Tagi
squirk77@gmail.com
RSS
czwartek, 23 maja 2013
Kluski szare

mają się nyeco lepiej. Mniejsza kota dostała, opycha się jak jakiś sołtys, załatwia mysie sprawy z prędkością światła, mikczenie nie jest jeszcze idealne ale, odpukać, zanosi się na to, że będzie dobrze. Kciuków Wam jeszcze nie oddam, mam nadzieję, że jakoś sobie bez nich radzicie.
Btw - antybiotyk w ilości 1/60 małej tabletki podaje się Myszy wraz z dzieckowym produktem typu Gerberek.
Tabletkę, pokruszoną, dzielił Trener Osobisty za pomocą żyletki. Trener nie jest fanę dzielenia tabletek ale Mysz nie jest fanę zastrzyków więc wybraliśmy mniejsze zło tj. lekko zirytowanego Trenera plus zadowoloną Mysz.
Mysz Większa niezmiennie bieży jak puchata szara świneczka. Jej kołowrotek nieco piszczy (nie sam, Mysz musi wziąć udział w tym przedsięwzięciu) więc kilka dni temu Trener znalazł niechcący sposobność aby ponownie Mysz Urazić. Słysząc piskający kołowrotek i obserwując bieżącą świneczkę Mysz zauważył mianowicie:
 - Trochę skrzypi. Cóż za stara Mysz.
Mysz nie traciła czasu i poczuła Urazę natychmiast, cóż za pracowity Tchórzyk.

Ponieważ moje podejście do Myszy z logiką ma niewiele wspólnego mysie choroby wyglądają tak że Myszy chorują i zdrowieją a w międzyczasie ja się zamartwiam i nie śpię, tak na wszelki wypadek, oraz zawracam Myszom głowę co godzinę sprawdzając (często czając się z latarką kieszonkową żeby futrzynki nie obudzić) czy zjadły, oddech spokojny, uszka nastroszone itp. Myszy znoszą to z godnością i uspokajająco liżą mnie po nosie (albo obrażają się co jakiś czas, jak Większa, jest to u Większej stan normalny, więc uspokajający). Moja aktywność na blogach jest aktualnie przyzerowa, będę miała sporo do nadrobienia - w kwestii komentarzy, bo czytam więc nie umknęło mi że Berberys napisała o sołtysie i szparagach a Marga widziała koteczka. Paczę Was pilnie, nie myślcie sobie, ale niczego sensownego chwilowo nie napiszę gdyż mam w głowie wielką mątwę. Dziękuję za pacanie mnie łapkami, smsy, telefony i maile oraz wyrywające z kapci obrazeczki, jesteście orzeszki.
O, obrazeczkami mogę się trochę zrewanżować - wyszukałam dla Państwa czystą, skoncentrowaną grozę, przydasia na szopingi oraz jeszcze trochę grozy. I jeszcze troszeńkę. I królik dla odprężenia po całej tej grozie.
Miłego wieczoru Państwu, idę oglądać mysie uszka, do zobaczenia wkrótce.

PS. W PulsVecie są nie tylko przemiłe, genialne Panie Doktor zachwycone Mniejszykiem z wzajemnością, jest także do przygarnięcia maleńka freteczka (nazywamy ją Gustawem, ja i Trener, bo tak, teoretycznie są dwie ale chwilowo tylko jedna czyni zaszczyt zwiedzającym) oraz przepiękny królik o imieniu Łatek wyglądający jakby zamiast uszek miał śmigło, baaaardzo dorodny i puszysty, specjalizuje się w marszczeniu noska. Piszę bo może ktoś z Państwa się zainteresuje, puszki są śliczne, oswojone, grzeczne, zdrowe i generalnie w pierwszym gatunku, mam nadzieję, że nie będą szukały domu długo, zasługują na najlepszy. *

* oczywiście, że chcę je wziąć ale nie mogę (3 dni negocjacji i nic), chcę wszystko puszyste poza ćmami i kurzem. I motyli się boję ale to logiczne, tłumaczyłam kiedyś. I woła piżmowego też bym tu raczej nie upchnęła. Czyli prawie wszystko puszyste chcę. Przede wszystkim chcę jednakowoż obecne dwie Myszy w wersji zdrowej i ponastraszanej, Wasze kciuczki jeszcze mi się przydadzą, z góry dziękuję.

niedziela, 19 maja 2013
Mysz Mniejsza mi trochę choruje

więc mnie chwilowo nie ma, bardzo proszę o kciuki, Mikromysz przestała jeść i mikczyć, właśnie wróciliśmy z kroplówki, jutro okaże się czy to tylko małe odwodnienie z powodu upałów i mysiej niechęci do konsumpcji czy coś poważniejszego. Oczywiście do jutra najpewniej zdążę tu ze stresu oszaleć. Proszę o pozytywne myśli pod adresem mojego puchaczyka, to niesamowita, prześliczna i bardzo miła Mysz.

 

PS. Przed chwilą rozczochrana Mysz obudziła się i ponastraszała z godnością, została wzięta na kołdrę celem pokiziania i obejrzenia. Podreptała w stronę Trenera Osobistego, popaczała go z miłością, przytuliła się do Jego dłoni i spektakularnie się zlała, pardąsik ale inaczej się tego określić nie da. Po czym poszła spać.
Uff.
Ale dopiero jak coś zje będę spokojniejsza, na razie przesyłam ukłony Mysim nereczkom, brawo, nereczki, pracujcie dalej.
:-)

poniedziałek, 13 maja 2013
"Kret straci prawa rodzicielskie?!"

Muszę chyba nad sobą popracować bo nie jest najlepiej, po przeczytaniu powyższego, zanim zobaczyłam zdjęcie prezentujące p. Kreta, tzw. "pogodynka", zdążyłam wyobrazić sobie stojącego przy norze starszawego kreta z zafrasowanym pyszczkiem i kreciego urzędnika czytającego ponurym tonem coś w rodzaju "...nie zapewniał małoletnim odpowiedniej ilości tłustych pędraków i nakazywał kopanie nor i tuneli w wyjątkowo twardym gruncie, w związku z powyższym krecięta zostają tymczasowo oddane rodzinie zastępczej a sprawa przekazana do prokuratury...". To pewnie przez tę pogodę.
Albo się przeszparagałam, Trener kupił mi kolejne pęczki.

Obiecałam pochwalić się swoją tegoroczną przyrodą niemobilną. Otóż wysiałam bób (miał być niski i się nie płożyć, najwyraźniej nikt go o tym nie poinformował bo płoży się wściekle i jest coraz wyższy, dostał drabinkę), 3 pomidory miniaturowe z czego jeden się słania (u Brahdelt ten gatunek też się słania więc może tak po prostu ma i jest słabego zdrowia czy co), 2 gatunki chili, 2 gatunki dymki (trochę mi padła więc dosiałam i na razie, odpukać, jest w formie), 2 gatunki bakłażana, miniaturową cukinię, kilka odmian bazylii, śmiesznego ogórka, szczypiorek, koper i rukiew wodną. Mam też miętę, rozmaryn, zwykłą paprykę i dwa ogóreczniki od Brahdelt, jednemu upierniczyłam listek w celu konsumpcyjnym, pyszka jest ogórecznik i chcę mieć go milijony. Groch na pędy jest wysiewany i kompromitowany na bieżąco. Mam jeszcze wolne doniczki i furę nasion więc nie powiedziałam w kwestii upraw ostatniego słowa. Zielenina stoi na razie w salonie, ciekawam, jak się to wszystko na balkonie pomieści ale skoro w zeszłym roku dałam radę z dyniami i krzaczorami pomidorów malinowych w tym też jakoś to będzie.
Do bazylii robię ostatnie podejście, rośnie mi bardzo takse i widzę w tym palec boży. Taki wielki palec konkretnie który szturcha człowieka w boczek, tak "pok, pok!" a z góry odzywa się głos mówiący "Nie masz ręki do bazylii, dziewczyno, więc daj sobie spokój z sianiem bo i tak wielka dupa z tego wyjdzie a na co ci druga". Toteż jak tym razem nie wzejdzie entuzjastyczna i ożwawiona zostanę regularną nabywaczką krzaczków.

Ścielę się do nóżek telewizji angielskiej za zaprezentowany mi ostatnio program, leżałam w kątku z łapkami do góry i robiłam "bli bli bli" gdyż było o nastoletnich matkach. Zdarza się bowiem niekiedy (w Anglii, jak oceniam po ilości odcinków i ciąż, w co drugim mieszkaniu mniej więcej) że dziewczynka w poważnym wieku lat 13-14 podejmuje dojrzałą decyzję, że pora do papierosów i chlania co weekend dołączyć seks bo koleżanki już dawno uprawiają a ona nic, więc cóż jej szkodzi, żeby też. Mniej więcej po kilku m-cach następuje szok i niedowierzanie - wprawdzie owszem, nie zabezpieczali się, bo to drogie albo niewygodne ale skąd nagle ciąża skoro chłopak obiecywał, że "będzie uważał". Bardzo nieuważni są młodzi Anglicy i wuala, kolejna panna w ciąży. Tym razem lat 15 (opóźniona jakaś może), chłopak o parę lat starszy, postanowili być dojrzali, dorośli i wogle przy czym pewną trudnością było to, że nie zarabiali ale jest socjal więc jakoś to będzie. Urodziło się dziecię, zdrowe i dorodne, wszystko fajnie. Minęły 3 m-ce i zgadnijcie, co. Tak, szok i niedowierzanie, znaczy kolejna ciąża. Potwierdza się moja teoria o tym, że one zachodzą kiedy ich w domu nie ma, stąd całe to zaskoczenie potem. Może jakby częściej w domu siedziały toby tak nie zachodziły, włóczy się taka, potem wraca, siada na kanapie i jest w szoku i smutna czegoś, bo ciąża. Nie wiedzieć skąd. Śliczny program w każdym razie i serdecznie polecam, zwłaszcza momenty, kiedy mamusia młodej mamusi pieni sie przed kamerami że wprawdzie ona urodziła córkę mając lat 15 i nie wie, z kim zaszła, bo pijana była, ale to nie znaczy, że córka też tak może.

Myszęta mają się świetnie, Mniejsza puchata i radosna jak mikroszczeniaczek a Większa ma nową zabawę. Prześmieszna ta zabawa, boki zrywać. Polega na tym żeby wleżć pod kołowrotek, odwrócić się na grzbiecik i napierniczać w kołowrotek wszystkimi czterema tłuściutkimi łapeczkami jednocześnie. I o 5-6 rano, inaczej nie ma efektu czyli zaspanej, potarganej mnie stojącej z ponurą miną i proszącej Mysz, żeby się opamiętała. Mysz nie opamiętuje się i jest przeszczęśliwa, cała ponastraszana i wesolutka. Ja trochę mniej. Także dlatego, że mamy nowych sąsiadów i jeszcze nie zdecydowałam czy ich lubię czy niezazbytnio. Sąsiedzi mają zwyczaj pojawiać się na basenie ok. 5-6 rano (może mają jakąś zmowę z Myszą) i bardzo głośno konwersować, mam dowody. Waham się między przyglądaniem się z zachwytem a wrzeszczeniem z okna "Won stąd albo pozamykać dzioby, chcę spać!", jak dotąd z połączenia powyższych wychodzi mi przyglądanie się z zachwytem i przeklinanie pod nosem oraz domaganie się dwururki albo chociaż kuszy, ponownie. Ostatecznie po prostu tu kiedyś oszaleję.

Nawrzucam Państwu gdyż mam bardzo pouczające i wiele wnoszące do pojmowania rozmaitych zjawisk obrazeczki, mianowicie wyjaśnienie, czemu się rano wygląda tak, jak się wygląda, dlaczego ludzie przy konsolach bywają zirytowani i jak temu zapobiec, coś o interpretacji wierszy oraz popaczcie sobie stopy. Miał być cicik ale nie znalazłam.
A, nie, jest jeden, cóż za złośliwy cicik, no naprawdę.
Miłego dnia Państwu, nie wychodźcie z domu jeśli naprawdę nie musicie żeby potem nie było szoku i niedowierzania że skąd ciąża, Anglia nie jest znowuż tak daleko wcale i może się ta epidemia rozprzestrzenić.

poniedziałek, 06 maja 2013
"W zeszłym tygodniu nie mówiłem bo byłem chory, mam zwolnienie." vol.2

A bo nie miałam weny oraz głównie spałam a to nie macie pojęcia jak bardzo utrudnia pisanie, poważnie, niczego sensownego jeszcze przez sen nie napisałam.

Lubicie Państwo szparagi? Ja tak toteż Trener Osobisty kupił mi tydzień temu dwa pęczki, bardzo się ucieszyłam. Widząc moje cieszenie się Trener ucieszył się do towarzystwa i kupił mi dwa dni później jeszcze 4 pęczki, ot tak, żebym miała na zapas. Ucieszyłam się, znając Trenera Osobistego, nieco ostrożniej, ale jednak.
Dwa dni później dostałam kolejne 4 pęczki szparagów.
Zgadnijcie, co będzie na obiad.
Poza tym nuda straszna, Mysz Większa znów żywi Urazę. Poważnie, obraziła mi się Mysz gdyż Trener Osobisty zachował się w stosunku do niej Nieodpowiednio.
Mysz Większa (do obejrzenia niezmiennie tutaj) bieżyła sobie wczoraj po kołdrze w towarzystwie (zachwyconym, nieruchomym) moim i Trenera. Jak na Mysz o wadze średniej kapibary Mysz bieży bardzo szybko i zwinnie wyglądając przy tym jak puchata świneczka na niemal niewidocznych łapkach. Trener popatrzył i mówi:
 - Cóż za rączy pączek.
I Mysz się obraziła.
Niestety nie pomogło to w żadnym stopniu, została Rączym Pączkiem forever na zawsze. Aktualnie ignoruje pestki wręczane przez Trenera i generalnie sobie Nie Życzy. Pączek nam się obraził, ahaha.

Ponadto w Afryce kończą się guźce. Wniosek mam stąd, że włączyłam wczoraj program o przyrodzie mobilnej afrykańskiej i co ja paczę, gepard poluje na guźca. Nie byłam zainteresowana finałem więc włączyłam inny a tam o, proszę, guziec ucieka, tym razem dla odmiany przed lwem. Przełączyłam bo i tu finał był raczej oczywisty, jeszcze żaden guziec nie obronił się przed lwem bo jakże mógłby, napierniczanie lwa niedużą raciczką mogłoby zostać przez niego po prostu zignorowane. Trzeci program - guziec ucieka przed hieną. Wszystko jasne - ktoś puścił plotkę że się guźce kończą i wszystko, co guźce regularnie żre, rzuciło się żreć bardziej żeby nie stracić okazji. Myszy już tak wyżerali, teraz guźce, ciekawam, co będzie następne.
Lubię guźce (inaczej, niż szparagi, zaznaczam) więc przełączyłam na jeden z nagrywanych regularnie programów o Zjawiskach Znikąd. Tym razem było o nadwadze znikąd. Pani o rozmiarach, na oko, że czterech kardaszjanów, spoczęła z godnością na krześle cud, że jednym, wrąbała pełne angielskie śniadanie, poprawiła dwoma kubkami słodkiej herbatki, westchnęła i przeniosła się na kanapę przed TV z wielką miską chipsów i kilkoma batonikami. Następnie udała się do lekarza gdyż tknęło ją, że jest jakby nieco zaokrąglona i pojęcia nie ma, czemu. Nie widziała bowiem związku nadwagi z jedzeniem i, jak wyznała panu doktoru, uważała, że to wszystko kwestia genów. Kamera udała się więc do rodziny rzeczonej pani trafiając akurat na porę posiłku. Bardzo otyła mama pani nakładała właśnie na talerze sobie i bardzo otyłemu tacie pani porcję obiadowe z rodzaju tych, które zwykłej rodzinie wystarczyłyby na 3 dni dla czterech osób i psa o zdrowym apetycie. Straszna jest cała ta genetyka. Wiem wiem, był już obrazeczek o tym, ależ się wpasował.

Daily obrazeczki zawierają superbohatera, prostą rozrywkę, udane polowanie oraz kotka jak Mysz, tj. Nie Życzącego sobie. Miłego dnia Państwu życzę i idę robić zdjęcia bobu, listki wyglądają jak zielone motylki i ja Wam jeszcze pokażę. Te listki. Pewnie jutro, dziś mam trochę szparagów do zagospodarowania.

PS. Pączek Mysz nadal obrażona.