Tagi
squirk77@gmail.com

Wpisy z tagiem: zmierzch

wtorek, 23 października 2012
Ech, yo.

A bo Trener w tych Czechach nadal. Na szczęście zadowolony, szef okazał się być przesympatycznym a reszta zespołu takoż, spotkania biurowe bardzo owocne, spotkania pozabiurowe również, słowem udany wyjazd i oby powrót był analogiczny, bo kota tu już dostaję. Wirtualnego, żywego by Myszy dopadły, a po co jakiemuś kotku robić źle.

Nanoszatan i Pikoszatan są wyjątkowo zgodne co do tego, że nadmiar mojego snu im szkodzi - zapobiegają, jak mogą, a możliwości, jak się okazało, mają pełne łapki i mordziki. Niech mi ktoś wytłumaczy, dziękuję serdecznie, jakim cudem dwa zwierzątka wielkości pudełka zapałek zdołały zmienić w pył (w pył, nie zwyczajnie pokruszyć) całą sporą kostkę mineralną. W Myszarium jest mnóstwo pyłu, od czasu do czasu któraś z Myszy przydreptuje, siada obok niego i dumnie odrzuca uszka do tyłu. Kawał dobrze zrobionego bałaganu, dzielne zwierzątka.
Mniejsza nieco podrosła, aktualnie rozpoznaję Myszy głównie za pomocą ryzykowania życia. Własnego, oczywiście. Jedna z Mysząt jest moją fanką, na widok zbliżającej się dłoni mysie uszka robią "sztrrrr!" i w sekundę mam na dłoni bardzo maleńką, towarzyską Mysz. Mniejsza to Chojrak Tchórzliwa Mysz (dość straszna bajka swoją drogą), usiłuje podskubywać mi palce i generalnie sobie Nie Życzy, wzięta na dłoń nie spazmuje wprawdzie, ale stanowczo okazuje, że lepiej jej jako Myszy przygruntowej. Oswajamysz się.

Interesujący program wczoraj widziałam o panu, co chciał być panią. Najpierw szybciutko się ożenił z uroczą panienką, która zaszła była w ciążę (z nim zresztą), odczekał tak ze 3 m-ce a jak już się żona poczuła komfortowo to łuhuu!, wyskoczył z newsem. Żona okazała się być młódką spokojną i niewyrywną, nie dostała globusa ni migreny, nie żądała soli trzeźwiących ani do mamusi nie wróciła, po prostu zaakceptowała fakt, że mąż ma więcej szminek od niej i uważa się za kobietę. Z czasem przyszły refleksje, ciąża bowiem robiła swoje, czyli rozwijała się, i żona zaczęła widzieć pewną niedogodność w tym, że jej syn będzie miał tatę, który przebiera się za mamę. Tata miotał się w rozterkach, gdyż tak bardzo, bardzo chciał być kobietą, no musiał po prostu, to silniejsze od niego i co poradzi.
A potem urodziło się dziecię i panu przeszło.
Poważnie, nagle nie chciał już być kobietą i damskie ciuszki oddał żonie, takie "ojtam ojtam, było i minęło, nie wracajmy do tego".
Pojęcia nie miałam, że to może tak działać, ktoś nie czuje się dobrze we własnej skórze, chce zmienić płeć i nagle plop!, na świecie pojawia się mały Nejdżel czy Vaneska i wuala, hormony magicznie dopasowują się do obrysu? Hm.
Przyszło mi też do głowy, że wiecie, telewizja kłamie i może zaserwowano mi dobrze odegrane scenki. Phi.

Wygooglano mnie po "zmierzchu" i "króliku"- chyba Was rozczarowuję trochę, prawda? Jeśli komuś bardzo zależy wrzucę przepis na królika i napiszę coś o wąpierzach w glitterkach, nie ma problemu.

O zwierzątkach niezmiennie oglądam, ale nuda straszna, Afryka ma jakiś zastój chyba. Krokodyle gdzieś wymiotło, sporo lwów i gepardów jest teraz i żrą wszystko, co małe i młode, kompletny brak ambicji. Faktem jest, że małe i młode bywa też durne i aż oczy bolą czasem paczać jak taka młoda antylopa zaczyna się nagle miotać jak nastolatek po amfetaminie, tak sobie hopsasa, bo och, taka jestem młoda i zwinna, życie jest piękne, podhopsasam do tego oto drzewa, bo tam jest cień i zupełnie nie martwi mnie fakt, że być może inne zwierzątko też ten cień znalazło bo och, taka jestem młoda i zwinna i co mi kto zrobi. Gepard, który w tymże cieniu leżał, był bardzo zdumiony kiedy mu obiad podszedł pod same pazurki niemalże. Grzeczny cicik, nie wypadało nie przyjąć oferty, od razu przyjął finalizując karierę antylopy na tym łez padole. Chyba słońce szkodzi niektórym zwierzątkom bardziej, niż innym.

Dzisiejsze obrazeczki będą o życzliwości, odwołanych świętach oraz o tym, jak to było naprawdę. O, i cicik pomocny. I rybka niezazbytnio. Miłego dnia Państwu, nie wychodźcie, jeśli nie musicie, zimno takie że aż się nie chce skalpować jeńców. *

 

* kto nie czyta komiksów i nie wie, skąd cytat, temu cicik nie przybije piąteczki, o.

środa, 13 czerwca 2012
"Bądź tu mądry i piszcz wiersze".

Tytuł na cześć mojej Myszy, która uznała wczoraj (i dziś) że sen (mój) to jakiś wymysł, w dodatku może mi zaszkodzić, więc wzięła na swoje 39 gramów puchu misję uratowania mi życia. Ratowała je do 4.10, kiedy to wstałam, wzięłam poduszki, dyżurnego Owcę i serdecznie pożegnałam miotającą sie dziko Mysz udając się na sofę. Oszaleję tu kiedyś, w dodatku niewyspana.
Ponadto przegrałam wczoraj pół litra, bo założyłam się o wynik meczu i, o dziwo, nasi jednak z Rosją nie wygrali, a powinni. Nie wiem, może ich nikt nie uprzedził, że grają po to, żeby wygrać, a nie jeno ku czczej krotochwili.
Chce mi się iść do sklepu po tę wódkę jak nie wiem co.

Na głównej nuda, sport i zdjęcie kandydujące na mema, wystarczy dorobić napis "Invisible penis" i będzie pięknie.

Z nowości to znowu chcę mieć kapibarę, w sensie nie, że kiedyś miałam, ale że juz raz chciałam. Widziałam wczoraj w jednym programie wielkie stado kapibar, mnóstwo ich w takiej Amazonii i nikt nie będzie miał pretensji, jeśli sobie jedną zabiorę. Oglądałam też zupełnie poważny reportaż o dzikich świniach - jak się okazuje to nie jest tak, że świneczki tylko chrząkają, tu zjedzą korzonek a tam pędzik, kwikną i to by było na tyle. W Australii dzikie świnie wyglądają zupełnie jak dziki, ważą 120 kg, rozmnażają się jak szalone, niszczą uprawy i roznoszą choroby, a że uznały, że to za mała aktywność i wstyd tak się lenić, zaczęły także atakować ludzi. Miło się paczyło na świneczki bardzo małe, bo taki pasiasty warchlaczek oka stanowczo nie męczy, ale szybko mi pozytywne wrażenie przeszło, kiedy warchlaczek okazał taką agresję, że doprawdy nie zalecam głaskania i spokojnie możemy go dodać do listy puszystych niegłaskalnych.
O krokodylach też było sporo i wiecie, taki krokodyl nie ma wcale lekko. Na początku ma przegwizdane, zupełnie jak młody żarłacz wcale_nie_biały, bo jest mały i wszystko na niego poluje, więc zanim osiągnie tych kilka metrów, przy których nikt mu nie podskoczy i będzie mógł opychać się młodymi gnu jak jakiś sołtys, mija parędziesiąt lat. Tak tak, to nie jest jak u dzikiej świni, która bach! pół roku i ma już własne świnięta - żeby osiągnąć jakiś przyzwoity rozmiar, np. 5 metrów, krokodyl musi się trochę nażyć i nastresować, bo aż 50-60 lat. Ten oglądany wczoraj miał ponad 6 metrów (ponad 10 cicików długości, wystawcie sobie, jak dużo krokodyla to jest) i oczywiście bardzo gnu lubił, na szczęście w większości przypadków bez wzajemności albo same starsze osobniki, z pewnością zmęczone już bardzo szczęśliwym życiem w zdrowiu i spokoju. Młode gnu jakoś się zmobilizowały i wczoraj żadnych głupot typu hasanie sobie tuż przy brzegu nie robiły, więc albo dostały rozumu albo, co mniej prawdopodobne, czytają mojego bloga i wstyd im sie zrobiło, że je za nieostrożność besztamy. Po namyśle - małe gnu mogłabym mieć w sumie, byle mi błota nie naniosło, bo bardzo puszyste są takie gnu, a jak wiadomo puszyste=ojeja, kiziać, kiziać (i sprawdzić, czy nie hiena, bo z hienami to pisałam, jak bywa. Nie każdy chłop z widłami to Posejdon, nie każda maleńka hiena to mięciusi futrzaczek, który nie upierniczy człowiekowi ręki tuż przy paszce, taki lajf).

Obrazeczki latoś obrodziły - dziś będzie z dedykacjami, bo dla Zuzanny, która obejrzała glitterowego wąpierzyka zaświergolonego w anemicznej mimozie z zapaleniem trzeciego migdała oraz dla mnie i Emilyann, bo to trochę o nas jest, wstyd jak beret, ale co poradzimy. Jako bonus - krótka prawda o życiu, a przy okazji serdeczne pozdrowienia dla nowej zaglądającej, bardzo mi miło.
Proponuję Państwu spacer, ale raczej po szosie, bo bardzo padało i wszędzie wokół pełno blota jest. Takie gnu, gdyby chciało komuś błota nanieść, to ma teraz spore możliwości - pilnujcie swoich gnu i zaopaczcie im raciczki w gNumofilce, miłego dnia.

PS. W oglądanym wczoraj okołoświnnym programie lektor, mam wrażenie, wcale nie chciał, żeby zdanie "Farmer X upolował świnię podczas konsumpcji padliny" brzmiało, jak brzmiało. Chyba, że się mylę i należą się braweczka farmerowi, który przerwał swój dość nietypowy posiłek żeby inhumować szkodnika. Jestem szczerą fanką takich zdań, czepiam się ich z dziką rozkoszą.