Tagi
squirk77@gmail.com
RSS
poniedziałek, 24 czerwca 2013
"Chcę jeździć czerwonym Audi, mieć białe zęby i silikony"

To z programu o ambicjach życiowych młodej irlandzkiej koczowniczki, po ukończeniu szkoły (w wieku 16 lat) takie ma plany na przyszłość i co jej kto zrobi.

Zajentyk, co widać po braku notek, inna kwestia to to, że w upały mam w głowie mątwę a mątwa generuje brak weny i chęci na cokolwiek (poza arbuzem, skompromitowałam w ciągu 3 dni prawie całego arbuza, i kizianiem Myszy) a i tak komputer mi przez chwilę ryksztosował więc notka, która miała być dwa dni temu, jest dziś - o ile mi coś spektakularnie nie pieprznie zanim nie skończę. Sory.

Miało być o krabach - i będzie.
Oglądam od czasu do czasu ambitne i poważne dzieło amerykańskiej kinematografii z najwyższej półki, ahaha, mianowicie "Dziewczyny Playboya". Wstrząsające i pouczające zarazem. Program przybliża przejętemu widzowi tragedie ("Nie mam co na siebie włożyć!") i dramaty ("Rzucałyśmy majtki na żyrandol i teraz nie możemy ich zdjąć!") a czasem wzruszające chwile ("Zainstalowałeś nam rurę do striptizu, to takie słodkie...") z życia zwyczajnej, przeciętnej, skromnej dziewczyny zarabiającej na życie pokazywaniem publicznie gołej sempiterny oraz sypianiem z bogatym starcem, takiej, jakich wiele. Młode, ambitne panie maja okazję podzielenia się ze światem swoimi głębokimi przemyśleniami o życiu i wogle. W oglądanym odcinku panie cieszyły się życiem na plaży na jakiejś tropikalnej wyspie. Było sporo alkoholu, zapewniania się wzajemnie o głębokiej, siostrzanej miłości oraz grzebania stópkami w piaseczku.
W którymś momencie jedna z panienek wydała dziki wrzask gdyż cóż ona paczy - bardzo, ale to bardzo mały krab przebiegł przerażająco blisko jej stópki.
Odwrzeszczała swoje po czym uznała, że pewnie biedaczek głodny jest. Lekką rączką rzuciła mu kawałek chleba.
I wtedy inna panienka na zawsze zmieniła moje poglądy na zwyczaje żywieniowe bardzo małych krabów z tropikalnych wysp, stwierdziła mianowicie:
"Nie sądzę, żeby kraby lubiły chleb. Za bardzo się kruszy".
Wiedzieliście Państwo, że kraby analizują pożywienie właśnie pod tym kątem? Ja nie wiedziałam.

Drugi krab nastąpił, a raczej regularnie następuje, dzięki oglądanym z Trenerem Osobistym anglojęzycznym filmom. Mianowicie osoby źle wychowane pod wpływem negatywnych emocji rzucają w nich czasem brzydkie słowo "Crap.".
Trener Osobisty uznał, że on też tak będzie, ale ładniej gdyż jest milutki jak koteczek.
Pierwsza okazja nadarzyła się gdy Trenerowi wypadł z dłoni fistaszek którego zamierzał skompromitować.
"Krab"- powiedział Trener Osobisty i zachichotał.
Po którejś scenie w filmie padło "Oł, krab" - plus, naturalnie, chichot.
Od tamtej pory kilka razy na dobę Trener mówi "Krab.". Czasem udaje, że ma szczypczyki zamiast dłoni.
Przypuszczam, że oszaleję tu wkrótce.

Poza tym kolejna para oby się nie rozmnożyła z uwagi na nieprzeciętną głupotę której w Ameryce i tak jest sporo więc po co dokładać. Mianowicie głęboko wierzący pan poślubił takąż panią a ona ośmieliła się mieć wypadek i zaniemóc.
Pan orzekłł, że to nie tak miało być, zupełnie nie tak, i że jakby wiedział, że pani będzie zaniemożona toby się z nią nie ożenił. Pan, dodam, z gatunku bardzo nieatrakcyjnych, pani wprost przeciwnie. Następnie wyprowadził się z domu.
Każda szanująca się kobieta ucieszyłaby się w tym momencie że się takiego żałosnego guana z otoczenia pozbyła ale nie nasza bohaterka. Mianowicie wdała się z rozpaczy w romans, zaszła w ciążę po czym uznała, że to nie tak miało być, zupełnie nie tak i że ona chce swojego męża bek in da haus. Przeszkodą było dziecię a przecież nie usunie bo jest tak bardzo wierząca. Żeby nie przedłużać - durna koza oddała dziecko do adopcji żeby odzyskać idiotę, który jej nie kochał i nie szanował. Nie udało jej się na szczęście co daje nadzieję na to, że wrócił jej rozum i następnym razem zwiąże się z kimś wartościowym. Ja pierniczę, oglądałam ze szczęką na kolanach.

Z nowości to poprosiłam Trenera żeby kupił truskawki i szczypiorek a On wrócił z arbuzem (nom) i nowym telefonem.
Ekrany dotykowe to dzieło Szatana, tyle Wam powiem. Pół dnia trenowałam mizianie klawiszków, nie dostałam cholery tylko dlatego, że już tu dwie cholery mam - Myszy mają się fantastycznie, Mniejsza nauczyła się od siostry jak pieprznąć kostką mineralną w ścianę Myszarium tak, żeby przywabić czynnik ludzki. Potem się szybciutko bieży na dach Restauracji i oczekuje wzięcia na dłoń i obcałowywania uszek. Większa ma mniejsze wymagania - trzeba dać jej pestkę a kostkę poprawić żeby mogła znów nią pieprznąć i dostać kolejną pestkę, potrafi tak kilka razy pod rząd. Genialne zwierzątka.

Obrazeczki mam i inne takie - wuala - zacznę od przyznania się do poważnego schorzenia po czym płynnie przejdę do króliczka i cicika oraz bałaganu. O, i benzyna jest, bardzo droga. A to chyba już było ale nadal bardzomisię więc sobie wrzucę bo tak. Miłego dnia Państwu a jeśli zagląda tu ktoś z meteo.pl to niech będzie świadom, że pamiętam, że właśnie w tej chwili miało u mnie padać a nie pada i nie podoba mi się robienie ze mnie łosia (nic do łosi nie mam, zaznaczam, po prostu wolę pozostać sobą). Paczam ufnie prognozę, nastawiam się na deszcz i co? Krab.

poniedziałek, 10 czerwca 2013
"Jak prezentuje się Angelina Jolie po mastektomii piersi?"

Wg mnie bardzo ładnie. Swoją drogą oto, co znaczy wielki świat - u nas mastektomia dotyczy wyłącznie piersi, jesteśmy skromnym krajem, ale za granicą są najwyraźniej różne inne mastektomie. To pewnie ta, jakjejtam, magia Holyłudu.

Nie było mnie bo byłam zajęta oraz niehumorna, deszcz mi tu padał w ilości takiej, że dziękuję, postoję. A potem szybciutko siądę gdyż mam trochę do napisania. Zacznę od apelu do osób wymyślających tytuły bajek dla dzieci - ogarnijcie się, no kaman, to musi wyglądać dobrze nie tylko na papierze bo jeśli nie to czasem dochodzi do scen drastycznych. Mało sie na śmierć nie zaturlałam kiedy ostatnio będąc u Kiki usłyszałam, że o, właśnie leci w TV bajka o tytule "Kot kapusia". Poważnie. "Kot kapusia", wszyscy słyszeli.
Zanim Kika, słaniając się nieco, wyjaśniła, że to trochę nie tak, byłam już cała spłakana. Kot kapusia, ja pierniczę.

Ponadto trwa moda na pokazywanie ludziom swojej gołej sempiterny w ramach protestu, tym razem na większą skalę i w Meksyku. Może mi ktoś wyjaśnić, dziękuję uprzejmie, na jakiej zasadzie to ma zadziałać? "Nie podoba mi się cośtam więc w ramach protestu pomacham wam przed nosem swoim bladym frankfurterkiem"? Nie da się tych protestów zorganizować tak, żeby się dokumentnie nie ośmieszyć? Trochę to żenujące, patrząc na grupę gołych ludzi myślę o tym, że jaki protestujący taka waga problemu, skoro oni sami ośmieszają problem to nie ma sensu się nim zajmować, jakoś nie potrafię z szacunkiem podejść do idei bronionej gołym odwłokiem.

Myszy w formie doskonałej, Mikromysz już zupełnie zdrowa. Hiperzdrowa, prawdę mówiąc, chyba ją poniosło w drugą stronę bo ma tyle energii, że nie nadążamy, bieży dwa razy szybciej, niż przed chorobą, opycha się, mikczy z godnością (pod schodkami, najwyraźniej uznała, że potrzebuję wyzwań i mycie tuneli jest zbyt proste) i jest przemiłym, radosnym puchaczykiem. Makromysz niezmiennie wygląda jak bardzo miły szczureczek w trwałym szoku, siedzi i pacza zdumiona a potem idzie bieżyć. I bieży. Jak tylko ustanie całe to paskudztwo zaokienne jedziemy zaprezentować Większą w lecznicy. Mam nadzieję, że mają wagę o odpowiedniej skali.

Oficjalnie przestałam oglądać Grę o Tron gdyż rozsądnie wyszukałam sobie spojlery a część mi spontanicznie podrzucono (Karolina, Bartosz - myślę o Was cieplutko a Trener Was dorwie) - nie podoba mi się hurtowe wyrzynanie sympatycznych osób, co poradzę - ale nieoficjalnie zerkałam wczoraj gdyż Trener Osobisty oglądał serial na swoim monitorze a to z pół metra od mojego więc nie dało się nie zerknąć. Jestem oburzona, jakiś pan o nieprzyjemnym wyrazie twarzy sugerował Danaerys iż w przeszłości łączyło ich pożycie intymne, co za prostak. Ucieszyłam się, kiedy mu kumpel głowę uciał bo naprawdę, jak tak można. Danaerys też się ucieszyła i pokazała się panu ucinaczowi nago, co go nie zmartwiło, a przecież przeciwko niczemu wtedy nie prostestowała. Może gdyby w Meksyku serial kręcili no ale nie, tak zwyczajnie, bez protestów się pokazała a potem ubrała. Lubimy Danaerys. Niezmiennie nie lubimy Joffreya i nie rozumiem czemu mu nikt nie spuścił na łeb jakiejś maczugialbo sporego budynku. I ten gruby taki co uratował dziewczynę z dziecięciem nadal żyje choć musiał zabić wroga i w ogóle. (Btw - zastanawiają się, jakie imie dzieciowi dać - byle nie Nejdżel, Nejdżela jak również Vaneskę, Dejzi i Dżesikę zaklepało całkiem sporo polskich matek, po cóż się powtarzać.)
W sumie to nieoglądanie i tak nic mi nie daje gdyż Trener co chwilę przerywa projekcję i bieży do mnie żeby mi opowiedzieć, co się stało. To może znów czasem jakiś odcinek obejrzę.

Obrazeczki dziś jakies takie nijakie ale wrzucę, co mam, zwłaszcza, że do poprzedniej notki nie wrzuciłam, bo zapomniałam. Dziś będzie o ptaszynie z weltszmercem, rodzicach filutkach oraz origami. O, i takie życiowe coś też pokażę. I o karierze też. Miłego wieczoru Państwu, wychodząc pamiętajcie o ciepłej odzieży (chyba, że macie jakiś protest w planach) a jeśli ktoś zobaczy Trenera Osobistego na rowerze niech mu przypomni, będę wdzięczna, że nie mam w domu ani grama arbuza a bardzo chcę mieć. Nie wziął telefonu, spryciarz.

 

PS. Nastawiłam małosolne na małosolne a one po dwóch dniach mają mętną wodę - nie wiem, co o tym sądzić. Anybody? Jeśli to przez te cholerne nawałnice to chyba się wkurzę i protestacyjnie rozbiorę. Ahaha.

PPS. W pełni zgadzam się z p. Szycem - jestem pewna, ze wszyscy zapamiętamy p. Fibaka. Nie interesuję się sportem więc nie zapamiętam go jako sportowca ale nie zapomnę na pewno.

poniedziałek, 03 czerwca 2013
"A locha!"

Tak się witają ludzie na jednej wyspie w tropikach - spory kawałek od nas, trzeba jechać za Konstancin a potem jeszcze w cholerę daleko się ma ale warto, widziałam w jednym programie. Pan turysta wysiadł z samolotu, podeszła do niego pani upośledzona odzieżowo, zarzuciła mu na szyję niewielką dżunglę, powiedziała "A locha!" i wysuszyła zęby, pan strasznie się ucieszył i poszedł opychać się owocami morza jak jakiś sołtys.
U nas mogłoby zaistnieć "A dzik!". Przetestuję, ciekawam reakcji otoczenia. Póki co Trener rzucił mi dziwne popaczanie ale nic nie powiedział co jest rozsądne jeśli chce jeszcze kiedykolwiek dostać domowy posiłek.

U Myszy bombowo, dziękuję serdecznie za pytania i pozdrowienia, Małysz jest zdrowa czemu daje wyraz bieżąc z prędkością światła i usiłując odlizać nam nosy, bardzo się przykłada, dzielny puchaczyk. Większa okrągła i wesolutka, czeka ją wizyta kontrolna u pani doktór od Myszy, podejrzewamy spore zaskoczenie gdyż o ile Małsza waży 26 gramów o tyle Większość z pewnością nie. Obstawiam jakieś kilo siedemdziesiąt ale Trener mówi, że aż tyle to raczej nie dzięki czemu Mysz bardzo go ostatnio kocha a ja jestem tylko podawaczką ziarna, taki los.

Na Fanpejczu obiecałam, że o gnu napiszę.
Otóż dana jest Afryka, kontynent ze sporą zawartością przyrody mobilnej która hasa, pacza, opycha się jak pan turysta sprzed dwóch akapitów, słowem sporo tam tego łazi i dobrze z punktu widzenia hien. Hieny nie są bowiem padlinożercami jak wieść gminna niesie, czasem są ale jednak przeważnie inhumują inne zwierzątka własnym sumptem a i tak im lwy kradną mnóstwo % tego, co takie hieny sobie upolują. Potem idzie taka hiena wkurzona i jak widzi małe lwy to jest po nich, okrutny jest świat przyrody i wzajemnie.
Przedwczoraj było o hienach - ja pierniczę, ile one jedzą, od razu pomyślałam, że Mysz Większa ma jakiś hieni gen tyle, że jest prześliczna a hiena niezazbytnio. I o gnu też było, jednym, ale krótkim. Mianowicie pisałam już kiedyś że gnu są głupie - otóż mam dobrą wiadomość dla gatunku bo przedwczoraj IQ gatunku znacząco się podniosło. Było sobie bowiem nieduże gnu które się chyba szaleju najadło bo hasało bardzo prowokująco w stadzie niby to bezpiecznym. Nawet ja to "niby to" zauważyłam zanim mi pani Krystyna Czubówna powiedziała że o, tu, widzu, pacz, pacz jak się stado hien niby to przypadkiem rozproszyło wokół stada gnu. Cielę, durne bardzo, zignorowało jedną hienę, drugą, trzeciej w ogóle nie zauważyło bo wykonywało właśnie szalenie wytworny piruet a potem hiena skoczyła i je upolowała.
Mniej więcej w tym samym czasie gnu przestało hasać.
(Nie obiecywałam, że bajka będzie miła i długa, sprawdziłam.)

Wiedzieliście, że te takie gąbeczkowe układanki kolorowe, co się je otroczkom kupuje żeby nimi igrały i sobie układały na podłodze różne wzorki bywają strasznie śliskie jeśli leżą na czymś nieco wilgotnym, co Kika miała pościerać ale akurat była zajęta? Ja nie wiedziałam aż do wczoraj, usiłowałam przemieścić się po napój halsując z pętelkami między torem kolejki a takim głośnym budzikiem, pomyślałam że a co mi tam, przejdę po gąbeczkach, wyglądają na stabilnie.
Dawno się tak zdrowo nie wypieprzyłam na tę tam...nooo...warstwę amortyzującą.
W związku z powyższym dzisiejsza wyprawa do lekarza i po zakupy przebiegała przy akompaniamencie wygłaszanych półgłosem słów takich, co to ich nie zacytuję bo nie wypada. Z aktywności fizycznej zostało mi w tej chwili stacjonarne wkurzanie się oraz pisanie, co niniejszym czynię. Na pociechę nabyłam sobie mrożone ośmiornice, ot, tak jakoś. Kaczek nie było niestety.
Obrazeczki nastąpią później, ten fragment internetu, co ma obrazeczki w środku, trochę dziś ryksztosuje a mnie wygodniej być obolałą na Sufce, toteż udam się tam bezzwłocznie tylko najpierw Myszy kiźnę, strasznie szaleją.
Miłego wieczoru Państwu, ścierajcie podłogi bo jak nie to potem się ludzie wywracają a nie wypada mi tak kląć nawet pod nosę.

PS. Wyszukano blogasek wrzucając w szukajkę "oral sex", "antylopy gnu" oraz "alpak", bardzo rozsądnie, zwłaszcza to ostatnie, z teoriami wybitnymi, rozgośćcie się Państwo, to przyrodniczy blog i może się przydać.

PPS. Gupie są gąbeczki.