Tagi
squirk77@gmail.com
RSS
wtorek, 31 marca 2015
"POMYŚL O TYM JAKO O WCZESNYM WYRUSZENIU DLA UNIKNIĘCIA TŁOKU.”

Przepraszam za brak nowej notki, wiem że zrozumiecie że w takich okolicznościach jestem przy Myszy i trudno mi się zająć czymś innym.
Mysz sobie od nas powoli idzie, wraca na Mysią Planetę, wybiera się od 2 dni.
Jest już Bardzo Starą Staruszką, w przeliczeniu ma pewnie z 90 lat, to bardzo poważny wiek. Jest solidnie osłabiona, płucka co chwilę coś łapią i było kilka dramatycznych skrzeczków, dostaje antybiotyk, nie bardzo chce jeść ale nadal walczy, jest niezmiennie miłą i grzeczną Myszą. Najchętniej leży na mojej dłoni w każdej chwili (w nocy też) więc choćbym chciała nie bardzo mogę posiedzieć, popisać - gdyż Mam Mysz.
Staram się myśleć tylko o tym, że byle komu się taka Mysz nie przytrafia, że to cud, dosłownie, trafić na tak kochaną chomiczkę, tak się z nią porozumieć, tak się zgrać. Ale głównie myślę o tym że ją bardzo kocham i serce mi pęka na myśl o tym, że nas zostawia. Łatwiej mi kiedy myślę tylko o niej, o tym, że dożyła w zdrowiu pięknego wieku, że poza ostatnimi tygodniami nigdy nie chorowała, nie kichnęła nawet - i że jest już zmęczona, tęskni za Siostryszką i na pewno będzie się na Mysiej Planecie chwalić tym że miała tu pałac, luksusy i dwoje wiernych służących gotowych biec na każde skinienie małą puchatą łapką żeby tylko zasłużyć na miłe popaczanie i polizanie po nosie. Bardzo kochamy tę małą Mysz.
Proszę o ciepłe myśli pod adresem Myszy, niech sobie spokojnie zaśnie i ma dobrą podróż.

Tagi: myszy
03:21, squirk
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 23 marca 2015
Com ja właśnie przeżyła. (notka spontaniczna)

Przyjechał przed chwilą Pan Tesco z zakupami ale kod do bramy mu nie wskakiwał więc zadzwonił żeby zejść i mu pilotem otworzyć. Do będącego w pracy Trenera zadzwonił (a Trener do mnie) więc poszłam, dobrze nastawiona i ufna, bo nie wiedziałam jeszcze, co mnie czeka.
Podchodzę, otwieram, sympatyczny (oni wszyscy są przemili, rzetelni, pełen profesjonalizm, kocham dostawy z Tesco) młody pan wjeżdża, wysiada i mówię, że tędy, proszę za mną.
I w tym momencie pan zwraca się do mnie w starym, wtf, kosmickouralskomeksykańskim. Pytająco.
Duch we mnie osłabł i myślę "Enooo, co jest? Znam agnielski przecież, czegóż on nie rozumie." Ale że może nie wg każdego jednak znam i dobrze mówię na wszelki wypadek mówię, że z góry przepraszam jeśli czegoś pan nie zrozumie bo nie jestem stąd i dopiero się angielskiego uczę.
Na co pan, z widocznym wysiłkiem, mówi że on niedawno do Irlandii przyjechał, jeszcze angielskiego nie zna i się uczy. Świetnie, trzymam kciuki bo jako dostawca zakupów stanowczo znać powinien.
Idziemy. Po drodze usiłuję pana odstresować mówiąc jaka to wygoda, te zakupy z dostawą, i pytam czy jest z pracy zadowolony.
Chłopak aż przystanął i popatrzył przerażony po czym mówi, bardzo głośno i powoli (bo przedstawiciel innej nacji=głuchy, wiadomo), że on nie zna angielskiego ale jego żona zna.
Świetnie - myślę - no to bier się chopie za telefon i dzwoń po żonę albo będziemy tu za chwilę mieć małą katastrofę konwersacyjną.
Na szczęście osunęło się pudełko z pizzą ("Godfella`s", supercienka, polecam) i pan je poprawił po czym - ogromnie zadowolony że tu oto, proszę, los podsuwa mu temat do rozmowy - mówi że o, pizza.
Więc pytam czy też lubi pizzę.
Nie, nie lubi ale jego żona lubi.
Zaczęłam mieć Przeczucie.

Dotarliśmy do hacjendy, pokazuję dłonią, bo język dłoniowy zrozumie chyba każdy, że zapraszam tu i tu a zakupy wyłożymy na stół.
Wypakowujemy, cisza kompletna. Nagle pan zobaczył pudełko z malinami i oznajmił że o, maliny.
Dość słabym głosem mówię że tak, lubię maliny i czy on też lubi.
Zgadnijcie, co.
Tak - on nie lubi ale żonie, owszem, maliny nie są wstrętne.
Zatkało mnie do tego stopnia że otworzyłam te nieszczęsne maliny i zaczęłam w milczeniu przeżuwać.
Pan zastygł, do mnie dotarło, żem niewychowana i poczęstowałam go malinami.
W przejmującej ciszy zjedliśmy tak z 1/4 opakowania i nagle pan zobaczył Myszarium.
I pyta czy mieszka tam małe zwierzątko.
(Naaah, skąd, instalacja artystyczna.)
Mówię, że tak, chomik.
Na co pan dostawca, trzymajcie mnie, mówi, że jego żona lubi chomiki.
I pyta czy chomik zje malinę.
W milczeniu patrzyliśmy przez 2 minuty jak chomik, bardzo zadowolona, jadła malinę.

Musiałam go odprowadzić i otworzyć bramę bo samochód miał na osiedlu i musiał wyjechać.
Po drodze pyta czy mi się podoba mieszkanie tutaj, aż się spocił biedak jak montował to zdanie.
Mówię, że tak.
Mówi, że jego żonie też.
Mdlejącym głosem dziękuję za dostawę i życzę miłego dnia na co Pan Tesco chwyta moją dłoń, mocno ściska i dziękuje za miłe popołudnie.

Nie wiem, jak dotarłam do domu. Żona pewnie by wiedziała.

PS. Przemiły człowiek i nie wiem po co było go tak wcześnie z dostawami wysyłać, niepotrzebny stres dla niego.
PPS. Wrzuciłam na Fanpejcz zdjęcia Myszy, proszę paczać jaką mam śliczną Mysz.



Tagi: myszy tesco
18:42, squirk
Link Komentarze (8) »
czwartek, 12 marca 2015
"Jemu diament. On diament."

wtorek, 10 marca 2015
Nadal jeżowo ale także o tym że jestem stara i bez wyobraźni.

Bardzo dziękuję wszystkim, którzy włączyli się w akcję ratowania jeżynek. Zostały do zebrania 3 czynsze, robię co mogę, rozpowszechniam jak mogę, może się nam jeszcze udać. Macham do Was wściekle i trochę rozpaczliwie, jeże są miłe (choć mało puszyste a do kwestii oszukiwania dzieci jabłkiem jeszcze wrócę) i potrzebują tego domu i opiekuna.

JEŻOWO

PS. Nowa notka na tym przykurzonym nieco blogasku nastąpi w weekend, będę się Wam wysmarkiwała bo nie dość, że się na dniach raptownie zestarzeję tak, że nie wiedziałam, że ludzie w ogóle mogą aż tyle żyć, to jeszcze mi Trener wylata do Polski a potem do USA. Zostaniemysz same i będziemysz kwiczeć.
Na przykład Wam kwiczeć.
Uprzedzam żeby potem nie było że zaczynam kwiczeć a wszyscy zaskoczeni.

PPS. Kilka dni temu znajomy miał urodziny. Zdarza się, trzeba przez to z godnością przejść.
Lubimy chłopaka, nieskomplikowany, co jest zaletą, szczery, sympatyczny, niech wie, że lubimy, trzeba złożyć życzenia, padło na mnie bo to ja jestem u nas od pablik rilejszyns.
Siedzę i myślę - nie wyskoczę z jakimś szablonikiem bo to żenada. Durnej kartki też mu nie wyślę. Kwiatki, rurzowe baloniki itp wiadomo, odpadają.
Trzeba coś takiego żeby wiedział, że się o nim myśli, że się o urodzinach pamiętało ale żeby było żartobliwie bo nie lubi scen i pompy.
Ze dwie h myślenia, rozważania, w końcu myślę że a kij z tym, siądę i napiszę coś fajnego od serca.
Niestety jestem jakaś inna bo serdeczne życzenia urodzinowe dla miłego znajomego zamieniły się gdzieś po drodze w:
- Tyyy, a wiesz że masz tyle lat że jakbyś był psem tobyś już nie żył?

Mąż jest ze mnie bardzo dumny ze łzami w oczach włącznie, ja sobie po prostu pójdę i gdzieś się schowam. Wstyd jak beret.

PPPS. Mysz bardzo dzielna, rozpisz(cz)ę się o niej w notce. Na razie robię oczy szrekowego Puszka i liczę na to, że uratujemy ten jeżyniec, martwię się, miłe są jeże.