Tagi
squirk77@gmail.com
RSS
piątek, 15 marca 2013
"A co to takie piękne do mnie przyszło?"

Tytuł z takiego dowcipu jednego co go nie mogę znaleźć więc przytoczę z pamięci, gdyż posiadam powyższą, choć może być niezbyt precyzyjnie.
Dom wariatów, pierwszy dyżur młodego, bardzo chcącego się wykazać lekarza. Wokół pacjenci zajęci standardowo - jeden jest Napoleonem, drugi leży pod łóżkiem i naprawia samochód, inni w podobnej kondycji psychicznej. Nagle wchodzi osobnik cokolwiek zaniedbany, brudna koszula, plamy na spodniach, krzywo włożona czapka, nieogolony, pet w kąciku ust...Młody doznał lekkiego wstrząsu, postanowił jednakowoż stanąć na wysokości zadania i zagaja:
"A co to takie piękne do mnie przyszło? Czy to księżniczka? A może żabka? A może mała małpeczka..?
Facet patrzy, po chwili otwiera usta i rzuca ochryple:
"Panie, ogarnij pan ten pierdolnik bo przyszedłem Neostradę podłączyć".

No ale nie o tym miałam, miałam natomiast pokazać, co piękne do mnie przyszło a raczej przyjechało transportem Poczty Polskiej i nie tylko - WUALA. Wciąż nie mogę uwierzyć, że wszystkie te śliczności są dla mnie (no, trochę dla Trenera ale Trener jest dla mnie więc pośrednio wszystko jest dla mnie i już). Dorzucę później zbliżenia Tabeli Na Wypadek Gdybym Coś Zgubiła, Oby Nie No Ale Jakbym Się Uparła To Niech Mam Gdzie Zapisać.
Piiiisk, mam pierwszego własnego Przedwiecznego, widzieliście te łapeczki puchate? I kolczyczki mam, i zawieszeczki, i rękawiczeczki, i wreszcie wiem, czemu Brezly i Sakurako pisali w komentarzach o hipopotamach a na czekoladę dla Trenera nie zwracajcie uwagi, strasznie bezczelny bilecik załączono, wzięłam balkonik do chodzenia, poszłam po szkło powiększające i przeczytałam. Fi dąk.
Uważajcie, co piszecie przy wymienionych w albumie osobach, zapamiętują wszystko i potem co się taki Pan Listonosz nastresuje, to jego.
Przewiduję sesję zdjęciową z udziałem Myszy, Przedwiecznego (ach te skrzydełka mięciuteczkie, śliczności, no naprawdę), rękawiczek i Tabeli i wszystkiego poza słodyczami, może w weekend. W każdym razie spodziewajcie się, że zawartość albumu pojawi się tu jeszcze wiele, wiele razy. Nie mogę się nacieszyć. Jesteście orzeszki a ja bardzo, bardzo wdzięczna.

Zamiast obrazeczków będą dziś filmiki - piąteczka (spłakałam się i widzę, że pan w tle też), cicik, co się kulom kozom nie kłaniał i dość dobra gospodyni. O, i obrazeczek jednak - ja pierniczę, aż nie wiem, jak to skomentować. Idąc ulicą cegła chyba spadła autorowi na głowę. Miłego dnia Państwu, bądźcie świadomi że jak napiszecie na blogu że lubicie kolor zielony i miewacie urodziny oraz gdzieś Wam, bez Waszej winy zupełnie, wcięło tasak i kilo ryżu to zostaniecie potem obrzuceni stekiem życzeń i prezentów, wstrząsające wrażenie. Zjem miśka żeby się uspokoić. Nom.

PS. Te książki o zwłokach to dlatego, że jestę trochę pasjonatę kryminologii i antropologii, nie że Trener mi tak sam z siebie takie rzeczy kupuje - wyjaśniam, bo już mnie pytano czy z nim wszystko ok. Tak, Z NIM tak.

PPS. Czy rzeczy, które nie są wymienione w Tabeli w ogóle są brane pod uwagę jako "omaszcilos, ona znów coś zgubiła, zapiszcie to i będziemy jej wypominać"? Nie, prawda? Pytam bo mi wcięło jedną kopalnię w Settlersach, była za skałką i nie ma. No ale w Tabeli żadnej kopalni nie widzę, więc uff, nie wracajmy do tego po prostu.

środa, 13 marca 2013
"Szczęścia, zdrowia, pomarańczy, niech Ci Trener nago tańczy!" czyli rzecz o orzeszkach.

Zacznę od przeprosin pod adresem mojego Pana Listonosza, a nuż zagląda, dziś podobnież znów się zobaczymy więc chciałabym wyjaśnić, że to nie jest norma że rzucam się na ludzi z rykiem "Paczka od tych wariatek!!" nagminnie oraz że często wykonuję podskoki nie licujące z moją godnością i (sniff) poważnym wiekiem. Deklaruję kolejną paczkę odebrać ze spokojem i jak lejdi.
Z drugiej strony kaman, miałam na głowie półtapir* a na stopach kapcie-myszy, nie było sensu spodziewać się, że rzucę dystyngowanie "Niech położy to na tej oto zabytkowej komodzie po mojej ciotce hrabinie. Janie, zapłać temu człowiekowi".

Dostałam od Was takie rzeczy, ale to Takie Rzeczy, że najpierw się trochę tarzałam, potem przeczytałam liścik i trochę mi się oczy spociły (bo jak nie zareagować wzruszeniem na laurkę zrobioną przez "czytelników mojego bloga", wspólnie zrobioną, ogromną i prześliczną? Mam własnych, najbardziej niesamowitych na świecie czytelników i sama jestem ich szczęśliwą czytelniczką, kwiczę z dumy), potem znów się tarzałam którą to czynność kontynuowałam dziś rano. Żeby nie przedłużać - złe ludzkie języki twierdzą, że co chwilę coś gubię, co nie jest prawdą, bo nie co chwilę tylko robię sobie czasem dzień czy dwa przerwy, w końcu lata już nie te, w każdym razie dostałam Tabelkę Na Wypadek Gdybym Chciała Sobie Coś Zgubić, Choć Może Lepiej Nie, No Ale Gdybym To Niech Zapiszę Kto Mi To Wypomniał. Tabelka jest nie do opisania piękna i prześlicznie, starannie wykonana, a Wy jesteście orzeszki z kosmosu, jak można starszą panią doprowadzić do takich emocji, no jak. Ponadto mam nową Mysz w niepokojącym kolorze (Karolina, powiedz mi szczerze, ona jest szara, prawda? Szara, nie SIWA, tak wypominająco SIWA?)
Ponieważ kilka osób odgrażało się, że to nie koniec (olaboga, alem przerażona) czekam na mrożącą krew w żyłach resztę żeby nie rozdzielać jednej wielkiej niesamowitości na drobne i robię zdjęcia tych wszystkich cudeniek (noo, prawie wszystkich, część cudeniek od Margi została skompromitowana ;-)), drobiażdżków, zakładeczek-myszek i niemyszek, chomiczków i kolczyczków i popaczam, jak mi świat zazdrości, bo jest czego. Póki co zbieram się powoli na pocztę gdyż spodziewajcie się zemsty, będę straszna. Po zrobieniu zdjęć wrzucę tu PS., że zrobiłam i że są na Fanpejczu i kto za co jest odpowiedzialny i niech się dumnie napuszy bo macie niesamowity talent w łapkach, w kompleksy tu wpadnę. Jestem oszołomiona, wdzięczna, szczęśliwa i wzruszona, to najlepsza niespodzianka urodzinowa w moim życiu, jesteście orzeszki a ja przez chwilę nie wiedziałam, co powiedzieć, a wiedzcie, że mi się to często nie zdarza (choć lata już, jak wspomniałam, nie te). Dziękuję, będę się mścić!!!!1111 Ponadto trzebaby zacząć powoli organizować gangastersko-fitnessowo-blogowy zlot a wtedy niech no ja Was tylko dopadnę.

PS. Tytuł to życzenia od Dodgers, pomarańcze i szczęście już mam, o zdrowie walczę (dzięki Waszemu wsparciu, za które nie wiem, jak dziękować, nie jest tak ciężko jak byłoby bez Was),Trener mówi, że jak wróci z pracy to coś się zorganizuje. Dzięki, Dodgers!

PPS. Dialogi romantyczne:
Ja (z oczami szrekowego Puszka) - Chlip.
Trener - Co się stało?
Ja - Jestę starcę....
Trener - TO JA OD DZIŚ BĘDĘ MÓWIŁ GŁOŚNIEJ!

Oszaleję tu kiedyś. Od Trenera, nawiasem mówiąc, dostałam "Trupią farmę" i zapowiedź, że jeszcze ze mną w kwestii prezentów nie skończył. Ponieważ jak dotąd prezenty od Trenera to np. 0,7 Wyborowej LE, kilo gruszek, mini-wiertarka czy sztanga rozpuszczalnego magnezu jestem nieco niespokojna.

* nie, nie pół czegoś takiego, żadne zwierzątko nie doznało krzywd nijakich w mojej hacjendzie i okolicach, zresztą nie byłby wygodny chyba

PPPS. Jakie to wszystko śliczne, zakwiczę się na śmierć. Nawet od Google dostałam życzenia i torcik, chyba wezmę balkonik do chodzenia i zafunduję sobie lekki kurcgalop po osiedlu żeby ochłonąć.

piątek, 08 marca 2013
Nieczynne z powodu, że zamknięte.

Jest mi niefajnie i nie mam chwilowo siły na blogowanie ani na całą masę innych ważnych dla mnie rzeczy, postanowiłam zrobić sobie kilka dni urlopu na poważnie i bez przekonywania siebie i Was że wszystko jest kul i mogę sobie na luzie napisać wesołą noteczkę. Nie jest kul, idę tam ---------->, za firewall, i dam sobie jakiś tydzień mniej więcej na poważne zajęcie się sobą. To żadne wielkie pożegnanie, po prostu nie będzie mnie tu przez chwilę, naprawię się i wrócę, a zanim wrócę będę o Was ciepło myślała. Tymczasem wszystkim Lejdis życzę wszystkiego naj - jesteśmy super, nie? To aż krępujące chwilami być aż tak bardzo super, wiem wiem, ale nikt tego za nas nie załatwi, kontynuujmy dla dobra ludzkości.
Do zobaczenia za kilka dni, nie bądźcie grzeczni, bo to nudne. Chwilowo mnie nie ma ale nie przywiązujcie się do tego faktu.

PS. Myszy w fantastycznej formie, Piórkysz niezmiennie nic nie waży i dostaje ze szczęścia ataku ogonka na widok człowieka, zwłaszcza człowieka mającego czas na głaskanie pary bardzo drobnych uszek, Półtorakilysz ma nową zabawę - zjeżdżanie bardzo powoli po szyi Trenera Osobistego na rozcapierzonych pazurkach ze starannym ignorowaniem faktu, że powyższego bardzo to łaskocze i trochę w związku z tym kwiczy. Oszaleję tu kiedyś.

PPS. Widzieliście, co się dzieje za oknem? Znów pizga złem, w dodatku bez uprzedzenia, fi dąk. Wracam pod kocyk.

PPPS. Nie ma dnia, żeby nie zajrzał tu ktoś w poszukiwaniu przepisu na tiramisu. Sory.

piątek, 01 marca 2013
Sięchwalenie - pierwsze porządne bento.

Na porządną notkę jeszcze nie zebrałam sił bo jest mi takse (choć telewizja angielska dostarcza mi tylu wrażeń, że wyrzucę to z siebie albo oszaleję) ale obiecałam w komentarzach pochwalić się tym, co wykonały moje białe rączki, więc wuala. Ryż z posypką z zapomniałam, czego i prażoną dynią, krewetki w słodkim sosie teriyaki, brokuł al dente, jajko uformowane w kształt...nooo, miało być serce ale wyszła raczej nieduża sempiterna, pomaziane ciemnym sosem sojowym i posypane sezamem czarnym i białym, kwiatki z rzodkiewki i ogórka (na płatku nori), sos sojowy, saszetka z miso bodajże grzybowym.

PS. Z rozmowy ze znajomą:
Z - No ale co Ci jest, no co, powiedz, powieeedz?
CN - Nic strasznego, zaniedbałam coś i konsekwencje dają mi po nosie, muszę się naprawić i będzie dobrze.
Z - No ale powiedz, co to jest, mów, no mów!
CN - Nic strasznego, nie chcę, żebyś się martwiła, po prostu będę trochę osłabiona, biorę leki i dam radę.
Z - No ale może jakoś Cię będę mogła wesprzeć, może jakoś Cię pocieszę, ja bardzo dobrze pocieszam, mów mów.
CN - No dobrze...
(3 sec później)
Z - Muj Borze! To straszna, męcząca choroba! Przecież na to można umrzeć! Mój znajomy się na to od 30 lat leczy I NIC!
Kurtyna.

Tagi: bento
19:40, squirk
Link Komentarze (71) »
niedziela, 24 lutego 2013
Tup tup tup tup tup tup tup

czyli wracam na chwilę aby poinformować zainteresowanych, że pogłoski o mojej śmierci są mocno przesadzone, biorę tonę leków i żyję, po prostu weny nie mam, więc urlop odblogaskowy trwa. Dziękuję za wszystkie pacanie mnie łapkami, odpacam na bieżąco.
Jedną rzecz opiszę, póki pamiętam.
Razu pewnego niżej podpisana, miłośniczka steków, została zwabiona przez Trenera Osobistego, miłośnika takoż, na wyżej wymienione do stosownego lokalu. Broniłam się jak mogłam gdyż aktualnie jestem raczej na diecie bezpokarmowej z uwagi na ogólny wszystkowstręt ale w końcu zadecydowałam, że Niech Będzie. Pojechaliśmy nie powiem, gdzie, bo mi wszystko wyjecie a postanowiłam tam wracać. Posadzono nas przy stoliczku obok stoliczka uroczej starszej pary, wręczono menu, wybraliśmy steki i padło sakramentalne "Jaki ma być stopień wysmażenia?".
Przez sekundę zastanawiałam się nad medium ale Trener Osobisty rzucił mi oburzone popaczanie, więc oczywiście padło na rare, zamówiliśmy czujnie obserwowani przez parę siedzącą obok. Miła kelnerka podeszła odebrać ich zamówienie, wzięli steki, zadano pytanie i tu pani, patrząc na mnie z wyższością zamówiła "Dla mnie rare i dla męża tak samo" - pan ani pisnął (jak w dowcipie o parce w restauracji, pan milczy potulnie, pani zamawia mięso, jakieś dodatki, kelner pyta "A warzywo?" - "Och, dla niego to samo, co dla mnie"), po czym nastąpiła scena z gatunku wyrywających z kapci.
Przyniesiono steki, skubaliśmy przystawki więc najpierw dostali je państwo ze stolika obok i chwilę później pani rozchyliła ust pąkowie i zapytała głośno "Co to ma być?" - kelnerka szybko podeszła i usłyszała "Przecież to mięso jest krwiste!". Kelnerkę zatkało a i my popadliśmy w chwilowy stupor. Pani była oburzona i spojrzała na mnie ze zgrozą - za nic w świecie nie zamówiłaby krwistego mięsa, jak można coś takiego jeść!
Poczułam, że to alibi to do mnie, serio.
Myślę, że nastepnym razem pani zerknie wcześniej w słownik. W dodatku ku jej oburzeniu warzywu mężowi smakowało, co za okropny wieczór.

Trener za pół h wylata do gupiego Wiednia i Bratysławy niewiempoco więc idę sobie pod kocyk, ponursza czegoś, a Państwu życzę miłej reszty niedzieli oraz satysfakcji z obejrzenia krabików, koali i postaci z nowej wersji Diuny. Chwilowo mnie nie ma, ale bywam, cbdo.

PS. To już pewne i po raz drugi wykazane - mój nieśmiały blogasek ma moc swatania, wysyłam pozytywne wibracje w kierunku dużego miasta w południowo-zachodniej części Polski, dumnam bardzo.
PPS. Trener kupił Myszętom karmę uśliczniającą. Phi, bez sensu, śliczniejsze przecież nie będą.
PPPS. Co przywozi się żonie z Bratysławy jeśli jest się jeszcze młodym i nie chce się kłopotów?

Tagi: myszy
17:30, squirk
Link Komentarze (125) »
poniedziałek, 18 lutego 2013
Wpis w zastępstwie Notki Właściwej, która pojawi się tu jutro a najpóźniej pojutrze, chyba, żeby mi się nie chciało czy coś.

"Wczoraj nie mówiłem, bo byłem chory, mam zwolnienie" czyli choruję sobie dość poważnie czego skutkiem jest na przykład ogólny niechciej, brak weny i siły na cokolwiek. No, ponarzekać bym ostatecznie mogła ale też mi się zwykle nie chce w sumie.
Paczam sporadycznie angielską TV i programy z szarpiącymi serce na sałatkową kosteczkę problemami w rodzaju "30 lat temu rodzice byli na mnie źli i martwię się, że znów będą" naprzemiennie z "jestem w ciąży i nie wiem, jak powiedzieć o tym koleżance" czyli analnopochodnymi, umówmy się. Ponadto zrobiło się ciepło i z okolicznych hacjend wychynęły Mamusie z Przychówkiem, co się człowiek nasłucha na spacerze czy w sklepie, to jego. Lokalny Pan z Jęczącym Autkiem na szczęście jeszcze się nie ujawnił, Marysia serdecznie chromoląca tatusia także, za to któryś z sąsiadów był chyba wizytowany przez Troskliwą Mamusię i jako, że jestę szczęściarzę, trafiłam na tejże troskliwości eksplozję. Mianowicie przechadza się mamusia, przechadza się parka dzieciaczków i nagle otroczek oops, przewrócił się, na szczęście był dzielny, wstał i pobiegł radośnie przed siebie. Siostrzyczka pragnęła dołączyć i już już zrywała się do rączego kłusu gdy Troskliwa Mamusia, pomna niedawnej przygody synka, przytrzymała ją za ramię i zapytała rzeczowo:
 - Chcesz się wypiergolić jak Rafał przed chwilą?
Ze zrezygnowania przez dziewuszkę z aktywności wnioskuję, że nie chciała.

Settlersów online, po namyśle, daruję sobie i nie tylko dlatego, że weekend był tragedią jeśli chodzi o możliwość zalogowania się bo to udało mi sie obejść a i tak zagląda się tam ze 3 razy dziennie na kilka minut żeby sobie poustawiać gospodarkę, więc czasu dużo nie żre. Chodzi o drobne idiotyzmy w rodzaju wysyłasz Gościa od Poszukiwań na poszukiwanie trwające bite 6 h po 10 szt marmuru a on wraca z paczką desek i tak 8 x pod rząd. Można też zdobyć szalenie praktyczną rzecz typu Kamyczek z Kwiatuszkami który robi kompletnie nic poza tym, że można sobie go gdzieś umieścić i mieć. Mam tych cudeniek, potrzebnych jak kurwie trojaczki, pół magazynu. No ale nic, są też bandyci do wykoszenia, questy do wykonania. Po jednym, uciążliwym i czasochłonnym, wygrałam Gniewnego Pana*. Toż wystarczyło do PISu wstąpić.
A, i żeby ktoś szybciej pracował trzeba mu rzucić np. trochę ryb. Fatalne podejście do pracowników.

Idę zaparzyć rewelacyjna herbatę (Rudo - dziękuję :-*) a Państwa zostawiam z filmikami - dziś będzie o ciciku, ciciku i uroczych szczeniaczkach. Obrazeczki były ale się zablokowały i został tylko ten, poważnie to wygląda. Miłego dnia Państwu i grzeczni bądźcie, jest mnie chwilowo mniej, niż kiedykolwiek, nie dlatego, że jestem Waszą ex czy coś, po prostu nie mam siły.

PS. Podczas wpisywania tagu "Myszy" dostałam podpowiedź "Myszy - kapcie", bardzo liczę na to, że to moja zasługa, kapcie niezmiennie piękne i wygodne, Myszy niezmiennie piękne i puszyściutkie.

 

* "ulepszony zaciąg", pfff.

wtorek, 12 lutego 2013
Zacznę od porno a potem jakoś pójdzie.

Mam mały urlop rekonwalescencyjny, w związku z powyższym moje zaangażowanie w jakąkolwiek działalność jest porównywalne do zaangażowania aktorki porno w dialogi i, gdyby mnie Trener Osobisty, na moją zgubę, nie wciągnął w Settlersów online, nie włączałabym przez jakiś czas komputera. Tymczasem muszę wykosić wrogich lokalesów i zbudować kilka nowych kopalni, łatwo nie jest.

Telewizja angielska wprost mnie rozpieszcza, zaczynam podejrzewać, że któryś z producentów czyta blogaska i potem rzuca przez zęby "Riczard, ona znów narzeka że u nas patologia, powszechna głupota i ciąże znikąd, znajdź mi kogoś wyjątkowego kto poprawi nasz wizerunek w oczach mieszkanki podwarszawskiej nawsi" a potem niestety trafia na takiego pana, jakiego mi wczoraj zaprezentowano. Pan jął walczyć z nadwagą, czyli ca połową siebie, i wyraźny przekaz skierowany k`paczającemu był taki, że choćby nie wiem co pan schudnie, bo ma wsparcie ukochanej żony która patrzy na niego wzrokiem pełnym miłości, bardzo w pana wierzy i chce się z nim zestarzeć czyli prawdziwa miłość wszystko przetrzyma. Pan tymczasem ogarnął się nieco, dość szybko zeszczuplał, wydał się sobie najwyraźniej szalenie atrakcyjny (co dowodzi, że mu dieta na wzrok zaszkodziła bo wyglądał jak przekłuta bardzo duża opona z oczkami) i nagle jebudu! już żony nie kocha i do widzenia, i jeszcze jej wspólnego kota zabrał. Wniosek jest oczywisty - trzeba mieć zwierzątka futerkowe z ludźmi, którzy są przy nas na dobre i złe.
Ponadto z zaangażowaniem oglądamy "Bones", ostatni z odcinków, na jakie trafiłam, to z kolei przekaz dla panów - bądź milusim niezdradzaczem albo się Ciebie zdrowo walnie kijem do łapania węży, poprawi towarzyszącym mu hakiem a potem podrzuci tygrysowi i trzeba będzie mu potem zabierać Twoją nogę żeby się zorientować, ktoś zacz. Moim zdaniem nie warto, to był całkiem spory tygrys.

W Myszarium bardzo wesoło jest, tzn. Mniejszość niezmiennie zachowuje się jak bardzo mały szczeniaczek z ADHD a Większość ma nową zabawę. W zabawie chodzi o to, żeby bardzo wczesnym rankiem rzucić się na grzbiecik przed kostką mineralną i kompletem łapek kopnąć ją możliwie mocno na ścianę Myszarium tak, aby kostka zagrodziła biednemu zwierząteczku drogę do poidełka. Walnięcie generuje zaspanego osobnika w śmiesznej piżamie który zwierząteczko pogłaska i poda kilka pestek słonecznika a kostkę poprawi. Czynność powtórzyć max. 2 razy bo potem osobnik wygłasza stłumione inwektywy i przenosi się z poduszkami do salonu.
(Oczywiście, że mogłabym kostkę przełożyć gdzie indziej, ale Większa jest tak uszczęśliwiona tym, że jej plan działa, że nie odbiorę jej tej satysfakcji - kilka m-cy temu temu była zdziczałym tchórzykiem, dziś wbiega nam na dłonie, będę w to nadal inwestowała).

Obrazeczki mam przygotowane i mogę Państwu zaprezentować wierzącego ateistę, podrób i królicze porno (znów porno, cóż za nieprzyzwoita notka), jako bonus cóż za cicik. O, i Grę o Tron zobaczymy wcześniej. (Pomijając kwestie religijne, bo to nie moja bajka - starszy człowiek się zmęczył i ma dość, selawi, nie wiem, o co tyle zamieszania).

PS. Zaglądam ale mogę mieć lagi.
PPS. Robimy planowany zlocik Kosz Angels & Co. we wrześniu gdzieś w centrum Polski? O ile wiem wielu osobom pasuje właśnie wrzesień wstepnie, będzie po wakacjach, największych upałach itp. Wpisójcie miasta kture popierajom!!!!11
PPPS. Dzięki bogom nie mamy tak niszczycielskich miejscowości jak maluch w ostatnim akapicie.

czwartek, 07 lutego 2013
Pączek`s Day

Skompromitowaliście już Państwo jakiegoś? Trener właśnie dzwonił że osobiście zniknął 3 sztuki - swojego i pączki z puli Kolegów, Których Dziś Nie Ma. Pula jest bardzo elastyczna, jakimś cudem co roku okazuje się, że sporo osóby z poświęceniem nie dopuszcza do zmarnowania się paczków z niej czyli np. 10 osób zjada pączki w zastępstwie 2 Kolegów, Których Dziś Nie Ma a jednocześnie każdy pracownik dostaje swojego pączka i nikt nie zostaje pominięty, pączkowa magia alboco.
Dzięki bogom oznacza to, że nie muszę smażyć.

Taki program wczoraj widziałam że mi się kora mózgowa ze trzy razy wygładziła w trakcie projekcji. Mianowicie o ukrywanych ciążąch, zaprezentowany przypadek może nie wyrwał, ale lekutko wysunął mnie z kapci. Dziewczę lat 20, współautorka brykającej żwawo jak szpaczek 2-latki, odkrywa, że jest w ciąży, zszokowana, bo nie wie, jak to się stało. Mam teorię, że oni po prostu z domów wychodzą kiedy się cała ta prokreacja odbywa, potem wracają i mają przegwizdane. Młódka, spodziewająca się bliźniąt, żali się przed kamerami na swój los, smutna czegoś, ale oczywiście wszystko kończy się dobrze, tęcze i koziorożce, nie to jednak wywołało moje najżywsze emocje. Niech mi ktoś powie, z góry dziękuję, jakim cudem otoczenie nie zauważa u szczupłej dziewczyny mnogiej ciąży w 5-tym m-cu? Ze szczególnym uwzględnieniem matki, z którą dziewczę mieszka? Czy to jest jakaś norma, że kiedy żeński członek rodziny nagle dostaje odwłoku o rozmiarze 3,5 kardaszjana to staje się niewidzialny i póki nie powie, że jest w ciąży, to tematu nie ma? Czary z mleka po prostu.
W drugim przypadku podstępna ciąża zaskoczyła bezrobotną żonę bezrobotnego męża i matkę 8 sztuk potomstwa. Niebezpieczna ta Ameryka, same szokujące ciąże znikąd.

Ponadto posiedziałam sobie wczoraj przez chwilę pod gabinetem lekarskim i mam postulat, żeby pooddzielać fotele takimi wysokimi przegródkami żeby można było sobie spokojnie popaść w stupor nie wadząc nikomu. Kiedy ktoś siedzący obok wyjmuje telefon i zaczyna koleżance relacjonować problemy bliskich sobie osób ze zdrowiem i w którymś momencie pada zdanie "...no i u tej mojej sąsiadki z akupunktury wyszło, że ma tarczycę, nawet akupunkturę powtarzali żeby się upewnić, 30 lat ją znam, kto by pomyślał" to trochę słabnę.

Cicika Państwu zaprezentuję a nawet dwa oraz trochę sztuki. Żeby nie było za słodko - nie jesteśmy już, niestety, zajebiści. Trudno, co zrobić. Pączka sobie skompromitujcie na pociechę i miejcie udany dzień. Ja natomiast pozostanę w zapoczątkowanym wczoraj stuporze gdyż właśnie zadzwonił do mnie MBF i poinformował, że nie może teraz rozmawiać i oddzwoni. Nie ogarniam tej kuwety chwilami.

poniedziałek, 04 lutego 2013
"Nie ma niczego złego w przyglądaniu się puddingom"

poinformował mnie wczoraj via TV Jamie Oliver.
Kamień z serca.

Zacznę od łamiącej wiadomości - ostrożnie rozpoczęłam sezon ogrodniczy. Od razu zadeklaruję, że w tym roku nie planuję siać na balkonie dyni ani żadnych takich. Da się je wyhodować w donicy i eksperyment uważam za udany ale to nie są rośliny na balkon. Za to bób kupiłam, ot, tak jakoś. Oraz, zainspirowana zeszłorocznymi doświadczeniami w rodzaju "Co ja tu posiałam, rozmaryn chyba...Nie, to cukinia jest..albo jednak rozmaryn jego mać" nabyłam kolorowe etykieteczki do doniczek i będę starannie i wielkimi literami pisała co jest czym aby uniknąć sytuacji w której rośnie mi 30 roślin z których 24 wyglądają jak pietruszka której nie siałam wcale.

Konsekwentnie oglądam programy przyrodnicze ale są ostatnio robione na jedno, nomen omen, kopyto, mianowicie czego bym nie włączyła znów widzę, jak się Afryka opycha młodymi zebrami. Poważnie, poszła chyba kolejna wieść po sawannie że rzucili młode zebry i wszystko, co nie żywi się kurzyśladem polnym, zawiązało sobie serwetki pod brodą i poszło na zebry. Zebry nie zgadzają się stanowczo z tym powszechnym zaangażowaniem w zmniejszanie ich liczby ale mam wrażenie, że ich opinie nie są brane pod uwagę.
Ponadto gnu są jakieś głupie chyba. Stoi przedstawiciel gatunku nad wodą i cóż on pacza - inne wlazły do wody i prąd je zniósł w stronę wysokiego brzegu na który nijak nie wlezą więc dla wszystkich powinno być jasne, że aby nie opuścić przedwcześnie tego łez padołu należałoby wtruchtać do rzeki kawałek dalej, gdzie woda jest płytsza. Ale nieee, pogapi się takie i włazi w wodę dokładnie w tym samym miejscu i oczywiście prąd je znosi a zbliżające się krokodyle nie wyglądają sympatycznie. Mam teorię, że krokodyle płyną wolniej przez to, że pod wodą przez cały czas zacierają z zachwytem łapki.

W Myszarium bez większych zmian, Mniejszość wyhodowała sobie po prawej stronie pyszczka dodatkową białą plamkę i stara się ustawiać tak, żeby prezentować ja przy każdej okazji, jest bardzo dumna z nowej ozdoby, a Większość pozazdrościła jej chyba brewek a`la Breżniew i uznała, że też takie chce, więc zaczęła hodować ale najwyraźniej w trakcie zmieniła zdanie i ma tylko jedną. Szczyt miseczkowej listy przebojów szturmem zdobyła cykoria, na widok cykorii obie Myszy tańczą na tylnych łapkach. Niesamowite są moje Myszy, bardzom dumna.

Ponadto pojechałam do Kiki i wróciłam z kaczką - mam nadzieję, że powstrzymacie się Państwo od komentarzy, co tu komentować zresztą, większość ludzi miewa kaczki, mam i ja. Nie chciałam odstawać drastycznie od zaopatrzonego w kaczki ogółu i uległam powszechnemu trendowi po prostu bo jestem podatna na wpływy ludzi czyli Wasze. Czyli to w sumie Wasza wina że kupuję, bardzo rzadko wprawdzie, ale jednak, jakąś niedużą kaczkę, ale nie gniewam się.

Obrazeczki na dziś zawierają gołębie w ciągu, instrukcję do cicika, sawułar oraz takie tam, naukowe. Ponadto trzeba chyba zacząć pakować się z internetu gdyż doszło do sceny drastycznej. Miłego dnia Państwu, bez wahania obejrzyjcie jakiś pudding, koniec z ukradkowym zerkaniem.

PS. Nie lubię p. Lisa ale się z nim zgadzam. Lubię panią Grodzką.
PPS. Brahdelt wystawia dobre książki od złotówki, zerknijcie bo warto u Niej polować.
PPPS. Obejrzałam ostatni odcinek drugiego sezonu "Gry o Tron" - ha! Danaerys odzyskała smoki, dzielna dziewuszka, oraz zombie nie zjadły tego grubcia zabawnego, co jest bardzo miłe, ale idą w stronę Muru, co jest bardzo niemiłe gdyż za Murem są ludzie, których lubimy. Jestem za tym, żeby im rzucić księcia Joffreya i królową i zakończyć na tym stosunki interpersonalne bo ewentualna walka oznacza Wysiłek Fizyczny a komu by się chciało.

czwartek, 31 stycznia 2013
Dzień, w którym niczego nie zgubiłam...

..to stanowczo nie dziś, znalazłam wczoraj miarkę krawiecką zgubioną przedwczoraj i dziś znów jej nie ma, niepokojące to trochę.

Robię zamówienie promysie, bo Puchove Panienky zużywają kołderki w tempie błyskawicznym, ale coś mi się robi w środku kiedy widzę twórczość w rodzaju "tunel dla kota o długości 120 cm" czy "karma świnka pełnowartościowa". Krótkie koty i wybrakowane np. na wąsach świnki mają przegwizdane. No i kto robi dla gryzoni kolby bekonowe? W naturze, o ile wiem, chomiki nie rzucają się na dorodne prosięta żeby upierniczyć im kawałek nogi i nie wieją z tym mięsem w pyszczku za stodołę, żeby się opchać jak jakiś sołtys. O, proszę, "karma dla chomika 400 g w worku", omaszcilos, taki PO ZBÓJU ten chomik, pewnie ze strachu go w tym worku trzymają.
O, i "delicje z bobrów" zobaczyłam ale na szczęście okazało się, że chyba ślepa jestem, "z borów" są, żadnemu bobru krzywda się nie stała.
Poza tym pada jakby nie miało niczego innego do roboty.
Popatrzcie sobie Państwo tutaj, sporo promocji i wysyłka paczkomatem gratis.
Ahahaha, "tunel dla kota z rękawami".

Zostawiam Was z króliczkiem, kotkiem i ohydnym potworem romantycznym. A to na wypadek końca świata - od razu zamówcie, żeby każdy miał własnego. Wracam robić rzeczy nudne i złorzeczyć aurze.

PS. Ponieważ dostałam w ciągu ostatnich dni aż trzy pytania o to, czemu nie biorę udziału w konkursie na bloga roku postanowiłam odpowiedzieć hurtem i przy okazji zapobiec tego typu pytaniom w przyszłości. Odpowiedź jest starannie przemyślana i brzmi "Chyba sobie żartujecie". Żadnych reklam, żadnych konkursów, to skromny blog na peryferiach a właścicielka jest nieśmiałą mimozą i nie wychynywywuje.

PSS. "Drapak dla kota z wymiennym wkładem", zasłabłam.