Tagi
squirk77@gmail.com

Wpisy z tagiem: Amazonia

środa, 13 czerwca 2012
"Bądź tu mądry i piszcz wiersze".

Tytuł na cześć mojej Myszy, która uznała wczoraj (i dziś) że sen (mój) to jakiś wymysł, w dodatku może mi zaszkodzić, więc wzięła na swoje 39 gramów puchu misję uratowania mi życia. Ratowała je do 4.10, kiedy to wstałam, wzięłam poduszki, dyżurnego Owcę i serdecznie pożegnałam miotającą sie dziko Mysz udając się na sofę. Oszaleję tu kiedyś, w dodatku niewyspana.
Ponadto przegrałam wczoraj pół litra, bo założyłam się o wynik meczu i, o dziwo, nasi jednak z Rosją nie wygrali, a powinni. Nie wiem, może ich nikt nie uprzedził, że grają po to, żeby wygrać, a nie jeno ku czczej krotochwili.
Chce mi się iść do sklepu po tę wódkę jak nie wiem co.

Na głównej nuda, sport i zdjęcie kandydujące na mema, wystarczy dorobić napis "Invisible penis" i będzie pięknie.

Z nowości to znowu chcę mieć kapibarę, w sensie nie, że kiedyś miałam, ale że juz raz chciałam. Widziałam wczoraj w jednym programie wielkie stado kapibar, mnóstwo ich w takiej Amazonii i nikt nie będzie miał pretensji, jeśli sobie jedną zabiorę. Oglądałam też zupełnie poważny reportaż o dzikich świniach - jak się okazuje to nie jest tak, że świneczki tylko chrząkają, tu zjedzą korzonek a tam pędzik, kwikną i to by było na tyle. W Australii dzikie świnie wyglądają zupełnie jak dziki, ważą 120 kg, rozmnażają się jak szalone, niszczą uprawy i roznoszą choroby, a że uznały, że to za mała aktywność i wstyd tak się lenić, zaczęły także atakować ludzi. Miło się paczyło na świneczki bardzo małe, bo taki pasiasty warchlaczek oka stanowczo nie męczy, ale szybko mi pozytywne wrażenie przeszło, kiedy warchlaczek okazał taką agresję, że doprawdy nie zalecam głaskania i spokojnie możemy go dodać do listy puszystych niegłaskalnych.
O krokodylach też było sporo i wiecie, taki krokodyl nie ma wcale lekko. Na początku ma przegwizdane, zupełnie jak młody żarłacz wcale_nie_biały, bo jest mały i wszystko na niego poluje, więc zanim osiągnie tych kilka metrów, przy których nikt mu nie podskoczy i będzie mógł opychać się młodymi gnu jak jakiś sołtys, mija parędziesiąt lat. Tak tak, to nie jest jak u dzikiej świni, która bach! pół roku i ma już własne świnięta - żeby osiągnąć jakiś przyzwoity rozmiar, np. 5 metrów, krokodyl musi się trochę nażyć i nastresować, bo aż 50-60 lat. Ten oglądany wczoraj miał ponad 6 metrów (ponad 10 cicików długości, wystawcie sobie, jak dużo krokodyla to jest) i oczywiście bardzo gnu lubił, na szczęście w większości przypadków bez wzajemności albo same starsze osobniki, z pewnością zmęczone już bardzo szczęśliwym życiem w zdrowiu i spokoju. Młode gnu jakoś się zmobilizowały i wczoraj żadnych głupot typu hasanie sobie tuż przy brzegu nie robiły, więc albo dostały rozumu albo, co mniej prawdopodobne, czytają mojego bloga i wstyd im sie zrobiło, że je za nieostrożność besztamy. Po namyśle - małe gnu mogłabym mieć w sumie, byle mi błota nie naniosło, bo bardzo puszyste są takie gnu, a jak wiadomo puszyste=ojeja, kiziać, kiziać (i sprawdzić, czy nie hiena, bo z hienami to pisałam, jak bywa. Nie każdy chłop z widłami to Posejdon, nie każda maleńka hiena to mięciusi futrzaczek, który nie upierniczy człowiekowi ręki tuż przy paszce, taki lajf).

Obrazeczki latoś obrodziły - dziś będzie z dedykacjami, bo dla Zuzanny, która obejrzała glitterowego wąpierzyka zaświergolonego w anemicznej mimozie z zapaleniem trzeciego migdała oraz dla mnie i Emilyann, bo to trochę o nas jest, wstyd jak beret, ale co poradzimy. Jako bonus - krótka prawda o życiu, a przy okazji serdeczne pozdrowienia dla nowej zaglądającej, bardzo mi miło.
Proponuję Państwu spacer, ale raczej po szosie, bo bardzo padało i wszędzie wokół pełno blota jest. Takie gnu, gdyby chciało komuś błota nanieść, to ma teraz spore możliwości - pilnujcie swoich gnu i zaopaczcie im raciczki w gNumofilce, miłego dnia.

PS. W oglądanym wczoraj okołoświnnym programie lektor, mam wrażenie, wcale nie chciał, żeby zdanie "Farmer X upolował świnię podczas konsumpcji padliny" brzmiało, jak brzmiało. Chyba, że się mylę i należą się braweczka farmerowi, który przerwał swój dość nietypowy posiłek żeby inhumować szkodnika. Jestem szczerą fanką takich zdań, czepiam się ich z dziką rozkoszą.