Tagi
squirk77@gmail.com

Wpisy z tagiem: Krystyna Czubówna

środa, 05 września 2012
"Szarpanie orła za ogon to kiepski pomysł"

poinformowała mnie wczoraj Krystyna Czubówna - w ostatniej chwili dosłownie, bo akurat się zastanawiałam, czy sobie nie szarpnąć takiego orła, no ale usłyszałam w samą porę, że niezazbytnio się powinno i dałam sobie spokój. Za to w programie o zwierzątkach jedna wrona tak sobie orła szarpnęła, a on ją zjadł, więc rzeczywiście lepiej sobie jakieś inne zajęcie wybrać.

Sobie i potomności zapisuję ku pamięci, że najlepszy sposób na poważne pogryzienie meszkami to udane się jak najszybciej do lekarza. Wprawdzie jest się witanym entuzjastycznym "A w którą to nóżkę coś próbowało panią zjeść?" ale dostaje się antybiotyk i maziaja i garść sensownych porad (jeśli przeczytacie w necie, żeby robić okłady z octu, to zignorujcie je dla własnego dobra) dzięki czemu udaje się przespać noc w miare spokojnie, mimo gorączki, a rano człowiek nie wstaje z gorącym postanowieniem wyrżnięcia połowy lokalnej społeczności za pomocą kujki do jajek i dokończenia z bazooki.

Interesującą rzecz ostatnio oglądałam o przyrodzie i mam lęki teraz. Mianowicie o alczykach było - to takie ptaszęta, co się łączą w pary ale zimę spędzają osobno i potem wracają do siebie i, jak się dowiedziałam, "odnawiają więzi". Spotkały sie takie dwa stęsknione alczyki i co ja paczę, co ja paczę - najpierw napierniczanie się dziobami a potem skakanie po sobie z elementami walenia dziobami po łebkach? Kaman, to ma być odnawianie więzi? Trener Osobisty jedzie na te swoje jachty niedługo - oby tego "odnawiania więzi" nie oglądał bo jak zechce sobie po powrocie poodnawiać wzorując się na alczykach to mogę tego nie przetrwać, na wszelki wypadek od razu program skasowałam.

Wrażeń dostarczyły mi także lokalne otroczki - przezabawne są czasem, powiadam Państwu. Dwa dni temu dwie dziewczyneczki nieduże jeździły sobie na rowerkach wokół parkingu i, jak to dzieci, przekomarzały się wesolutko. Jedna jechała za szybko, druga nie nadążąła i w którymś momencie poczuła najwyraźniej niechęć do przewagi koleżanki i zaczęła wołać:
 - Lulia! Lulia, nie tak sybko!
Miała być Julia pewnie, ale mamy już na osiedlu Fijipa i Jaśka Potępienie z Żywopłotu, niech będzie i Lulia.
Rzeczona Lulia nie zważała na apel i zapamiętale pedałowała. Koleżanka zawołała jeszcze kilka razy, bez skutku, i nagle uznała najwyraźniej, że przyda się jakieś mocne, stopujące słowo, coś, co z pewnością wywrze wrażenie i sprawi, że się Lulia zatrzyma i zastanowi nad swoim postępowaniem. Rowerek zahamował, dziewuszka zaczęła myśleć i nagle blask promienny rozjaśnił jej drobną twarzyczkę - wiedziała już, co powiedzieć. Różane usteczka rozchyliły się i wydobyło się z nich szczere, donośne:
 - Lulia, ty chuju!
Dodam, że zadziałało, co nie znaczy, że polecam.
A w przychodni była pani z córeczką, co mogło oczywiście się zdarzyć, ale córeczka miała na imię Żaklinka, co nie zdarza się znowuż tak często.

Wrzucę obrazeczki i pójdę kontynuować pławienie się w gorączce - dziś będzie cicik, cicik i niecicik. Miłego dnia Państwu, unikajcie meszek, konsekwencje ugryzienia sa bardzo niefajne. Chyba, że ktoś lubi - w oglądanym wczoraj odcinku "Bones" ludzie lubili być przebrani za kucyki, z uprzężą, jedzeniem z paśników i wszystkim, więc niewiele mnie chwilowo zaskoczy, trwam w lekkim szoku.

niedziela, 17 czerwca 2012
"Pochmurnie z szansą na klopsiki"

odpowiedział mi wczoraj Trener Osobisty na pytanie o to, jaka będzie dziś pogoda. Wiedzieliście, że jest film pod tym tytułem? Ja nie wiedziałam. Trener, oczywiście, obejrzał go, bo ogląda chyba wszystkie filmy na świecie, ja jestem bardziej proksiążkowa. Pochmurnie nie jest a klopsiki trzeba sobie samemu zrobić i weź tu, człowieku, prognozom zaufaj.

Ponieważ Osobisty wrócił jestem zrelaksowana i wesolutka jak szpaczek o wiośnie, koniec martwienia się o zapędy samobójcze kierowców autobusów. Mam najbardziej leniwy weekend od kilku m-cy, a w dodatku jadę dziś do Kiki grillować i będzie jak zwykle, czyli mnóstwo śmiechu i opychania się jak jakiś sołtys.

W uprawach szał zakwitania i siępłożenia, zakwitła większość pomidorów, wykiełkował groch zastępczy posiany w wielkiej skrzyni (czyli jest szansa na naprawdę mnóstwo grochu) a dodatkowo posiałam groch z przeznaczeniem na sałatkowe pędy, cukinia zrobiła się nagle bardzo krzaczasta i niech się nie waży nie zakwitnąć w tym tygodniu oraz, ku mojemu sporemu zdumieniu, wykiełkowały (po x tygodniach) nasiona bazylii, które dotąd ani drgnęły. Jeśli tendencja się utrzyma będę miała niewielką plantację bazylii. Reasumując - wszystko, odpukać, rośnie jak gupie, fasola szparagowa obrzuciła się maleńkimi kuleczkami - zakładam, że to kwiaty in spe, śmieszny ogórek też jakiś taki entuzjastyczny jest, oby tak dalej.

Smutne rzeczy mówiła wczoraj Krystyna Czubówna o kulinarnej przyszłości jednego młodego krokodyla. Mianowicie postanowił on upolować swojego pierwszego słonia - słonie z małą słoninką weszły właśnie do rzeki na drinka i oczywiste było, że dorosłego słonia to krokodyl raczej nie upoluje jeśli nie ma własnego dźwigu (ten nie miał) i powinien celować pyszczkiem raczej w młode słonię. Krokodyl podpłynął, zlokalizował trąby i wziu! złapał za trąbę wielkiego słonia, który zaprezentował się jako ludzki pan, bo tylko krokodyla strzepnął zamiast, jak zazwyczaj, stratować i powiesić zwłoki na drzewie (poważnie, tak słonie robią, nie wyobrażam sobie ich choinek bożonarodzeniowych). Niemniej krokodyl przeżył, a Krystyna Czubówna zawyrokowała "Od tej pory samiec będzie jadł więcej ryb a mniej słoni". Jak to, jak to? - zaniepokoiłam się - przecież on nigdy nie jadł słoni, więc jak może jeść ich jeszcze mniej? Nie można zjeść minus słonia przecież. Może ma wyhodować jednego jako rekompensatę dla przyrody za bycie łowcą nieco pierdołowatym? Nie wiem, jak sobie poradzi, szczerze mówiąc. Potem pani lektor stwierdziła rzecz zdumiewającą mianowicie że "z upływem lat krokodyl stanie się większy i silniejszy". Ojeju, kto by pomyślał, młode stworzenie staje się większe, szok i niedowierzanie. Jeśli w tym miejscu nie pasuje ten obrazeczek to nie wiem, gdzie pasuje.
Widziałam wczoraj mnóstwo krokodyli i innej przyrody fizycznie aktywnej ale rozłożę sobie pisanie o tym na kilka notek, bo jest słonecznie i gorąco, nie ma sensu siedzieć w taki dzień przed komputerem kiedy ma się przyjaciół i pomysły na wspólne spędzanie czasu - proszę bez skrępowania wziąć ze mnie przykład.

Mam obrazeczki i gifa - gif romantyczny a obrazki z cicikiem poniekąd oraz cicikiem wprost.
Miłego dnia Państwu, idę zbierać się powoli na celebrowanie życia towarzyskiego w najlepszym składzie osobowym.

PS. MBF wysłał mi właśnie smsa z treścią ogłoszenia, które gdzieś popaczył - "Basen dla dzieci z grzybkiem". Pozwolę sobie zatusić - tuszę, iż dzieciom z grzybkiem toby się bardziej przydał dermatolog niż basen.

PPS. Nasi przegrali bo wypiłyśmy wczoraj z Berberysem za mało wina i jakoś tak wyszło. Sory.