Tagi
squirk77@gmail.com
RSS
środa, 24 sierpnia 2011
Ja w takich warunkach nie mogę.
Opaliłam się nader udatnie - wyglądam jak alkoholik, mam czerwony nos i okolice. Jednak sport jest zły i szkodliwy, gdybym nie pływała toby mnie tak nie strzaskało - z drugiej strony jest szansa, że to w skośnym barku na obiedzie, bo parasol był złożony. Następnym razem nie dam się nabrać na "no co ty, po co ci parasol, takie ładne słońce". Otóż po to mi parasol, abym nie wyglądała jak zagorzały (nomen omen) wielbiciel trunków wyskokowych.
Mąż powiedział do mnie "mój ty żulku...przepraszam, chciałem powiedzieć żelku" i zachichotał jadowicie - zgadnijcie, kto następny obiad dostanie w 2013.

Oraz oglądałam mecz - nasi vs bodajże Cypr. Ręce do góry kto, jak ja, uważa, że przegralibyśmy także z reprezentacją Sealandii. Oni tam tylko znaczki wydają, a i tak dostalibyśmy w dupę, jakoś jestem tego pewna.

Czy mam purpurowe czółko, dekolt i ramiona? Nieee, skąd.
Wymienię obiady przed 2013 na pelerynę-niewidkę z Pottera. I Hardodziobka, bardzo chcę mieć mięciutkiego puszystego przyjaciela zabijającego na mój rozkaz. Jak Sheldon, hmm, on też tego chciał.
To może być dobry moment na oświadczenie, że I`m not insane, my mother had me tested. Już ok, tak?

wtorek, 23 sierpnia 2011
Jestem wykwalifikowanym kulturalno-oświatowym.
2 h pływania (nie tam siedzenia i opierniczania się, pływałam uczciwie z przerwą na obiad), dzieciaki grzeczne, aktualnie dogorywam sobie spokojnie, także dzięki panu Salwowskiemu. Kto nie czytał niech nie omieszka, teksty rzadkiej urody, mam ochotę kwilić jak ptaszę strwożone, a w przerwach jeść ziemię ogrodową za pomocą warząchwi. Ja pierdzielę, skąd się tacy ludzie biorą.

Dla równowagi udajemy się bieguniem TUTAJ. Yummie.
Jeszcze nie myślę, więc tytułu nie będzie.
Za pół h mam mieć gości, a jest, umówmy się, bardzo wcześnie. W związku z tym nielegalna kawa i pół tony arbuza na szybko. Na szczęście goście bardzo mili, dwoje aktywnych 7-latków i dobry znajomy w charakterze opiekuna. Niemniej wstawanie w taki (i każdy inny) dzień przed 8-mą rano powinno być zakazane przez międzynarodowe prawo humanitarne w dziale "ochrona osób cywilnych".

Trochę wyglądam jak miotła, a trochę jak wiewiórka przepuszczona przez wyżymaczkę. Jeśli dzieci wybuchną na mój widok śmiechem to oświadczam, że się w sobie zamknę.

Mężczyzna się przy robieniu kanapek zwykle trochę upaprze, tak? No to mój upaprał się - nie pytajcie, jak to zrobił - masłem na wąsach ( Swoją drogą czy ktos poza mną uwielbia, jak Clarkson wymawia słowo "wąsy"? jestem oficjalnie zakochana). No ale od czego mamy Mysz. Mysz stanęła na tylnych łapkach i, cofając co chwilę pyszczek, bo kłuło, oblizała Panu zarost. Bardzo praktyczny gryzonek, kupię jej słonecznika - albo Pan jej kupi, za poświęcenie.

Idę być gościnna, miłego dnia wszystkim.
Ja tu jeszcze wrócę!!!11

poniedziałek, 22 sierpnia 2011
Gdybym to ja miała skrzydełka jak gąska
tobym się stąd zawinęła na całą końcówkę tygodnia, bo co tu będę tak sama siedziała.
Albowiem zadzwoniła męska część naszej bardzo zaprzyjaźnionej pary i w zasadzie od środy, jak się okazuje, mogę sobie o towarzystwie męża pomarzyć, a z nudów w bierki pograć, bo panowie pracują. Z drugiej strony może przywlecze coś interesującego (choroby wykluczam) ostatnio w ramach romantycznego suweniru z wojażu dostałam butelkę wódki. Nie kwiaty czy czekoladki, nie. Wódkę dostałam, dużą. Powinnam się chyba nad tym zastanowić, bo jak dla mnie to sugestia, że jestem mało wyrafinowana. Opieprzę profilaktycznie, to powinien być gin, kocham gin.

Z wiadomości dobrych - jestem fanką mojego fana, jak założy blogaska to od razu dodam do ulubionych.

Oraz nie mam apetytu na kolację, czyli obudzę się z chudszym odwłokiem, jeśli wieczór nie zboczy z tak dobrze obranego toru. Proszę trzymać kciuki. Za pogodę też, naprawdę bardzo by się deszcz przydał, Mysz siedzi ze spoconymi uszami i odmawia współpracy.



Biegnie zając długopióry, nie mam dubeltówki.
Osoba odpowiedzialna za ten wykańczający upał powinna zostać przywiązana do drzewa i posmarowana miodem - a potem zwołałoby się pszczoły i patrzyło z ukontentowaniem. Prognostycy znów się machnęli, biedaczyska, i jakoś się ten obiecany deszcz nie pojawił. No ale o czym my tu, dopiero 15 raz w tym miesiącu się machnęli, czepianie się jest małostkowe i nie na miejscu, każdy ma prawo do pomyłek. Moim zdaniem oni po prostu nie zakumali jeszcze, że mają też prawo do nie mylenia się na każdym kroku.

Poza tym machałam memu fanu na basenie, gdyby ktoś nie miał fana i zastanawiał się, czy warto, to ja bardzo polecam.
Obudziłam się wkurwiona, a dalej samo poszło.
Sugeruję, aby Wszechświat bezzwłocznie dostarczył mi pod drzwi pół litra i sztangę dropsów z miłym bilecikiem, inaczej nie obiecuję, że nie zacznę biegać z nożem w zębach. Bilecik mogę odpuścić, ale reszta ma być, bo naprawdę, jakaś taka jestem krwiożercza od rana, nie ma co ryzykować.


niedziela, 21 sierpnia 2011
Rzecz o drobiu.
Gośc pyta szefa kuchni:
 - Jak przygotowujecie kurczaki?
 - Normalnie, mówimy im prosto z mostu, że umrą.

Skonsumowałam frytki, sztuk 4, oraz zyskałam fana, bardzo mi przyjemnie (choć równolegle z uzyskiwaniem użarł mnie komar, ale komary, umówmy się, były moimi fanami dużo wcześniej i wszystkie jak jeden komarzy mąż). Idę, spuchnę sobie elegancko nad kolacją, w tej roli gościnnie fasola mamut.
Fana niniejszym serdecznie pozdrawiam ;-)


Służbowo, na statek.
<dziennikarka>ktoś z państwa chciałby coś dodać?
<nowy>tak, ja bym chciał coś dodać.
<dziennikarka>słucham?
<nowy>dwanaście plus siedem, dziękuje.

I jak tu się nie zakochać.

Jutro ma padać, więc basen albo dziś (ahaha, biegnę) albo nie wiem kiedy, a wypadałoby się ruszyć jednak przy niedzieli.
Zadziwiającą i smutną rzeczą jest, że od grania i pisania blogaska dupa nie czyni się mniejszą. W tej sytuacji nie wiem, doprawdy, czy mój plan zostania Miss Plaży w przyszłym roku w Chorawcji nie weźmie spektakularnie w łeb.
Na plus - nie jem, bo piszę, gram i za gorąco jest - więc przynajmniej się nie otłuszczam (acz dzień jeszcze młody).
Mam straszną, straszną ochotę na piwo, a sklepik zamknięty, załamię się trochę chyba.



'Nie zbierajcie grzybów na Słowacji. Przecinają opony'
Z głównej gazety.pl.
Czy tylko ja mam wizję ponurego maślaka czyhającego z wielkim nożem na przyjazd grzybiarzy? I jak grzybiarze wziu do lasku to maślak hyc! i opona upierniczona, a on plując jadem i chichocząc  umyka za najbliższy pieniek, oblizując nóż i łypiąc za kolejnym samochodem?


"Ja na tą kurwę złego słowa powiedziec nie mogę. "
To z basza, zaprzyjaźniamy się od wczoraj.

Taka jakaś dziś jestem, że nawet tytułu notki sama nie wymyślę. Na basen za zimno, na kocyk za ciepło, szlafroczek jest akurat i onże stanowi dziś moją niszę ekologiczną.

Pająków niet, ale pajęczyna Radamantysa wielka i gęsta, czyli popracował a teraz się opiernicza. To jak ja, tylko bez pracowania, ale jednak 50% planu wykonałam.

Oraz bolą mnie oczy od szczelanek, wyglądam nieco zombiowato, więc małżonek założył mi szlaban na gierki, mam już syndrom odstawienia.

Idę poczytać, Malloreon Eddingsa może być, acz biorąc pod uwagę aktualny nastrój i (standardowe) złe przeczucia wezmę na szezlong także "Młot na czarownice" - albo chociaż książkę z przepisami na czerninę i podroby, za spokojnie jest i jak coś pieprznie, to będę przygotowana i w odpowiednio krwawym nastroju. Kaszanka z zombie jakoś bardziej mi konweniuje niż kaszanka z czarodziejki Polgary, no ale o czym my tu, pogoda piękna, ptaszki kląskają, nic złego się nie stanie, tak?