy sugerujące, że nieduży T-rex usiłuje wgryźć się w ścianę bloku. Nie będzie mi nikt snu przerywał więc wstałam, słusznie rozumując, że z T-rexem jak z lwem, trzepnie się w nos zwinięta gazetą to sobie pójdzie (nie odda mi przecież bo popaczcie, jakie toto ma małe łapeczki, ahahaha, zresztą już o t-rexach pisałam, romantyczne i prorodzinne zwierzątka), omawiałyśmy to z gangiem na okoliczność wypadu do Afryki i wszystko jasne. Nie odnotowałam w pobliżu obecności gazety więc postanowiłam zrobić tymczasowe rozpoznanie.
W Myszarium gryzonek znany jako Mniejszość usiłował pracowicie przegryźć i przedrapkać się przez podłogę klatki.
 - "Witamysz" - rzuciłam tonem sugerującym, że co najmniej jedna z nas ma dość wysłuchiwania odgłosów piły tarczowej połączonej z gryzarką i rozdrabniarką o 6 rano w Polsce.
 "  " - odpowiedziała machinalnie Mysz nie przerywając działalności.
Na szczęście dysponuję bronią biologiczną w postaci brokuła. Kawałek brokuła jest w stanie przekonać Mysz do zaprzestania wszystkiego poza...hm, poza jedzeniem sera, ser to też broń biologiczna. Niemniej ser był aktualnie poza mysim zasięgiem więc udało mi sie wywabić rozczochraną, szczęśliwą Mysz i nafutrować ją zieleniną. Myszątko grzecznie się opychało, cisza i spokój....
...i wtedy wstała Większość.
I zaczęła bieżyć.
Mniej więcej w tym właśnie czasie stało się jasne, że się raczej nie wyśpię.

Wracając do aury - zimno jest, jak jest zima to musi być zimno i przypomniałam sobie ostatnio, że och, jejku, zbliżają się wszak wielkimi krokami okoliczności świąteczno-gwiazdkowe. Niezazbytnio mnie to rusza ale co roku pilnie paczam czy może tym razem uda się zsynchronizować miganie lampeczek na dwóch stojących pośrodku osiedla drzewkach, jak dotąd drzewka nie bez powodu nazywałam palpitacyjnymi.
Ponadto sąsiedztwo najpewniej znów wywiesi postać nazywaną przeze mnie Suicide Santa.
Poważnie, w założeniu to miał być najpewniej Mikołaj wspinający się rączo jak małpeczka do okna. Niestety kompozycja nie została chyba starannie przemyślana gdyż postać wygląda raczej jak pan, który horyzontalnie wizytował panią pod nieobecność jej małżonka gdy wtem nastąpiła nagła powyższego obecność i pan musiał salwować się ucieczką ale stopa mu się omskła i tak zawisł.
Na zawsze.
Swoją drogą ależ sobie despekt zrobiłam, od dziś będę odruchowo postrzegała przyokiennych Mikołajów jako niefortunnych ryćkersów, hoł hoł, hoł.

Obrazeczki w dniu dzisiejszym mają na celu przybliżenie Państwu pieknego, barwnego świata przyrody mobilnej, jest na przykład ssaczek morski sporadycznie w emocjach negatywnych, ptaszyna dbająca o to, by nie pozostawiać wątpliwości co do tego, czym się aktualnie zajmuje, liski bardzo ponastraszane na uszach więc obstawiam, że to raczej fenki oraz cicik nie potrzebujący komentarza bo to cicik w końcu. Na wypadek, gdyby ktoś z Państwa chciał zapytać, czy może przypadkiem się wyspałam, to od razu mówię, żeby mnie nie denerwować nawet takimi pytaniami, i idę po kawę. Miłego dnia Państwu, piątek już za 2 dni, bądźcie dzielni.

niedziela, 02 grudnia 2012
"Będziemy latać w powietrzu dzięki wkładką magnetycznych, tak jak latają teraz ptaki."

Wkładki do nabycia tutaj a wczoraj nie pisałam, bo byłam chora, mam zwolnienie.

Przeuroczy dzien dziś miałam gdyż poznałam Zuzę-chan i jej świnka morskiego, bardzo mi miło podwójnie. Planowałam zaprezentować się, mimo znajdowania pod wpływem Wielkiego Zderzacza Hormonów, jak najlepiej i postanowiłam nie tylko zrobić sobie uroczą fryzurkę ale i wykonać makijaż typu Kocie Oko.
Niestety trochę mi się chyba, ahaha, ręka omskła gdyż wyszedł mi raczej makijaż w rodzaju Ten Cicik Ma Plamicę I Nie można Mu Już Pomóc a uroczą fryzurę szlag w postaci wiatru trafił tuż za progiem hacjendy. Ale i tak było miło.

Przedwczoraj za to było przezabawnie gdyż, jak to bywa podczas zakupów z Trenerem Osobistym, pojechaliśmy po mleko i nagle co ja paczę, parkujemy pod Decathlonem. Jak się okazało mój największy rywal, Rower Trenera, potrzebował pilnie czegośtam, więc Trener sobie poszedł po wyżej wymienione a ja zostałam w samochodzie i rozglądałam się. Od razu Wam powiem, że warto było.
Siedzę sobie, łypię na boczki i nagle wzrok mój padł na szyitę z familią. Szyita wprawdzie zbudowany jakoś conanowato za bardzo nie był ale i tak szedł, jakby trzymał pod pachami dwa wirtualne prosiaki. Przypominał mi takiego jednego chłopczynę z mojej rodzinnej miejscowości, syna sąsiadki, która rodziła dosłownie co chwilę i jak dla mnie spokojnie mogła nosić taką tabliczkę jak jest na autobusach czasem - ZACHODZI PRZY SKRĘCIE. Za być_może_byłym_sąsiadem drobiła małżonka (blond, oni chyba w innych nie gustują) z dziecięciem bardzo nieletnim w ramionach podczas, gdy drugie dziecię, otroczek lat ca 4, hasało sobie u jej boku. Nagle zauważył bystry otroczek idącą w głębi parkingu panią podobną do mamy i zauważył wesoło oraz na całe gardło:
 - Pacz, tata, pacz, ta pani jest taka gluba jak mama!
Mama była niezbyt gruba więc nosiciel wirtualnych prosiąt roześmiał się serdecznie i rzucił, rozbawiony:
 - Ty, synek, jak coś powiesz, kuhwa, to boki zrywać.
Ucieszyło się dziecię że tak je tatuś chwali, ale postanowiło się upewnić:
 - Kulwa?
 - Noo. - uspokoił tatuś otroczka i dodał jako, że byli już przy rodzinnym aucie - a teraz wskakuj, synek, bo jak się spóźnimy to znów będzie babcia darła mordę.
Nowe pokolenie nam rośnie, czas się pakować.

A teraz coś z zupełnie innej beczki. Czy Państwo także, czytając wierszyk o kotku, co był chory i leżał w łóżeczku, przy fragmencie "z ptaszka małego choć parę udeczek" słyszeli to jako "łódeczek" bo oczywistym było, że rysując ptaszka rysuje się najpierw taką mniej więcej łódeczkę a potem do niej dorysowuje główkę i nóżki? Bo mnie Trener trochę ospazmował kiedy się przyznałam, że w moim świecie kot jadł ptasie łódeczki. Fi dąk.
Na tej samej zasadzie w kościele śpiewało się "wzgardzony, okryty chałwą" i rozumowało "szkoda, że wzgardzony, ale miał sporo chałwy, więc nie ma takiej tragedii znowuż".
Naszła mnie myśl że być może byłam dzieckiem nieco nietypowym. Trudno, czasu nie cofnę, dobrze, że teraz jestem jak wszyscy, tj. normalna.

Szukałam obrazeczków ale nie ma, poważnie, to znaczy są, ale mało, bo dominują gołe panie i szczeniaki buldogów angielskich więc poszłam szukać gdzie indziej i mam cicika oraz trochę sportu i przepis. Miłego wieczoru Państwu, idę gotować z winem i jeśli nie zapomnę to nawet doleję go trochę do potrawy.

PS. Widzieliście, jakich miewamy agentów? Aż oczy bolą patrzeć.

PSS. Tłuścik i Puszyścik mają się doskonale, Puszyścik wczoraj po raz pierwszy się nakobrała, ledwo doszła do Spiżarni, bo jej łebek przeważał. Uwieczniłam to i zamieszczę najpewniej jutro. Tłuścik niezmiennie się tchórzy ale stanowczo coraz mniej. Prześliczne są moje Myszy.