Tagi
squirk77@gmail.com
RSS
czwartek, 09 kwietnia 2015
Takie tam, z Myszą, plus wstyd jak beret.

Ta notka to w sumie dyskretne dumne popiskiwanie - wyciągnęliśmy Bardzo Starą Staruszkę z takiego zapalenia płuc że ojapierniczę, byłam pewna, naprawdę pewna (i zaryczana na śmierć niemal) że mi Mysz poranka nie dożyje. Widziałam, że próbuje się czesać i jeść, że walczy więc uparłam się jak dziki osioł że ja też o nią zawalczę  - budzik co godzinę i karmienie, dzieckowe posiłki  podawane na palcu, Mysz najpierw się nieco buntowała ale potem zaskoczyła i zaczęła jeść i się myć.
Po trzech dniach nabrała nieco tuszki, po pięciu zaczęła mnie zaczepiać żeby się z nią bawić.

Nie mam złudzeń, Mysz ma ponad 2,5 roku, to bardzo dużo jak na dżungarka i bardzo, bardzo dużo jak na dżungarka dziewczynkę, samiczki są o wiele bardziej awaryjne. To kwestia raczej dni niż tygodni i to tylko dlatego że zamęczam Mysz regularnymi posiłkami i jest na antybiotyku. Ale czuje się dobrze, jest bardzo radosna, czesze sobie uszki i wystawia wąsy do słońca, rzuca się na jedzenie i stara się jak najwięcej ruszać. Jest niezmiennie cała prześliczna i jest tu dużo dotykania się nosami i zjadania sobie resztek posiłków*.

Robię Myszowi miksy różne, mieszam to i tamto, rozdrabniam, żeby tylko zjadła. I wymyślam nazwy temu, co zmiksuję, bo co mi szkodzi. Nie myślę nad nimi zbyt wiele bo jestem koszmarnie niewyspana ostatnio, ale się staram.
Dziś posiekałam drobno surowego kurczaka, siemię lniane i dorzuciłam Vibovit.
Szczere łzy Trenera po tym, jak bardzo dumna pochwaliłam się mu nową mieszanką uświadomiły mi, że nazwa Siemiokurvit wymaga jednak pewnego dopracowania.

Czyli ze mną wszystko dobrze, tzn. źle.

 

* Trener podał Myszy kilka okruszków sera.
Mysz zjadła większość okruszków ale kilka zostawiła.
Trener demonstracyjnie spożył pozostałe okruszki, popaczał mnie ponuro i rzucił "Powiem jutro kolegom że dojadam resztki po chomiku".

 

PS. Trener zmienił pracodawcę. Czasem pracuje zdalnie i miewa konferencje online.
Nie miałam o tym pojęcia aż do przedwczoraj kiedy to cała szczęśliwa, że się wyspałam, wparowałam do salonu z przeraźliwym piskiem na ustach, w piżamie w misie, tańcząc i wymachując Owcą do spania po czym powitało mnie kilka rozbawionych "Hi!" i wtedy stało się jasne że jestem w samiusieńkim środeczku konferencji online na linii Dublin - San Francisco - Hyderabad. Akurat włączyli kamerki żeby kojarzyć swoje twarze. Perfektkuźwatajming.
No to moją twarz też już kojarzą. Z tzw. naddatkiem.
Dostaliśmy potem dwa zaproszenia na spotkanie gdzieś w mieście.
Niejaki Pierre spytał czy zabiorę tę maskotkę którą tak machałam.
Wiecie, czasem mam ochotę ruszyć w miasto z finką w zębach. Bez złych zamiarów (wstępnie) ale nie mówię że nie dam sobie szansy na spontaniczny rozwój.

PPS. Trener wylata do Kalifornii za tydzień i rozglądam się wstępnie za rozrywką. Wyszło mi z rozważań że optymalni będą cisi, nienachalni Czipendejlsi którzy wyniosą śmieci, przyniosą jedzenie, obetną mi włosy i dostarczą legginsy 3/4 w rozmiarze 38, czarne, bo akurat mi się gdzieś straciły. Nie wahajcie się podsyłać namiary.

PPPS. Coś wisi w powietrzu bo zjadłam ciastko**, prawie całe (nie cierpię słodkiego) i wypiłam szklankę coli (nie cierpię coli) - uprzedzam żeby potem nikt nie był zaskoczony kiedy zostanę znaleziona jak taka jedna nastoletnia córeczka właścicieli hotelu w jednym horrorze - półnaga siedząca na zakrwawionych zwłokach gościa i przeżuwająca w zamyśleniu jego jelito***.

** potrójnie czekoladowe z "Moich Wypieków" (rodzynki to zło, nie dodałam i nigdzie nie dodaję, ohyzda), są bardzo, bardzo czekoladowe, dorzućcie nieco więcej mąki bo jak nie to się rozpełzną, najlepiej upiec jedno na próbę

*** poważnie, czytałam to lata temu i teraz mnie męczy, kojarzy ktoś tytuł? Gość hotelowy podrywał uroczą, nieśmiałą córkę hotelarzy, potem ona go zabiła (i wypruła zeń wątpia) a oni zareagowali w rodzaju "Ojej, znowu, ach ta nasza córeńka niesforna"

PPPPS. Zamierzam bardzo wstępnie (szukam recenzji) napuścić na bliskie mi osoby dzieciate pana Zieloną Mysz, podoba mi się pomysł zapraszania na dzieckowe imprezy naukowca który ma szansę zarazić dzieciaki pasją i doprowadzić do pisku, kwiku i miotania się w sztucznej mgle (a poza tym ma do zaprezentowania różne myszy i uczy szacunku do małych zwierzątek), jak już się przekonam co i jak to opowiem. Chyba że ktoś już pana Mysz zapraszał i może coś powiedzieć, będę wdzięczna. (Zaznaczam na wszelki wypadek że to nie reklama tylko świeże odkrycie i że polecać będę dopiero jak uzyskam podstawy do polecania. Chyba, że mnie wcześniej zgarną za spontaniczne wyjadanie z ludzi jelit, no ale to wiadomo.)

wtorek, 31 marca 2015
"POMYŚL O TYM JAKO O WCZESNYM WYRUSZENIU DLA UNIKNIĘCIA TŁOKU.”

Przepraszam za brak nowej notki, wiem że zrozumiecie że w takich okolicznościach jestem przy Myszy i trudno mi się zająć czymś innym.
Mysz sobie od nas powoli idzie, wraca na Mysią Planetę, wybiera się od 2 dni.
Jest już Bardzo Starą Staruszką, w przeliczeniu ma pewnie z 90 lat, to bardzo poważny wiek. Jest solidnie osłabiona, płucka co chwilę coś łapią i było kilka dramatycznych skrzeczków, dostaje antybiotyk, nie bardzo chce jeść ale nadal walczy, jest niezmiennie miłą i grzeczną Myszą. Najchętniej leży na mojej dłoni w każdej chwili (w nocy też) więc choćbym chciała nie bardzo mogę posiedzieć, popisać - gdyż Mam Mysz.
Staram się myśleć tylko o tym, że byle komu się taka Mysz nie przytrafia, że to cud, dosłownie, trafić na tak kochaną chomiczkę, tak się z nią porozumieć, tak się zgrać. Ale głównie myślę o tym że ją bardzo kocham i serce mi pęka na myśl o tym, że nas zostawia. Łatwiej mi kiedy myślę tylko o niej, o tym, że dożyła w zdrowiu pięknego wieku, że poza ostatnimi tygodniami nigdy nie chorowała, nie kichnęła nawet - i że jest już zmęczona, tęskni za Siostryszką i na pewno będzie się na Mysiej Planecie chwalić tym że miała tu pałac, luksusy i dwoje wiernych służących gotowych biec na każde skinienie małą puchatą łapką żeby tylko zasłużyć na miłe popaczanie i polizanie po nosie. Bardzo kochamy tę małą Mysz.
Proszę o ciepłe myśli pod adresem Myszy, niech sobie spokojnie zaśnie i ma dobrą podróż.

Tagi: myszy
03:21, squirk
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 23 marca 2015
Com ja właśnie przeżyła. (notka spontaniczna)

Przyjechał przed chwilą Pan Tesco z zakupami ale kod do bramy mu nie wskakiwał więc zadzwonił żeby zejść i mu pilotem otworzyć. Do będącego w pracy Trenera zadzwonił (a Trener do mnie) więc poszłam, dobrze nastawiona i ufna, bo nie wiedziałam jeszcze, co mnie czeka.
Podchodzę, otwieram, sympatyczny (oni wszyscy są przemili, rzetelni, pełen profesjonalizm, kocham dostawy z Tesco) młody pan wjeżdża, wysiada i mówię, że tędy, proszę za mną.
I w tym momencie pan zwraca się do mnie w starym, wtf, kosmickouralskomeksykańskim. Pytająco.
Duch we mnie osłabł i myślę "Enooo, co jest? Znam agnielski przecież, czegóż on nie rozumie." Ale że może nie wg każdego jednak znam i dobrze mówię na wszelki wypadek mówię, że z góry przepraszam jeśli czegoś pan nie zrozumie bo nie jestem stąd i dopiero się angielskiego uczę.
Na co pan, z widocznym wysiłkiem, mówi że on niedawno do Irlandii przyjechał, jeszcze angielskiego nie zna i się uczy. Świetnie, trzymam kciuki bo jako dostawca zakupów stanowczo znać powinien.
Idziemy. Po drodze usiłuję pana odstresować mówiąc jaka to wygoda, te zakupy z dostawą, i pytam czy jest z pracy zadowolony.
Chłopak aż przystanął i popatrzył przerażony po czym mówi, bardzo głośno i powoli (bo przedstawiciel innej nacji=głuchy, wiadomo), że on nie zna angielskiego ale jego żona zna.
Świetnie - myślę - no to bier się chopie za telefon i dzwoń po żonę albo będziemy tu za chwilę mieć małą katastrofę konwersacyjną.
Na szczęście osunęło się pudełko z pizzą ("Godfella`s", supercienka, polecam) i pan je poprawił po czym - ogromnie zadowolony że tu oto, proszę, los podsuwa mu temat do rozmowy - mówi że o, pizza.
Więc pytam czy też lubi pizzę.
Nie, nie lubi ale jego żona lubi.
Zaczęłam mieć Przeczucie.

Dotarliśmy do hacjendy, pokazuję dłonią, bo język dłoniowy zrozumie chyba każdy, że zapraszam tu i tu a zakupy wyłożymy na stół.
Wypakowujemy, cisza kompletna. Nagle pan zobaczył pudełko z malinami i oznajmił że o, maliny.
Dość słabym głosem mówię że tak, lubię maliny i czy on też lubi.
Zgadnijcie, co.
Tak - on nie lubi ale żonie, owszem, maliny nie są wstrętne.
Zatkało mnie do tego stopnia że otworzyłam te nieszczęsne maliny i zaczęłam w milczeniu przeżuwać.
Pan zastygł, do mnie dotarło, żem niewychowana i poczęstowałam go malinami.
W przejmującej ciszy zjedliśmy tak z 1/4 opakowania i nagle pan zobaczył Myszarium.
I pyta czy mieszka tam małe zwierzątko.
(Naaah, skąd, instalacja artystyczna.)
Mówię, że tak, chomik.
Na co pan dostawca, trzymajcie mnie, mówi, że jego żona lubi chomiki.
I pyta czy chomik zje malinę.
W milczeniu patrzyliśmy przez 2 minuty jak chomik, bardzo zadowolona, jadła malinę.

Musiałam go odprowadzić i otworzyć bramę bo samochód miał na osiedlu i musiał wyjechać.
Po drodze pyta czy mi się podoba mieszkanie tutaj, aż się spocił biedak jak montował to zdanie.
Mówię, że tak.
Mówi, że jego żonie też.
Mdlejącym głosem dziękuję za dostawę i życzę miłego dnia na co Pan Tesco chwyta moją dłoń, mocno ściska i dziękuje za miłe popołudnie.

Nie wiem, jak dotarłam do domu. Żona pewnie by wiedziała.

PS. Przemiły człowiek i nie wiem po co było go tak wcześnie z dostawami wysyłać, niepotrzebny stres dla niego.
PPS. Wrzuciłam na Fanpejcz zdjęcia Myszy, proszę paczać jaką mam śliczną Mysz.



Tagi: myszy tesco
18:42, squirk
Link Komentarze (8) »
czwartek, 12 marca 2015
"Jemu diament. On diament."

wtorek, 10 marca 2015
Nadal jeżowo ale także o tym że jestem stara i bez wyobraźni.

Bardzo dziękuję wszystkim, którzy włączyli się w akcję ratowania jeżynek. Zostały do zebrania 3 czynsze, robię co mogę, rozpowszechniam jak mogę, może się nam jeszcze udać. Macham do Was wściekle i trochę rozpaczliwie, jeże są miłe (choć mało puszyste a do kwestii oszukiwania dzieci jabłkiem jeszcze wrócę) i potrzebują tego domu i opiekuna.

JEŻOWO

PS. Nowa notka na tym przykurzonym nieco blogasku nastąpi w weekend, będę się Wam wysmarkiwała bo nie dość, że się na dniach raptownie zestarzeję tak, że nie wiedziałam, że ludzie w ogóle mogą aż tyle żyć, to jeszcze mi Trener wylata do Polski a potem do USA. Zostaniemysz same i będziemysz kwiczeć.
Na przykład Wam kwiczeć.
Uprzedzam żeby potem nie było że zaczynam kwiczeć a wszyscy zaskoczeni.

PPS. Kilka dni temu znajomy miał urodziny. Zdarza się, trzeba przez to z godnością przejść.
Lubimy chłopaka, nieskomplikowany, co jest zaletą, szczery, sympatyczny, niech wie, że lubimy, trzeba złożyć życzenia, padło na mnie bo to ja jestem u nas od pablik rilejszyns.
Siedzę i myślę - nie wyskoczę z jakimś szablonikiem bo to żenada. Durnej kartki też mu nie wyślę. Kwiatki, rurzowe baloniki itp wiadomo, odpadają.
Trzeba coś takiego żeby wiedział, że się o nim myśli, że się o urodzinach pamiętało ale żeby było żartobliwie bo nie lubi scen i pompy.
Ze dwie h myślenia, rozważania, w końcu myślę że a kij z tym, siądę i napiszę coś fajnego od serca.
Niestety jestem jakaś inna bo serdeczne życzenia urodzinowe dla miłego znajomego zamieniły się gdzieś po drodze w:
- Tyyy, a wiesz że masz tyle lat że jakbyś był psem tobyś już nie żył?

Mąż jest ze mnie bardzo dumny ze łzami w oczach włącznie, ja sobie po prostu pójdę i gdzieś się schowam. Wstyd jak beret.

PPPS. Mysz bardzo dzielna, rozpisz(cz)ę się o niej w notce. Na razie robię oczy szrekowego Puszka i liczę na to, że uratujemy ten jeżyniec, martwię się, miłe są jeże.

niedziela, 22 lutego 2015
"Jest taka akcja żebyś dał piątaka"

Rzadko o coś Was proszę, najwyżej o kciuki, tym razem trzeba czegoś więcej ale kto nie może niech przynajmniej wklei, udostępni i te kciuki trzyma.

Fajne są jeże, wszyscy wiemy, nie noszą wprawdzie jabłek na plecach, o czym się z oburzeniem dowiedziałam dopiero na lekcji biologii w podstawówce, wcześniej pielęgnując starannie przez lata wizję wesołego jeżyka z dorodnym jabłkiem na grzbieciku, ale i tak świetne są. Fukają, zwijają się w kłębek i tupią w nocy, sami przyznacie że nie da się jeży nie lubić.
Jeden pan też jeże lubi tak bardzo, że im pomaga. Chce (i jest w tym świetny) pomagać im nadal ale kwestie finansowe są nie do przeskoczenia, jeżyniec rośnie a budżet niestety nie. Są zaległości do opłacenia i to szybko. Suma jest spora ale jeśli więcej osób zerknie i wpłaci choćby 10 czy 20 zł to razem sie nazbiera i jeże będą nadal spokojnie fukać pod najlepszą opieką.

Zjeżona strona jest tu ---->  JEŻE, JEŻE!! a ja bardzo proszę o wsparcie, wklejanie, udostępnianie i, jeśli to możliwe, wpłaty, to są bardzo dobre jeże w bardzo dobrym domu, zróbmy dla nich ile będziemy w stanie.


Ściskam Państwu łapki, udanego weekendu. Idźcie na spacer, może zobaczycie jeża, mnóstwo ich, poważnie, nawet na Ursynowie są, jeden na mnie nafukał, podobało mi się.

niedziela, 08 lutego 2015
Mysz czuje się lepiej

więc wymuszę na Was wyrazy współczucia dla mojej niedoli. Nie wahajcie się pacać mnie pocieszająco łapkami i wygłaszać "Ech, yo..." oraz "Aleś ty biedna, jejku jej!".

Mianowicie Trener Osobisty był romantyczny.

Zacznę od tego że jestem żoną niemarudną. Nie kwilę, nie mękolę, nie zawracam niech będzie że głowy jakimiś pierdołami. W związku z tym kiedy wczoraj, po naprawdę męczącym, stresującym i bezsennym niemal tygodniu czuwania przy Myszy dopadła mnie jednak faza na pokwiczenie sobie Trener zniósł to dzielnie.
Zawiodłam mianowicie:
- Jest mi szaro i źle, powiedz mi coś wyjątkowego...
Trener rzucił mi Popaczanie, zastanowił się po czym z dumą wygłosił :
- Dzielenie przez zero! Jest bardzo wyjątkowe.
Rzuciłam mu Popaczanie i kwiknęłam nerwowo:
- No wiesz co, ja tu kwiczę a Ty z czymś takim. Powiedz mi coś romantycznego! i wyjątkowego.
Trener zastanowił się ponownie, uśmiech rozjaśnił mu wąsobrodę, wziął mnie za łapkę i łagodnym tonem wygłosił:
- Wyobraź sobie, że wchodzimy wieczorem na wysokie wzgórze otoczone lasem, na niebie miliony gwiazd, jasny księżyc, stajemy na szczycie i trzymając się za ręce patrzymy na piękne, spokojne miasteczko leżące w dole... A OBOK KTOŚ STOI I DZIELI PRZEZ ZERO.

No i tak, o.

Zastosowaliśmy na piszczącej na nas dramatycznie z głębi płucek Myszy dość ryzykowną kurację i skończyło się piszczenie a zaczęło opychanie jak jakiś sołtys i czesanie sobie uszek. Dumna jestem jak nie wiem co, było już naprawdę kiepsko a Mysz to staruszka więc słabsza niż wcześniej. Bardzo dziękuję za ciepłe słowa i kciuki, jesteście naj. Jak Mysz.

wtorek, 03 lutego 2015
Martwię się

i nie bardzo mam wenę, mam powód żeby jej nie mieć, przepraszam.

Tagi: myszy
04:20, squirk
Link Komentarze (2) »
wtorek, 20 stycznia 2015
Ta notka, co to jej jeszcze nie ma, ale będzie,

będzie chyba jutro. Chyba. Ale postaram się. Staram się od tak dawna że mam już sporą wprawę.

Dzieje się tyle że co jakiś czas udaję się do sypialni, chowam pod kołdrę i gram w Ultimate Jewel póki mi nie przejdzie niechciej do komunikowania się ze światem.
Być może czekają nas spore zmiany, dowiemy się jakoś niedługo. Nic nie powiem żeby nie zapeszyć.

Mysz, oczywiście, w formie, właśnie zjadła szóstą kolację, dzielny puszeczek. Jak na Mysz w poważnym wieku jest niezmiennie niepoważna. Dbamy bardzo o wszelkie aspekty myszości żeby została z nami jak najdłużej. Mysz twierdzi, że jej to pasuje, więc na razie zostanie bo nie ma innych planów. Uff.

czwartek, 25 grudnia 2014
Nie wiem, czy już macie,

ale może nie macie więc Wam pożyczę.

Tagi: pożyczka
00:54, squirk
Link Komentarze (7) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 53