I tylko jeża przelecieć się nie da.
Nie napiszę, która część ciała Zaspanej obudziła mnie przypadkiem naciskając mój nr w telefonie. W ogóle nie będziemy poruszać tego tematu. Powiem tylko, że gdyby Zaspana była Jagienką więcej by nie zadzwoniła.
Mama po operacji, czekamy na wyniki, mają być za marne 2 tygodnie.
W ramach relaksowania się wykonałam pierogi ruskie w ilości hurtowej (uczciwie dodam, że mąż pomagał), a teraz usiłuję głęboko wierzyć w ich ujemną wartość kaloryczną. Wiadomo, człowiek jeść musi, ale przypuszczam, że w żadnej kulturze zalecenie nie brzmi "zjeść furę ruskich pierogów i popić winem, czynność powtórzyć" - zwłaszcza, że informatycy umieraliby wtedy z przejedzenia. Część kalorii spaliłam podduszając się ze śmiechu przy oglądaniu TBBT, pozostałe planowałam spalić dziś, ale mam do zrobienia kolejną partię ruskich - co robić, drogi pamiętniczku? Nie da się przecież nie zjeść pierogów, jesli się pierogi ma.
Może na rower pójść? Ahaha, żarcik taki.