Tagi
squirk77@gmail.com

Wpisy z tagiem: muszki

poniedziałek, 18 czerwca 2012
"Spragnione seksu muszki zaczynają pić"

Wiedzieliście? Ja nie wiedziałam. Jeśli to się przeniesie na inne gatunki będzie można wyleczyć alkoholizm dając chorym wejściówkę do burdelu.

Upal taki, że aż się nie chce skalpować jeńców, o czymś tak mało rozrywkowym, jak posprzątanie hacjendy, nie wspominając. Przyroda niemobilna odniosła się do wysokiej temperatury z entuzjazmem i kontynuuje cierpliwe zakwitanie i wyrastanie, wczoraj zakwitła fasola szparagowa i ma takie śmieszne kuliste cosie (albo, co też jest możliwe, oczywiście, opanował ją nieznany gatunek obcych, którzy czekają w kapsułach przetrwalnikowych na dogodny moment, żeby zaatakować Ziemię), dynie najpewniej Hokkaido (bo, wiecie, jakoś tak wyszło, że nie zapisałam, co gdzie sieję) też przygotowują się do dostania kwiatków, cukinia strasznie się krzaczy a groch zbił się w jeden kłąb i zaatakował barierkę balkonu. Dynia Piracka Druga udowodniła, że zasługuje na swoją nazwę bo zaatakowała sąsiadkę i usiłowała zająć jej terytorium, musiałam interweniować. Pomidory konsekwentnie kwitną.

Oficjalnie zakończyłam zeszłoroczny sezon dyniowy (stali czytelnicy pamiętają pewnie, ile z tym było zabawy) przez przekrojenie na pół Ostatniej Butternut Skłosz - połowa poleciała do Brahdelt i oby została spożyta z przyjemnością i w boczki nie poszła, druga połowa czeka w lodówce na mój atak inwencji. Mogę spokojnie przygotowywać się mentalnie do nadchodzącego sezonu dyniowego który, jak zeszłoroczny, będzie polegał na kompulsywnym nabywaniu wielkiej ilości dyniowatych przy każdej możliwej okazji, wrzeszczeniu na ich widok i piszczeniu, żeby zabrać mnie tam, gdzie jest ich dużo, bo chcę tylko je obejrzeć i przysięgam, że żadnej nie kupię a te dwie sztuki w bagażniku to mi pewnie ktoś podstępnie wrzucił. Zeszłoroczny rekord to bodajże 9 sztuk rozwłóczonych tu i tam po hacjendzie, ciekawe, co będzie tym razem. I ile tego będzie.

Obejrzałam wczoraj kolejny program o migracjach i przeprawie stad przez rzekę Mara i mój plan napierniczania krokodyli długim kijem z wygodnego czółna powrócił z pełną mocą. Takie małe zebrzę zostało wczoraj skonsumowane że mnie osobiście, gdybym była krokodylem, byłoby wstyd, że zaatakowałam coś tak małego. Krokodyle wstydu najpewniej nie mają, bo młode zeżarły i nawet im przy tym brewka nie pykła, po czym ruszyły po jakąś większą sztuczkę, atak ambicji miały czy co. Potem było o tym, że bawoły nie lubią gepardów i mają w cholerę wolnego czasu. Gepardzica upolowała sobie jakąś antylopę i usiłowała z godnością ją spożyć, ale pasącym się obok bawołom nie pasowało jej towarzystwo i zaczęły ją szturchać. Ta uciekła na drzewo, bawoły sie odsunęły, gepardzica zlazła, bawoły znów w akcji i tak w kółko, gepardzica nawet skubnąć nie miała szans, jeśli miała wrażliwy żołądek to wrzody gwarantowane. Oczywiście jest też szansa, że żołądek geparda to nieczuły zimny drań, ale w okolicznościach przyrody obejmujących mnóstwo agresywnych rogatych nawet drań by wrzodów dostał, to pewne. Do akcji włączyły się dziki i krokodyl, który przechadzał się akurat w okolicy. Bawoły gości nie tknęły nawet kątem raciczki, nic, tylko cicika nieszczęsnego drażniły. W końcu bawoły zorientowały się, że oesu, co my robimy, tyle trawy do przeżucia a my się bawimy jakimś głupim kotem, i poszły. Moim zdaniem gepardzica nie powinna jeść przed snem, bo to niezdrowe, ale jednak zjadła.

Obrazeczki dziś jakieś takie, że sama nie wiem...Za to wiem, że gdybym miała takiego cicika i on by uciekł to raczej nikt nie odważyłby się go szukać i że tajemnicza sprawa z niektórymi piosenkami jest. O, i że napad na ciężarówkę może skończyć się...hm, tragicznie chyba. Miłego dnia Państwu, pamiętajcie o kremie z filtrami żeby się nie spiec i nie wyglądać jak alkoholicy, bo jeszcze Wam ktoś będzie próbować wejściówkę do burdelu wcisnąć i dojdzie do Krępującej Sytuacji.