Tagi
squirk77@gmail.com
RSS
sobota, 20 sierpnia 2011
Z potrzeby serca, z zasobów Basha.
<Phaet>No i już jest po wizycie Obamy. Wszystko przebiegło bez większych problemów. Owszem miał miejsce jeden mały incydent kiedy to Obama uściskał Jarosława Kaczyńskiego po czym poprosił go, by z racji tego iż go złapał zaprowadził go do garnka ze złotem. Ale oprócz tego wszystko przebiegło normalnie.

Aż mi się humor poprawił.
Być może także dlatego, że nie wchodzę do kuchni.
Panie doktorze, mój mąż dziwnie się zachowuje.
Nie, wszystko w normie właściwie, jest sporadycznie hiperaktywny w kwestii upiększania naszego osobistego M, ale dziś mu się nasiliło jakby.
Wstał o dzikiej porze, przez 2 h testował nowe konfiguracje klatki Myszy (teraz już 2 klatek, kapsuły i mnóstwa tuneli, Mysz zwiedziła, ale wygląda na oszołomioną i odmawia wyjścia z domku - świetnie, mąż z ADHD i Mysz w depresji, moje życie to bajka), potem zainstalował obramówkę wokół mebli w kuchni (zgadnijcie, kto teraz białymi dłońmi sprząta powstały bajzel, zamiast leżeć na szezlongu sącząc leniwie modżajto), ale ok, to jest NIC w porównaniu z tym, co nastąpiło przed chwilą.
Wyrwał środkową część okna i zaniósł do wanny celem umycia, to samo planując z kolejnymi. A trochę tych okien mamy.
Napisałabym, że zaraz z nerwów kota dostanę, ale lepiej nie, bo mi się jakoś ostatnio przeczucia sprawdzają, a żadnego kota nie narażę na atak Myszy. Reasumując -  wokół pierdolnik jak w Madmaksie i zero modżajto w perspektywie.

Nawet nie mogę warknąć, że i co, może mam teraz wszystkim pierdolnąć i lecieć sprzątać, bo prawdę mówiąc siedziałam w lekkim otępieniu i grałam w szczelankę, więc uzyskany efekt drastycznie rozminąłby się z oczekiwaniami.

Mówiałam, że nie planuję nic na dziś? Ahahaha, no tak jakoś samo wyszło.


Czysty tłuszcz...
...dla dziewczynyyyy...
Gdyż wrąbałam na śniadanie (o 12.30 skoro świt, ale mamy sobotę, więc mogłam, tak? Mogłam wcale nie wstawać, oczekuję pochwały za determinację i silną wolę.) 3 parówki. Na szczęście, zgodnie z moją teorią, smażyć się za to w piekle nie będę, albowiem smażenie jest niezdrowe, więc spoko, mogę bezstresowo kontynuować dzień.
W planach mam nic, ale wczoraj też miałam, a skończyło się goścmi do 2 w nocy (i ani słowa nie będzie o tym, ile alkoholu miało miejsce), więc różnie może być.

Pająki się wyautowały gdzieś - tzn mam nadzieję, że nadal są dwa i jakoś się dogadają. Nie po to wymyślałam im imiona, żeby mi się potem spontanicznie wyżerały. Trochę usiadłam dziś na pajęczynie, będę musiała powiedzieć ewentualnym gościom, że to pajęczyna domownika, a nie syf wynikający z mojego bezbrzeżnego lenistwa.

Obejrzałam program o kamerze termowizyjnej Starlight tylko dlatego, że nie chciało mi się ruszyć spod kocyka i sięgnąc po pilota. Na swoją obronę, drogi pamiętniczku, mam to, że jest to nowy, śliczny kocyk Mercedesa, za który niniejszym jeszcze raz dziękuję ofiarodawcy.  Bardzo jest puszysty i mięciutki (kocyk, nie ofiarodawca). Wracam pod niego, stęskniłam się.


piątek, 19 sierpnia 2011
Pięknie jest.
W ramach piątkowego nicsięniedziania mieliśmy taką burzę, że dziękuję, postoję. A prosiłam, żeby nic. Wczoraj się dało, a dziś już nie łaska, co?
Nic to, i tak pojadę po wino, czego i Państwu życzę.
Piątek jest, niech się dzieje kompletnie nic, dziękuję.
Pół h pływania było, więc mniej więcej tonę arbuza zjadłam na śniadanie z czystym sumieniem. Colin Marlow nie pojawił się, może wyczuł, że go rozpoznałam i zacznę się narzucać. Gdzieżbym śmiała, zresztą holyłódzki aktor to człowiek jak każdy inny. Tylko pływa gorzej, cbdo. Dominatrix też nie było. Jeśli zniknęli razem, to niech wiedzą, że nie pochwalam tego. Suponujcie sobie - spokojny starszy pan i wściekła baba z pejczykiem, obrzucająca Colina kurwami/zastawą po cioci/innem mieniem? Nie bardzo to wygląda, prawda?

TGI piątek, bo doprawdy, zwariować tu można.

Wprowadza się nowy sąsiad. Mam nadzieję, że go za szybko nie zepsujemy. Oraz że nie jest szaleńcem polującym na koty/trzymającym kredens/dziękującym żabom za wyciągnięcie z alkoholizmu, jak Pan Leon. I bez tego mamy interesujące sąsiedztwo - w tej chwili czekam w napięciu na kolejny ruch Pana Depresyjnego wrzeszczącego na ludzi z balkonu. Oby nie obejmował skórowania żywcem, podpaleń, strzałów z bazooki i innych tego typu aktów przedsiębiorczości.

Rzut oka ujawnił, że na balkonie jest tylko Radamantys. W związku z tym pojawia się pytanie - wygnał Feliksa czy go zeżarł? Straszna jest ta cała przyroda swoją drogą, choć i tak mamy lepiej, uważam, niż w Hogwarcie.
czwartek, 18 sierpnia 2011
A na basenie...
...był pan, który wyglądał toczka w toczkę jak aktor grający Colina Marlowa w "Chirurgach" - wg mnie to BYŁ on, wypoczywający sobie incognito od paparazzich na zadupiu w Polsce. Kiepsko pływał - w ogóle nie mają kondycji w tym Hollywood, powiem Wam.

 Do pająka Feliksa na balkonie dołączył większy pająk, zasadniczo pobieżnie nazywany Radamantysem. Zbudował solidną pajęczynę i wiszą teraz obydwa, pewnie łypiąc na siebie i mając za złe. Obstawiam, że pokój nie potrwa długo.
Chwila napięcia....
Udało się czy nie?
Tak, mamy Króliczki - pozdrowienia dla sąsiada ;-)


Nie bardzo jednakowoż.
Prawie na ten basen poszłam - prawie, bo przeczucie mnie trzepnęło i najpierw sobie wyjrzałam z okna, po czym dech mi zaparło. W wodzie dokazywała gromadka otroczków, a na brzegu pani o wyglądzie profesjonalnej dominy pokrzykiwała "Jasiek, nie przytapiaj Zosi, bo tu więcej, kurwa, nie przyjdziemy". Znaczy nie sąsiadka raczej, dzięki stosownym bogom. Później zajrzę, może się pani jak raz kurwy skończą.

Nie potrafię wstawić obrazka, a szkoda, bo śmieszny.
A bo sąsiedzi kazali i mam teraz.

Zadeklarowałam (w czarną godzinę zapewne) założenie blogaska - sąsiedzi dzielnie pomysł oblali i teraz się domagają. No to muszę, tak?

Nie wiem czy potrafię tak od razu na głęboką wodę, ale co tam, spróbujemy.Acz może później trochę, podejdę z powagą i wogle. Pomyślę o tym na basenie, o.

Tymczasem witam.

:-)

1 ... 51 , 52 , 53