Tagi
squirk77@gmail.com
RSS
wtorek, 06 sierpnia 2013
Pst, pst.

Nowa notka się pisze ale robi to powoli i opornie gdyż słońce napiernicza tak, że się żyć odechciewa.
Oraz Trener Osobisty mi znów wylata za granicę. Wprawdzie dopiero w niedzielę ale już tu kota ze stresu dostaję bo po co zwlekać, nieprawdaż.
Na pociechę mam nowy bento box, wielkiego karczocha i wizję ewentualnej przeprowadzki. Jeszcze nie wiem, czy się cieszę. Jeśli nie dostanę pokoju z widokiem na owoce morza zrobię scysję z wrzaskami i syczeniem, o tłuczeniu zastawy nie wspominam bo to taka oczywistość.

Obrazeczki będą w nowej notce gdyż upał. Póki co mam tylko małe triceratopsię * igrające wesoło, cóż za filutek, no naprawdę. W nowej notce będzie też kapibara, nie straszę tylko uprzedzam.

PS. Myszy zdrowe, wesołe jak małe żbiczki, obstawione wkładami chłodzącymi, bardzo są dzielne.Większyk się coraz bardziej zdetchórza, potrafi siedzieć mi na dłoni i paczać mnie z miłością w wielkich, czarnych ślepkach przez ponad minutę. Mniejszyk bez zmian, wesolutka, szybka, odlizuje dłonie i nosy. Ostatnio usiłowała wejść Trenerowi do ucha. Trener bardzo kwiczał.

PPS. Zgubiłam chrzan. Kupiłam, mam rachunek nawet, i nie ma. Phi.

 

* tak naprawdę to stegozaurzę ale mi się ta nazwa nie podobała i sobie zmieniłam i co mi kto zrobi.

poniedziałek, 29 lipca 2013
"Polowaliśmy na dildo tak długo, aż je wytępiliśmy"

To bardzo smutne moim zdaniem. Biedne dildo, takie wyginięte.

Witam Państwa lodowato bo widzę i czuję, co się dzieje za oknem, i chcę pomóc, nie ma za co. Myszy obstawione wkładami chłodzącymi, oczywiście udają że wcale ich te wkłady nie dotyczą a leżą pod nimi bo akurat przechodziły obok i miały nagły atak Snu na Uszach. Prześmieszne mam Myszy.
I genialne trochę, co postanowiłam kilka dni temu wykorzystać zwłaszcza, że Trener rozpłaszczył się wygodnie na łóżku i grał w sudoku.
Przeniosłam zachwyconą Mysz do Trenera (zachwyconego zwrotnie, oni się lubią bardzo) i powiedziałam najpoważniej jak umiałam:
 - Myszo, Trener gra w sudoku. Chcesz też?
Po czym zainstalowałam Mysz na ekranie telefonu Trenera.
Mysz jęła drobić.
Ku naszemu zaskoczeniu miała jedno trafienie więc obkomplementowaliśmy ją dokumentnie, aż dygotała z emocji i za drugim razem na ekran wbieżyła spontanicznie i samoczynnie, o dziwo znów raz trafiła.
Zostawiłam ich, żeby sobie grali, i poszłam sobie, za mną cichnący głos Trenera Osobistego wyjaśniał Myszy o co chodzi w sudoku i że nie powinna drobić na oślep bo przegra. Raz czy dwa, krzątając się jako Gospodarna Dorotka po kuchni, słyszałam stłumione pokwikiwanie. Poszłam sprawdzić co i jak.
Trener Osobisty niezmiennie sobie grał, obok na poduszce siedziała namarszczona, zirytowana Mysz odwrócona do Trenera tyłem i demonstracyjnie czesząca sobie uszy z przekazem "skru ju ol, z nikim nie gadam". Nie Życzyła sobie na całego.
 - Co się stało? - spytałam Trenera
 - Przegrała.
Wiecie, nie zdarza się to często ale nawet ja czasem nie wiem, co powiedzieć.

Większa w formie, wyjmuje co jakiś czas Zestaw Wielkiego Paczacza i pacza. Na tę okoliczność stworzyłam wygodny skrót SZZSZSZ - Szczerze Zszokowany Szczureczek. Mysz Większa wygląda jak ten szczurek z "Ratatuja", tzn. bardzo dobrze. Zaskakuje nas ostatnio wbieganiem na dłoń czynnika ludzkiego bez trwogi przy czym opcja "bez trwogi" zajmuje jakieś 5 sec, po niej następuje trwoga i trzeba dać ziarno i kiziać. Kilo siedemdziesiąt i taki tchórzyk nadal, co za Mysz.
Mamy dwa filmiki o Myszach - na jednym widać nic a na drugim że jestem w mące a mój maskotka Owca jest okropnie zbaranizowany i wymaga depilacji więc nie pokażę, zrobimy następne.

Ponieważ pytacie Państwo o recenzje kolejnych odcinków "Gry o Tron" informuję, że ciężko mi trochę recenzować coś, czego już nie oglądam. Zniechęciłam się gdyż trup ścielił się gęsto a ja się do bohaterów przywiązuję i jak mi potem reżyser ukili kogoś lubianego to się foszę i dalej nie oglądam.
Tzn. obejrzałam przez ramię Trenera Osobistego jak Danaerys - po tym, jak jeden pan inhumował dwóch innych żeby się jej podlizać a ona za to wylazła z wanny goła i panu było miło - była dość nietypowo wyzywana, od myszy mianowicie. Poważnie, stała masa ludzi i jeden pan, sepleniący trochę, nagle zawołał "Mysa!" i za nim cała reszta. Trener wprawdzie usiłował przekonać mnie że wołali "Myhsa!" ale wiem swoje. Myszy niestety nie pokazano, może w następnej części pokażą, nie zamierzam oglądać a zerkanie przez ramię się nie liczy.
Oglądam natomiast serię "Cygańskie siostry" i jestem pod dużym wrażeniem - dawno nie widziałam tak kiepsko wyreżyserowanego, sztucznego programu. panie dokładają wszelkich wysiłków aby przekonać świat, że Cyganki/koczowniczki to puste lale, niektóre serdecznie chromolące cześć swą dziewiczą, uzależnione od mężów, pozbawione własnej woli i z rodziną, której 80% siedzi w więzieniach czym bohaterki nie bardzo mogą się przejmować bo mają po dziesięcioro dzieci i trzeba tę kuwetę jakoś ogarnąć między kłótnią z brudaską z przyczepy obok a konfliktem z policją. Świetna seria, prawie tak dobra jak "Ciąże z zaskoczenia". Prawie bo szok i niedowierzanie niektórych pań że nie, jednak nie napuszyło ich lekutko po wrąbaniu połowy asortymentu KFC tylko rodzą póki co zajmują pierwsze miejsce.
"Nastoletnie ciąże" również trzymają poziom - w ostatnio oglądanym odcinku dziewuszka lat 15 zmierzała powoli do rozwiązania. Jej loverboj, nieco starszy, starał się bardzo ale przegrywał z hormonami przyszłej mamy więc po zerwaniu nr 8765 uznał, że pasta la pizza bejb i może nawet sijunara, sama sobie radź.
I wtedy panienkę uderzyło że ona go strasznie kocha i muszą być razem. Zadzwoniła, chłopczyna zgodził się na spotkanie ale doszło do tragedii, mianowicie panienka zgubiła telefon z numerem do niego. I nie miała już żadnej możliwości skontaktowania się. Żadnej bo kij, że to jej chłopak od ca roku, nie wiedziała najwyraźniej gdzie mieszka, żadnych wspólnych znajomych, no nic po prostu, a ksiązki telefoniczne w Anglii nie istnieją chyba. Przesmarkała pół odcinka zanim telefon znalazła, z pewnością pomocne było to że był wściekle różowy i z cekinkami. Do spotkania doszło, para wróciła do siebie, po 6 tygodniach zaczęły się kolejne kłotnie, wyzwiska i powtórka z całego cyrku.
I wtedy rozsądni młodzi ludzie postanowili zrobić to, co jest optymalnym rozwiązaniem w sytuacji, kiedy związek się sypie, nie ma żadnego porozumienia, kompromisów ani szans na zmianę bo partnerzy witają się siekierami a porozumiewają syczeniem i pluciem.
Tak, zaręczyli się.
Małom się nie zmikczyła ze śmiechu.

Zadbałam o Wasz rozwój kulturalny i wiedzę o innych nacjach, pora Państwu nawrzucać. Dzisiejsze obrazeczki będą o tym, co internet robi źle, co owoc egzotyczny robi źle oraz co pan zrobiłby dobrze ale nie miał szans. Plus ja pierniczę jaki cicik. Miłej reszty dnia Państwu życzę i pozdrawiam najchłodniej, jak umiem, nie dziękujcie, to drobiazg, serio.

PS. Kupiłam wkład do odświeżacza psikającego do łazienki, w domu przyglądam się i cóż ja paczę - "Zapach Rafy Koralowej"
Dzięki bogom producent skłamał.

PPS. Pijcie dużo płynów bo jak się nie pije to głowa boli. Serio, chodzi o neurony. Neurony lubią mieć nóżki w wodzie, jak wody jest za mało to neurony nóżki podkurczają i siedzą takie imoł i zdołowane. A to boli.

poniedziałek, 22 lipca 2013
Poom!

O tym potem, póki co wrzucę te pytania zanim mnie Państwo na śmierć łapkami zapacacie. Nie było mnie, kolczyki robiłam i jagodzianki i inne takie. I nic, dużo nic robiłam, po to są weekendy.

1. Napisz 11 losowych faktów o sobie.
2. Odpowiedz na 11 pytań.
3. Odwiedź pozostałe 10 blogów nominowanych razem z Tobą.
(powyższe w większości załatwione - pacz notka przedpoprzednia - teraz wizytuję blogi)
4. Nominuj 11 innych blogów do 200 obserwatorów, które przekazują nominacje dalej układając 11 własnych pytań.

Pytania ułożę ale nie wiem, czy znajdę aż tyle osób chętnych do odpowiadania, Karola mi ludzi podebrała ;-)

1. Masz ulubioną maskotkę/durnostojkę/totem? Jaką?
2. Co ostatnio czytałaś i możesz polecić?
3. Czy byłabyś gotowa rzucić wszystko i przenieść się do innego kraju, oczywiście z najbliższymi? (Tak, pytam dlatego że sama i chcę, i boję się, rozstrzygnie się w najbliższych tygodniach).
4. Czego nigdy i za nic w świecie nie zjesz/nie wypijesz?
5. Znajoma napisała mi ostatnio że "po 15 latach związku ludzie już nie mają o czym ze soba rozmawiać". Zgadzasz się? Dlaczego?
6. Masz jakąś śmieszną część garderoby? U mnie to czapki i skarpetki a u Ciebie?
7. Gdybyś wygrała miliard euro na co byś je przeznaczyła?
8. Czy jesteś romantyczką? Jak to się objawia?
9. Jesteś typem lidera czy raczej dajesz sobą kierować?
10. Oceniasz ludzi na podstawie tzw. pierwszego wrażenia i wyglądu czy wstrzymujesz się z opinią?
11. Mając w otoczeniu osobę fałszywą i obłudną jesteś uprzejma i neutralna czy dążysz do szybkiego pozbycia się toksycznego znajomego?

Ponieważ sama za blogowymi zabawami nie przepadam postanowiłam nie prosić o udział nikogo konkretnego - byłoby mi bardzo miło gdyby dołączyły do zabawy:
http://tariat.blox.pl/html
http://sefk.blox.pl/html
http://bohaterpozytywny.blox.pl/html
http://mojmazmniewkurza.blox.pl/html
http://mouselostandfound.blox.pl/html
http://maslorzechove.blox.pl/html
ale wiem, Lejdis, że macie pełne ręce roboty i z czasem może być kiepsko a jak już jest to nie po to, żeby odpowiadać na dwa zestawy pytań i jeszcze dorzucić fakty o sobie. Może po prostu niech zgłosi się, kto jest chętny i ma chwilę żeby popisać, nie musi być z Ulubionych ani nawet z kojarzonych, po prostu kto chce się włączyć niech mnie pacnie łapką a ja się ucieszę, także z nowego interesującego bloga do podczytywania.

Poza tym jest nieco dziwnie. Trener Osobisty dał Myszom po jagodzie po to, żeby sprawdzić, czy po konsumpcji maja na pyszczkach czerwone ślady i wyglądają jakby przemieniały się w Antychrystów.
Nie kojarzę Antychrysta jako małego, puszystego zwierzaczka o bystrych ślepkach ale ciężko mi porównać, nie pojawia się ich wielu w okolicy.
Pojawia się za to sporadycznie w okolicy chłopczyk o imieniu Alfons.
Tak, ktoś dał dziecku na imię Alfons.
Nejdżela i Dżesiki nadal niet ale to otwarta opcja chyba.

Jednakowoż to nie mały Alfons był bohaterem scenki basenowej wczorajszej, czasem trochę dziwnie jest mieć okno wychodzące na basen, słychać najcichszy szept, fantastyczna akustyka.
Bohaterowie akcji - otroczek mocno nieletni, tatuś mocno przypakowany.
Otroczek igral radośnie przy brzegu a to wbiegając pod prysznic, a to wybiegając, a to listek z krzewu uszczknie, a to tatusia o coś zapyta. Ponieważ przyroda była mobilna i towarzyska w ktorymś momencie padło:
- Oooo, tata, tata, lobal!
- Zostaw, synek, nic Ci robak nie zrobi, baw się.
- Ale on jest duzy i tu idzie!
- To baw się kawałek dalej, o tam masz konewkę i autko, autkiem się baw.
- Ale ja sce tutaj! Powiedz lobal zeby posed!
- Robak nie pójdzie jak się do niego tak powie...
- To kaz mu spieldalać jak wujkowi wcolaj!
Domyśliłam się, że wujek zareagował bardziej żywiołowo, niż robal, stąd sugestia otroczka by zastosować rozwiązanie sprawdzone. Niestety dziecię zostało skrytykowane i zabrane do domu bo "nie umiało się zachować".
Pewnie nie miało gdzie się nauczyć.

Prezentowałam już Państwu jeden z moich najukochańszych filmików o kotach - o, ten.
Otóż wczoraj postanowiliśmy z Trenerem popacać się łapkami jak wyżej, śpiewałam ja, Trener się lekko dusił. Poszło nam tak sobie za to Trener ma nową rozrywkę. Mianowicie przemieszcza się za mną po hacjendzie w trybie slow motion a kiedy odwrócę się w Jego stronę paca mnie łapką w głowę i mówi "Poom!".
Długo taka zwyczajna i normalna nie pozostanę, mówię Wam.
Ale, póki jestem, trochę Wam nawrzucam - wuala, oto smutny brokuł & Co., praktyczna porada, cicik kompaktowy a nad tym po prostu się ze śmiechu popłakałam i wcale się nie wstydzę. Miłego poniedziałku, nie przemęczajcie się Państwo i ugotujcie sobie gazpaczo, gazpaczo jest optymalne na takie upalne, niestety, dni.

PS. Powinnam tu wrzucić jakieś logo tej zabawy blogowej czy co? Jestem w nich zasadniczo słaba i trzeba mi paluszkiem pokazać, co i jak. Sporo rozumiem mimo Myszy i Trenera w otoczeniu. O Myszach będzie w następnej notce, uczę się robić filmiki. Bardzo szybko. To nie są powolne Myszy.

wtorek, 16 lipca 2013
KILIM!

Nie w sensie że nagła makatka czy coś ale KILIM OL!
Ol zakichane małe ptaszki o zdrowych wątpiach (ze szczególnym uwzględnieniem narządów wrzaskalnych) które najwyraźniej urządziły sobie zlot pod moim oknem o 6.00 rano w Polsce. Kwestia dwururki, którą zamawiałam z jakiejś miłej okazji, staje się tym samym paląca. Ja pierniczę, szósta rano, usiłuję spać a te pierzaste małe dranie wrzeszczą jakiś ichni hymn zapewne na cześć słoneczka które oby przypiekło im te puszyste kuperki. Odsłaniając pole do czystego strzału z dwururki przy okazji.

Miała tu być druga część zabawy do której mnie wywołała Karolina ale nie wyspałam się znowuż więc niczego sensownego nie wymyślę a bezsensownego pewnie macie już dość, w końcu występuje w każdej notce.
Poza tym dzieją się rozmaitości które konsekwentnie upewniają mnie że powinnam serdecznie uściskać moje zdrowie psychiczne bo nieprędko się znów zobaczymy o ile w ogóle.
Byłam wczoraj na poczcie - nie planowałam ale ważne rzeczy się wysyłały (kilka czytających osób może zacząć nerwowo liczyć sobie paluszki) więc postanowiłam osobiście. Od razu Wam powiem że warto było gdyż stałam się zachwyconą świadkiem wydarzenia kulturalnego pt "Mam komórkę i nie zawaham się jej użyć nawet na zatłoczonej poczcie, bajt mi".
Stanęłam w kolejce, z wdziękiem przesuwając stópką kartony bo nie będę tego przecież w ramionach hołubić jak jakiś łoś, kolejka anemicznie przesuwała się do przodu gdy wtem otworzyły się drzwi i wraz z letnim zefirem do urzędu wpadła dorodna i żwawa młódka ubrana, niestety, modnie oraz, jak się okazało, o zdrowych płucach. Jak u niektórych ptaszków, niech je szlag.
Nie przeszkadzaliśmy młódce absolutnie czemu dała wyraz wyjmując telefon z przyczepionymi habaziami po czym się zaczęło:
 - MAMA? - ryknęło zdrowo dziewczę tzw. teatralnym szeptem - Tata? No to daj mi mamę. MAMĘ MI DAJ! No to co z tego, potem skończy, pilną sprawę mam. MAMA? Mama, ja nie mogę teraz rozmawiać bo jestem na poczcie ale będę potem u cioci Jasi z zakupami i o ten papier miałam zapytać,co to był za papier? Dobra, to zapytam, muszę kończyć bo na poczcie jestem...Tak, kupiłam...KUPIŁAM! No to dokupię, nie mogę teraz rozmawiać...Tak, przyjadę do was dziś...Tak...Nie chcę pizzy na kolację! NIE CHCĘ PIZZY! Mama, ja nie mogę teraz...Nie, nie jestem chora, nic mi nie jest! Mama, muszę kończyć, dzwonię do cioci, pa.
 - Ciocia? Cześć ciocia, tu Ala...Na poczcie jestem...NA POCZCIE I NIE MOGĘ TERAZ ROZMAWIAĆ...Coś tu przerywa. NIE WYJDĘ TERAZ, NA POCZCIE JESTEM! Tak, w kolejce. Ten papier co mama go potrzebuje to gdzie jest? Nad którym stolikiem? Dobra, to jej powiem...Tak, kupiłam. KUPIŁAM! No jedną paczkę a ile miałam kupić? ILE? To dokupię, nie mogliście mi wcześniej dać znać? Ciocia, ja nie mogę teraz rozmawiać bo jestem na poczcie...Co? Nie, nie jestem głodna. NIE JESTEM GŁODNA! Chora też nie jestem, muszę kończyć, przyjadę niedługo.
  - Mama? Zapytałam o ten papier i on jest nad stolikiem w segregatorze. W SEGREGATORZE JEST! Skąd mam wiedzieć w jakim, to nie moje papiery...Nie wiem...Nie wiem...Jak to nie ma? Zadzwonię jeszcze raz.
 - Ciocia? Cześć ciocia, tu Ala. Nie ma tego papierka nad stolikiem. No nie ma. Dwa razy sprawdzali i nie ma...W jakiej szufladzie? To co ciocia nie mówi jak pytam? Taaa, pomyliło się, bałagan macie w papierach i potem ja dzwonię...Nie, nie jestem głodna, tak po prostu...NIC MI NIE JEST! Ciocia, no daj spokój, o takie rzeczy pytać, ja i ciąża, hihihihi, no skąd...Ja nie mogę teraz rozmawiać,niedługo przyjadę.
 - Mama? Pomyliła się ciotka, w szufladzie jest w stoliku...Co? Ale o co się martwisz? Mama, daj spokój, po prostu nie jestem głodna. CO WY Z TĄ CIĄŻĄ?! Dobra...tak, może być pizza...TAK, ZJEM PIZZĘ TYLKO DAJCIE MI JUŻ SPOKÓJ BO MNIE JUŻ GŁOWA BOLI! Jaki papier? No i zapomniałam przez to wasze gadanie gdzie on jest a przed chwilą wiedziałam...
 - W szufladzie jest - podpowiedział usłużnie stojący obok Pan z Licznymi Paczkami, przedstawiciel silnej Grupy Trzymającej Kciuki za Znalezienie Papieru.
  - Mama? W szufladzie jest...i jutro te rachunki wyślę, jakiś facet się tu wtrąca, się zachować nie umie normalnie, z innej poczty wyślę...

Ja chyba jakaś przeklęta jestem. Jak nie pani w leciech rycząca zza winkla "To ja biedronka pstra" czy babcia swatająca mnie z wnukiem to młódka akustyczna (i nie w ciąży), w takich warunkach nie da się spokojnie wymyślać pytań do zabawy. Tej notki miało nie być zresztą ale akurat miałam chwilę ale ponieważ w sumie jej nie ma obrazeczków też nie ma.
No, jeden wrzucę, o książkach czyli nie byle co - proszę. No i może jeszcze Ryszard (nadal nie zostaliśmy sobie przedstawieni więc żaden ryś, przyrodę trzeba szanować), na kacu chyba.
Miłego dnia Państwu, nie było mnie tu, jestem tam -----> i wymyślam pytania do notki. No nie ma mnie, zwyczajnie...Nie, nic mi nie jest. NIC MI NIE JEST! Nie jestem w ciąży, no co Wy, ja i ciąża, hihihi...Nie mogę teraz pisać, muszę kończyć.

PS. Myszy zdrowe. Przynajmniej one.

 

PPS. Z ostatniej chwili - wiem, że jest dużo kociaków w potrzebie, pomagamy jak możemy ale nie uratujemy wszystkich - ale niektóre potrzebują nas bardziej niż inne. Ta www.psy.centaurus.org.pl/pozostale/slepuszka_/  kociczka potrzebuje nas BARDZO. Rzadko o coś Was proszę, tym razem proszę - jeśli nie możecie zrobić choćby niewielkiej wpłaty nie pozwólcie temu apelowi zniknąć gdzieś w sieci, niech ludzie wiedzą że jeszcze jeden futrzaczek ma szansę na szczęśliwsze, lepsze życie. Ten kociak miał w życiu wielkiego pecha, to się musi zmienić i to my możemy to zmienić. Pomożecie? :-)

wtorek, 09 lipca 2013
"Przed ciążą byłam normalną nastolatką, piłam, paliłam, rozrabiałam, lądowałam w areszcie, jak wszyscy"

poinformowała wczoraj świat 15-letnia Abigail znajdująca się w Anglii oraz zaawansowanej ciąży, świetny program angielska telewizja mi zaprezentowała, ścielę się do nóżek. Abigail była, zdawać by się mogło, w trudnej sytuacji ale nie było jej ani trochę emo i patrzyła w przyszłość promiennym wzrokiem gdyż jej starszy o rok chłopak, mający wprawdzie 6-tygodniowe dziecię z inną panienką ale za to nie mający pracy postanowił, że jednak będzie z Abigail gdyż żywi do niej płomienne uczucie i miał się nawet oświadczać. Po drodze były jakieś nieistotne drobiazgi typu "nie wiem, czy dziecko jest jego, bo mnie zdradził i przespałam się z kumplem więc to może być dziecko kumpla", takie wiecie, nastolatkowe problemy, jak u wszystkich. Świetny program, trwam w zachwycie.

Ponieważ Karolina pacnęła mnie łapką i kazała gadać będę gadać gdyż jestem miła jak koteczek.

11 losowych faktów o mnie:

1.Jestem politeistką, w piątki discordianką, od czasu do czasu pastafarianką. Razową.
2. Nie chcę mieć dzieci (Trener Osobisty też nie) ale przepadam za dziećmi Kiki.
3. Jestem nocnym markiem, w nocy lepiej mi się cokolwiek.
4. Czasem wybaczam, nigdy nie zapominam.
5. Kiedy dowiem się o kimś czegoś naprawdę paskudnego izoluję się od niego żeby mi się nie wyrwało, co wiem. Jestem dyskretna dopóki się mnie nie sprowokuje.
6. Co jakiś czas zmieniam nr telefonu i pozbywam się kontaktów które się "wypaliły".
7. Czytam kilka książek jednocześnie.
8. Tworzę masę własnych wyrazów, nawet coś w rodzaju własnego języka, przerabiam znane przeboje na utwory o myszkach i chomiczkach i nie, nie zaprezentuję, no co Wy.
9. Wierzę w przyjaźń damsko-męską bo mam od wielu lat najlepszego przyjaciela, stanowczo męskiego, dzieciatego, zaręczonego i wogle. Nie zaprzyjaźniam się łatwo, to słowo dużo dla mnie znaczy.
10. Trudno się ze mną pokłócić.
11. Jestem uzależniona od rosołu.

Pytania od Karolinki:
1. Zatłoczone centrum miasta czy raczej bezludna wyspa.
Bezludna  (noo, kilkoludna, sama nigdzie nie jadę) wyspa, stanowczo, ale z kilkoma udogodnieniami, szałas musi mieć moskitierę, nie cierpię owadów.

2. Co Cię najbardziej denerwuje w ludziach.
Ludzie :-) Obłuda, fałsz i zakłamanie, udawanie przyjaźni. Od jakiegoś czasu zobojętniałam, niektórzy przestali mnie obchodzić, nie istnieją więc nie denerwują.

3. Zakupy to u Ciebie szybka decyzja czy godziny spędzone na czytaniu etykiet.
Nienawidzę zakupów z całego serca, albo zamawiam co się da online albo wykonuję nerwowy kłus po sklepie i jak najszybciej dopadam kasy.

4. Najpierw mówisz potem myślisz czy długo ważysz słowa zanim się odezwiesz.
Zdecydowanie to drugie choć nie mogę powiedzieć, żebym ważyła słowa długo, szybko myślę.

5. Robisz jedną rzecz od początku do końca czy kilka jednocześnie.
Kilka jednocześnie, w dodatku nie wszystkie kończę ale nie zawsze wynika to z mojej winy.

6. Niepowodzenie Cię zniechęca czy raczej daje kopa by dalej próbować.
Pozwalam sobie czasem na małe dołki ale są płytkie i szybko z nich wychodzę.

7. Dajesz drugą szansę czy skreślasz osobę, która cię zawiodła.
Skreślam bez żalu, niektórzy są bezwartościowi i tyle, nie zbieram śmieci.

8. Zwierzę - zwykły towarzysz czy przyjaciel po którym płaczesz.
Muszę odpowiadać? :-)

9. Największa tragedia kulinarna w Twoim życiu.
Zaczytałam się jako dziecię nieletnie i spaliłam biszkopciki. Gotuję bardzo dobrze więc innych nieszczęść poza jakimiś rzadkimi drobiazgami typu lekkie przesolenie czegoś na koncie nie mam/nie przypominam sobie.

10. Lubisz niespodzianki czy zaczynasz czytać książkę od ostatniej strony.
Nie lubię niespodzianek choć uczciwie przyznaję, że spotykają mnie raczej te miłe i bardzo miłe jak np. wielka paka cudowności od czytelników bloga, zachwycam i chwalę się nimi do dziś :-) Niechęć do niespodzianek wynika z tego, że po prostu wolę wiedzieć, co mnie czeka, w przeszlości wielu spraw nie mogłam być pewna, źle się z tym czułam i do dziś nie lubię niepewności i niewiedzy.

11. Filmy grozy czy raczej komedie romantyczne. 
Żadne z wymienionych, od czasu do czasu jakieś kino akcji obejrzę ale filmowa pasja to seriale z zakresu medycyny, antropologii, patomorfologii i medycyny sądowej. Jestem raczej "książkowa".

Część druga czyli podanie moich pytań i wytykanie Was palcami będzie w następnej notce gdyż obiecałam napisać o jednej wyjątkowej dziewczynce a nie chcę notki na kilometr.
Otóż razu pewnego niedawnego temu wraz z koleżanką i jej osobistym otroczkiem wybrałyśmy się na plac zabaw. Dziecię niewinne jęło igrać w plastikowym zameczku wymyślonym chyba przez potomka Dantego po to, żeby dzieci łamały sobie kończyny więc stałyśmy w pobliżu pilnując, żeby się młody nie spiórkał z jakiejś wieżyczki. Wraz z młodym igrała dziewuszka na oko 3-letnia pilnowana przez starszą panią.
Koleżanka udała się na ławkę, ja zostałam z przyboczną młodzieżą gdy wtem babcia przydrobiła do mnie uśmiechając się promiennie. Odśmiechnęłam się gdyż jestem jak koteczek, mówiłam.
 - To pani synek? - zapytała babcia
 - Dzięki bogom nie, żadnych dzieci! Koleżanki.
 - Bardzo zręczny. Choć wydaje mi się, że nie tak, jak moja wnusia, prosze spojrzeć, jaka ona zręczna.
Spojrzałam, dzieć jak dzieć, hasał, ręce i nogi miał na miejscu, cudów nie dokonywał ale jestem jak wyżej więc odrzekłam uprzejmie że faktycznie, zręczna dziewuszka. Zapytałam o imię.
 - Wilgeforta (tak naprawdę równie dziwacznie ale jeszcze ktoś skojarzy a po co). O, teraz! - wrzasnęła babcia - Teraz proszę spojrzeć jaki trudny skok wykonuje! Brawo, Wilguniu, babcia jest dumna! Widziała pani?
Nie widziałam, pilnowałam młodego który też świetnie skakał i w ogóle ale dzieci tak mają więc nad czym tu deliberować.
 - Bardzo zgrabna jest moja wnusia, prawda? Wilguniu, a pokaż pani jak się kłaniasz, tak wiesz, jak księżniczka!
Dziewuszka wykonała stosowną figurę, babcia wręcz kwiczała.
 - A pani podopieczny to taki blady troszkę, zdrowy jest na pewno?
 - Zdrowy, nie opalił się jeszcze po prostu.
 - Tak trochę anemicznie wygląda, może mało je?
Młody opychał się wszystkim jak sołtys więc odpowiedziałam, że skądże, apetyt jak u Kokosza tylko biega ciągle to i spala. Babcia nie była zachwycona i szukała dalej:
 - A ta blizna na nóżce to po czym? Zemdlał może? (nie, nie żartuję, zapytała o to)
 - Nie, nigdy nie zemdlał, to bardzo silne dziecko.
 - Nie wygląda...Od urodzenia tak ma? Bo może się słabszy urodził i dlatego taki chudy teraz i blady, biedaczek...
 - Chudy bo wciąż w ruchu - odparłam niezmiennie grzecznie - Znam go od urodzenia, bardzo silny i dzielny jest od małego.
 - Wilgunia trochę lepiej chyba wygląda, od urodzenia się wyróżnia wśród innych dzieci...A w skali Apgar ile chłopczyk miał?
 - 10 punktów - odparłam bo wiedziałam akurat.
 - Tylko tyle? - uniosła brew babcia - Wilgunia miała 11.
Dziękowałam bogom za to, że potrafię ukryć emocje i tylko oczy miałam nieco mokre. Koleżanka dusiła się za zameczkiem, wszystko słyszała. Nic to, znam jedyne na świecie dziecię które miało 11 punktów w skali Apgar. Brawo, Wilguniu, Chaotyczna jest dumna!

Zamiast czczych krotochwili garść życzliwych porad - nalegam abyście Państwo nie jeździli na pielgrzymki, nie dotykali nosem jeży oraz nie zostawiali twarożku bo potem jest dziwnie. O, i o zdrowy sen zadbajcie, koniecznie.
Miłego wieczoru.

PS. Myszy zdrowe, odpukać, jak małe, szare, ofutrzone rydze. Większyk bieży więcej niż kiedykolwiek i patrzy na mnie wzrokiem zakochanego szczureczka, kiedy ją pogłaskam przyspiesza, zaś Mniejszyk ma nową pasję - rzucanie się na grzbiecik, szybkie tarzanie i zjeżdżanie na pleckach w dół z górki trocin za restauracją. Czasem zjeżdża tarzając się jednocześnie, bieży do mnie i każe sobie uszki otrzepać po czym powtarza całą zabawę, kiedyś tu oszaleję.

poniedziałek, 24 czerwca 2013
"Chcę jeździć czerwonym Audi, mieć białe zęby i silikony"

To z programu o ambicjach życiowych młodej irlandzkiej koczowniczki, po ukończeniu szkoły (w wieku 16 lat) takie ma plany na przyszłość i co jej kto zrobi.

Zajentyk, co widać po braku notek, inna kwestia to to, że w upały mam w głowie mątwę a mątwa generuje brak weny i chęci na cokolwiek (poza arbuzem, skompromitowałam w ciągu 3 dni prawie całego arbuza, i kizianiem Myszy) a i tak komputer mi przez chwilę ryksztosował więc notka, która miała być dwa dni temu, jest dziś - o ile mi coś spektakularnie nie pieprznie zanim nie skończę. Sory.

Miało być o krabach - i będzie.
Oglądam od czasu do czasu ambitne i poważne dzieło amerykańskiej kinematografii z najwyższej półki, ahaha, mianowicie "Dziewczyny Playboya". Wstrząsające i pouczające zarazem. Program przybliża przejętemu widzowi tragedie ("Nie mam co na siebie włożyć!") i dramaty ("Rzucałyśmy majtki na żyrandol i teraz nie możemy ich zdjąć!") a czasem wzruszające chwile ("Zainstalowałeś nam rurę do striptizu, to takie słodkie...") z życia zwyczajnej, przeciętnej, skromnej dziewczyny zarabiającej na życie pokazywaniem publicznie gołej sempiterny oraz sypianiem z bogatym starcem, takiej, jakich wiele. Młode, ambitne panie maja okazję podzielenia się ze światem swoimi głębokimi przemyśleniami o życiu i wogle. W oglądanym odcinku panie cieszyły się życiem na plaży na jakiejś tropikalnej wyspie. Było sporo alkoholu, zapewniania się wzajemnie o głębokiej, siostrzanej miłości oraz grzebania stópkami w piaseczku.
W którymś momencie jedna z panienek wydała dziki wrzask gdyż cóż ona paczy - bardzo, ale to bardzo mały krab przebiegł przerażająco blisko jej stópki.
Odwrzeszczała swoje po czym uznała, że pewnie biedaczek głodny jest. Lekką rączką rzuciła mu kawałek chleba.
I wtedy inna panienka na zawsze zmieniła moje poglądy na zwyczaje żywieniowe bardzo małych krabów z tropikalnych wysp, stwierdziła mianowicie:
"Nie sądzę, żeby kraby lubiły chleb. Za bardzo się kruszy".
Wiedzieliście Państwo, że kraby analizują pożywienie właśnie pod tym kątem? Ja nie wiedziałam.

Drugi krab nastąpił, a raczej regularnie następuje, dzięki oglądanym z Trenerem Osobistym anglojęzycznym filmom. Mianowicie osoby źle wychowane pod wpływem negatywnych emocji rzucają w nich czasem brzydkie słowo "Crap.".
Trener Osobisty uznał, że on też tak będzie, ale ładniej gdyż jest milutki jak koteczek.
Pierwsza okazja nadarzyła się gdy Trenerowi wypadł z dłoni fistaszek którego zamierzał skompromitować.
"Krab"- powiedział Trener Osobisty i zachichotał.
Po którejś scenie w filmie padło "Oł, krab" - plus, naturalnie, chichot.
Od tamtej pory kilka razy na dobę Trener mówi "Krab.". Czasem udaje, że ma szczypczyki zamiast dłoni.
Przypuszczam, że oszaleję tu wkrótce.

Poza tym kolejna para oby się nie rozmnożyła z uwagi na nieprzeciętną głupotę której w Ameryce i tak jest sporo więc po co dokładać. Mianowicie głęboko wierzący pan poślubił takąż panią a ona ośmieliła się mieć wypadek i zaniemóc.
Pan orzekłł, że to nie tak miało być, zupełnie nie tak, i że jakby wiedział, że pani będzie zaniemożona toby się z nią nie ożenił. Pan, dodam, z gatunku bardzo nieatrakcyjnych, pani wprost przeciwnie. Następnie wyprowadził się z domu.
Każda szanująca się kobieta ucieszyłaby się w tym momencie że się takiego żałosnego guana z otoczenia pozbyła ale nie nasza bohaterka. Mianowicie wdała się z rozpaczy w romans, zaszła w ciążę po czym uznała, że to nie tak miało być, zupełnie nie tak i że ona chce swojego męża bek in da haus. Przeszkodą było dziecię a przecież nie usunie bo jest tak bardzo wierząca. Żeby nie przedłużać - durna koza oddała dziecko do adopcji żeby odzyskać idiotę, który jej nie kochał i nie szanował. Nie udało jej się na szczęście co daje nadzieję na to, że wrócił jej rozum i następnym razem zwiąże się z kimś wartościowym. Ja pierniczę, oglądałam ze szczęką na kolanach.

Z nowości to poprosiłam Trenera żeby kupił truskawki i szczypiorek a On wrócił z arbuzem (nom) i nowym telefonem.
Ekrany dotykowe to dzieło Szatana, tyle Wam powiem. Pół dnia trenowałam mizianie klawiszków, nie dostałam cholery tylko dlatego, że już tu dwie cholery mam - Myszy mają się fantastycznie, Mniejsza nauczyła się od siostry jak pieprznąć kostką mineralną w ścianę Myszarium tak, żeby przywabić czynnik ludzki. Potem się szybciutko bieży na dach Restauracji i oczekuje wzięcia na dłoń i obcałowywania uszek. Większa ma mniejsze wymagania - trzeba dać jej pestkę a kostkę poprawić żeby mogła znów nią pieprznąć i dostać kolejną pestkę, potrafi tak kilka razy pod rząd. Genialne zwierzątka.

Obrazeczki mam i inne takie - wuala - zacznę od przyznania się do poważnego schorzenia po czym płynnie przejdę do króliczka i cicika oraz bałaganu. O, i benzyna jest, bardzo droga. A to chyba już było ale nadal bardzomisię więc sobie wrzucę bo tak. Miłego dnia Państwu a jeśli zagląda tu ktoś z meteo.pl to niech będzie świadom, że pamiętam, że właśnie w tej chwili miało u mnie padać a nie pada i nie podoba mi się robienie ze mnie łosia (nic do łosi nie mam, zaznaczam, po prostu wolę pozostać sobą). Paczam ufnie prognozę, nastawiam się na deszcz i co? Krab.

poniedziałek, 10 czerwca 2013
"Jak prezentuje się Angelina Jolie po mastektomii piersi?"

Wg mnie bardzo ładnie. Swoją drogą oto, co znaczy wielki świat - u nas mastektomia dotyczy wyłącznie piersi, jesteśmy skromnym krajem, ale za granicą są najwyraźniej różne inne mastektomie. To pewnie ta, jakjejtam, magia Holyłudu.

Nie było mnie bo byłam zajęta oraz niehumorna, deszcz mi tu padał w ilości takiej, że dziękuję, postoję. A potem szybciutko siądę gdyż mam trochę do napisania. Zacznę od apelu do osób wymyślających tytuły bajek dla dzieci - ogarnijcie się, no kaman, to musi wyglądać dobrze nie tylko na papierze bo jeśli nie to czasem dochodzi do scen drastycznych. Mało sie na śmierć nie zaturlałam kiedy ostatnio będąc u Kiki usłyszałam, że o, właśnie leci w TV bajka o tytule "Kot kapusia". Poważnie. "Kot kapusia", wszyscy słyszeli.
Zanim Kika, słaniając się nieco, wyjaśniła, że to trochę nie tak, byłam już cała spłakana. Kot kapusia, ja pierniczę.

Ponadto trwa moda na pokazywanie ludziom swojej gołej sempiterny w ramach protestu, tym razem na większą skalę i w Meksyku. Może mi ktoś wyjaśnić, dziękuję uprzejmie, na jakiej zasadzie to ma zadziałać? "Nie podoba mi się cośtam więc w ramach protestu pomacham wam przed nosem swoim bladym frankfurterkiem"? Nie da się tych protestów zorganizować tak, żeby się dokumentnie nie ośmieszyć? Trochę to żenujące, patrząc na grupę gołych ludzi myślę o tym, że jaki protestujący taka waga problemu, skoro oni sami ośmieszają problem to nie ma sensu się nim zajmować, jakoś nie potrafię z szacunkiem podejść do idei bronionej gołym odwłokiem.

Myszy w formie doskonałej, Mikromysz już zupełnie zdrowa. Hiperzdrowa, prawdę mówiąc, chyba ją poniosło w drugą stronę bo ma tyle energii, że nie nadążamy, bieży dwa razy szybciej, niż przed chorobą, opycha się, mikczy z godnością (pod schodkami, najwyraźniej uznała, że potrzebuję wyzwań i mycie tuneli jest zbyt proste) i jest przemiłym, radosnym puchaczykiem. Makromysz niezmiennie wygląda jak bardzo miły szczureczek w trwałym szoku, siedzi i pacza zdumiona a potem idzie bieżyć. I bieży. Jak tylko ustanie całe to paskudztwo zaokienne jedziemy zaprezentować Większą w lecznicy. Mam nadzieję, że mają wagę o odpowiedniej skali.

Oficjalnie przestałam oglądać Grę o Tron gdyż rozsądnie wyszukałam sobie spojlery a część mi spontanicznie podrzucono (Karolina, Bartosz - myślę o Was cieplutko a Trener Was dorwie) - nie podoba mi się hurtowe wyrzynanie sympatycznych osób, co poradzę - ale nieoficjalnie zerkałam wczoraj gdyż Trener Osobisty oglądał serial na swoim monitorze a to z pół metra od mojego więc nie dało się nie zerknąć. Jestem oburzona, jakiś pan o nieprzyjemnym wyrazie twarzy sugerował Danaerys iż w przeszłości łączyło ich pożycie intymne, co za prostak. Ucieszyłam się, kiedy mu kumpel głowę uciał bo naprawdę, jak tak można. Danaerys też się ucieszyła i pokazała się panu ucinaczowi nago, co go nie zmartwiło, a przecież przeciwko niczemu wtedy nie prostestowała. Może gdyby w Meksyku serial kręcili no ale nie, tak zwyczajnie, bez protestów się pokazała a potem ubrała. Lubimy Danaerys. Niezmiennie nie lubimy Joffreya i nie rozumiem czemu mu nikt nie spuścił na łeb jakiejś maczugialbo sporego budynku. I ten gruby taki co uratował dziewczynę z dziecięciem nadal żyje choć musiał zabić wroga i w ogóle. (Btw - zastanawiają się, jakie imie dzieciowi dać - byle nie Nejdżel, Nejdżela jak również Vaneskę, Dejzi i Dżesikę zaklepało całkiem sporo polskich matek, po cóż się powtarzać.)
W sumie to nieoglądanie i tak nic mi nie daje gdyż Trener co chwilę przerywa projekcję i bieży do mnie żeby mi opowiedzieć, co się stało. To może znów czasem jakiś odcinek obejrzę.

Obrazeczki dziś jakies takie nijakie ale wrzucę, co mam, zwłaszcza, że do poprzedniej notki nie wrzuciłam, bo zapomniałam. Dziś będzie o ptaszynie z weltszmercem, rodzicach filutkach oraz origami. O, i takie życiowe coś też pokażę. I o karierze też. Miłego wieczoru Państwu, wychodząc pamiętajcie o ciepłej odzieży (chyba, że macie jakiś protest w planach) a jeśli ktoś zobaczy Trenera Osobistego na rowerze niech mu przypomni, będę wdzięczna, że nie mam w domu ani grama arbuza a bardzo chcę mieć. Nie wziął telefonu, spryciarz.

 

PS. Nastawiłam małosolne na małosolne a one po dwóch dniach mają mętną wodę - nie wiem, co o tym sądzić. Anybody? Jeśli to przez te cholerne nawałnice to chyba się wkurzę i protestacyjnie rozbiorę. Ahaha.

PPS. W pełni zgadzam się z p. Szycem - jestem pewna, ze wszyscy zapamiętamy p. Fibaka. Nie interesuję się sportem więc nie zapamiętam go jako sportowca ale nie zapomnę na pewno.

poniedziałek, 03 czerwca 2013
"A locha!"

Tak się witają ludzie na jednej wyspie w tropikach - spory kawałek od nas, trzeba jechać za Konstancin a potem jeszcze w cholerę daleko się ma ale warto, widziałam w jednym programie. Pan turysta wysiadł z samolotu, podeszła do niego pani upośledzona odzieżowo, zarzuciła mu na szyję niewielką dżunglę, powiedziała "A locha!" i wysuszyła zęby, pan strasznie się ucieszył i poszedł opychać się owocami morza jak jakiś sołtys.
U nas mogłoby zaistnieć "A dzik!". Przetestuję, ciekawam reakcji otoczenia. Póki co Trener rzucił mi dziwne popaczanie ale nic nie powiedział co jest rozsądne jeśli chce jeszcze kiedykolwiek dostać domowy posiłek.

U Myszy bombowo, dziękuję serdecznie za pytania i pozdrowienia, Małysz jest zdrowa czemu daje wyraz bieżąc z prędkością światła i usiłując odlizać nam nosy, bardzo się przykłada, dzielny puchaczyk. Większa okrągła i wesolutka, czeka ją wizyta kontrolna u pani doktór od Myszy, podejrzewamy spore zaskoczenie gdyż o ile Małsza waży 26 gramów o tyle Większość z pewnością nie. Obstawiam jakieś kilo siedemdziesiąt ale Trener mówi, że aż tyle to raczej nie dzięki czemu Mysz bardzo go ostatnio kocha a ja jestem tylko podawaczką ziarna, taki los.

Na Fanpejczu obiecałam, że o gnu napiszę.
Otóż dana jest Afryka, kontynent ze sporą zawartością przyrody mobilnej która hasa, pacza, opycha się jak pan turysta sprzed dwóch akapitów, słowem sporo tam tego łazi i dobrze z punktu widzenia hien. Hieny nie są bowiem padlinożercami jak wieść gminna niesie, czasem są ale jednak przeważnie inhumują inne zwierzątka własnym sumptem a i tak im lwy kradną mnóstwo % tego, co takie hieny sobie upolują. Potem idzie taka hiena wkurzona i jak widzi małe lwy to jest po nich, okrutny jest świat przyrody i wzajemnie.
Przedwczoraj było o hienach - ja pierniczę, ile one jedzą, od razu pomyślałam, że Mysz Większa ma jakiś hieni gen tyle, że jest prześliczna a hiena niezazbytnio. I o gnu też było, jednym, ale krótkim. Mianowicie pisałam już kiedyś że gnu są głupie - otóż mam dobrą wiadomość dla gatunku bo przedwczoraj IQ gatunku znacząco się podniosło. Było sobie bowiem nieduże gnu które się chyba szaleju najadło bo hasało bardzo prowokująco w stadzie niby to bezpiecznym. Nawet ja to "niby to" zauważyłam zanim mi pani Krystyna Czubówna powiedziała że o, tu, widzu, pacz, pacz jak się stado hien niby to przypadkiem rozproszyło wokół stada gnu. Cielę, durne bardzo, zignorowało jedną hienę, drugą, trzeciej w ogóle nie zauważyło bo wykonywało właśnie szalenie wytworny piruet a potem hiena skoczyła i je upolowała.
Mniej więcej w tym samym czasie gnu przestało hasać.
(Nie obiecywałam, że bajka będzie miła i długa, sprawdziłam.)

Wiedzieliście, że te takie gąbeczkowe układanki kolorowe, co się je otroczkom kupuje żeby nimi igrały i sobie układały na podłodze różne wzorki bywają strasznie śliskie jeśli leżą na czymś nieco wilgotnym, co Kika miała pościerać ale akurat była zajęta? Ja nie wiedziałam aż do wczoraj, usiłowałam przemieścić się po napój halsując z pętelkami między torem kolejki a takim głośnym budzikiem, pomyślałam że a co mi tam, przejdę po gąbeczkach, wyglądają na stabilnie.
Dawno się tak zdrowo nie wypieprzyłam na tę tam...nooo...warstwę amortyzującą.
W związku z powyższym dzisiejsza wyprawa do lekarza i po zakupy przebiegała przy akompaniamencie wygłaszanych półgłosem słów takich, co to ich nie zacytuję bo nie wypada. Z aktywności fizycznej zostało mi w tej chwili stacjonarne wkurzanie się oraz pisanie, co niniejszym czynię. Na pociechę nabyłam sobie mrożone ośmiornice, ot, tak jakoś. Kaczek nie było niestety.
Obrazeczki nastąpią później, ten fragment internetu, co ma obrazeczki w środku, trochę dziś ryksztosuje a mnie wygodniej być obolałą na Sufce, toteż udam się tam bezzwłocznie tylko najpierw Myszy kiźnę, strasznie szaleją.
Miłego wieczoru Państwu, ścierajcie podłogi bo jak nie to potem się ludzie wywracają a nie wypada mi tak kląć nawet pod nosę.

PS. Wyszukano blogasek wrzucając w szukajkę "oral sex", "antylopy gnu" oraz "alpak", bardzo rozsądnie, zwłaszcza to ostatnie, z teoriami wybitnymi, rozgośćcie się Państwo, to przyrodniczy blog i może się przydać.

PPS. Gupie są gąbeczki.

czwartek, 23 maja 2013
Kluski szare

mają się nyeco lepiej. Mniejsza kota dostała, opycha się jak jakiś sołtys, załatwia mysie sprawy z prędkością światła, mikczenie nie jest jeszcze idealne ale, odpukać, zanosi się na to, że będzie dobrze. Kciuków Wam jeszcze nie oddam, mam nadzieję, że jakoś sobie bez nich radzicie.
Btw - antybiotyk w ilości 1/60 małej tabletki podaje się Myszy wraz z dzieckowym produktem typu Gerberek.
Tabletkę, pokruszoną, dzielił Trener Osobisty za pomocą żyletki. Trener nie jest fanę dzielenia tabletek ale Mysz nie jest fanę zastrzyków więc wybraliśmy mniejsze zło tj. lekko zirytowanego Trenera plus zadowoloną Mysz.
Mysz Większa niezmiennie bieży jak puchata szara świneczka. Jej kołowrotek nieco piszczy (nie sam, Mysz musi wziąć udział w tym przedsięwzięciu) więc kilka dni temu Trener znalazł niechcący sposobność aby ponownie Mysz Urazić. Słysząc piskający kołowrotek i obserwując bieżącą świneczkę Mysz zauważył mianowicie:
 - Trochę skrzypi. Cóż za stara Mysz.
Mysz nie traciła czasu i poczuła Urazę natychmiast, cóż za pracowity Tchórzyk.

Ponieważ moje podejście do Myszy z logiką ma niewiele wspólnego mysie choroby wyglądają tak że Myszy chorują i zdrowieją a w międzyczasie ja się zamartwiam i nie śpię, tak na wszelki wypadek, oraz zawracam Myszom głowę co godzinę sprawdzając (często czając się z latarką kieszonkową żeby futrzynki nie obudzić) czy zjadły, oddech spokojny, uszka nastroszone itp. Myszy znoszą to z godnością i uspokajająco liżą mnie po nosie (albo obrażają się co jakiś czas, jak Większa, jest to u Większej stan normalny, więc uspokajający). Moja aktywność na blogach jest aktualnie przyzerowa, będę miała sporo do nadrobienia - w kwestii komentarzy, bo czytam więc nie umknęło mi że Berberys napisała o sołtysie i szparagach a Marga widziała koteczka. Paczę Was pilnie, nie myślcie sobie, ale niczego sensownego chwilowo nie napiszę gdyż mam w głowie wielką mątwę. Dziękuję za pacanie mnie łapkami, smsy, telefony i maile oraz wyrywające z kapci obrazeczki, jesteście orzeszki.
O, obrazeczkami mogę się trochę zrewanżować - wyszukałam dla Państwa czystą, skoncentrowaną grozę, przydasia na szopingi oraz jeszcze trochę grozy. I jeszcze troszeńkę. I królik dla odprężenia po całej tej grozie.
Miłego wieczoru Państwu, idę oglądać mysie uszka, do zobaczenia wkrótce.

PS. W PulsVecie są nie tylko przemiłe, genialne Panie Doktor zachwycone Mniejszykiem z wzajemnością, jest także do przygarnięcia maleńka freteczka (nazywamy ją Gustawem, ja i Trener, bo tak, teoretycznie są dwie ale chwilowo tylko jedna czyni zaszczyt zwiedzającym) oraz przepiękny królik o imieniu Łatek wyglądający jakby zamiast uszek miał śmigło, baaaardzo dorodny i puszysty, specjalizuje się w marszczeniu noska. Piszę bo może ktoś z Państwa się zainteresuje, puszki są śliczne, oswojone, grzeczne, zdrowe i generalnie w pierwszym gatunku, mam nadzieję, że nie będą szukały domu długo, zasługują na najlepszy. *

* oczywiście, że chcę je wziąć ale nie mogę (3 dni negocjacji i nic), chcę wszystko puszyste poza ćmami i kurzem. I motyli się boję ale to logiczne, tłumaczyłam kiedyś. I woła piżmowego też bym tu raczej nie upchnęła. Czyli prawie wszystko puszyste chcę. Przede wszystkim chcę jednakowoż obecne dwie Myszy w wersji zdrowej i ponastraszanej, Wasze kciuczki jeszcze mi się przydadzą, z góry dziękuję.

niedziela, 19 maja 2013
Mysz Mniejsza mi trochę choruje

więc mnie chwilowo nie ma, bardzo proszę o kciuki, Mikromysz przestała jeść i mikczyć, właśnie wróciliśmy z kroplówki, jutro okaże się czy to tylko małe odwodnienie z powodu upałów i mysiej niechęci do konsumpcji czy coś poważniejszego. Oczywiście do jutra najpewniej zdążę tu ze stresu oszaleć. Proszę o pozytywne myśli pod adresem mojego puchaczyka, to niesamowita, prześliczna i bardzo miła Mysz.

 

PS. Przed chwilą rozczochrana Mysz obudziła się i ponastraszała z godnością, została wzięta na kołdrę celem pokiziania i obejrzenia. Podreptała w stronę Trenera Osobistego, popaczała go z miłością, przytuliła się do Jego dłoni i spektakularnie się zlała, pardąsik ale inaczej się tego określić nie da. Po czym poszła spać.
Uff.
Ale dopiero jak coś zje będę spokojniejsza, na razie przesyłam ukłony Mysim nereczkom, brawo, nereczki, pracujcie dalej.
:-)