Tagi
squirk77@gmail.com
RSS
wtorek, 18 grudnia 2012
"Znajomi sądzili, że maluję jaja na zielono, bo jestem lekarzem"

poinformował nas ukraiński chirurg plastyczny i hodowca strusi emu w jednej osobie w oglądanym ostatnio programie "Życie w przepychu", odc.8. Trochę niefortunne zdanie panu tłumaczu wyszło i jestem za tym, żeby do każdego tłumacza z urzędu przydzielać Czynnik Mitygujący, takiego ktosia, kto przed puszczeniem programu wszystko obejrzy po czym źdurnie tłumacza w ramię i szepnie "Tutaj, Zenuś, popraw, to z malowaniem jaj nie brzmi dobrze, jeszcze się ktoś ze śmiechu zmikczy...".
W każdym razie pan chirurg twierdzi, że nie maluje jaj na zielono i ja mu wierzę bo emu samoczynnie i spontanicznie wypuszczają z siebie produkt o barwie zielonej. Program serdecznie polecam, jest o ukraińskich milionerach i ich fanaberiach, najpewniej jeszcze do niego wrócę.

Miałam ambitny masterplan odpocząć i się wyspać ale mam, jak zapewne Państwo pamiętacie, dwie maleńkie, puszyściutkie Myszeczki, mianowicie Większą oraz Demona Chaosu i Zniszczenia. Są bardzo aktywne. Bardzo. Bardzobardzobardzo. Śliczne, wesołe zwierzątka z zaawansowanym ADHD i wbudowanym czujnikiem mojego snu. Większa nauczyła się nie dostawać ataku histerii kiedy bierze się ją na dłoń, Mniejsza sporo czasu poświęca oblizywaniu mojej dłoni, siada wygodnie, odchyla uszka, przymyka ślepka i zmienia się w żywego lizaczka. Oszaleję tu niewątpliwie.
Trener Osobisty nie poprawia mojej sytuacji psychicznej gdyż puszcza mi filmy na których bardzo dużo się dzieje i Nie Ogarniam. Zaczęliśmy oglądać wczoraj taki, w którym panu się wydaje, że trochę nie jest sobą, śni mu się Jessica Biel, spotyka panią z potrójnym biustem (czyli GMO dotarła tam już) a potem wraca do domu i jest jak w każdej normalnej rodzinie, żona próbuje go zabić, takie tam.

Notoryczne niewyspanie daje zaskakujące efekty, stworzyłam bowiem dwie fascynujące teorie, bardzom dumna.
W kwestii pierwszej - na FB istnieje taka oto grupa.
Na potrzeby teorii przyjęłam, że królik udający chleb przejmuje niektóre jego właściwości. Czyli tak, jak kromka chleba z masłem spada zawsze na dywan posmarowaną stroną tak królik posmarowany masłem spadłby na dywan posmarowaną stroną.
Czyli, NA LOGIKĘ, królik niczym nie posmarowany upuszczony z dowolnej wysokości MUSI pozostać w powietrzu, bo nie mając strony posmarowanej nie ma przecież na co spaść.
W prosty sposób stworzyłam następnie Perpetuuptuś Mobile gdyż, aby króliczku w powietrzu nie było zbyt gorąco, opracowałam na szybko system chłodzący futerko podczas upałów - wystarczy bardzo szybko smarować królika masłem i równie szybko to masło zlizywać, w ten sposób królik będzie wznosił się i opadał (może także generować prąd wystarczający np. do oświetlenia klateczki). Rozważamy z Dodgers zatrudnienie osoby, która lubi szybko smarować króliki masłem na pół etatu oraz alpaki jako czynnika zlizującego bo wtedy Dodgers zrobi z niej berecik a alpaka nawet nie zauważy bo będzie dostawała skrzyp żeby jej szybko futerko odrastało.
Nie wahajcie się Państwo aplikować, gwarantujemy pracę w dynamicznym, rozwijającym się zespole oraz tyle masła, ile zdołacie podebrać alpace.

Druga teoria dotyczy tego, że zdarza mi się co jakiś czas coś zgubić, tak? A to zamrożoną polędwicę, a to paczkę ryżu, obieraczkę czy, jak dwa dni temu, listę zakupów na 2 minuty przed pojechaniem do sklepu.
Otóż wreszcie mam teorię, która wyjaśnia, czemu te rzeczy giną.
Zapewne znacie Państwo bajki o uczynnych strzatach, takich, które w zamian za racje żywnościowe albo małe kubraczki wykonują usługi na rzecz gospodarza - a to buty uszyją, a to posprzątają, generalnie coś za coś, namachają się ale dostaja za to różności.
No to u mnie jest dokładnie tak samo z tym, ze skrzaty pomijają jakoś tę część z wykonaniem usługi dla gospodarza. Wpadają, biorą towar i wziu.
No trudno, przynajmniej mam wyjaśnienie.

Nawiasem mowiąc zgadnijcie Państwo który z mocno aromatycznych produktów zakupionych ostatnio rozdyźdał się w torbie i uperfumował całą resztę zakupów.
Od razu powiem, że wygrywa ten, kto typował "paczuszkękuźwaśledzików".
Nie zna życia kto nie mył kefirów i masła a o tym, jaki zapach mają moje bezzapachowe podgrzewacze do kominka w ogóle nie będziemy wspominać.

Z rzeczy bardzo poprawiających nastrój - dostałam wczoraj od Szyszki i Misiomieja kartkę świąteczną i zaprezentuję ją Państwu w następnej notce, bo ta już jest za długa i kto będzie tyle czytał. Uprzedzam o tej kartce żebyście odpowiednio wcześniej odstawili napoje i czypsy żeby się nie zakrztusić. Będzie też piosenka świąteczna.

Póki co nawrzucam, co mam - dziś popaczacie Państwo jak się rozmnażają króliki, jak groźne bywają łosie oraz o, jaki sprytny cicik. A takie coś podesłał Brezly - może ktoś szuka pomysłu na prezent pod choinkę, nie ma za co. Miłego dnia Państwu, kaczkę sobie kupcie, są w Biedronce po taniości, mandarynki też a przypominam, ze mandarynki w grudniu są obowiązkowe, proszę się nie migać.

piątek, 14 grudnia 2012
"Mój chłopak źle mnie traktuje, co o tym sądzicie, piszcie!"

Nie wiem, no nie wiem, ja sądze, że to bardzo źle i że nie powinien.
Chwilowo nie piszę wiele i proszę nie wyciągać z tego żadnych mrocznych wniosków, mam mały urlop blogowy, to mój pierwszy więc uznałam, że mogę.

Wykwiczę się naprędce łańcuszkowo, bo obiecałam AnnieMarii, i wracam kłuć sobie paluszki drutami srebrnymi o rozmaitych fi.

1. Żyjesz raczej rano, czy wieczorem?
Zdecydowanie wieczorem/w nocy, lepiej mi się wtedy myśli i pisze, jest cisza (względna, bo mam Myszy, ale zdrowe szalejące Myszy to balsam na uszy), nikt nie zawraca mi niech będzie, że głowy. Poranek to stanowczo nie moja pora, snuję się wtedy w trybie slow motion w piżamie i z oczami na pół twarzy, nie ma sensu spodziewać się po mnie rano czegokolwiek poza ponurym popaczaniem.

2. Gdy potrzebujesz ,,dopalacza" czy ,,poprawiacza nastroju" sięgasz po...
Miętę & Mysz, wielki kubek świeżo zaparzonej mięty i łażący po mnie maleńki gryzonek skutecznie odganiają niemal wszelkie zło tego świata.

3. Podróż w nieznane, czy planowana z przewodnikiem - książkami - atlasami w ręku?
Mogę w ciemno jechać w podróż-niespodziankę zaplanowaną przez Trenera Osobistego bo jest on Wielkim Organizatorem, zna na pamięć mnóstwo tras, lokalizacji, map i wszystkiego, ja mam tylko obnarzekać poranek wyjazdowy (strasznie kwiczę i marudzę przed każdym wyjazdem, w samochodzie od razu mi mija) a potem cieszyć się i dobrze się bawić. Inne wyjazdy starannie planujemy.

4. Potrawa (albo napój) który przyrządzasz najlepiej.
Nie potrafię wymienić, gotuję bardzo dużo i jestem w tym dobra, nie pamiętam porażki kulinarnej, podchodzę do gotowania z pasją i na luzie więc jakoś wszystko mi się udaje. Trener śmieje się, że rewelacyjnie wychodzą mi rzeczy, których nawet nie tknę, np. ciasta i ciasteczka, piekę sporo słodkości i chlebów dla znajomych.

5. Niezapowiedziani goście mile widziani, czy raczej  "mój dom to moja twierdza"?
Zdecydowanie to drugie. Mieszkam tu, słowa znaczą. Kiedy jestem zajęta nikt (poza najbliższymi, oczywiście) i nic nie jest ważniejsze. Jeśli ktoś nie uprzedzi o wizycie a ja będę akurat zajęta to raczej nie przerwę tego, co robię. Niezapowiedziani goście nie wchodzą w grę.

6. Miłe wspomnienie z dzieciństwa.
Brak. Bez dramatyzmu, po prostu nie mam takich.

7. Jedno miejsce, w którym czujesz się jak w domu.
Obecne mieszkanie, wreszcie nasze własne, i mój kącik na Sufce, z poduchami i kocem.

8. Ty i muzyka. Jaką muzykę byś poleciła innym, czego koniecznie powinni posłuchać? I czy śpiewasz? Grasz na jakimś instrumencie?
Nie gram, nie śpiewam. Słucham rozmaitości, od muzyki filmowej Zimmerna przez Einaudiego po 30 seconds to Mars i Placebo. Łatwiej mi napisać, czego nie słucham - kompletne nieporozumienie to rap, hip-hop i wszystko, co pozwala wykonawcy uniknąć posądzenia o to, że potrafi śpiewać i ma słuch.

9. Zwierzęta. Miałaś albo masz?
Jesteśmy z Trenerem solidnie omyszeni, Mysz w domu być musi. Aktualnie są dwie, bardzo wesołe, puszyściutkie, energiczne i piękne. Dbają z zaangażowaniem o to, żebym się przypadkiem nie wyspała. Kiedyś będę miała kota, najchętniej norweskiego leśnego albo innego wielkiego puchacza. I goldena, golden musi kiedyś w domu być.

10. Twoja półka z przyprawami.
...to raczej dwie szuflady, karton i wielka micha z przyprawami. Jestem chiliheadem ale bez skłonności samobójczych, mam kilkanaście gatunków papryk ostrych i bardzo bardzo ostrych, w tym własną mieszankę zdominowaną przez habanero.Poza tym rzucam się jak kot na kłębek na wszelkie egzotyczności, stąd w zapasach sumak, asafetyda, chana masala i inne różności. Przypraw podstawowych mam zawsze spory zapas, do mielenia i robienia mieszanek używam kamiennego moździerza.

11. Piszesz blog, bo...
Bo dla Was chce się pisać, jesteście sympatyczni, inspirujący i zabawni (i orzeszki, oczywiście), trafiłam na najoptymalniejszy zestaw blogerów do czytania i pisania dla, jakiego mogłam sobie życzyć. Chwilowo mam co robić poza blogiem ale długo bez Was nie wytrzymam, cbdo.

Do zabawy zapraszam Dodgers, Karolinę, ZdrowiejZenka, Sakurako, Zulkę i, co za odważny krok, Michała - ha, zapomnijcie o spokojnym, leniwym weekendzie. Pisać, nie mitrężyć, obserwuję Was.

Miłego dnia Państwu, w następnej notce zaprezentuję dwie genialne, rewolucyjne teorie w tym jedną z królikiem a w drugiej będą skrzaty, liczę na Wasze poważne podejście do tematu. Póki co obrazeczki i gify - tego nie róbcie, to możecie jeśli jesteście królikiem (albo orzeszki), tego możecie próbować ale i tak się nie zmieścicie a to może Wam się udać jeśli znacie aktualnie modne teledyski. Piątek się załadował, nie zmarnujcie go.

PS. Coś mi się z czcionką zrobiło ale Wielki Niechciej nie pozwala mi tego sprawdzić, więc chwilowo zostaje, jak jest, a ja idę ---------> tam, zrobię kolczyki, zgubię coś może, taki zwyczajny dzień.

PPS. Właśnie słucham, bardzo polecam.

poniedziałek, 10 grudnia 2012
"Dobra poleczka z Opoczna, bo skoczna".

Tytuł zupełnie bez związku z notką ale co mi kto zrobi.

Zacznę od tego, że Toroj wystawiła swoje prace i kto nie kupi ten nie będzie miał, a warto. Od razu obkwiczałam Mikołaja Osobistego że nie mam kolczyczków i niech coś z tym zrobi NATENTYCHMIAST. I zrobił.

Ponadto nie wyspałam się gdyż Trener powiększył Myszom Myszaria o dodatkowe kostki i tunele i Myszęta szalały na Jego cześć do wczesnych godzin porannych a Jej Mysokość Większa od razu demonstracyjnie się do swojej kostki przeprowadziła czyniąc z niej swoją trzecią Sypialnię. Mniejszykowi posprzątano i zwierzątko doznało Destroszu gdyż zniknięto mu hałdę ziarna (o rozmiarach uwiecznionych na zdjęciu, które postaram się jeszcze dziś narzucić światłu dziennemu), w końcu bardzo podstepnie umieściło nowe ziarno w kostce tak, że Prawie Nie Widać. Bardzo z siebie dumna Myszeczka miotała się póki jej sił starczyło.

Obejrzałam pierwszego "Bonda" czyli "Dr. No" (dla mnie "Dr. Noł noł noł") i mam pełniutki zestaw mieszanych uczuć. Z jednej strony wiem, tak tak, to było 50 lat temu kręcone, klasyka kina i w ogóle. Z drugiej - ja pierniczę, czy był wtedy jakiś zakaz gry aktorskiej? Wszystko było tak sztuczne że oczy bolały paczać, sceny walk Bonda z przeciwnikami (uprzejmie pląsającymi wokół niego w oczekiwaniu, aż załatwi poprzednich i przyjdzie kolej na nich) prześliczne, ostatnim razem, kiedy ja się tak biłam, to wrogowi mazaki z tornistra wypadły, ale wszystko bije na głowę profesjonalna gra oka poza tym nie męczącej Ursuli Andress. W którymś momencie nie wytrzymałam i zakwiliłam do Trenera:
 - Jedźmyż, najmilszy, do lasu, wyszukam tam dorodne bierwiono, namaluję mu oczka i usteczka i jestem pewna, że nie zauważysz różnicy w grze pani Andress i tego oto bierwiona.
Niemniej całość bardzomisię, wysoko cenię filmy z wrogami tak uprzejmymi, że zostawiają w celach wejścia do szerokich, wygodnych tuneli osłonięte tylko kratami wykonanymi z, jak oceniam, masła.
Przynajmniej tłumaczenie było wierne za co dzięki stosownym bogom, ostatnio mam bowiem szczęście do tłumaczeń mało profesjonalnych a i tak powinnam się pewnie cieszyć że nie dostaję wersji dosłownych typu:
 - Jestem w miłości z nią...
 - Jesteś orzeszki!*
Tak czy siak film mi się spodobał i będę oglądała serię.
"Doktora Who" także oglądamy, aktualnie mam małą przerwę, muszę bowiem dojść do siebie po obejrzeniu inwazji na Londyn istot będących skrzyżowaniem E.T po botoksie z wietnamską świnią zwisłobrzuchą i mających poważne problemy gastryczne.
No ale dość o mnie, ludzie mają większe problemy.
Na pociechę mamy zwierzątko, dużo zwierzątek i o obrazkach ze zwierzątkami. I małego pacacza mamy też.
Miłego dnia Państwu, pamiętajcie, że kolejny piątek już się ładuje.

 

 * -I`m in love with her...
   -You`re nuts!

Tagi: DrNo myszy
12:11, squirk
Link Komentarze (414) »
piątek, 07 grudnia 2012
Noł noł noł noł noł noł noł noł noł noł noł.

Wstaję rano (bardzo rano, bardzo bardzo - Jej Mysokość Mniejsza o 7.05 uznała, że wystarczy już tego mojego snu, mysi wafelek sam się nie poda) i co ja paczę, biało wszędzie. Nie podoba mi się i nie zgadzam się, proszę sobie nie robić żartów i zabrać to białe paskudztwo gdzieś daleko, już już, nie mitrężyć.
Miałam wrzucić, jak rok temu o tej samej, fatalnej porze, okolicznościowy obrazek ale nie wypada, więc zamiast tego króliczek.
Rozważałam wyjście do sklepu ale w związku z okolicznościami przyrody za firewallem następne opuszczenie hacjendy przewiduję mniej więcej w marcu.
Noo, w niedzielę po kaczkę podjadę, w Kauflandzie rzucili kaczki po taniości, ale potem już nigdzie.
Chyba, że po dynie, nie mam już ani jednej Hokkaido. Są wprawdzie inne ale wiadomo, że jak nie ma Hokkaido to oficjalnie nie ma żadnej.

Z nowości to zgubiłam tasak. Śmiejcie się, śmiejcie ale sprawa jest poważna, to mój ukochany tasak bojowy oraz do żeberek, miałam go forever od zawsze a teraz paczę, że nic nie paczę, w przegródce na tasak leży nic.
Znalazłam za to hiszpański wachlarz ale w sytuacji, kiedy mam pokroić pół kg żeberek wachlarz przyda mi się jak przysłowiowej kurwie przysłowiowe trojaczki. Wachlarzem, mam wrażenie, nie wpłynę znacząco na strukturalną integralność żeberek.
Zadzwoniłam do Trenera Osobistego z pytaniem, gdzież, ach gdzie jest mój osobisty, ukochany tasak. Trener zachichotał bardzo moim zdaniem jadowicie i zasugerował, żebym sprawdziła w łazience.
Mam wrażenie, że nie jestem tu traktowana z należytą powagą.
W dodatku Mniejsza bieży, środek dnia, a ona bieży. Poprzestawiało się zwierząteczku.

Z rozpędu zajrzałam na główną ale zatrudnieni dla żartu gimnazjaliści urośli w siłę i trafiłam na takie coś (ktoś wie, o co chodzi w tym "artykule"? "najsłodsza rozmowa"? WTF?) oraz na deser, takie. Fantastyczne tematy na główną stronę poważnego portalu.

Obrazeczki dziś jakieś takie, no nie wiem, w ogóle się ludzie nie starają - nie dość, że trzeba się przedzierać przez zastępy gołych pań prezentujących przed lustrem usta robocze i silikon to jeszcze, jak już się człowiek dokopie, dostaje fotorelację z kradzieży. Na szczęście jest też hipster oraz uprzejmy cicik. Oraz zegarek, co go chcę i nie żartuję.

PS. Tasak był w łazience. Pozwolicie Państwo, że udam się na wewnętrzną emigrację, zrobię sobie kilka dni wolnego czy coś. Nóż w lodówce - ok, jeszcze ujdzie. Notoryczne wyrzucanie obieraczki - do przełknięcia, czasem się spieszę i jestem roztargniona. Ale tasak w łazience? Noł noł noł noł noł.

środa, 05 grudnia 2012
"Do jakiego wieku rośnie męski penis?"

Ja pierniczę.
Czyli są też damskie, tak?
Do zajrzenia Googlu w brzuszek zainspirował mnie Valdemort (pozdrawiam) oraz autorka notki o prawidłowym dobieraniu biustonoszy damskich, na którą się przypadkiem natknęłam (na notkę, nie autorkę, nie wizytowałam gimnazjum).
Damskich.
Nie wyobrażam sobie nawet, jak urażeni tą bieliźnianą dyskryminacją muszą być zaglądający tu panowie.
Nie wiem, jak Was pocieszyć, wygląda na to, że nawet frankfurterków nie macie już na wyłączność, a teraz jeszcze ten spędzający sen z powiek brak poradnika odnośnie biustonoszy męskich...To po prostu nie jest Wasz dzień chyba.
Nie, na pewno nie jest.
Sory.

Z rzeczy bardzo pozytywnych - Czarownica Dodgers zainwestowała w maleńki odpowiednik czarnego kota (czytelnicy twierdzą, że w notce są także zdjęcia jakichś włóczek, phi, mój manipulator stołokulotoczny od razu zjeżdża na zawartość puszystą) a Karolina sami zobaczcie, co pięknego zrobiła i bardzo proszę o kciuki, żeby jej się dobrze kontynuowało.

Pacacie mnie Państwo łapkami z pytaniem o to, gdzie jest nowa notka. Otóż pojęcia nie mam, tu jej nie było i nie wiem, kiedy będzie, bo trochę sprzątam. Bez obaw, nic mi nie jest, nie przemęczam się a i tak zaraz mi przejdzie niemniej sprzatam oraz szyję mysz dla zaprzyjaźnionego kota. Poza tym nie dzieje się nic wstrząsającego, cisza i spokój. Sprzątam, jest zimno, Myszy....
No tak, mam Myszy przecież, nie wiem, skąd mi się wzięło to "cisza i spokój", doprawdy.
Wczoraj świtem bardzo bladym obudziły mnie odgłosy sugerujące, że nieduży T-rex usiłuje wgryźć się w ścianę bloku. Nie będzie mi nikt snu przerywał więc wstałam, słusznie rozumując, że z T-rexem jak z lwem, trzepnie się w nos zwinięta gazetą to sobie pójdzie (nie odda mi przecież bo popaczcie, jakie toto ma małe łapeczki, ahahaha, zresztą już o t-rexach pisałam, romantyczne i prorodzinne zwierzątka), omawiałyśmy to z gangiem na okoliczność wypadu do Afryki i wszystko jasne. Nie odnotowałam w pobliżu obecności gazety więc postanowiłam zrobić tymczasowe rozpoznanie.
W Myszarium gryzonek znany jako Mniejszość usiłował pracowicie przegryźć i przedrapkać się przez podłogę klatki.
 - "Witamysz" - rzuciłam tonem sugerującym, że co najmniej jedna z nas ma dość wysłuchiwania odgłosów piły tarczowej połączonej z gryzarką i rozdrabniarką o 6 rano w Polsce.
 "  " - odpowiedziała machinalnie Mysz nie przerywając działalności.
Na szczęście dysponuję bronią biologiczną w postaci brokuła. Kawałek brokuła jest w stanie przekonać Mysz do zaprzestania wszystkiego poza...hm, poza jedzeniem sera, ser to też broń biologiczna. Niemniej ser był aktualnie poza mysim zasięgiem więc udało mi sie wywabić rozczochraną, szczęśliwą Mysz i nafutrować ją zieleniną. Myszątko grzecznie się opychało, cisza i spokój....
...i wtedy wstała Większość.
I zaczęła bieżyć.
Mniej więcej w tym właśnie czasie stało się jasne, że się raczej nie wyśpię.

Wracając do aury - zimno jest, jak jest zima to musi być zimno i przypomniałam sobie ostatnio, że och, jejku, zbliżają się wszak wielkimi krokami okoliczności świąteczno-gwiazdkowe. Niezazbytnio mnie to rusza ale co roku pilnie paczam czy może tym razem uda się zsynchronizować miganie lampeczek na dwóch stojących pośrodku osiedla drzewkach, jak dotąd drzewka nie bez powodu nazywałam palpitacyjnymi.
Ponadto sąsiedztwo najpewniej znów wywiesi postać nazywaną przeze mnie Suicide Santa.
Poważnie, w założeniu to miał być najpewniej Mikołaj wspinający się rączo jak małpeczka do okna. Niestety kompozycja nie została chyba starannie przemyślana gdyż postać wygląda raczej jak pan, który horyzontalnie wizytował panią pod nieobecność jej małżonka gdy wtem nastąpiła nagła powyższego obecność i pan musiał salwować się ucieczką ale stopa mu się omskła i tak zawisł.
Na zawsze.
Swoją drogą ależ sobie despekt zrobiłam, od dziś będę odruchowo postrzegała przyokiennych Mikołajów jako niefortunnych ryćkersów, hoł hoł, hoł.

Obrazeczki w dniu dzisiejszym mają na celu przybliżenie Państwu pieknego, barwnego świata przyrody mobilnej, jest na przykład ssaczek morski sporadycznie w emocjach negatywnych, ptaszyna dbająca o to, by nie pozostawiać wątpliwości co do tego, czym się aktualnie zajmuje, liski bardzo ponastraszane na uszach więc obstawiam, że to raczej fenki oraz cicik nie potrzebujący komentarza bo to cicik w końcu. Na wypadek, gdyby ktoś z Państwa chciał zapytać, czy może przypadkiem się wyspałam, to od razu mówię, żeby mnie nie denerwować nawet takimi pytaniami, i idę po kawę. Miłego dnia Państwu, piątek już za 2 dni, bądźcie dzielni.

niedziela, 02 grudnia 2012
"Będziemy latać w powietrzu dzięki wkładką magnetycznych, tak jak latają teraz ptaki."

Wkładki do nabycia tutaj a wczoraj nie pisałam, bo byłam chora, mam zwolnienie.

Przeuroczy dzien dziś miałam gdyż poznałam Zuzę-chan i jej świnka morskiego, bardzo mi miło podwójnie. Planowałam zaprezentować się, mimo znajdowania pod wpływem Wielkiego Zderzacza Hormonów, jak najlepiej i postanowiłam nie tylko zrobić sobie uroczą fryzurkę ale i wykonać makijaż typu Kocie Oko.
Niestety trochę mi się chyba, ahaha, ręka omskła gdyż wyszedł mi raczej makijaż w rodzaju Ten Cicik Ma Plamicę I Nie można Mu Już Pomóc a uroczą fryzurę szlag w postaci wiatru trafił tuż za progiem hacjendy. Ale i tak było miło.

Przedwczoraj za to było przezabawnie gdyż, jak to bywa podczas zakupów z Trenerem Osobistym, pojechaliśmy po mleko i nagle co ja paczę, parkujemy pod Decathlonem. Jak się okazało mój największy rywal, Rower Trenera, potrzebował pilnie czegośtam, więc Trener sobie poszedł po wyżej wymienione a ja zostałam w samochodzie i rozglądałam się. Od razu Wam powiem, że warto było.
Siedzę sobie, łypię na boczki i nagle wzrok mój padł na szyitę z familią. Szyita wprawdzie zbudowany jakoś conanowato za bardzo nie był ale i tak szedł, jakby trzymał pod pachami dwa wirtualne prosiaki. Przypominał mi takiego jednego chłopczynę z mojej rodzinnej miejscowości, syna sąsiadki, która rodziła dosłownie co chwilę i jak dla mnie spokojnie mogła nosić taką tabliczkę jak jest na autobusach czasem - ZACHODZI PRZY SKRĘCIE. Za być_może_byłym_sąsiadem drobiła małżonka (blond, oni chyba w innych nie gustują) z dziecięciem bardzo nieletnim w ramionach podczas, gdy drugie dziecię, otroczek lat ca 4, hasało sobie u jej boku. Nagle zauważył bystry otroczek idącą w głębi parkingu panią podobną do mamy i zauważył wesoło oraz na całe gardło:
 - Pacz, tata, pacz, ta pani jest taka gluba jak mama!
Mama była niezbyt gruba więc nosiciel wirtualnych prosiąt roześmiał się serdecznie i rzucił, rozbawiony:
 - Ty, synek, jak coś powiesz, kuhwa, to boki zrywać.
Ucieszyło się dziecię że tak je tatuś chwali, ale postanowiło się upewnić:
 - Kulwa?
 - Noo. - uspokoił tatuś otroczka i dodał jako, że byli już przy rodzinnym aucie - a teraz wskakuj, synek, bo jak się spóźnimy to znów będzie babcia darła mordę.
Nowe pokolenie nam rośnie, czas się pakować.

A teraz coś z zupełnie innej beczki. Czy Państwo także, czytając wierszyk o kotku, co był chory i leżał w łóżeczku, przy fragmencie "z ptaszka małego choć parę udeczek" słyszeli to jako "łódeczek" bo oczywistym było, że rysując ptaszka rysuje się najpierw taką mniej więcej łódeczkę a potem do niej dorysowuje główkę i nóżki? Bo mnie Trener trochę ospazmował kiedy się przyznałam, że w moim świecie kot jadł ptasie łódeczki. Fi dąk.
Na tej samej zasadzie w kościele śpiewało się "wzgardzony, okryty chałwą" i rozumowało "szkoda, że wzgardzony, ale miał sporo chałwy, więc nie ma takiej tragedii znowuż".
Naszła mnie myśl że być może byłam dzieckiem nieco nietypowym. Trudno, czasu nie cofnę, dobrze, że teraz jestem jak wszyscy, tj. normalna.

Szukałam obrazeczków ale nie ma, poważnie, to znaczy są, ale mało, bo dominują gołe panie i szczeniaki buldogów angielskich więc poszłam szukać gdzie indziej i mam cicika oraz trochę sportu i przepis. Miłego wieczoru Państwu, idę gotować z winem i jeśli nie zapomnę to nawet doleję go trochę do potrawy.

PS. Widzieliście, jakich miewamy agentów? Aż oczy bolą patrzeć.

PSS. Tłuścik i Puszyścik mają się doskonale, Puszyścik wczoraj po raz pierwszy się nakobrała, ledwo doszła do Spiżarni, bo jej łebek przeważał. Uwieczniłam to i zamieszczę najpewniej jutro. Tłuścik niezmiennie się tchórzy ale stanowczo coraz mniej. Prześliczne są moje Myszy.

piątek, 30 listopada 2012
To jest miejsce na nową notkę

która pojawi się najwcześniej jutro. Przyczyną jest to, że zjadłam miśki Haribo, rosół, lody a teraz chcę śledzie, frytki i nieduże prosię na grubej warstwie makararonu. I pomarańcze. I colę. I może jeszcze trochę makaronu. Mam nadzieję, że mój subtelny przekaz jest dla Państwa zrozumiały.

Oo, i coś indyjskiego chcę. I trochę czekolady, gorzkiej.

Nieco krwiożercza dziś jestem i niemal wszystko mnie irytuje (poza Myszami, Mniejsza robi się coraz bardziej puszyściutka i kulista a Większa prześlicznie pacza i polizała mnie po palcu). Walczę z narastającą sympatią do myśli o ruszeniu w miasto i wykaszaniu lokalesów za pomoca kujki do jajek.
Taki dzień, co poradzę. Do zobaczenia jutro kiedy to znów będę subtelna, wiośniana i przepełniona niechęcią do słodyczy.

PS. Wzruszyło i ujęło mnie Państwa zaangażowanie w komentowanie notki poprzedniej - nie miałam pojęcia, że jelenie cieszą się taką popularnością, to bardzo interesujące.

PPS. Ooo, wielka torba bardzo małych cukiereczków. Om nom nom nom. I czypsy o smaku wasabi, och.

środa, 28 listopada 2012
"Jeleń zaatakował dwóch mężczyzn i zabrał im papierosy"

Filuterna ta przyroda. Mam nadzieję, że jeleń pamięta, żeby odpowiednio zadbać teraz o higienę mordzika.
Swoja drogą trudno przeoczyć informację, że jeleń "wyglądał przyjaźnie" i panowie postanowili go pogłaskać. Powinien wykopać im w kosmos partie niesforne żeby się przypadkiem nie rozmnożyli. Albo z drugiej strony niech kontynuują biorąc pod uwagę to, jak przyjaźnie wygląda, dajmy na to, taki rekin czy krokodyl, wciąż uśmiechnięte są, nie wahajcie się, panowie, pogłaskać.
(O jeleniu będzie jeszcze w innej notce - Mario, nie zapomniałam i mam podlinkowany podesłany przez Ciebie artykuł, pozdrawiam serdecznie).

Wstałam, dla odmiany, o 4 rano i słowem nie pisnę, kto mnie tak urządził wykrakując mi wczesny sen, palcem nie pokażę ani nic żeby jednostce publicznie despektu nie robić ale Dodgers, musimy pogadać.

Rozważam udanie się po pomoc do terapeuty gdyż moje podejrzenia, że w końcu tu oszaleję, rosną. Wczoraj w godzinach wieczornych zastałam Trenera piastującego na dłoni niewielką, zachwyconą, całą ponastraszaną na karczku Mysz. Trener rzucił Myszy rzewne spojrzenie i zadeklamował:
 - Myszeo, Myszeo, czemuż Ty jesteś Myszeo?
Musiał, spryciarz, zapamiętać moje "Czymże jest imię? To, co zwiemy Myszą, pod inną nazwą równie by piszczało" sprzed kilku dni. Zgodzicie się Państwo, mam nadzieję, że Szekspir cieszyłby się większą popularnością pisząc o gryzoniach futerkowych a nie wątłych niuniach z weltszmercem i ich absztyfikantach-raptusach. Tym samym oficjalnie witam tradycyjny o tej porze roku etap przerabiania szant i kolęd na piosenki o futrzaczkach małych i puszystych. Cytatów nie będzie bo stałam we właściwej kolejce kiedy rozdawano poczucie obciachu.
Szarotki w świetnej formie przy czym Większa zachwycona jest kiedy nazywa się ją Świneczką i biega wtedy znacznie szybciej a Mniejsza zaczęła foszyć się połowicznie. Kiedy gryzonkowi (i innym stworzeniom chyba też) coś nie pasuje to chowa uszka, tak? Otóż Mniejszość chowa jedno uszko. Poważnie, płoży jedno uszko i zostaje o jednym nastroszonym. Trzeba Mysz zrelaksować i odbrazić, uszko wraca wtedy do pozycji właściwej. Nawet uszu moje Myszy nie mają normalnych, trudno się dziwić, że nie mogę spać, może organizm daje mi w ten sposób do zrozumienia że powinnam uciec z wrzaskiem.
Nawiasem mowiąc w Mniejszej coś zaskoczyło i zaczęła się troszkę otłuszczać oraz zrobiła sobie pierwszą Spiżarnię, jesteśmy wzruszeni.

Pacnęliście mnie Państwo z pytaniem o to, czemu nie zaglądam już na główne strony portali wannabeinformacyjnych i nie relacjonuję tego, co która predakcja tam zamieszcza. Otóż dlatego, że nie warto. Jeśli odkryliście Państwo, że gdzieś jeszcze zatrudnia się dziennikarzy a nie pryszczersów z gimnazjum spazmujących po dokonaniu szokującego odkrycia że kobiety mają biust to będę wdzięczna za podzielenie się namiarami.

W ramach obrazeczków zaprezentuje Państwu cicika, mnóstwo cicików, niecicika i ulgę dla gospodyń domowych nie lubiących prać. O, i recęzja jest. I zią Łukasza. Miłego dnia Państwu, muszę dziś zrobić zakupy a że nastrój mam w związku z tym nieco krwiożerczy niech mi tylko jakaś zażywna jejmość zajedzie wózeczkiem drogę spiesząc się w drodze do promocji "śledzików majtasów"*  i taranując wszystko przed sobą. Rzucę klątwę chyba.

 

* fakt autentyczny sprzed bodajże 2 lat, o nieautentycznym bym nie pisała przecież. Pani w wieku ca 60 i o wagowej tejże liczby wielokrotności drobiła, wzdychała, rzucała osobie towarzyszącej (chyba wnusiowi) spojrzenia sugerujące, że jeszcze chwila tych morderczych zakupów a zejdzie przy regale z czekoladą, której zresztą kupiła ilość bardzo znaczną, masowała sobie demonstracyjnie a to łokietek, a to nereczkę gdy wtem Pani w Megafonie powiedziała, że w promocji jest śledź matjas. Pani wydała radosny okrzyk "Majtasy rzucili!" i zyskała +200 punktów do rączości, rąbnęła w czyjś wózek, potrąciła czyjeś dziecię niewinne, przypomniała sobie o osobie towarzyszącej, odwróciła się i syknęła "Rusz się, kuhwa, bo mi wszystko wykupią". Świadomość, że nie obchodzę świąt a dzięki planowaniu zrobię zakupy wcześniej i mam szansę nie natknąć się więcej na takie panie jest mi jasnym promyczkiem w tym strasznym (Dodgers, masz chwilkę?) dniu.

poniedziałek, 26 listopada 2012
"Kobieta odpowiada przed mężem tak samo, jak przed rodzicami - zawsze należy prosić o pozwolenie"

A bo znów oglądałam o "najważniejszym dniu w życiu" irlandzkich Cyganek i koczowniczek. Na wypadek, gdyby było to niejasne - ślub jest najważniejszym dniem w życiu, wiedzieliście? Ja nie wiedziałam.
Tym razem było o młódce wygadanej, lat 15, która przygotowywała się do bycia jednodniową "księżniczką". Była fantastycznie przygotowana, wszystko jak należy bo sukienusia była gotowa i bardzo okazała oraz dziewczę umiało sprzątać gdyż porzuciło szkołę 4 lata wcześniej aby się należycie do sprzątania przysposobić. Nie umiało wprawdzie pisać a czytać owszem, ale jeśli dało jej się czas, ale jak samo stwierdziło "kobieta potrzebuje tylko umieć przeczytać kiedy ma wizytę u lekarza i jaki jest dzień tygodnia". Paradne.
Poniedziałek mamy, na pewno, przeczytałam przed chwilą, dwa razy dla pewności i bardzo powoli.
Oglądałam też odcinek jakiegoś relity szoł który prawie mnie udusił gdyż jeden z bohaterów zapragnął zabłysnąć przed kamerami wiedzą z dziedziny przyrody i trochę się machnął opisując bodajże konieczność mierzenia czegoś na życzenie przedsiębiorczej małżonki. Pan westchnął i stwierdził "Pewnie będę musiał stać jak fleming, one tak mogą godzinami". Poważnie, jak fleming. Zdrowo się pan pieprznął albo wie coś, czego nie wiedzą inni.

W Myszarium niemal bez zmian, niemal, bo Tchórzilla zdecydowanie mniej się tchórzy a ADHDzilla zaprezentowała mroczną stronę swojej mikronatury, mianowicie obsesję na punkcie ryżu. Nieopatrznie podałam jej na palcu kilka ziarenek ugotowanego ryżu i ca 20 gramów maleńkiej Myszeczki dostało szału. Zjadła ryż w sekundę po czym rzuciła się na mój palec, niestety nadal pachnący ryżem, a sekundę później miałam okazję poczuć się dumna gdyż lata praktyki pozwoliły mi nawet nie drgnąć w okolicznościach, które nastąpiły.
Wyjęłam Mysz z palca, opatrzyłam sobie rany i uznałam, że zaczął się chyba nowy rozdział w mysim życiu gdyż Myszy zaczęły robić się bardziej nerwowe, zapewne uruchamia się instynkt terytorialny. Mam nadzieję, że etap agresji szybko im minie, w końcu mam tylko kilka litrów krwi. Aktualnie w Myszarium sielanka, wystarczy podejść, na widok zbliżającego się człowieka (czytaj - dłoni do karmienia, głaskania i włażenia na) każda z Myszy wyjmuje szybciutko Zestaw Wielkiego Paczacza i zaczyna paczać z nadzieją, że dłoń dostarczy ser albo podrapie za uszkami, któremu to życzeniu dłoń zwykle zadośćuczynia. Mniejszyk ponownie usiłował mnie skubnąć ale szybkie pogłaskanie po uszach i przemowa mitygująca pozwoliły mi uniknąć Pogryzienia Myszą. W sensie że Mysz pogłaskałam, nie że zaczełam się nad klatką miziać jak po uszach jak gupia.

Widzę, że wyszukujecie mnie Państwo konsekwentnie po "tiramisu", bardzo mi przykro, w związku z powyższym kupiłam mascarpone i biszkopciki i zrobię (chyba, raz już robiłam i wyszło jak wyszło) prawdziwe tiramisu żeby Was dłużej nie zawodzić.

Nawrzucam Państwu na poprawę nastroju, podobno zdarza się to w poniedziałki. Sporo cicików dziś rzucili, niektóre bardzo przedsiębiorcze, inne leniwe, jeszcze inne nieco zwichrowane albo kapryśne. Z rzeczy poważniejszych mam teorię oraz trochę sztuki. Miłego dnia Państwu, jeśli macie wolne zasoby kciukowe proszę o zarezerwowanie trochę dla mnie, dostałam kiepskie wieści i wieczorem okaże się, czy naprawdę są aż tak kiepskie, oby nie. Gdyby mnie przez jakiś czas nie było proszę nie pacać mnie nerwowo łapkami, nigdzie się nie wybieram ale humor mam takise.

czwartek, 22 listopada 2012
"Punkt kopulacyjny ogierem zimnokrwistym."

Tak tak, proszę Państwa, są takie rzeczy na świecie.
Myślicie, że mogliby założyć spółkę?

Przezabawnie mam na co dzień gdyż, wspominałam z pewnością, dysponuję dwiema uroczymi Myszami i Trenerem Osobistym. Kojarzycie Państwo może film "Ice age"? Jest tam ten taki leniwiec, Sid, który razu pewnego znajduje roślinkę. Dziś o poranku stanowczo zbyt wczesnym obudziło mnie szuranie a potem radosne pokwikiwanie - czynności te rozdzielili między siebie Klusełek i Trener Osobisty przy czym Klusełek wzięła na siebie partię szuralną. Myszątko dzielnie szura, Trener Osobisty usiłuje zwrócić na siebie jej uwagę po czym nastąpiło szurnięcie nieco szybsze a Trener jękliwie zawiódł:
- Oo, tchórzyk! Chyba ostatni w sezonie...
No i tak mam na co dzień. Lekko nie jest.

Oglądaliśmy wczoraj Iksmenów i od razu Wam powiem, że ja bym to wszystko sensowniej zorganizowała. Przede wszystkim mając w teamie kogoś uzdrawiającego zaczęłabym od permanentnego uzdrowienia profesora Xaviera, bo nie sądzę, żeby był wielkim miłośnikiem poruszania się na wózku, no ale jakoś na to nie wpadli. Oraz biorąc na warsztat szkielet z tego tam, amelinium*, skoro już poświęciło się mnóstwo czasu na to, żeby ktoś był taki samosięiinnychuzdrawiający i w ogóle dorzuciłabym jakiś czynnik zapobiegający reagowaniu na magnes, wtedy mogliby dużo szybciej zakończyć pierwszą część, ale nieeee, po co, niech ameliniowy Wolverine przyczepi się do ściany jak byle miętka nińdża. Z pół h zmarnowali a mógł chłopak zakasać szpony, wykosić antagonistów i jeszcze by zdążyli na dżintonik przed zmrokiem. O, i ta panna blada i łagodna, Storm, też jakaś taka nijaka jest, trzeba się naprawdę zdrowo namachać zeby pannie oko zbielało. Jak już zbieleje to są pioruny i wszystko i nie poznacie własnego dworca kolejowego ale wcześniej dziewczę daje sobie zdrowo wtłuc. Ochrona w Xavierowej szkółce dla dzieci superfajnych też niepełnosprytna, przepuścili tę niebieską wywłokę co zmienia kształt, niby wszyscy tacy niesamowici a nie wpadli na to, żeby ustawić jakiś antywywłokowy filtr? Bez sensu, sami się proszą o kłopoty, może im rozrywek brakuje alboco. Niemniej wszystko kończy się w miarę dobrze, panie w ładnych sukienkach nie doznają szkody nijakiej i tylko rozruszywują sobie narządy wrzeszczalne, główna bohater trochę siwieje, ale ładnie jej z tym a potem jest gra w szachy, nuda straszna, ale są też wysublimowane pogróżki, odpowiednik "skocz mi na partie niesforne z trzeciego piętra, odczekam ze 2 h i skopię Ci sempiternę w następnej części" wespół z "ahaha, jaja mi pan wstawiasz, nigdy nie wyjdziesz z tej plastikowej puszki a nie zeklnę Cię, bom szlachetny" i inne takie, czyli z nadzieją oczekuję kolejnej części którą zamierzamy obejrzeć wieczorem. Generalnie jestem na tak choć nie zachwyca mnie fakt, że Gandalf zabijał senatorów i krępował młode panienki. Nie dziwię się, że osiwiał, pewnie za karę.
Przepraszam za ewentualne spojlery, nie jestem dobra w recenzjach, uprzedzałam kiedyś. Jeśli ktoś jeszcze nie oglądał Iksmenów i chce mieć niespodziankę niech po prostu nie czyta tego, co powyżej.

Poza tym gazele mają przegwizdane, hieny w Afryce jakieś takie żarte teraz, jak tylko widzą gazelę to haps! i po niej, nie sposób, doprawdy, paść się w spokoju na afrykańskich sawannach ostatnio. Jedna gazela sobie przysnęła wczoraj, inne zignorowały hienę bo co im może jedna smętna hiena zrobić kiedy one takie szybkie i bystre i zanim się zorientowały one były w szoku a ta przysypiająca jedzona. Sądziłam, że to ja mam rozrywkowe poranki ale jednak gazele mają nieco więcej powodów do załamywania łapek. Dobrze jest nie być gazelą moim zdaniem.

Obrazeczki będą w klimatach zwierzątkowych, dziś zaprezentuję Państwu ślimaczka, indyczka, ciciczka i psiaczka. Mam też zagadkę żebyście sobie Państwo rozgrzali mózgi przed pełnym wyzwań dniem - jestem pewna, że szybko zgadniecie co to jest.

 

* tak, wiem, adamantium a amelinium proszę sobie wygooglać na własną odpowiedzialność jeśli ktoś ma potrzebę