Tagi
squirk77@gmail.com
RSS
poniedziałek, 29 kwietnia 2013
"Chcesz uszczęśliwić swojego mężczyznę?"

Na pocztę gazetową przyszło powyższe. Kocham takie analnopochodne pytania miłością dziką, to urocze, że ktoś się upewnia, czy wśród całych tłumów kobiet chcących dla swojego mężczyzny wszelkiego dobra nie pojawi się taka, która powie, że nieee, wcale nie chce dla niego szczęścia i palcem w tym kierunku nie kiwnie, niech jest mu źle, niech kwiczy, złorzeczy i kwili. W deszczu.

Trener Osobisty ma urlop. Wygląda to tak, że wpada na posiłki których na ogół nie kończy gdyż umawia się z rozmaitymi osobami i załatwia hurtem wszystko, co normalnie załatwiłby w 2 tygodnie więc jest w biegu i emocjach. Ja trochę też gdyż nie mam pojęcia kiedy będę miała szansę podać Trenerowi jakiś obiad więc staram się być w pełnej gotowości. Z tego stresu kupiłam wczoraj 50 litrów ziemi, siedem doniczek, kilka opakowań nasion i dwie sadzonki rozmarynu bardzo ładne. Straszne, co stres robi z człowiekiem. Salon mi się kończy a Trener zaczyna nieco narzekać na brak wolnego miejsca. Worki ziemi w salonie mu przeszkadzają, też mi coś, są tylko dwa. I trochę donic wielkich, ale bez przesady, uważna osoba o niedużych stopach spokojnie może, balansując ciałem i ostrożnie sunąc, bez problemu dostać się na sofę z której wprawdzie trzeba zdjąć reklamówkę nasion i małe grabki ale poza tym jest masa miejsca. Niemniej Trener ma skłonność do przesady chyba gdyż zaczął wygłaszać twierdzenia w rodzaju "Oszaleję tu kiedyś".
Moja kondycja psychiczna także jest nieco zachwiana jako że w dniu wczorajszym na brzegu basenu leżała na brzuszku nieduża dzika kaczka i melancholijnie wpatrywała się w wodę. Bite dwie godziny. Dziwnie tu bywa, serio.

Mysz Mniejsza wymyśliła nową rozrywkę mianowicie rozpędza się, wpada przez tunel do klatki głównej, rzuca się na grzbiecik w kącie za kolbkami, przez chwilę tarza po czym przebiega tak, aby dotknąć mojej dłoni (współudział jest konieczny) po czym zwiać tunelem do kapsuły, rzucić się pod schodki, wybiec drugą stroną i powtórzyć zabawę od nowa. Kiedy udaję, że chcę ją złapać, przyspiesza, przez pół h mnie tak wczoraj angażowała. Większa nadal jest spokojną, poważną Myszą pomijając momenty, kiedy przypomina sobie o tchórzeniu i błyskawicznie gdzieś przepada wyglądając jak nastroszony pulpecik. Trener Osobisty uraża jej małą szarą godność wygłaszając pytania w rodzaju "A ktłuszcz to się obudził?". Większa stanowczo sobie Nie Życzy.

Źle jest mieć katar bo rzuca się na uszy czasem. Oglądałam wczoraj fragment programu o kucharzu młodym i ambitnym który miał zrobić costam w ostatniej chwili. Pan zapytany nerwowo przez szefa czy na pewno zdąży jako że aktualnie ma pozór robiącego nic zupełnie, nastroszył się dumnie i rzekł "Mój umysł pracuje z rybami". Poważnie, z rybami. W pierwszej chwili pomyślałam, że może ma dodatkowe zajęcie po prostu ale coś mnie tknęło żeby przewinąć i podgłośnić. "Zrywami" powiedział. Ahahaha, a ja tu o rybach, zabawny ten katar.

Obrazeczki mam więc włala - dziś będzie kulturalnie, genetycznie, takie tam z ajfonem oraz cicik. Miłej reszty dnia Państwu życzę i idę robić obiad, podam go pewnie ok. 22, taki los.

PS. Widzieliście Państwo może jak wygląda w naszym kraju wydarzenie kulturalne? I`m not ogarning. Cóż za ambitne dziewczęta.
PS2. Padła mi dymka Shimonita i zrobiło mi się trochę emo ale na szczęście wzeszły małe bazyle tajskie i jest mi nyeco lepiej. Dosieję coś.

czwartek, 25 kwietnia 2013
Bób mi kiełkuje.

A bo nie miałam pomysłu na tytuł notki. Zresztą naprawdę kiełkuje i on, i miniaturowa cukinia i kilku innych przedstawicieli przyrody niemobilnej, tylko dymka się w tym roku opiernicza, to jej ostatnia szansa.
Dyni w tym roku nie sieję.
No, może jedną, malutką jak koteczek.

Jest jakaś epidemia przeziębień podobnież, jestem skłonna w to uwierzyć, gdyż i mię dopadło. Zaraźliwe draństwo - zaraziłam Trenera, poczułam się lepiej a wtedy on zaraził mnie (i poczuł się lepiej) więc proszę mnie chwilowo nie wizytować dla własnego dobra, są rzeczy dużo zabawniejsze od kataru i migdałków wielkości średnich Myszy.
Nawiasem mówiąc Trener Osobisty kupił mi worek ziemi.
Dopiero teraz dociera do mnie, że może w tym być jakiś podtekst.

Ukłony pod adresem telewizji angielskiej, taki program mi zaprezentowała że uwierzyć nie mogłam. Mianowicie była sobie pani z nadwagą, dość dużą. Pani lubiła bowiem czekoladę i była z siebie generalnie dość zadowolona, twierdziła, że wyniki badań ma świetne a swoje ciało lubi więc czym tu się przejmować. Żyła sobie pani spokojnie z przyszłym małżonkiem i pasierbicą, też nie wygłodzoną bynajmniej, i w którymś momencie powiedziała "Nie ma nic złego w krągłościach. Marylin Monroe też była gruba". O ile z pierwszym zdaniem się zgadzam o tyle drugie wypowiedziane przez panią na temat tej pani nieco mną wstrząsnęło. Spasiona ta Monroe strasznie, faktycznie. Taka PO ZBÓJU gruba jest. Ja pierniczę. To tak jakby powiedzieć, że nie ma niczego złego w drobnych złośliwostkach, Elżbieta Batory też bywała nieco przykra.

Z ciekawostek przyrodniczych zaprezentowano mi ostatnio rzecz szalenie praktyczną mianowicie pouczono co powinnam zrobić kiedy zaatakuje mnie tygrys. Podzielę się, może i Wam się przyda, kto wie, co na człowieka czyha za progiem, może tygrysy latoś obrodziły. Otóż nie wolno uciekać gdyż budzi to w tygrysie chęć dogonienia a jak dogoni to przecież nie zostawi skoro już upolował, bardzo praktyczne są tygrysy. Należy stanąć, wrzeszczeć i starać się wydawać jak najpotężniejszym (taka M. Monroe, ta gruba, spokojnie odstraszyłaby tygrysa) bo wtedy kotek może się zmityguje i zniechęci. Ale raczej nie, jak już poluje to skutecznie. Na wszelki wypadek zostanę dziś w domu, poćwiczyłabym wrzeszczenie ale mnie gardło boli, spróbuję z jękliwym narzekaniem, dobre i choć co. Nie sądzę, żeby "Nos mnie boli...i chusteczki mi się skończyły,...ję.." zniechęciło nawet bardzo anemicznego tygrysa ale co poradzę, będę walczyć tym, co mam.

Obrazeczki wrzucę, bo mam - dziś będzie puszyściutko, kosmicko, celebrycko oraz cicik.

Trafiono na mój blogasek szukając antylop gnu - mam nadzieję, że notka się przydała, na wszelki wypadek podpowiem, że tutaj też jest o gnu, to poważny blog o przyrodzie, staram się zamieścić jak najwięcej praktycznych informacji. Jeśli ktoś szuka danych na temat konkretnego zwierzątka proszę korzystać z tagów albo pytać, dysponuję sporą wiedzą i jestem milusia, chętnie powiem, co wiem. Tymczasem życzę Państwu miłej reszty dnia bez kataru, będę Wam zazdrościła.

PS. Sieci Wi-fi czy inne takie mają swoje nazwy, prawda? Na wszelki wypadek powiem, że jeśli ktoś trafi na sieć o nazwie "ABW_wóz_podsłuchowy_47" to Trener Osobisty tylko tak sobie zażartował.

PS. "Ję" - na wypadek tygrysa.

czwartek, 18 kwietnia 2013
Tak mi szaro...

...więc się podzielę, niech Wam też będzie szaro, to miłe szare jest.

Daję znak życia bo jeszcze ktoś pomyśli, że mi przeszło płomienne uczucie do blogaska, a wcale nie. Nie mam weny a czasem, dla odmiany, siły też nie, więc mam urlop i tylko zaglądam. Niezmiennie oglądam fascynujące programy, ostatnio o obsesjach. Wiedzieliście, że są ludzie którzy np. tak bardzo kochają kolor różowy że wyglądają tak albo naprawdę przepadają za marchewką? Mnie nieco to oszołomiło, przyznam. Lubię marchewkę ale nie aż tak jednak. Kaczek nawet aż tak nie lubię a generalnie, jak może Państwo zauważyliście, nie są mi wstrętne. Nie widzę siebie w pasku z przytroczonymi tuszkami kaczek, jakoś nie, może to kwestia braku wyobraźni.

Ponadto mam nową miłość, mianowicie odkryłam fora ślubno-weselne i są mi bardzo pomocne w akcji straszalnej gdyż nadal od czasu do czasu straszę Trenera WŚKiWWn300O*. Odkrywa się przede mną nowy, fascynujący świat bycia jednodniową księżniczką, wymuszania na druhnach płacenia za druhnowe sukienki a na świadkowej załatwiania tipsów i zdobienia sali na ostatnią chwilę, konieczności wzięcia udziału w kursie tańca bo co z tego, że Pan Młody tańczyć nie lubi i nie chce, pierwszy taniec musi być, i innych cudeniek. Pojęcia nie miałam, że są osoby, dla których wierszyki propieniężne na zaproszeniach nie są obciachowe i które uważają, że małe dzieci na ślubie i weselu to zawsze świetny pomysł a za całą imprezę powinni zapłacić rodzice PM czy tego chcą czy nie, trwam w oszołomieniu. Dorzucę to do listy straszalnej tuż obok organizowania wesela w jakimś dworku typu złocony szalecik i powierzenia konferansjerki komuś, kto jest znany z tego że się na imprezach natychmiast upija i staje się natarczywy w stosunku do młodych panienek. O, i gołębie, moglibyśmy wypuścić gołębie. Dużo. I nad gości, zwłaszcza nad panie w pastelowych sukniach. Ale nie w kremowych i ecru bo wtedy musiałabym wpaść w histerię że ktoś mi kradnie Najważniejszy Dzień Mojego Życia. Nad opcją pokłócenia się ze świeżutkim mężem i teściową zaraz po dotarciu na wesele jeszcze się zastanawiam, znajoma z niej skorzystała, nie chciałabym zostać uznana za odmałpowującą.

Z wczorajszej rozmowy z MBF:
Ja - Lubimy kaczki i namawiam innych żeby spróbowali, w sumie całkiem sporo osób do pieczenia kaczek już przekonałam...
MBF - Moglibyście zrobić flashmob, wyobraź sobie - spotykacie się nagle w jakimś umówionym miejscu, każdy z kaczką, i nagle zaczynacie je piec!
Świetny pomysł moim zdaniem, są chętni?

W kwestii obrazków i innych takich - dziś o szkodliwości tostów, trenerze osobistym oraz paczcie tego kota. I zawartość tego kota. Cóż za koci dzień. Miłego dnia Państwu.

 

*Wspaniały Ślub Kościelny i Wielkie Wesele na 300 osób.

środa, 10 kwietnia 2013
Paltrow: "Mam tyłek 22-letniej striptizerki"

Haloo? To można tak spokojnie o czymś takim mediom powiedzieć? Czy nikogo nie interesuje po co komu czyjś tyłek? I, przede wszystkim, co zrobiono z resztą ciała?

Ponieważ pacacie mnie Państwo łapkami pytając czemu jestem jak ta żaba, bo notek nie ma, wyjaśniam, że to z powodu niemania weny oraz wiosny wokół. Ponadto różne rzeczy można powiedzieć o moim zdrowiu ale nie to, że je mam - nie mam, choć się o nie staram, i biorę, choć niechętnie, tonę chemii oraz pod uwagę, że wrócę na jakiś czas do szpitala. Nie wahajcie się wtedy stanąć w progu sali ze stosownym wyrazem twarzy oraz koszem delikatesowym przy czym przypominam, że z Delicji trzeba mi odgryźć czekoladę, inaczej nie tknę.

Oglądałam wczoraj taki program, że nie skończyłam, a wiele trzeba, żebym nie dała rady się uprzeć i obejrzeć czegoś do końca z uwagi na fakt, iż jestę recęzętę i oglądam różności po to, żebyście Wy nie musieli. Otóż miało być o ludziach którzy czują, że gdzieś w środku, w ludziu, są trochę zwierzętami. Oho - pomyślałam - pewnie przedstawią jakiegoś świetnie zbudowanego pana o indiańskich rysach który opowie, że jego totemem jest bizon albo coś w tym rodzaju.
I wtedy kamera pokazała chudziutkiego chłopczynę w typie imoł, z loczkami a`la świńskie ogonki, który wyznał nerwowo, że jest wilkiem i że nosi doczepiane ogonki a ten tutaj, o, to ulubiony, bo jest wygodny.
Przeżyłam jakoś widok grupy ludzi w różnym wieku - tak tak, w Stanach mają już całe stowarzyszenie - z przypiętymi ogonami i hasających wesolutko ale chyba się starzeję i cierpliwość mi się kończy bo kiedy mamusia Nerwowego wyznała mu przed kamerą, że kiedy jej powiedział, że jest wilkiem, to myślała, że coś z nim nie tak, ale teraz widzi, że faktycznie jest wilkiem, nie zdzierzyłam i zrobiłam sobie przerwę. Nie mam serca i wyobraźni chyba bo zamiast młodego człowieka identyfikującego się z dumnym, silnym zwierzęciem widzę anemicznego pryszczersa któremu się nudzi i wymyślił sobie przebieranki żeby zaistnieć w mediach zamiast się wziąć do nauki. Ameryka to niezwykły kraj, obym nigdy tam nie trafiła.

O przyrodzie oglądam niezmiennie ale chyba zacznę wyłączać dźwięk, wczorajszy zestaw specjalny zafundowany mi przez panią lektorkę wespół z NGW to zdanie "krokodyle nie mogą ugryzać kęsów" oraz panienka szarpiąca swojego Misia za ramię i błagająca, żeby coś zrobił, bo krokoldyl przecież je te małą gazelę i trzeba jej pomóc. Spoko, dopiero pół gazeli 4-metrowy gad skonsumował ale jak mu się Miś postawi to może da się jeszcze coś w tej kwesti zrobić a gazela jakoś się ogarnie.

Nastąpi sesja zdjęciowa z udziałem przyrody mobilnej i niemobilnej oraz tego, co Mouse za moim pośrednictwem zrobiła mojemu listonoszowi, chwilami zupełnie poważnie podejrzewam, że więcej go nie zobaczę, a przecież tylko trochę się darłam na widok tego, co rozpakowałam, mięczak. W weekend sesja nastąpi gdyż wcześniej spróbuję skupić się na sobie, np. wyspać. Łatwo nie jest gdyż mam Myszy, Myszy mają nowe kolbki, starcie kolbki ze ścianą Myszarium daje efekty dźwiękowe, efekty zachwycają Myszy i zgadnijcie, kto się budzi i uspokaja dwie uszczęśliwione, pełne energii o 4 rano Myszy.

Mam dla Państwa wzbogacający dzień zestaw filmików i obrazeczków - dziś o pełnej poświęcenia pracy aktora, ciciku niemal bez uszek, nietypowym umiejscowieniu wakacji oraz problemach z komunikacją. Miłego dnia Państwu, ja sobie choruję i wprawdzie bywam, ale proszę wybaczyć, że nie bywam często, nigdzie sie nie wybieram, z blogowania nie rezygnuję ale trochę mi trudniej znaleźć teraz czas i siły, oczywiście wyzdrowieję i wszystko wróci do normy, wiadomo, phi.

 

PS. Wygooglano mnie po "oral sex" - dzięki bogom nie napisałam niczego niesfornego tylko o przyrodzie trochę, to przyzwoity blog.
PPS. Chyba przestanę tagować, strasznie dużo tagów mam.
PPPS. A na Fanpejczu - KEJK.

wtorek, 02 kwietnia 2013
Żaby nadal hibernują.

I jak ja mam być aktywna w takiej sytuacji? Nawet żaby się opierniczają. Czyli ja też mogę, to chyba jasne, i Wy też, nie będzie żaba hibernowała nam w twarz.
W dodatku do mojego ąturażu powróciła, ożwawiona czegoś, przyroda mobilna więc przypominam się ze swoją sugestią odnośnie wręczenia mi na okazję typu rocznica czy inne takie dwururki albo podobnego, uroczego, kobiecego gadżetu, w bardzo wczesnych godzinach porannych znów mi się darł pod oknem jakiś roztrzepiokuźwatany trznadelek albo inny pierzasty mały drań. Tuż pod oknem. Jakby nie mógł lecieć do Lasu Kabackiego, blisko ma, ale nieee, pod oknem musiał. Są jakieś zniechęcacze do ptaków działające co najmniej do 8.00? Taki odpowiednik smutnych panów z tanimi zegarkami którzy podchodzą i rzucają cicho "Szef nie jest zadowolony"? Ptaszek sobie przemyśli, ja się wyśpię, wszyscy będą szczęśliwi.

Rozważam nową ścieżkę kariery, mianowicie spokojnie mogłabym zostać doradcą sportowym i mam już na tym polu pewne osiągnięcia. Ostatnio na przykład doradziłam Trenerowi Osobistemu i mam nadzieję, że skorzystał. Otóż Trener wraca z pracy i idzie bieżyć co generalnie mnie cieszy ale teraz jakoś mniej bo zimno, dość wcześnie się ciemno robi, takie tam. Mówię więc do Trenera:
 - Weź telefon żebyś w razie czego mógł zadzwonić po pomoc.
Trener zrobił ten taki numer z oczami co się go robi kiedy rozmówca przesadza i cuduje (albo miał jakiś krótki atak ale stawiam na bramkę nr 1 jednak).
 - Telefon jest niewygodny, nic mi się nie stanie, zresztą wokół jest mnóstwo ludzi.
 - Ale jakoś tak blisko są czy nie bardzo?
 - No mieszkają w domach w okolicy, spacerują, biegają, zawsze w pobliżu jacyś są.
 - I patrzą co się dzieje wokół, tak obserwują, tak?
 - No nie, nie obserwują ale jakby się coś stało to zauważą chyba...
I w tym momencie znów ujawnił się mój geniusz (nie miałam z nim kontaktu od takiego jednego incydentu z kaczką* kilka dni temu i już tęskniłam) i wpadłam na fantastyczny pomysł:
 - Wiem! Musisz po prostu w trakcie biegu co kilka chwil wydawać przeraźliwy, mrożący krew w żyłach okrzyk, wtedy wszyscy wokół będą wiedzieć że wszystko z Tobą w porządku!
Polecam wszystkim sportowcom, nie ma za co.

W Myszarium bez zmian w zasadzie choć Mniejsza ma nową, świetną zabawę - kiedy usiłuję rano spać choćby kilka minut dłużej dzielne Myszątko wydobywa się ze stosu kołderek, zaciera spracowane łapki, wspina się pod sufit klateczki i zaczyna gryźć szczebelki. Zgrzyt jest przeraźliwy więc Mysz szybko osiąga efekt, mianowicie mnie, zaspaną i z fryzurą typu "szczypiorek gromem rażony", podającą ziarno, kiziaiącą uszka itp. Na szczęście znalazłam rozwiązanie, mianowicie po raz kolejny okazało się, jak pożyteczne są książki, w tym wypadku "Goya" Feuchtwangera, którą można położyć na daszku Myszarium co skutecznie zniechęca Mysz do wspinania się, zniechęcona Mysz idzie biegać ale bieganie nie jest aż tak głośne. "Goyę" polecam także do czytania, bardzo dobra książka. I obrazki są.

 W kwestii obrazków - filmik może czasem być też, tak? Akurat znalazłam, z dialogiem na który, mam nadzieję, zwróci uwagę tandem Margi.  Jest też o cudach oraz jeden wesoły osobnik.
Nawiasem mówiąc zaczął się nowy sezon Gry o Tron i jeśli jeszcze nie oglądaliście to polecam, reżyser w świetnej formie, pojawił się standardowy biust nieosłoniony (czyli statystyki trzymają się mocno) a smoki urosły i dzieją się rzeczy dziwne, mianowicie jeden sobie rybę przed jedzeniem upiekł, francuski piesek, inne smoki jedzą surowe a ten zrobił hyyyy! mordką i wuala, ryba upieczona. Przeczuwam, że mogą być z nim kłopoty - a to nogi komuś nie odgryzie, bo musztardy z Diżą nie dostał, a to nie będzie ział ogniem bo go gardło boli, takie tam. Mam nadzieję, że się ogarnie.
Miłego dnia Państwu, mam nadzieję, że mieliście udane święta, było Wam ciepło, wygodnie i skompromitowaliście dobre rzeczy. Proszę kontynuować, już już, nie mitrężyć.

 

* oj, no kupiłam, noo... Ale malutką. Malutkiej w domu nie miałam więc wszystko ok.