Tagi
squirk77@gmail.com

Wpisy z tagiem: makaron

wtorek, 19 czerwca 2012
"Podstawowe zasady higieny są takie, że jak się wchodzi to się puka"

Tytuł wiemy, skąd, a jeśli nie wiemy, to sie nie przyznajemy, bo wstyd jak beret i besztanie gwarantowane.

Taki miałam wczoraj wieczór, że dziękuję, postoję (a potem siądę i trochę się w sobie zamknę). Otóż zdarza się, że człowiek czasem coś zgubi, prawda? Portfel można zgubić, długopis, serce pod miedzą, jak w piosence, generalnie co kto ma potrzebę albo i bez potrzeby. To ja, proszę Państwa, zgubiłam wczoraj ryż i nie żartuję. Kupiłam opakowanie ryżu, stało sobie w kuchni na blacie roboczym i nie wiem, co dalej, bo wczoraj odkryłam, że nie tylko nie ma go tam, ale też że nie ma go nigdzie indziej. Miotałam się przez dłuższą chwilę po kuchni, zajrzałam wszędzie, w końcu idę do Trenera i zaczęłam od stania w progu pracowni i smętnego wyglądania, żeby dobrze temat zacząć.
 - Co ja paczę? - wyraził zainteresowanie Trener Osobisty
 - Paczysz nieszczęsną mnie, bo - tylko się nie śmiej - zgubiłam ryż.
 Tu muszę przyznać, że Trener Osobisty świetnie opanował słuchanie mnie z kamienną twarzą mimo niewątpliwie targających nim rozmaitych uczuć. Mianowicie wygłosił spokojnie:
 - A sprawdzałaś w lodówce i na pralce? Nic innego nie przychodzi mi do głowy...
Dopiero po chwili emocje wygrały i Trener trochę się załamał.
Żeby nie było - poszłam tę pralkę sprawdzić, ale nie było tam mojego ryżu. Nie ma go nigdzie. Zrozumienia dla mojego nieszczęścia też nie ma, bo kiedy na gorącej linii fejsbukowej pożaliłam się Brahdelt i Zuzannie, że zgubiłam ryż, Brahdelt wysłała mnie na poszukiwania do lodówki i szafy odzieżowej, a Zuza-chan trochę umarła ze śmiechu, że można ryż w domu zgubić. No można, co poradzę. W efekcie mam ogórkową z ryżem tyle, że bez ryżu.

W przyrodzie pojawił się pająk, między pomidorami i grochem wąsatym. Poważnie, paczę rano, a tam pajęczyna i pająk. Nieduży i w sumie bardzo mnie nie razi, ale obiecałam Pająkomśmierć że wszystkie pająki spakujemy i wyślemy do Australii a potem się pudło z pająkami dyskretnie wykopie z kuli ziemskiej, więc czeka mnie ekspedycja na balkon i szturchanie pająka, żeby uciekał albo się poddał, jedną szansę mu chyba mogę dać. Reszta przyrody jest majtana wiatrem, kwitnie (pomidory, fasola) albo nie kwitnie (cała reszta), wiele się od wczoraj nie zmieniło. Jadę dziś po doniczkę dla okry, bardzo ładnie mi rośnie.

Żeby nie było, że u mnie tylko nieszczęścia albo nuda - Trener Osobisty wręczył mi wczoraj kolejny nietypowy prezent. W roli poprzednich wystąpiły m.in kilogram gruszek, hak do ciasta, miniwiertarka i 0.7 Wyborowej, tym razem dostałam maszynkę do makaronu. Popiskiwałam od jakiegoś czasu że ojeja, chcę maszynkę, i Trener, jak się okazało, uważnie mnie słuchał. Mam maszynkę, na kolację był domowy makaron i jak tylko znajdę sposób na przechowywanie domowego makaronu wyprodukuję go całe mnóstwo.

Oświadczam, że nie oglądałam wczoraj  o zwierzątkach, bo miałam mnóstwo zaległych zwłok do obejrzenia oraz robię sobie powtórkę pierwszego sezonu Game of Thrones, głównie dla khala Drogo i smoków. Drugi sezon zaczęliśmy już oglądać i bardzo liczę na to, że anemiczna Sansa pokaże wreszcie, że ma jakiś charakter, a księcia Joffreya szlag nagły trafi. Poza tym dorzucili całą furę seksu i fragmenty serialu wyglądają jak egzotyczne porno. W ostatnim oglądanym odcinku Jon Snow dostał w czapę i, choć nie podobają mi się mężczyźni wyglądający jak kakao z pianką i ptyś jestem nieco zaniepokojona, bo źle mu nie życzę, to w końcu nie książę Joffrey, którego oby czkawka udusiła.

 Mam obrazeczki, dziś będzie o niemal zgonie, zabawie z dziecięciem oraz wyjaśnionej tajemnicy. Miłego dnia Państwu, pójdę szukać tego ryżu, gdzieś przecież musi być.