Tagi
squirk77@gmail.com
RSS
wtorek, 27 sierpnia 2013
"Za wcześnie na dziecko. Głupio mieć brzuch zamiast flaszki i papierosa."

To nie ja, to 16-letnia Amber na wieść o tym, że jej 15-letnia przyjaciółka nie najlepiej znosi opiekę nad swoim kilkutygodniowym dziecięciem. Ukłony dla angielskiej telewizji, trzymacie poziom, w zeszłym tygodniu przebił Was tylko program o klonowaniu ukochanych zwierzątek. Myślałam, że się na śmierć zakwiczę, kiedy kilkutygodniowy szczeniak zamówiony w miejsce ukochanego pieseczka pani machnął łapą a zachwycony magik od zwierząt (taki ktoś kto wmawia ludziom za pieniądze że np. ich kotek jest na nich zły o krzywe spojrzenie sąsiadki i albo sąsiadka kotka przeprosi albo mikczenie do butów nadal będzie uskuteczniane) stwierdził, że "pies dysponuje wspomnieniami z poprzedniego życia". Paradne.

Poza tym trochę mnie nie ma bo ustalane są szczegóły odnośnie przeprowadzki a ja mam w środku, w squirku, tak, że lubię wiedzieć na czym stoję i jak nie wiem to się przemieszczam w trybie slow motion oraz piżamie (w motylki, piżama w miśki jest zimowa a tę w sówki zgubiłam i nie ma o czym mówić, ojtam ojtam, raz na jakiś czas każdy coś zgubi) i nie mogę sobie miejsca ni zajęcia znaleźć. Jakoś na dniach będzie wiadomo a wtedy wrócę do normy, tj. szaleńczej pracowitości, ahaha.

Orientujecie się Państwo może co oznacza pióro wrzucone osobnikowi na balkon? Pytam bo jestem taką osobnikiem, zerknełam wczoraj na balkon i co ja paczę, pióro. Takie średniodobrowieszcze, czarne. Trener mówi że wiatr przyniósł ale to byłoby zbyt proste, moim zdaniem to znak od mafii srok-psychofanek. Nie reagowałam na ich ostatnie wrzaski i teraz pewnie dostaję ostrzeżenie czy coś. Z mafią nie ma żartów - wiem, bo mam własną. Na wszelki wypadek dyskretnie wykopsałam pióro z balkonu, nie będzie srocza mafia pierzyła mi się w twarz.

Obiecałam napisać o Trenerze Osobistym który dysponuje słuchem wybiórczym zaznaczającym swą obecność w uszach Trenera akurat kiedy oglądam jakiś program przyrodniczy czy inny które to programy Trenera nie interesują bo nie maja nic wspólnego z rowerami, unixami, stalkerem ani nowym Iron Manem (zerkałam Trenerowi przez ramię, dzielna panna, inna by się zabiła po upadku z 70-piętra a ta nic, fiu fiu - niech tego nie czytają osoby które jeszcze filmu nie oglądały, zapomniałam uprzedzić). Otóż czas jakiś temu oglądam przyrodę mobilną regularnie mokrą, na brzeg wychodzi stworzenie żółwiopodobne o zafrasowanym wyrazie pyszczka a pani lektorka aż pisnęła radośnie - "To wielki żółwiak!". Trener akurat przechodził słowa nie pisnąwszy.
Dopiero po kwadransie, kiedy przestałam już zawracać sobie śliczną główkę perypetiami żółwiaka, Trener w ręczniku udrapowanym na ramionach na wzór peleryny wskoczył do salonu, przyjął pozę bohaterską (o, taką mniej więcej) i gromko rzucił "To Wielkiiiiiii Żółwiak!".
Przypuszczalnie oszaleję tu wkrótce.

U Myszy bez zmian, zdrowe, puszyściutkie i wesołe, Większa się osłoninkowuje na zimę i odważnie trąca mnie noskiem w nos, dzielne stworzonko, Mniejszyk załatwia Mysie Sprawy i odlizuje ludziom palce oraz nabyła nową umiejętność.
Otóż dwa dni temu wchodzę do sypialni i cóż widzę - Trener Osobisty (zachwycony) tańczy z Myszą Mniejszą (zachwyconą). Mysz stoi na tylnych łapeczkach, przednie leżą na palcu Trenera, Trener lekko poruszając palcem powoduje, że mysia mikrotuszka (zachwycona) gibie się lekko jak bardzo mały rezus. Ponadto sporadycznie Trener robi Myszy bardzo delikatne "Poom!" w uszko, Mysz wręcz spazmuje z zachwytu.
No tak sobie tańczyli zwyczajnie, no. Normalny, spokojny dom.*

Mam obrazeczki a nawet filmik, trochę płaczę za każdym razem kiedy widze tego cicika a i ten mnie bynajmniej nie martwi. Poza tym nastąpi porada praktyczna, w końcu to poważny blog. O, jest i artykuł szkolny. Miłego popołudnia Państwu życzę, bób sobie kupcie bo zaraz koniec sezonu a ja wracam do zastanawiania się jak ludzie, prawdopodobnie szaleni, przenoszą cały dobytek plus 2 Myszy w miejsce odległe o ileśtam tys kilometrów. Trochę mi słabo.

PS. Wysoko cenię marki które ułatwiają mi robienie zakupów, załączam wyrazy.

 

 

* Aaaaaaaaaaaa, ratunku.



 

sobota, 17 sierpnia 2013
"To jagodowa maseczka na pysk, wyjątkowo odprężająca".

Chwilowo jestem tu obecna wyłącznie duchem (milutkim jak koteczek, żadnych zmian) gdyż kwestie związane z przeprowadzką za granicę nie zajmują - szok i niedowierzanie - 5 minut więc kwiczę smętnie przytłoczona ogromno-zniechęcającą ilością spraw do ogarnięcia i miewam chwile w rodzaju "chrzanić to wszystko, nigdzie nie jadę a i Myszom nie pozwolę i proszę do mnie nie mówić, nic nie słyszę, la lala lalalalaaa".

W kwestii tytułu - taki program widziałam, że ja pierniczę, trochę nie wiem jeszcze jak to zrelacjonować i na wszelki wypadek podczas oglądania podszczypywałam się sporadycznie k`upewnieniu się, że naprawdę coś takiego oglądam. Otóż jest na świecie śliczna ślicznością wręcz nienaturalną panienka z domu nie do opisania zamożnego, mianowicie ta oto. Panienka prowadzi życie uciążliwe i niełatwe - nie myślcie sobie, że to takie hop-siup organizować wielkie imprezy, celebrycić "na ściance" i miewać chwile załamania nerwowego po tym, jak w wielkim klubie na imprezie zobaczy się gdzieś w oddali dziewczynę byłego, każdy by się załamał. Na szczęście są i chwile radosne - można zwolnić osoby odpowiedzialne za opakowania nowego sygnowanego nazwiskiem panienki szamponu gdyż "pojemnik nie oddaje jej osobowości" oraz, i tu przechodzimy do klu, można mieć zwierzątka i okazywać im miłość i czułość poprzez dbanie tak, jak dba każdy kochający właściciel czworonoga.
Choć - pozwolę sobie zatusić - tuszę, iż my raczej nie zabralibyśmy zwierzątka do psiego spa w budynku Harrodsa. Ona zabrała.
Ja pierniczę (już drugi raz, wiem), jakiż to był cyrk. Piesków było sztuk 4, każda swawolna i energiczna. Tego, że jeden z nich załatwił intymna psią sprawę na środku pomieszczenia można było się spodziewać, pomieszczenie z czystą podłogą wręcz generuje defekującego pieska tak, jak pusty karton generuje kotka. Tego, że pieskom maluje się pazurki nie spodziewałam się ale dzielnie opanowałam wstrząs. Ale kiedy psu, miłemu i spokojnemu, jakaś niunia zaczęła maziać pysk fioletową galaretką wychwalając jej właściwości myślałam, że się nie pozbieram. To samo wrażenie miało kilkanaście osób robiących panience fotki i nabijających się z sytuacji za szklaną ścianą spa. Oto co znaczy wielki świat - a moje plebejskie Myszy dostały tylko słonecznika. Na szczęście są zachwycone - pewnie dlatego, że nie wiedzą o maseczkach na puchate mordziki, inaczej miałbym tu przefoszone.

Poza tym chwilę temu kupowałam dzieciom Kiki zabawki. Upatrzyłam sobie takie obręcze z otworami do baniek mydlanych, syrenkę zmieniącą w wodzie kolor i resoraczki. Upatrzone, skonsultowane z Trenerem, piszę do kontrahenta że chcę te oto obręczę, resoraczki i syrenkę nierurzową.
Dostaję odpowiedź - syrenka będzie żółta, a resoraczków takich, jak na zdjęciu, już nie ma ale są inne, zamiast jednego będzie inny, tu oto zdjęcie, i co ja na to. Wybrany któryś był wprawdzie Deloreanem więc mi zależało ale nic to, kiedy indziej się Deloreana dokupi. Wszystko ustalone, klikam, kupuję, robię przelew.
Dzień później dzwoni Trener Osobisty, lekko się krztusząc i słyszę:
 - Dzwonił pan od zabawek i mówi, że tych resoraczków, co je wybrałaś, już nie ma.
 - Wiem, pani od zabawek mi napisała, że już nie ma, i dostałam zdjęcie innych i wybrałam.
 - Tych też już nie ma, może być taki zestaw jak na zdjęciu nr 1 ale zamiast pierwszego autka będzie takie i takie z zestawu drugiego.
 - Ok, to autka wybrane.
 - Jest jeszcze kwestia syrenki. Otóż pan mówi że nie wie, czy ona na pewno jest żółta. Bo one są w zamkniętych opakowaniach i nie ma jak sprawdzić.
 - Trudno, może się uda żeby rurzowa nie była bo to dla dziecka Kiki i rurz zakazany, jak nie to będziemy reklamować.
 - Pan, prawdę mówiąc, nie jest pewien, czy to na pewno jest syrenka, bo na opakowaniu jest muszelka i może to muszelka zmienia kolor.
 - Grunt że jest tam coś do zabawy w wodzie i że zmienia kolor, będzie dobrze.
 - Jest jeszcze kwestia pianki z tej syrenki...Bo ona taką piankę w wodzie robi, prawda?
 - Noo, robi piankę, co z pianką?
 - Może wywołać silną reakcję alergiczną i wtedy trzeba wszystko wyrzucić.
Kika mówi, że to najzupełniej normalne i że jest bardzo zdumiona kiedy kupi online zabawkę i ta zabawka jest taka, jak deklaruje producent i zdjęcie. Bo to nie jest norma podobnież.
Zabawki przyszły hurtem i żadne dziecię się nie uczuliło, resoraczki przyszły zupełnie inne, niż wybrane, ale nikogo to nie zmartwiło.
Fajne są obręcze do baniek, btw, wróciłam cała mokra.

Miało być jeszcze o agresywnych dorszach ale może następnym razem, i tak mi się długa notka zrobiła a jeszcze zostały obrazeczki przecież - dziś będzie o niewiemjaktoująć, wszystko mi opadło, ciciku bez forsy, dorszu nieagresywnym oraz ptaszęciu w emocjach. Miłego wieczoru Państwu, idę się irytować, planować, rozważać i oglądać zdjęcia Stamtąd. Gdyby mnie ktoś planował pacnąć łapką w jakiejś sprawie to jestem a) na FB, b) marudna. Gupie są przeprowadzki.

środa, 07 sierpnia 2013
"Suknia miała duże rozcięcie i widać było minogi"

Poważnie, w jednym programie pani tak powiedziała. W dodatku dość szybko więc zanim do mnie dotarło że chodzi o "mi nogi" zdążyłam sobie wyobrazić panią piastującą na swych odnóżach sporą kolonię zwierzątek. Na szczęście upały się kończą i wkrótce znów będę jak wszyscy, tj. normalna.

Ponieważ dwie osoby pacnęły mnie łapkami pytając o to, co to są wkłady chłodzące Myszy oraz jak sobie radzimysz z upałami napiszę trochę o tym bo może się komuś przyda.
Myszaria mają na dachach ułożone zamarznięte wkłady do lodówki turystycznej, litrowe. Zimne powietrze spływa w dół i rozwiewa mysie wąsy oraz chłodzi mysie uszki. Mniejsze wkłady (400 ml) ustawione są obok kostek w których Myszy najczęściej śpią. Wkład oparty o kostkę powoduje, że jej ściana robi się dużo chłodniejsza. Poza tym kilka razy dziennie podaję Myszom kawałeczki chłodnych owoców i warzyw, wymieniam wodę, zabieram jedną czy druga delikwentkysz na spacer po kołdrze. Okno w sypialni odsłaniam i otwieram dopiero, kiedy słońce przeniesie się na drugą stronę budynku i nie świeci już w okno sypialni. Zamiast wkładów można zamrozić butelki z wodą (Królik Doroty taką ma i bardzo sobie chwali), stanowczo polecam umieszczenie niedaleko futrzaka takiej butelki czy czegokolwiek zimnego, to bardzo pomocne w czasie upałów.

Miało być o kapibarze. Razu pewnego czekałam w ośrodku zdrowia na jakieś wyniki badań czy inne takie. Jedynymi osobami poza mną był zestaw Gwiazda z Fochem i jej Wierna Przyboczna. Dziewczę nr 1, bardziej wypacykowane niż ładne, nie ustawało w wysiłkach aby podkreślić że to ona jest tu samicą alfa a mniej efektowna koleżanka służy tylko do zaakcentowania kontrastu między nimi, udawało jej się takse ale bardzo się starała. Szeroki świat (w osobie mojej i Przybocznej) dowiedział się ile dziewczę wydało ostatnio na buty (dużo) i kosmetyki (bardzo duzo, w dodatku chyba wszystkie miała akurat na sobie) oraz jakie ma ambitne plany na sobote, wakacje i resztę życia (zestaw "wódka, dziwki, lasery" w wersji damskiej czyli kosmetyczka+fryzjer a potem drinki na imprezie i rwanie pasownych bojków, w skrócie). Przyboczna uprzejmie słuchała zadając pytania pomocnicze i robiła wrażenie osoby lubiącej koleżankę ale świadomej jej ograniczeń i rozsądnie o tym nie wspominającej.
W krótymś momencie Szajning Lajk e Star wypaliła:
 - ...no i postanowiłam ostatecznie zapisać się na kapibarę!
Przyznam, że zastrzygłam uszami i nieco się nawet zdenerwowałam. Jak to, jak to, można się zapisać na kapibarę i ja o tym nie wiem? Przeciez wiadomo powszechnie że znów chcę mieć kapibarę*!
 - Jak to na kapibarę? - zdziwiła się Przyboczna
 - No na kapibarę, na naszym osiedlu są zapisy, plakaty są wszędzie i można się zapisać, no i się zapiszę też.
Plakaty z kapibarami - aż kwiczałam w duchu - co za wspaniałe osiedle pełne szczęśliwych ludzi, mają plakaty i jeszcze możliwość zapisania się na kapibarę, natychmiast chciałam tam zamieszkać.
 - Ale na kapibarę, na pewno? - Przyboczna zmarszczyła interfejs, najwyraźniej coś jej nie grało
 - No na pewno, widziałam w telewizji, strasznie mi się spodobały te wszystkie podskoki i obroty!
Zastygłam nieco gdyż, będąc kapibar świadomą, wiedziałam że z podskoków raczej nie słyną. Przeciwnie, kapibara to zwierzątko spokojne, pełne godności i wyglądające zawsze jakby właśnie siadało. Żadnych obrotów, byłam pewna.
W tym momencie Przyboczna rozwiała moje złudzenia co do osiedla pełnego kapibar, zapytała mianowicie:
 - A, chodzi Ci o capoeirę?
 - A co za różnica....
Nofsumie.

Poza tym możliwe jest, że stracę zdrowie psychiczne w tempie przyspieszonym. Trener Osobisty, jak wiadomo, sporadycznie sobie wylata, ostatnio głównie z kolegami gdyż mają Firmowe Cośtam. I, jak się okazało, koledzy Trenera Osobistego są do Niego nieco podobni jeśli chodzi o poczucie humoru.
Trener Osobisty po ostatniej wyprawie zrelacjonował mi pomysł (dzieki bogom nie wykorzystany) kolegi M. na to, jak nie nudzić się przy odprawie.
To bardzo proste i trochę osłabłam więc się podzielę, co będę tak sama słabła.
Mianowicie zapytany przez Panią z Lotniska o to, czy ma coś do oclenia osobnik mógłby spojrzeć Pani prosto w ócz źrenice i poważnym głosem odpowiedzieć "Nie, nie mam niczego. I niczego już w życiu nie potrzebuję, islam dał mi wszystko".
O ile, oczywiście, nigdzie się nie wybiera.

W temacie religii znowuż - dwa dni temu pozorowałam robienie porządków na balkonie. Krótko bo po chwili musiałam iść się wykwiczeć na sofie. Pod balkonem igrało wesołe stadko otroczków. W pewnym momencie jeden z nich schował się za rosnącym na trawniku chybaświerkiem po czym nagle wyskoczył w gromadę pozostałych dzieci i wrzasnął:
 - Szczęść boże, dawać kasę!
Myślałam, że się uduszę. Przezabawne są dzieciaczki, doprawdy.

Nawrzucam Państwu rzeczy interesujących a konkretnie o tym, co kotek myśli o zdrowej diecie, dokąd naprawdę prowadzą wszystkie drogi (Rzym niech się schowa) oraz praktyczną poradę. Zamierzam zaraz opchać sie arbuzem jak jakiś sołtys czego i Państwu życzę. Oraz miłego dnia, naturalnie.

PS. Chrzan nadal nieobecny.

 

* a bo już dwa razy chciałam ją mieć i znów chcę

wtorek, 06 sierpnia 2013
Pst, pst.

Nowa notka się pisze ale robi to powoli i opornie gdyż słońce napiernicza tak, że się żyć odechciewa.
Oraz Trener Osobisty mi znów wylata za granicę. Wprawdzie dopiero w niedzielę ale już tu kota ze stresu dostaję bo po co zwlekać, nieprawdaż.
Na pociechę mam nowy bento box, wielkiego karczocha i wizję ewentualnej przeprowadzki. Jeszcze nie wiem, czy się cieszę. Jeśli nie dostanę pokoju z widokiem na owoce morza zrobię scysję z wrzaskami i syczeniem, o tłuczeniu zastawy nie wspominam bo to taka oczywistość.

Obrazeczki będą w nowej notce gdyż upał. Póki co mam tylko małe triceratopsię * igrające wesoło, cóż za filutek, no naprawdę. W nowej notce będzie też kapibara, nie straszę tylko uprzedzam.

PS. Myszy zdrowe, wesołe jak małe żbiczki, obstawione wkładami chłodzącymi, bardzo są dzielne.Większyk się coraz bardziej zdetchórza, potrafi siedzieć mi na dłoni i paczać mnie z miłością w wielkich, czarnych ślepkach przez ponad minutę. Mniejszyk bez zmian, wesolutka, szybka, odlizuje dłonie i nosy. Ostatnio usiłowała wejść Trenerowi do ucha. Trener bardzo kwiczał.

PPS. Zgubiłam chrzan. Kupiłam, mam rachunek nawet, i nie ma. Phi.

 

* tak naprawdę to stegozaurzę ale mi się ta nazwa nie podobała i sobie zmieniłam i co mi kto zrobi.