Tagi
squirk77@gmail.com
RSS
wtorek, 25 marca 2014
Zielono mi

było w zeszłym tygodniu, kto z Państwa paczał Fanpejcz ten wie.
Ja pierniczę, ale się działo.
Jak widać na zdjęciu zielono było wszystkim a kto sądził, że nie włożę rogatej czapki i nie pomaluję sobie twarzy stosownymi kolorkami ten się mylił a na ulicy by mnie nie rozpoznał. Nawet dzwoneczki miałam na rożkach czapki a Trener Osobisty kupił sobie rękawki tatuażowe. Postanowiliśmy przejść Temple Bar od początku do końca i szybko okazało się, że na ten pomysł wpadli wszyscy obecni, czyli jakiś kuźwaliard osób, więc po prostu zaniesiono nas wraz z tłumem do jednego baru, potem do drugiego. W pierwszym ktoś złapał mnie za rożki i potrząsnął dzwoneczkami, obstawiam pana w koszulce z napisem "Może nie jestem Irlandczykiem ale potrafię pić jak oni".
Piwo zamawiało się miotając się szaleńczo żeby zwrócić na siebie uwagę barmana i pokazując ilość sztuk - barman i tak niczego nie słyszał więc nalewał to, co chciał, w ten sposób wszyscy w pierwszym pubie pili Guinessa, nikt nie narzekał. Albo nie było słychać, jak narzeka, więc pf.

W pubie drugim zyskałam nieoczekiwanie koleżankę, mianowicie, jak się okazało, small talk jest wymagany nawet, jeśli stoi się w kolejce do łazienki. Wpadło dziewczę, ucieszyło się, że mnie widzi, po czym przez dobrych kilka minut opowiadała coś przezabawnego, niestety po irlandzku, więc aby nie zawieść oczekiwań śmiałam się serdecznie w tych samych momentach, co ona, walcząc jednocześnie z chęcią odkrztuszenia jej w celu uratowania życia. Bardzo ją nasze porozumienie cieszyło i wyszłam czując się jak Najlepszy Słuchacz Świata.

W powrotnej drodze w autobusie jechała z nami pani, która stanowczo przekroczyła normy spożycia alkoholu. Jest takie określenie "pijany w trzy dupy" - ona oscylowała już wokół czwartej i nie wyglądała, jakby planowała na tym poprzestać. Pokłóciła się z kierowcą o koszt biletu po czym przysunęła się boczkiem do nieszczęsnej mnie i zaczęła coś opowiadać. Mieszanka jej wersji angielskiego i spożytego przez nią alkoholu dały w efekcie interesujący, nieco piskliwy szum, ograniczyłam się znów do potakiwania z uśmiechem. Wyzwierzana solidnie pani uznała, że będzie robiła za komitet pożegnalny przy drzwiach - poważnie, stała tam, nieco chwiejnie, i głośno życzyła wysiadającym spokojnej nocy i żeby na siebie uważali i dobrze spali. Pan kierowca wyglądał na zrezygnowanego.

Poza tym szlifujemy umiejętność porozumiewania się z miejscowymi. Lata nauki angielskiego można sobie w kieszeń wsadzić jak się człowiek zetknie z taką nawałnicą dialektów, akcentów i idiomów. Trener Osobisty przeżył niedawno interesujące spotkanie z Lokalnym Sprzedawcą. Wybrał się mianowicie po piłkę włosową i nie uzyskawszy powyższej zapragnął dowiedzieć się gdzie w naszej okolicy da się takie coś kupić. Lokalny Sprzedawca podał Trenerowi adres.
Trener nie zrozumiał Lokalnego Sprzedawcy.
Po kilku próbach dojścia do porozumienia panowie ustalili, że Trener po prostu sobie adres dla pewności zapisze.
Trener zapisał i pokazał Lokalnemu, co zapisał. Lokalny starannie się zmarszczył, pokazuje jedną z zapisanych Trenerem liter i mówi, że to nie ta, ma być inna.
Mianowicie "łoj".
Poważnie, "łoj".
Trener przywiądł bo takiej literki nie znał. Po kilku próbach Zmarszczony Lokalny wyjął z ręki Trenera notatnik i sam męskim ruchem literkę łoj zapisał.
Było to A.
Dziwię się, że Trener Osobisty po prostu w tym sklepie nie oszalał, ja bym oszalała raczej.

W zasadzie niewiele mi brakuje.
Doznałam czegośtam stopy prawej więc jak chodziłam to bolało. Po przeanalizowaniu swojej diety uznałam, że produktów zawierających wapń spożywam niezwykle mało więc może przez to mi stopa ryksztosuje. Pytam więc Trenera Osobistego który akurat grał w Wąsy*:
 - Jak myślisz, czy mogę mieć niedobór wapnia?
I słyszę odruchowe:
- Oczywiście, kochanie, że możesz mieć jeśli naprawdę chcesz!
No i tak to u nas wygląda.

O tym, że przyłapałam Trenera (baryton) na śpiewaniu Myszy Większej "Ten Myyyyszek staaary niiiiby świaaat..."** nie wspomnę nawet bo nie chcę mieć stóp odkizianych. Mysz zignorowała przytyk bo akurat jadła szóstą Kolację. Jest już znowu tak puszysta, jak była, uszka ma bardziej nastroszone i zrobiła się szalenie towarzyska. Jest dużo bieżenia i omiatania nas wąsami.
Mysz Mniejsza po zyskaniu rozmiarów Większej zrobiła się nagle bardzo zajęta i poważna oraz rzuca spojrzenia sugerujące otoczeniu, że wbrew faktom to nie ona jest tu śmiesznym puszeczkiem i że jeśli ktoś myśli, że ona, Mysz, nie zdemoluje Myszarium w minutę to proszę bardzo, ona właśnie pokazuje, jak bardzo się mylił. Otoczenie musi potem sprzątać, oczywiście. W rewanżu Mysz odlizuje mu palce i nos.

Pytacie Państwo w mailach (odpisuję z opóźnieniem ale odpisuję) o pogodę, czy faktycznie na wyspach ciągle pada i pada. Na sąsiedniej nie wiem, jak jest aktualnie, ale tutaj pada rzadko, przeważnie jest słonecznie. Ze dwa dni były takie że napierniczało mewami po kątach (nie wiem, po co one w taką pogode wylatują, może tu są jakieś limity i mewa musi swoje wylatać, deszcz nie deszcz) ale zasadniczo nie ma się czego uczepić. Bywają zaskakujące zwroty akcji, np. w pełnym słońcu wchodzisz do piekarni po babeczkę a wychodzisz w niewielkie, lokalne gradobicie, ale to rzadkość.
(Co do ptaków - pamiętacie Państwo może sroki-psychofanki które się na mnie w Polsce darły na moim własnym balkonie? Przyleciały tu za mną i nie żartuję, przyłapałam je na trawniczku. Tym samym wracam do idei wykwiczenia dwururki na jakąś okazję, imieniny mam niedługo, dwururka będzie bardzo na miejscu.)
Lokalnej kuchni nadal nie poznałam - jeśli nie liczyć Guinnessa którego jestem już świadoma. Kupiliśmy też Pringlesy z octem - nie rozumiem ich fenomenu, czyps jak czyps. Jeśli macie sugestie czego powinniśmy spróbować to proszę się nie wahać i pisać.

Mam dla Państwa, jakkolwiek nietypowo to brzmi, słoninę, patriotyzm oraz cicika filutka. I takie coś do poczytania.

 

*gra Wąsy naprawdę nazywa się Jewel Legends i polega na eliminowaniu rzędów kryształków. Niektóre mają na sobie wskazówki zegara wyglądające jak latające wąsy więc nazwa gry jakoś się sama zmieniła. Teksty w rodzaju "chciałabym dostać wreszcie jakieś wąsy" czy "straciłem dwie pary wąsów!" są na porządku dziennym.

** - melodia, wiadomo, stąd

poniedziałek, 10 marca 2014
"W Koloseum, jak wiadomo, walczyli gladiatorzy a potem wychodziły lwy i ich zjadały"

Brakuje mi "Dziewczyn Playboya", tylu mądrych rzeczy się mógł człowiek dowiedzieć a tu puchy.
To dlatego że nie wiem jeszcze jak się nowy telewizor włącza a jak się staram pamiętać, żeby przypomnieć Trenerowi, że mi to ma pokazać tak, żebym zapamiętała, to zapominam. Ale jak już włączę to może sobie znajdę coś rozwijającego.
Na szczęście mam XBMC, książki i Myszy z czego te ostatnie tłuką się jak oszalałe.
Mniejsza jest tak puszysta że zrobiła się większa niż Większa, dzięki temu mamy teraz mniejszą od Mniejszej Większą oraz większą od niej Mniejszą. Śliczne obie i bardzo wesołe. Mniejsza nauczyła się zagłuszać nam wieczorne oglądanie filmów - poważnie, jeśli nie przyjdziemy i nie spełnimy życzeń (brokuł, kizianie) tłucze się tak, że np. we wczoraj oglądanym drugim "Thorze" (stabilny emocjonalnie blondyn niedoposażony w kwestii oczu nadal w formie, przypakował chyba ale i tak wszyscy kwiczą za Lokim który jest śliczny i nerwowy) Frigga powiedziała do tej tam, niuni bladej wybrance boga "Chodź ze mną turrr turr turr turr turturtur piiiisk!". Mój rozwój kulturalny cierpi.
Zaczęliśmy oglądać jakiś serial o detektywach, jeden dużo przeklina, drugi jest smętny a wokół interesująco umierają dziwki, oraz "Bates Motel", reżyser od razu pokazał, o co w tym wszystkim chodzi, inni pierwszego trupa wywlekają nieśmiało dopiero po kilku odcinkach a tu proszę, pan był niemiły więc się go imhumowało i tyle. Jeszcze "Vikingów" zaczęliśmy ale ponieważ polubiłam głównego bohatera więcej na razie nie obejrzę bo jak mu się coś stanie to się wścieknę chyba, już mu zaczął nibytonajlepszy kumpel koło pióra robić, źle się to zapowiada a kumpel wygląda na cieszącego się dobrym zdrowiem, niestety. Wolę oglądać tych, co ich za bardzo nie lubię.

Ponieważ jesteśmy na wyspie w pobliżu występuje morze i jest go sporo. Pojechaliśmy wczoraj sprawdzić, jak dużo, oraz wykonać zadeklarowane przeze mnie grzebanie stópką w piaseczku.
Sprawa się rypła trochę gdyż trafiliśmy akurat na plażę kamienistą, no ale jakoś ten dołek butem zrobiłam a Trener wykonał mi słitfocię. Zademonstruję potem jeśli minie mi poczucie obciachu.
Nad morzem jest promenada, niezbyt długa ale i tak dostarczyła nam wrażeń, mianowicie spotkaliśmy Polaków. I nie powiedzieliśmy im o tym, że też jesteśmy Polakami, bo przeszkodzilibyśmy im w wygłaszaniu bardzo głośno tego, co akurat mieli do wygłoszenia.
W jednym przypadku pani usiłowała zagłuszyć wiatr rycząc do przybocznego pana "Palysz?! Jak to nie palysz, widziałam, jak palysz! Od kiedy nie palysz?!" ale drugi przypadek był bardziej rozrywkowy. Szły mianowicie panie, ze cztery, i pan. I jedna z pań, szczupła, usiłowała zaimponować otoczeniu mówiąc, że była na rowerze, jeździła dzielnie i rzetelnie się zmęczyła. Nie zachwyciło to koleżanki (o rozmiarach, na oko, ze czterech kardaszjanów) gdyż postanowiła poinformować pół promenady o tym, że jej stosunek do jazdy na rowerze jest negatywny w wyniku odniesionego urazu i nabytej w efekcie poważnej traumy. Mianowicie pani przystanęła, sapnęła i bardzo głośno oznajmiła:
"Ja tam na rowera więcej nie wsiądę, ni ch*ja! Jak ostatnio wsiadłam to masakra jak j*błam!"
Po tym, ile osób się odwróciło i wywróciło oczami oceniliśmy, że rodaków na promenadzie było sporo, pozdrawiam Państwa serdecznie, ładną pogodę mieliśmy tylko wietrznie nieco chwilami.
Byliśmy także w morskim akwarium, reklamującym się jako największe w Irlandii. Rozmiar powyższego pozwolił nam wysnuć wniosek, że pozostałe krajowe akwaria to raczej nieduże baniaczki albo po prostu spore słoje.
Atrakcją miało być karmienie dużej ośmiornicy ale urocze maleństwo akurat spało w swoim malutkim pomieszczeniu. Podobno ośmiornica ta ma nawet imię. Ciekawe, gdzie je trzyma. Za dodatkową opłatą pani przewodnik pokazała grupie zainteresowanych pomieszczenia gospodarcze, rybi gabinet lekarski (dla ryb a nie że jest tam jakiś doktor ryba, no skąd) i trochę rekinów. Uspokoiła jedną strwożoną młódkę że rekiny nie jedzą ludzi tylko makrele* a ludzi to w sumie nawet za bardzo nie lubią. Rozumiem rekiny, nie da się przecież lubić wszystkich ludzi, sama lubię tylko niektórych.

Wcześniej byliśmy obserwować się z jeleniami, być może widzieli Państwo na Fanpejczu. Jak się okazało jest w lokalnym megaparku także spore Zoo a w nim np. surykatki. Bez obaw, nie zamierzamy mieć dzieci jak Beyonce, pójdziemy po prostu pozwiedzać.

Cykorię wreszcie udało mi się kupić, Myszy zachwycone.

O, o reklamach miałam napisać.
Na autobusie reklamowała się jakaś stacja radiowa. Sloganem "Lepiej posłuchać nas niż partnera...". Z jakiegoś powodu bardzo spodobało się to Trenerowi ale potem uznał chyba, że jednak chce jeść do końca życia domowe obiady i się uspokoił. Mnie za to ujęło za serce przypadkowe umieszczenie dwóch reklam na murze w jakiejś dzielnicy nieopodal, jeśli zdążę wrócę zrobić zdjęcie.
Mianowicie na górze reklamowała się agencja towarzyska, że panie ładne, że spełniają życzenia, full serwice, ceny okazyjne i promocja w dodatku. A zaraz obok plakat informował, że "Dostaniesz pieniądze nawet, jeśli twój koń dojdzie jako drugi!" - trochę niefortunnie się punkt obstawiania wyścigów konnych dokleił.

Obrazeczki niezmiennie dorzucam do obrazeczkowni więc kto zagląda powinien być zaspokojony w kwestii śmiesznostek i kotów. Idę skończyć tego "Thora", brzydki pan właśnie zaatakował i trup ściele się gęsto, miłego wieczoru Państwu.

PS. Żeberka tu w jednym pubie robią takie że spróbowawszy nieco (bo sobie wzięłam rybkę i zielone, jak dama, następnym razem koniec z damością, chcę żeberka) wydałam entuzjastyczne "Mhrrrmmmmpf!"- co Trener Osobisty skomentował "Brawo, umiesz już mówić po irlandzku!". Pf.

 

* w sensie nie że makrele jedzą ludzi, chyba że coś źle zrozumiałam, tylko że rekiny ich nie jedzą. Ludzi nie jedzą. Makrele jedzą. Ludzie nie, makrele tak. Chyba, że makrela jest bardzo duża i zdesperowana a człowiek wyjątkowo anemiczny i mięciutki, tak myślę.