Tagi
squirk77@gmail.com
RSS
poniedziałek, 28 października 2013
"Zazwyczaj tańczę przy rurce, bo jak się upiję i jestem w szpilkach, to muszę się czegoś trzymać."

No nie, nie ja, nową celebrytkę będziemy mieć, trzeba być na bieżąco. Ja pozostaję spokojna, nudna i w chaosie gdyż mieszkanie, nie uwierzycie Państwo, nie pakuje się samo.
Trener Osobisty zaczął pakowanie dwa dni temu - taką wersję tego, co planuje zrobić, otrzymałam.
Ponieważ nie ruszył się przez cały wieczór od komputera zadałam po jakimś czasie uprzejme pytanie o to, kiedy planuje zacząć i czy może jakoś mu pomóc czy coś.
Ahahaha.
On miał na myśli pakowanie plików bo się na inny serwer przenosi.
Że też z książkami i odzieżą tak się nie da.
W dodatku Okrutny Świat zaprezentował mi ostatnio oryginalną hiszpańską ceramikę użytkową. Ponieważ wyjeżdżamy kupienie jej nie miałoby absolutnie najmniejszego sensu, absolutnie.
Pf.
Pod koniec tygodnia ją przyślą.

Ponadto Mysz Większa przypuszczalnie oszalała mianowicie zakochał mi się szczureczek i na mój widok kota dostaje (nie doslownie, Trener nadal ma alergię na kociepuszki), wbiega na mnie i się rozpłaszcza a ja mam kiziać uszy (jej uszy, przecież nie będę swoich kiziać, jeszcze nie oszalałam) i podać ziarno. Poza tym jest stabilna i niezmiennie szybko obraża się na Trenera Osobistego, a ma powody.
Przedwczoraj siedzimy z Trenerem i paczamy z podziwem kłusującego po kołdrze Rączego Pączka. Pączek bieży, Trener rozważa:
 - ...za transport zwierząt się nie płaci...(tu spojrzenie na Mysz)...choć w przypadku Większej pewnie każą nam dopłacić za gabaryty.
Ledwo zdążyłam ją złapać, tak szurnęła.
Mniejszyk niezmiennie demoluje Myszarium i jest z siebie dumny, wrzucę potem zdjęcia na Fanpejcz, nawet filmiki mam ale jeszcze nie wiem jak je przerzucić z telefonu więc sobie poczytam i będę mądra.

Ponadto trochę kicham i wszyscy wiemy, że jak człowiek kicha, to nie słyszy. W związku z tym kiedy Trener Osobisty opisywał mi ostatnio nową trasę rowerową usłyszałam coś w rodzaju "...no i tam się zatrzymałem i napiłem się wody...brzozowej" - w środku było "przy takiej polanie" ale akurat kichałam. Nie ma co mówić do ludzi którzy kichają bo się na menela wychodzi czasem, tak to widzę.
W temacie - odbyłam ostatnio krótką wyprawę do lokalnego sklepu gdyż wyszły mi ogórki. Sklepik ma obok takie ławeczki i zadaszenie nawet i jak się ktoś zmęczy to może sobie tam usiąść i odzyskać moce. Trafiłam akurat przechodząc na dwóch panów, z wyglądu mocno zmęczonych.
Panowie okazali się być entuzjastami sportu i, patrząc na jakiś mały ekran czegośtam, dzielili się wrażeniami z meczu też czegostam. Wydawano entuzjastyczne okrzyki i był jakiś karny.
Kluczowym momentem było, zdaje się, kiedy zawodnik Przech*j wykonał manewr z którym zawodnik Je*aniutki niemal cudem poradził sobie, co zyskało ogromną aprobatę obu obserwujących zmagania panów.
Taki Lewandowski to ma nudne nazwisko w porównaniu.

Pytacie Państwo o:
 - bento - tak, nadal robię tylko nie zawsze fotografuję, jeśli mam to proszę mnie pacnąć i znów będę co ciekawsze wrzucać
 - tegoroczne uprawy - atam, szkoda słów, takie szarobrązowe sie pojawiło i mi wyżarło połowę roślin a bakłażany nie zdążyły zaowocować (choć spokojnie da się je hodować w dużych donicach). Radziły i nadal radzą sobie zioła i chili choć odmiana Basket of Fire to raczej Bardzo Mały Basket of Bardzo Anemiczny Fire, no ale jest. Rozmaryn utworzył chaszcz i oficjalną wymówkę do tego, abym nie jeździła na rowerze ostatnio - skrzynia z rozmarynem stoi przed rowerem a ja mam małe stopy i utkwiwam.
 - jak się przeprowadza z Myszami - lądem i promem oraz w stresie, trzeba wcześniej dopilnować papierologii, Myszy i inny drobiazg zostały uznane za gatunki, które nie przenoszą chorób (i słusznie bo co też mogłaby taka Mysz w tych maleńkich łapkach przenieść), ale trzeba o zamiarze przejazdu przez kilka krajów uprzedzić, z różnym wyprzedzeniem, a Myszy mają być świeżo po wizycie u mysiego doktora i z zaświadczeniem, że są zdrowe (a Większa na pewno jest Myszą a nie, jak sugerowałby wygląd, młodą, bardzo puszystą kapibarą).

Poza tym zabiegana jestem i instant i dlatego mnie mało ale na maile i wiadomości na FB odpisuję w zasadzie na bieżąco i można mnie tam łapkami pacać, może bardzo się w kwestii ilości słów pisanych nie rozszaleję ale odpiszę na pewno, są świadkowie.
Za chwilę wrzucę obrazeczki a potem Myszy i sesję zdjęciową tego, co mi zrobiła Karolina, trochę się darłam. Pogłowie Myszy w hacjendzie oficjalnie wzrosło do 5 sztuk.

Z obrazeczków będzie prosty sposób na zyskanie szacunu, powód do niepokoju oraz paczcie jakie cicik miał szczęście, nie zeżarło go to małe szare. Może było zaspane. O, i zaczynają się interesujące promocje, nie przeoczcie Państwo takich okazji. Miłego dnia, wracam do zajęć fizycznych, pół hacjendy idzie w dobre ręce, drugie pół trzeba spakować a mnie najlepiej wychodzi siedzenie jak wypłosz na sofie i zastanawianie się w co się, nomen omen, pakujemy. Oł, krab.

PS. Z ostatnio zasłyszanych:
 - ..."no i proponują mi to konto w nowym banku, żebym się przeniosła, ale nie wiem czy się zdecyduję, sąsiadka ma tam konto i mówi, że musi się logować za pomocą tolkiena..."

poniedziałek, 14 października 2013
"Dożywotni zakaz mówienia o szczelinowaniu dla dwójki dzieci"

Myślałam, że się zmikczę. Że współczucia, oczywiście. Biedne otroczki, chciałyby ot tak, w gronie innych dziatek poruszyć temat nurtujący ich młode umysły, wszak któż z nas nie czuje czasem nieprzepartej chęci aby w gronie innych entuzjastów konwersować o szczelinowaniu gazu łupkowego? A one nie mogą. Serce się kraje.
Rozważam założenie na FB stosownej grupy - dla tych, którzy jeszcze mogą ten temat poruszać bo sami widzicie, różnie bywa. Rozmawiajmy o szczelinowaniu póki nam wolno.

Na wstępie wrzucę Państwu szynszyla aby wprawić Was w dobry nastrój bo będę się teraz trochę tłumaczyła i liczę na wyrozumiałość.
Otóż nie było mnie gdyż:
a - powoli się przeprowadzam i rozdaję/pakuję/wyrzucam rozmaite dobra, pierdolnik jak w MadMaksie, pardon my Klatchian, dwa razy szłam pisać notkę ale drogę zagrodził mi krzak bakłażana, adapter i willa dla chomików (do oddania, anybody?) oraz dynie o których nie będziemy więcej wspominać.
b - dali mi walkmana
c - odebrali mi walkmana, najwyraźniej nie wiedząc tego, co ja wiedziałam już jako młoda koza, czyli że kto daje i odbiera ten się w piekle niepowiera (nie umiałam wymawiać jak trzeba i nie mówcie, że Wy wiedzieliście, u mnie się całe podwórko niepowierało i nikt nas nie poprawiał tylko się nabijali po kątach)
ale za to przypomniało mi się jak mi jakiś czas temu robiono EKG i opowiem Wam, żebyście Państwo wiedzieli ile zależy od Waszych nóg.
Jak Państwo wiecie niemal każde moje spotkanie ze służbą zdrowia jest nietypowe i obfituje w niespodzianki i krotochwile, nie inaczej było i wtedy. Wchodzę, zaprezentowano mi leżankę z którą miałam wejść w kontakt personalny, miła pani kazała mi "tu nóżki tu rączki nie ruszamy się", zwykłe EKG. Wyżej wymienione się wykonuje i nagle cóż ja słyszę - do gabinetu wpada jakiś ktoś. Sapie przez chwilę i pyta tzw. teatralnym szeptem "I co?" na co drugi głos odpowiada "Sama zobacz".
W tym momencie zasłonkę, za którą grzecznie oddycham i nie oddycham uchyla dyskretnie dorodna pani pielęgniarka, rzuca spojrzenie na moje kończyny dolne i wydaje niechętne "No szkoda..." po czym wychodzi.
Przyznaję, że nieco zamarłam. Szkoda, że co? Że oddycham? Że to ja a nie Żorż Klunej? Prawie dałam sobie spokój z oddychaniem, tak mnie przytkało.
W tym momencie pochyla się nade mna pani od EKG i wyjaśnia spokojnie:
 - "A bo one się tak trochę zakładają jak się zimno zrobi i jak pacjentka ma nogi wydepilowane to ta gruba przegrywa kawę."
Kurtyna.

Miało być o balonach. Większość z nas ma do nich stosunek przerywany to znaczy widzi je na jakiejś imprezie a potem długo nie widzi i nic nam się w związku z tym w uczucia nie dzieje.
Niektórzy mają inaczej a dowiedziałam sie o tym z programu oglądanego nieuważnie gdyż akurat czyściłam grzyby. Niemniej zerkałam i byłam dzielna bardzo, nie ruszył mnie widok chłopczyny o wadze średniego Bataliego gibiącego się na wielkim podłużym balonie z silikonu, dzielnie zniosłam widok jego partnerki bardzo starającej się udawać przed kamerami, że tak, ją też strasznie cieszą te wszystkie balony wokół a dmuchanie ich to świetna gra wstępna. Ale kiedy pani lektorka rzuciła zbolałym tonem "Gdy nie jest z Laylą Denis sam bawi się swoimi balonami" dziabnełam się przez podgrzybka w kciuk. No nie brzmiało to dobrze i co poradzę.
Potem był pan współżyjący z rozmachem. Oj no co, miał siedmioro dzieci i każde z inną kobieta ale to nie jego wina tylko przez dietę. Mianowicie jadł afrodyzjak a jak już jadł to co zrobić, musiał te dzieci produkować, przecież nie będzie tak siedział żeby się zmarnowało. A jak już się naprodukował poznał Kobietę Swojego Życia.
I okazało się, że ona także ten afrodyzjak je. I że pan musi teraz jeść go więcej bo jak sobie nie poradzi to pani znajdzie sobie takiego, co sobie poradzi, a tego by nie chciał. Mieli już wspólne dziecię ale trochę ginęło w tłumie bo pani miała już czwórkę własnych. Pan postanowił podejść do problemu dzieci swej partnerki rozważnie i romantycznie zarazem, stwierdził mianowicie :
- "Nie jest łatwo ale kto ma psa ten ma pchły"
Odrobineczkę skojarzyło mi się z tym skeczem Monty Pythona w którym bohater opisuje małżonkę słowami "Trochę cuchnie ale ma złote serce".
Ale najfajniejszy był pan ktory postanowił, że dość tego siedzenia z piwem przed TV i pomagania żonie w zakupach, nie będzie żona prosiłaopomoc mu w twarz, mężczyzna to twardy wiking. Każdy jeden. I jak któryś nie jest pewien to on mu pokaże (a tamten szybko zobaczy) - i zorganizował kursy wikingowania dla każdego zainteresowanego pana. Każdziutenieczkiego, także anemicznych urzędników którzy większość kursu spędzili na narzekaniu że im zimno, nie podoba im się ani trochę i generalnie sobie Nie Życzą. Z przyczyny, której nikt mi nie wyjaśnił, w kursie chodziło w głównej mierze o to żeby rozebrać się do naga i wyjść na mróz. Panowie (no, z wyglądu chwilowo panie, to był duży mróz) mieli jeździć nago na skuterach, piec mięso przy ognisku, od czasu do czasu jednego przywiązywano i robiono mu test wytrzymałości na kulki paintballowe ale potem pan prowadzący uznał, że nie zna życia wikinga i w ogole śmieszny z niego puszeczek kto nie przejedzie się po wertepach leżąc na dachu terenówki. Nago. I z kumplami od wikingowania. Widok był wart obejrzenia choć mam przeczucie, że nie do końca na tym polegały prawdziwe wikingowe próby męstwa. Oni raczej grabili nadmorskie osady.

W międzyczasie - co ja paczę, kilka kliknięć i można odetchnąć z ulgą.

U Myszy wprost fantastycznie, Większyk zdetchórkała się tak, że aktualnie uznajemy ją już za Mysz Nieco Bezczelną. Mniejsza ma kolejną nową zabawę. Zabawa polega na tym, aby na miseczce z ziarnem usypać jak najwiekszą stertę trocin przekopując je tylnymi łapkami. Następnie bardzo z siebie dumna Mysz, z dygoczącymi z emocji uszkami, siada na stercie jak smok na złocie i czeka aż przyjdę, zdejmę ją ze sterty i poprzesypuję trocinki z powrotem żeby zwierzątko miało dostęp do ziarna. Po czym wychodzę a Mysz powtarza czynności wyżej opisane. W którymś momencie, kilka dni temu, kiedy obie Myszy zakopały ziarno pod trocinami i siedziały z minami Taka Jestem Niedożywiona Pacz Moje Słabe Łapki załamałam się nieco i mówię:
 - Kota przez Was dostanę!
Na co słyszę spokojny głos Trenera Osobistego:
 - Nie możesz, mam alergię na sierść.
Taki dom, nawet kota nie można dostać.
Sesję zdjęciową wrzucę na Fanpejcz jak obgimpię.

Mam filmiki z puszystymi, poprawiają nastrój nawet w poniedziałek. Proszę, oto puszyste, puszyste i puszyste.
Oraz poważna prawda o życiu. I jeszcze jedna. Miłego dnia Państwu, następna notka będzie niewiemkiedy gdyż przeprowadzka coraz bliżej a ja instant i zabiegana i zmęczona po prostu, niemniej dołożę wszelkich starań, oczywiście.

PS. Z cyklu Dialogi Małżeńskie:
Kilka dni temu Trener układa sie do snu, poduszeczka, kołdra, maskotka*, nagle zaczyna nieco pokwikiwać i nawet trochę się dusić.
Mam Trenera już od jakiegoś czasu więc odsunęłam się nieco na wszelki wypadek i pytam, o co chodzi.
I słyszę:
 - Pomyślałem o tym, żeby wejść do gabinetu i powiedzieć lekarzowi "Mam sklerozę odkąd pamiętam."
Mam przeczucie, że to zrobi.
(Jeśli nie to ja zrobię, też mi coś.)

PPS. Kiedy oddaje się holter wejście do gabinetu zabiegowego z hasłem "Dzień dobry, proszę o odklejenie mi tego walkmana" powoduje, że obecni robią się Niepoważni, nie pytajcie, skąd wiem. Na pocieszenie mam świadomość że będą się w piekle niepowierać.

 

* moja maskotka a poza tym wcale jej tam nie było - dodaję to szybko żeby nie mieć odłaskotanych stóp.

środa, 02 października 2013
"Rebecaaa, łożysko się rozmroziło!"

Taki program oglądałam że podczas oglądania musiałam dwa razy przerwę zrobić i pohiperwentylować sobie a raz mi Trener Osobisty musiał podać trochę wody i poklepać po pleckach bo się zakałapućkałam ze śmiechu.
Otóż było o niestandardowych metodach wychowawczych. Chodziło o USA (W Anglii niestandardowe byłoby dopilnowanie żeby 13-letnia córka nie sypiała po pijaku z kim popadnie, nuuuda) i zaprezentowano zdumionym ócz mych źrenicom np. rodzinę, w której dzieci robią, co chcą a czego nie chcą, nie robią - w tym przypadku nie chodziły do szkoły i uczyły się życia z życia. Chciał otroczek pączka na śniadanie - dostał. Chciał jechać gdzieśtam - pojechali. Chciał oglądać TV do upadłego - proszę bardzo. Żadnych zasad, przymusów itp.
Bardzo, bardzobardzo liczę na to, że nakręcą życie powyższej familii kiedy dzieciaczki wejdą w okres nastoletniego buntu.
Druga familia nie stosowała pieluszek oraz, sądząc po ilości potomstwa, antykoncepcji innej niż trzymanie kciuków. Oraz mroziła łożyska. Nie, nie po to, żeby skonsumować, no co Wy (chociaż przy tej ilości potomków  zdążyłam sobie, niestety, wyobrazić to marudzenie przy śniadaniu "mamooo, ja nie chcę, znów łożysko? wczoraj jedliśmy to po Nejdżelu i było lepsze, to po Kejt jest niedobre..", straszny mam umysł), konsumowanie jest już chyba passe, wszyscy się chyba opchali łożyskami jak jacyś sołtysi i przyszła pora na nowy trend.
Otóż łożysko trzeba zasadzić.
Razem z drzewkiem, żeby na nim rosło, dziecię urosło więc i drzewko niech ma coś od życia.
W związku z tym pan domu najpierw zaprezentował zdegustowanemu potomstwu rzeczony obiekt po czym poszli gromadnie uszczęśliwić nim drzewko.
Oczy miałam na pół twarzy.
Wesoło mają w tych Stanach, nie ma co.

Przejdźmy do Trenera Osobistego....a, nie, nie możemy bo wyjechał na Mazury o 2 w nocy. Z kolegą Sz. (pozdrawiam). Wcześniej z poświęceniem piekłam chleby i bułeczki i przetapiałam na smalczyk pół dorodnego knura bo przecież im tam bez warstwy tłuszczu poodmarzają sempiterny.
Panowie zadbali o warstwę alkoholu, bardzo są dzielni.
Wyjazdy Bardzo Męskie, przypominam, polegają na tym, że jedzie się w kilku dojrzałych, poważnych panów na stanowiskach w najmniej sprzyjającym pogodowo okresie roku (maj albo październik) w kompletnie zdziczałą dzicz w celu przygotowania jachtów do sezonu albo zdjęcia ich z wody.
Tak naprawdę chodzi o spożywanie napojów wyskokowych, mówienie do siebie barytonem "Misiaczku...", sugerowanie sobie wzajemnie pożycia ze wszystkimi obecnymi w różnych konfiguracjach oraz z okoliczną przyrodą ze szczególnym uwzględnieniem bobrów. Gdzieś w międzyczasie zajmują się jachtami. Punktem obowiązkowym jest wskoczenie przez jednego z obecnych do wody i wynurzenie się z wrzaskiem "Mój Boże, jestem kobietą!". Partnerki otrzymują raporty w rodzaju "nakarmili mnie a potem był lodzik" ale wiemy już, że chodzi o odgrzanie bigosu i pójście do sklepu po migdałowego Magnum, więc się nie przejmujemy.

Z innej beczki - jak Państwo wiecie mam szczęście do spotykania na swej drodze jednostek sporo w moje życie wnoszących, dowiaduję się na przykład o zapisach na kapibarę czy jak wygląda biedronka pstra, szczęściara ze mnie i tyle.
Wczoraj w azjatyckim barku dowiedziałam się mimowolnie co powinna zrobić kobieta która zorientuje się po wyjściu z domu że zapomniała włożyć majtki.
Sytuacja, zdaje się, beznadziejna, oj no zapomniało się o majtkach, każdemu się zdarza - ale nie wg pani która dzieliła się mądrością z koleżanką.
Otóż jest sposób na poradzenie sobie z tą sytuacją. Kobieta, która obawia się, że znowuż zorientuje się gdzieś na mieście że borzesztymuj, majtek nie włożyłam, powinna być do takiej sytuacji Przygotowana.
Poważnie, kobieta powinna mieć w torebce parę majtek, na wszelki wypadek. Już sobie zwizualizowałam sytuację w ktorej w zatłoczonej alejce sklepowej jedna z pań przystaje, kraśnieje uroczym rumieńczykiem, rzuca do kogoś "och, taka ze mnie gapa, znów o majtkach zapomniałam, przypilnuje mi pani wózka?" i uskakuje za najbliższy regał aby swoje niedopatrzenie naprawić.
Trochę sobie napłakałam w zupę z wontonami.
Wraz z Brahdelt rozwinęłyśmy teorię - panie towarzyskie i o dobrych sercach powinny mieć w torebkach także bieliznę w rozmiarze koleżanek, z którymi się umawiają. Troche przegwizdane jeśli robi się jakiś większy spęd ale można teraz kupić naprawdę duże torebki więc jakoś się to zorganizuje.

O Myszach miało być. Otóż Większyk mi się zdetchórkał - wczoraj, po raz pierwszy w swej małej, szarej karierze Większa (zwana, zgadnijcie czemu, Paczu Mikczu) stanęła na tylnych łapkach, ujęła w przednie mój nos i starannie go polizała, omiotła pękami wąsów i polizała jeszcze raz po czym wylazła mi na dłoń i nie dostała na niej ataku paniki. Posiedziała sobie, popaczała wielkimi ślepkami okolicę i wróciła spać.
U Mniejszej bez zmian, dopada człowieka i nie puszcza, jest zakochana po czubki uszek.

Na obrazeczki nie mam siły, zamiast tego wykwiczę się Państwu romantycznie.
Otóż kilka dni temu siedzimy sobie z Trenerem Osobistym, spokojny, leniwy dzień, na obiad była zupa grzybowa, Myszy spały. Nagle Trener Osobisty zastygł, spojrzał na mnie wielkimi oczami i tak sobie trwał.
Uznałam, że nastąpi komplement bo co znowuż wkącu, Aspazja z Miletu mogłaby mi trampki wiązać, jestem milutka jak koteczek i wogle.
Liczyłam na coś w rodzaju "Miłości Ty moja jedyna, masz oczy jak gwiazdy, pachniesz kapryfolium a grzybowa była pyszka".
W tym momencie Trener osobisty ocknął się z letargu i zapytał:
 - Wiedziałaś, że Chuck Norris rozróżnia smaki prawego i lewego Twixa?

Przypuszczam, że wkrótce tu oszaleję.